Nie lubię statystyk...

...ale po pierwszym roku – a dokładniej po 8 miesiącach blogowania – pokuszę się o skromne podsumowanie (niech mi będzie wolno rzec) dorobku. A zatem rok 2012 (maj–grudzień), to:
– ponad 10 770 wyświetleń bloga
– 37 postów
– 45 wyłącznie merytorycznych komentarzy
– 310 wyświetleń najpopularniejszego posta
– najwięcej komentarzy do jednego wpisu: 7
– ponad 500 wyświetleń bloga spoza granic Polski

Za wszystkie przypadkowe i nieprzypadkowe odwiedziny serdecznie dziękuję.

Dr Zontek z Katedry Prawa Karnego UJ żartuje, że trzeba się w końcu na poważnie zabrać za komentowanie bloga, żeby wyprostować te wszystkie bzdury, które Małecki tutaj wypisuje :D Witku, zapraszam i gorąco zachęcam Cię do aktywności na blogu – jednocześnie dziękując za już zamieszczone, zawsze inspirujące uwagi. Podziękowania również dla dr Sroki, który był pierwszym komentatorem bloga już w maju 2012 (Tomku, nieustannie liczę na Twoje interesujące wpisy). Wszystkich Odwiedzających i Komentujących zapraszam do lektury także w nadchodzącym roku 2013.

Prawnicze czasopisma naukowe

Przed Bożym Narodzeniem Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opublikowało zmieniony wykaz czasopism naukowych wraz z punktacją za publikacje. W porównaniu do wcześniejszej listy, o której pisałem we wrześniu tego roku, wśród czasopism prawniczych pojawiły się następujące tytuły wcześniej nieuwzględnione (na poniższym wykazie oznaczone gwiazdką *):

„Przegląd Sejmowy” – 8 pkt
„Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny” – 8 pkt
„Studia Biura Analiz Sejmowych” – 7 pkt
„Studia Prawnicze PAN” – 7 pkt
„Państwo i Prawo” – 6 pkt
„Studia Iuridica Agraria” – 6 pkt
„Gdańskie Studia Prawnicze - Przegląd Orzecznictwa” – 5 pkt *
„Orzecznictwo Sądów Polskich” – 5 pkt *
„Prokuratura i Prawo” – 5 pkt
„Przegląd Sądowy” – 5 pkt *
„Studia Iuridica Lublinensia” – 5 pkt
„Studia Prawnicze KUL” – 5 pkt
„Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych” – 4 pkt
„Ius Novum” – 4 pkt
„Opolskie Studia Administracyjno-Prawne” – 4 pkt
„Prawo i Medycyna” – 4 pkt
„Studia Iuridica Toruniensia” – 4 pkt
„Przegląd Więziennictwa Polskiego” – 2 pkt
„Paragraf na Drodze” – 1 pkt *
„Studia Prawnicze. Rozprawy i Materiały” – 1 pkt

Jak i po co obliczać punkty za publikacje naukowe można przeczytać tutaj. Dla karnistów ważna informacja jest taka, że glosa to również publikacja naukowa!

Z ciekawości obliczyłem swoją punktację i okazało się, że od początku naukowej przygody uzbierałem dla Uniwersytetu Jagiellońskiego już 51 punktów (41 pkt w 2011 r. i 10 pkt w 2012 r., tzn. na pierwszym i drugim roku studiów doktoranckich).

Śmiertelny przystanek

Dzisiaj zapadł wyrok na kierowcę krakowskiej 610-tki, który w lipcu ubiegłego roku zabił pasażerkę prowadzonego przez siebie autobusu.

Odnotujmy na początek, jak wraz z upływem czasu „zmieniał się” stan faktyczny sprawy. W sierpniu 2011 media donosiły: „(...) między dziewczyną a kierowcą doszło do sprzeczki, która szybko przemieniła się w gwałtowną kłótnię. Kierowca w pewnym momencie wyciągnął pręt, który służył mu do obrony i kilka razy uderzył studentkę w głowę.
Kiedy ta straciła przytomność, wyniósł ją z autobusu i wrzucił do przydrożnego rowu” (zob.: To kierowca MPK zamordował 21-letnią studentkę).

Sąd ustalił natomiast, że przebieg wydarzeń był następujący: „Kiedy wysiadła, mężczyzna chwycił 35-centymetrowy gumowy przewód hamulcowy z mosiężną śrubą, który woził ze sobą, i zaczął bić ją nim po głowie. Studentka broniła się, w wyniku szarpaniny oboje wpadli do rowu wypełnionego wodą i błotem. Z., która straciła przytomność, upadła twarzą do podłoża. Kierowca z kolei, wstając z rowu, oparł się na jej ciele, przez co jeszcze bardziej zagłębiło się ono w błocie. Mężczyzna zabrał pałkę i nie oglądając się za siebie odjechał” (zob. na tym samym portalu: Kierowca MPK skazany na 15 lat więzienia za zabójstwo pasażerki).

Czy umyślność istnieje?

Po dzisiejszym nad wyraz inspirującym zebraniu naukowym Katedry Prawa Karnego UJ tytułowe pytanie należy sobie postawić już całkiem na serio. Cóż to jest umyślność? Kodeks karny stanowi (art. 9 § 1): „Czyn zabroniony popełniony jest umyślnie, jeżeli sprawca ma zamiar jego popełnienia, to jest chce go popełnić albo przewidując możliwość jego popełnienia, na to się godzi”. Umyślność to zamiar, a zamiar to zdaniem ustawodawcy chęć albo godzenie się na popełnienie czynu zabronionego z towarzyszącą im świadomością, że może on nastąpić.

Jeśli spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, które z kodeksowych określeń tak zwanej strony podmiotowej czynu (stosunku psychicznego sprawcy do czynu) wskazuje na jakiś byt (na coś realnie istniejącego), na pewno będzie to chęć popełnienia czynu zabronionego. Chęć to pragnienie, wola czegoś, ochota na coś, w języku ogólnym synonim zamiaru (zobacz: Słownik języka polskiego PWN oraz słownik W. Doroszewskiego). To realne przeżycie psychiczne: chcę jechać na wakacje, chcę ci coś powiedzieć, chcę dać komuś nauczkę itd.

Nie da się tego samego powiedzieć z równą stanowczością o występującym w omawianym przepisie pojęciu „godzi się”. Co możemy wywnioskować z treści ustawy karnej? Godzenie się w sensie art. 9 § 1 k.k. na pewno nie jest chęcią. Ponadto godzenie się musi być czymś więcej niż samym tylko przewidywaniem możliwości popełnienia czynu zabronionego – i to bez względu na uświadomiony sobie przez sprawcę stopień prawdopodobieństwa jego nastąpienia. Świadomość możliwości bez żadnych stopniujących dookreśleń charakteryzuje bowiem zarówno umyślność, jak i świadomą nieumyślność (art. 9 § 2 k.k. mówi o popełnieniu czynu nieumyślnie pomimo tego, że sprawca taką możliwość przewidywał).

Ani w literaturze karnistycznej ani w orzecznictwie nie udało się dojść do konsensusu w sprawie rozumienia tego pojęcia na gruncie prawa karnego.

Zarzuty dla obrazoburcy

Mężczyzna, który w ubiegłą niedzielę rzucił żarówkami wypełnionymi czarną farbą w kierunku obrazu Matki Boskiej na Jasnej Górze, usłyszał zarzuty prokuratorskie: zniszczenie dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury, uszkodzenie otoczenia obrazu na kwotę około 2000 zł oraz obrażenie uczuć religijnych innych osób. Przepisy: art. 288 § 1 Kodeksu karnego w związku z art. 294 § 2 k.k. w zw. z art. 108 § 1 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami w zw. z art. 196 k.k. (jak podaje częstochowska prasa).

Zauważmy, że zdarzenie nie przebiegło do końca po myśli sprawcy. Pociski ewidentnie były wymierzone w obraz i to on miał zostać uszkodzony. Uszkodzenie otaczających obraz elementów ołtarza to jedynie efekt uboczny nieudanego (i nieudolnego) zamachu na Matkę Boską. Zwróciłem na to uwagę wieczorem w dniu zdarzenia (szczegóły tutaj). Obrazu mianowicie nie dało się zniszczyć za pomocą środka, jakiego używał sprawca, ponieważ ikona jest chroniona pancerną szybą.

Atak na Matkę Boską

Dziś rano na Jasnej Górze w Częstochowie doszło do próby zniszczenia cudownego obrazu Matki Boskiej. Jak donoszą media: „nagle jeden z mężczyzn obecnych w kaplicy przeskoczył przez barierki, wdarł się do prezbiterium i rzucił w kierunku ołtarza dwa pojemniki z czarną farbą. Sam te pojemniki zrobił, z żarówek, żeby się łatwiej tłukły. W obraz trafił, ale go nie uszkodził” (więcej o wydarzeniu można przeczytać na przykład tutaj). Ikona ocalała, ponieważ chroni ją pancerna szyba, której mężczyzna oczywiście nie stłukł.

Na początek dwa słowa o wątku obrazy uczuć religijnych. Mężczyzna odpowie najpewniej za przestępstwo z art. 196 k.k., to znaczy umyślne obrażenie uczuć religijnych osób znajdujących się w kaplicy przez publiczne znieważenie przedmiotu czci, to znaczy ołtarza i znajdującego się w nim obrazu. Dzisiejszy incydent z Jasnej Góry nabiera smaku, gdy porównamy go z omawianą już na blogu sprawą Nergala – piosenkarza, który na swoim koncercie podarł i znieważył Biblię. W tej ostatniej sprawie głos zabrał sam Sąd Najwyższy, ja zaś pisałem o niej dzień przed i tuż po podjęciu uchwały.

Wszystko wskazuje na to, że uczynek Nergala zaliczyć należałoby do kategorii przestępstw przypadkowych, za który artysta nie powinien w aktualnym stanie prawnym ponosić odpowiedzialności karnej (uwaga, liczy się uzasadnienie! – odsyłam do swoich wcześniejszych wypowiedzi na ten temat).

W art. 196 k.k. chodzi bowiem właśnie o taki czyn, jaki miał miejsce dzisiaj rano w kaplicy cudownego obrazu na Jasnej Górze. Jak na dłoni wystąpiła tam koincydencja z jednej strony zniewagi, z drugiej strony obrazy uczuć religijnych, wymierzonych w konkretną „publiczność”, to znaczy wiernych przebywających w kaplicy.

Przypadkowe przestępstwa

Ostatnia sobota i niedziela 1-2 grudnia upłynęły pod hasłem „Studium przypadku”. To już V edycja cyklu krakowskich, ogólnopolskich interdyscyplinarnych konferencji „Wokół myśli Michała Hellera” (tytułowy ksiądz Profesor jest filozofującym fizykiem), której od dwóch lat jestem współorganizatorem.

W tym roku w czasie niedzielnej sesji przedpołudniowej mówiłem referat o „przypadkowych przestępstwach” w kontekście pytania, jak rozumiany intuicyjnie przypadek może wpływać na kwalifikację prawną czynu? Problem ilustrowałem między innymi na przykładach przestępstw skutkowych przeciwko życiu i zdrowiu, kwalifikacji prawnej kradzieży w zależności od wartości zabranego mienia, nietypowego sposobu dojścia do skutku czy zboczenia działania (aberratio ictus). Streszczenie referatu jest dostępne na stronie konferencji.

Zauważmy, że alternatywne możliwe kontynuacje zdarzenia (sformułowanie zapożyczone od Profesora Tomasza Placka) mogą być bardzo różnorodne: bardziej lub mniej przewidywalne, typowe albo niecodzienne, na przykład w wypadku uderzenia pewnego dżentelmena kijem w głowę w czasie pijackiej zwady. Czy napastnik miał zamiar spowodować śmierć człowieka? Ciężkie kalectwo? Nabić mu guza? A może jedynie przestraszyć niemiłego adwersarza? Jeżeli dołożymy do tego odróżnienie czynów zabronionych na umyślne i nieumyślne otrzymamy całą paletę możliwych kwalifikacji prawnych czynu w zależności od – mniej lub bardziej przypadkowego – rozwoju wypadków.


Problem nietypowego – by nie rzec przypadkowego – sposobu dojścia do skutku świetnie ilustruje niedawna sprawa Nergala, o której rozpisywałem się przed i po wydaniu przez Sąd Najwyższy uchwały w tej interesującej sprawie.

Cóż to jest prawda?

Wróciłem właśnie z zebrania naukowego Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, poświęconego (najogólniej rzecz ujmując) zasadzie prawdy materialnej w procesie karnym, w kontekście planowanej nowelizacji Kodeksu postępowania karnego zmierzającej do zmiany modelu procesu w kierunku jego większej kontradyktoryjności. Prawda materialna, czyli – w największym skrócie – ustalenie zgodne z rzeczywistością: dążenie do roztrzygnięcia sprawy (skazania albo uniewinnienia) wyłącznie na podstawie dokładnie ustalonych faktów. Było to niezwykle interesujące oraz obfitujące w odkrywcze intuicje spotkanie w gronie krakowskich karnistów i procesualistów.

Ad vocem wątku konstytucyjnego. Sądzę, że w polskiej ustawie zasadniczej znajdziemy przynajmniej jeden przepis-regułę, która nie dopuszcza od siebie żadnych wyjątków. Mam na myśli art. 30 Konstytucji, mówiący o przyrodzonej, niezbywalnej i nienaruszalnej godności człowieka. W kontekście zasady prawdy materialnej w procesie karnym nasuwa się więc pytanie, czy reguła poszanowania zawsze i wszędzie godności człowieka wymaga bezwzględnego, niedopuszczającego wyjątków, dawania świadectwa prawdzie (np. w akcie oskarżenia czy w orzeczeniu sądowym), zaś trwanie w fałszu jest z nią sprzeczne? Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że poszanowanie i ochrona godności człowieka jest obowiązkiem władz publicznych (art. 30 zdanie 2 Konstytucji), to bez trudu stwierdzimy, że godność podejrzanego, oskarżonego, a także pokrzywdzonego przestępstwem musi stać u podstaw wszystkich regulacji prawa procesowego.

Przygotowanie do zabójstwa

Dzisiejszy dzień przynosi nam interesującą sprawę przygotowywania się pewnego mieszkańca Krakowa do zamachu stanu (art. 128 § 1 k.k.), czyli – jak głosi kodeks karny – do usunięcia przemocą konstytucyjnego organu Rzecypospolitej Polskiej (relacja np. tutaj). Chodzi o zamach na prezydenta, premiera, marszałka sejmu itd. Mężczyzna usłyszał zarzut z art. 128 § 2 k.k. (czynienie przygotowań do zamachu stanu) w związku z art. 168 k.k. (czynienie przygotowań do spowodowania eksplozji materiałów wybuchowych, która zagrozi życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach).

Sprawa jest ciekawa z punktu widzenia teoretycznego, ponieważ nie zdarzyło się chyba nigdy (a na pewno nie za mojego życia), aby w głośnej sprawie medialnej ktoś usłyszał podwójny zarzut przygotowywania się do przestępstwa (a nie jego dokonania). Na początek kilka uwag o znamionach tej formy popełnienia przestępstwa.

1. Przygotowanie do przestępstwa to tak zwana forma stadialna czynu zabronionego, to znaczy penalizacja etapu zmierzania przez sprawcę do dokonania przestępstwa. Z pewnych względów opłaca się ścigać i karać nie tylko czyny polegające na zniszczeniu dobra prawnego (np. zabiciu człowieka, spowodowaniu katastrofy itd.), ale już za przygotowywanie się do ich dokonania w przyszłości (czego najlepszym dowodem jest omawiana sprawa).

2. Przygotowanie do przestępstwa jest opisane w art. 16 § 1 k.k. – pora odkurzyć ten przepis! – i może polegać np. na wchodzeniu przez sprawcę w porozumienie z innymi osobami, z którymi chciałby wspólnie dokonać zamachu, uzyskiwaniu przez niego środków (np. materiałów potrzebnych do detonacji) lub ich przysposabianiu (np. produkowaniu z substancji chemicznych ładunków wybuchowych), zbieraniu w pojedynkę lub wspólnie z innymi osobami różnych informacji (np. rozeznaniu się w infrastrukturze wokół Sejmu) czy sporządzaniu planu działania.

3. Wszystkie te czynności powinny być podjęte w określonym, przestępczym celu: w tym wypadku jest nim wywołanie eksplozji materiałów wybuchowych oraz usunięcie przemocą konstytucyjnego organu państwa. Podejmowane czynności z punktu widzenia zamiaru sprawcy mają mu stworzyć warunki do posunięcia się dalej w przestępnym procederze, to znaczy w jego odczuciu gwarantować efektywność kolejnych etapów działania (na temat znamion przygotowania pisałem kilka dni temu).

4. Przygotowanie do przestępstwa jest etapem poprzedzającym usiłowanie. Ustawa w art. 16 § 1 k.k. mówi bowiem, że przygotowanie polega na podjęciu czynności mających stworzyć warunki do przedsięwzięcia czynu zmierzającego bezpośrednio do dokonania. Sformułowanie „bezpośrednio zmierza do dokonania” to charakterystyka usiłowania (art. 13 § 1 k.k.), w stosunku do którego przygotowanie pełni funkcję instrumentalną.

Nieprzewidywalność

Wczoraj zachęcałem do lektury tekstu prof. Andrzeja Zolla pt. „Prace nad nowelizacją przepisów części ogólnej kodeksu karnego” („Państwo i Prawo” 2012, nr 11, s. 3–13). Dzisiaj kilka moich notatek na marginesie wstępnych projektów Komisji Kodyfikacyjnej zaprezentowanych w tekście, a dotyczących nowelizacji art. 1 k.k.

Komisja proponuje uregulowanie w obrębie art. 1 k.k. problemu przewidywalności zrealizowania znamion przedmiotowych czynu zabronionego, zarówno w odniesieniu do przestępstw formalnych (bezskutkowych), jak i skutkowych. W zakresie tych ostatnich będzie to jednocześnie regulacja  obiektywnego przypisania skutku w myśl zasady, że za nieprzewidywalne następstwa swoich czynów nie można ponosić odpowiedzialności karnej. Proponuje się dodanie § 1a w brzmieniu:

„Czyn zabroniony pod groźbą kary nie może być przypisany, jeżeli w okolicznościach jego popełnienia wyczerpanie znamion tego czynu nie było obiektywnie możliwe do przewidzenia”.

Sam pomysł wprowadzenia regulacji dotyczącej przewidywalności zrealizowania znamion czynu zabronionego oraz umiejscowienie przepisu w nowym § 1a wydaje mi się bardzo trafny. Przepis wpisałby się bowiem w strukturę art. 1 k.k., który jest ustawowym odzwierciedleniem koncepcji wieloaspektowej struktury przestępstwa (przestępstwo jest czynem bezprawnym, karalnym, karygodnym i zawinionym).

Reforma prawa, czyli edukacja

Najnowsze „Państwo i Prawo” (z listopada 2012) przynosi referat prof. Andrzeja Zolla pt. „Prace nad nowelizacją przepisów części ogólnej kodeksu karnego” (strony 3–13) oraz sprawozdanie z posiedzenia Komitetu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk, podczas którego został on wygłoszony i był dyskutowany (strony 132–134, sprawozdanie autorstwa Michała Ziółkowskiego).

W swoim referacie prof. Andrzej Zoll zarysował przymiarki legislacyjne, nad którymi pracuje Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego przy Ministrze Sprawiedliwości. Pisałem już na blogu o propozycjach rozbudowania przepisu o czynie ciągłym oraz wprowadzenia do kodeksu karnego wyraźnej regulacji dotyczącej obiektywnego przypisania skutku. W referacie Profesor poruszył oczywiście wiele więcej wątków (między innymi definicji strony podmiotowej czynu, regulacji usprawiedliwionego błędu co do znamienia, złagodzenia ustawowego zagrożenia karą za usiłowanie, podżeganie i pomocnictwo). Nie miejsce, aby streszczać cały artykuł. Zachęcam do jego lektury.

Zasadniczo nie o tym jest dzisiejszy wpis. Zainteresowało mnie mianowicie sprawozdanie z dyskusji nad propozycjami zreferowanymi przez prof. Zolla. W sprawozdaniu nie zauważyłem żadnych odniesień do – zgoła przecież mogących wywoływać kontrowersje – propozycji nowelizacyjnych w obrębie pierwszych rozdziałów części ogólnej kodeksu karnego. Czy zasadna jest zmiana definicji czynu ciągłego, czy należy wprowadzać przepis o obiektywnym przypisaniu skutku, co z karalnością usiłowania oraz sankcją za podżeganie i pomocnictwo? Niestety nie poznaliśmy zdania na ten temat uczestników posiedzenia. Zakładając, że sprawozdanie wiernie oddaje przebieg i wątki posiedzenia, uzasadnione zdziwienie może budzić zupełny brak jakichkolwiek odniesień dyskutantów do tych wręcz kluczowych kwestii, przedstawionych przez prof. Zolla.

Obraza niechcący

Sąd Najwyższy podjął dzisiaj uchwałę w związku z zagadnieniem prawnym wymagającym zasadniczej wykładni ustawy, przekazanym przez Sąd Okręgowy w Gdańsku (sygnatura akt I KZP 12/12), który pytał: „Czy przestępstwo z art. 196 k.k. można popełnić jedynie działając w zamiarze bezpośrednim, czy także działając w zamiarze ewentualnym?”.

Sąd Najwyższy (w składzie: SSN Tomasz Artymiuk – sprawozdawca, SSN Jerzy Grubba, SSN Dorota Rysińska) udzielił następującej odpowiedzi: Przestępstwo określone w art. 196 k.k. popełnia ten, kto swoim zamiarem bezpośrednim lub ewentualnym obejmuje wszystkie znamiona tego występku” (zob. komunikat na stronie internetowej SN). 

Sprawa ma znaczenie w kontekście odpowiedzialności karnej Adama Darskiego (pseudonim artystyczny: Nergal), który na jednym ze swoich koncertów podarł Biblię i rozrzucił kartki wśród publiczności (obszernie pisałem o tym wczoraj). Nie pojawiło się jeszcze pisemne uzasadnienie uchwały, jednak rozstrzygnięcie nie wydaje mi się kontrowersyjne. Nie zamyka ono jednak sprawy. 

Art. 196 k.k. po jego uzupełnieniu o znamiona strony podmiotowej należy odczytywać następująco (ograniczając rozważania do fragmentu istotnego z punktu widzenia sprawy Nergala): „Kto umyślnie obraża uczucia religijne innych osób, umyślnie znieważając publicznie przedmiot czci religijnej...”, co po rozszyfrowaniu słowa  „umyślnie” według definicji z art. 9 § 1 k.k. oznacza:
1) kto chcąc znieważyć publicznie przedmiot czci religijnej, albo przewidując możliwość publicznego znieważenia przedmiotu czci religijnej, na jego publiczne znieważenie się godzi,
2) i tym sposobem chce obrazić uczucia religijne innych osób, albo przewidując taką możliwość, godzi się na obrażenie uczuć religijnych innych osób.

Sprawa Nergala

Pytanie prawne, czyli problem pozorny

Dzisiaj nieco dłuższa analiza, bo sprawa jest gorąca. Już jutro o godz. 14 Sąd Najwyższy w Izbie Karnej rozpozna zagadnienie prawne przekazane przez Sąd Okręgowy w Gdańsku (sygnatura akt I KZP 12/12): „Czy przestępstwo z art. 196 k.k. można popełnić jedynie działając w zamiarze bezpośrednim, czy także działając w zamiarze ewentualnym?”

Rzekomy problem wykładni pojawił się w toku rozpoznawania sprawy Adama Darskiego, oskarżonego o obrazę uczuć religijnych. We wrześniu 2007 Nergal na jednym z koncertów (w jednym z klubów w Gdyni) nazwał Biblię kłamliwą księgą, a Kościół zbrodniczą sektą, a także rozrzucił wyrwane kartki z Biblii wśród publiczności. Na koncert można było wejść po wykupieniu biletu. Na biletach i plakatach znajdowała się informacja o zakazie rozpowszechniania w internecie nagrań z koncertu. Pomimo tego w sieci pojawił się filmik (nakręcony w klubie przez dziennikarza „Gazety Świętojańskiej”), którym jakiś czas po incydencie poczuło się urażonych kilku internautów (za: M. Górlikowski, Nergal nie zamierzał obrażać, „Gazeta Wyborcza” z 19 sierpnia 2011, s. 6).

Postępowania przed sądami niższych instancji, które uniewinniały Nergala od zarzutu popełnienia przestępstwa, były już komentowane w prasie (zob. np. M. Derlatka, Granice w sztuce też istnieją; D. Kaczmarska, Czy Nergal obraził wierzących?).

Art. 196 k.k. stanowi: „Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. W sprawie Nergala interesuje nas pierwsza odmiana tego przestępstwa, to znaczy publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej (podarcie Biblii i rozrzucenie kartek wśród publiczności) i obrażenie w ten sposób uczuć religijnych innych osób (internautów, którzy obejrzeli nagranie z koncertu).

„Mające stworzyć warunki”

Dwa miesiące temu uruchomiłem na blogu krótką ankietę, w której byliście proszeni o odpowiedź na następujące pytanie:

Które z podanych zdań Twoim zdaniem najlepiej oddaje sens stwierdzenia: „Mikołaj wykonał dekoracje mające stworzyć scenerię do wystawienia sztuki o dziewczynce z zapałkami”?
1) W odczuciu Mikołaja wykonanie dekoracji umożliwiało mu stworzenie scenografii.
2) Istniała obiektywna możliwość, że dekoracje stworzą scenerię dla zaplanowanego przedstawienia.
3) Mikołaj faktycznie wykonał już scenerię dla swojej sztuki.
4) Mikołaj wykonał dekoracje w celu wystawienia sztuki.

Głosowanie miało potrwać jeszcze kilkanaście dni, jednak kilka dni temu – nie wiedzieć czemu – automatyczna funkcja zliczania głosów przestała działać. Niestety nie mam technicznych możliwości jej naprawienia. Wynik głosowania jednakże już na obecnym etapie wygląda nader interesująco i w związku z tym eksperyment uważam za udany. Niewinne pytanie ankietowe ujawnia mianowicie poważny problem interpretacyjny, dotyczący kodeksu karnego. Chodzi o trafne odczytanie pewnego sformułowania z art. 16 § 1 k.k. Przepis ten stanowi, że „przygotowanie zachodzi tylko wtedy, gdy sprawca w celu popełnienia czynu zabronionego podejmuje czynności mające stworzyć warunki do przedsięwzięcia czynu zmierzającego bezpośrednio do jego dokonania, w szczególności w tymże celu wchodzi w porozumienie z inną osobą, uzyskuje lub przysposabia środki, zbiera informacje lub sporządza plan działania.” Problem dotyczy zwrotu: „podejmuje czynności mające stworzyć warunki do przedsięwzięcia czynu…”.

Katastrofa na łysych oponach

Za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, w której śmierć poniosły 3 osoby, a 9 innych zostało rannych – 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na lat pięć. To prawomocny wyrok sprzed dwóch dni dla kierowcy ciężarówki, którego pojazd zderzył się trzy lata temu z autobusem (szczegóły tutaj).

Ustalono następujące fakty (jw.):
1) Naczepa na łuku śliskiej drogi przy zjeździe ze wzniesienia wpadła na lewy pas wprost pod nadjeżdżający z przeciwka autobus.
2) Trzy z czterech opon na kołach naczepy miały bieżniki zużyte w stu procentach.
3) Również autobus jechał na zużytych oponach (dwie tylnie).
4) Biegli uznali, że zarówno autobus, jak i naczepa były niesprawne technicznie i nie powinny w ogóle wyjeżdżać w trasę.
5) Przed zderzeniem oba pojazdy hamowały, a w chwili wypadku ich prędkość nieznacznie przekraczała 50 km/godz.

Kryteria czy metody?

Dzisiaj o 17:15 pierwsze w tym roku akademickim zebranie naukowe Katedry Prawa Karnego UJ. Będę miał na nim zaszczyt jako referent podzielić się swoimi pomysłami na temat rozgraniczania przygotowania od usiłowania popełnienia przestępstwa. Jest to problem tak zwanej „bezpośredniości”. Strona przedmiotowa form stadialnych charakteryzuje się zmierzaniem niebezpośrednim na etapie przygotowania, zaś bezpośrednim w fazie usiłowania. Znamię „bezpośrednio zmierza” z art. 13 § 1 k.k. odróżnia niebezpośrednie czynności przygotowawcze od usiłowania.

W literaturze i orzecznictwie przyjmuje się, że sprawca „bezpośrednio zmierza” w rozumieniu art. 13 § 1 k.k. (art. 11 § 1 d.k.k. z 1969 r.), gdy:
– rzeczywiście zbliża się do dokonania,
– bezpośrednio i konkretnie zagraża przedmiotowi czynu,
– stwarza realne zagrożenie dla chronionego dobra prawnego,
– podejmuje czynności prowadzące wprost do zamierzonego celu,
– istotnie zbliża się do celu i stoi bezpośrednio przed jego osiągnięciem,
– osiąga ostatnią fazę (ogniwo) działalności, aby urzeczywistnić zamiar.

Problem bezpośredniości to klasyczny przykład – jak to ujął przed laty Stanisław Stomma – „gonitwy za terminami”. Brak bowiem narzędzi do weryfikacji, czy konkretne zachowanie podejrzanego lub oskarżonego rzeczywiście zbliżało się czy nie zbliżało do dokonania. Zagrażało przedmiotowi czynu konkretnie czy tylko abstrakcyjnie? Stanowiło realne czy nierealne zagrożenie dla dobra prawnego? Zmierzało wprost czy nie wprost do dokonania? Czy jego zbliżanie się do celu było istotne czy nieistotne? W końcu czy znajdowało się w ostatniej fazie poprzedzającej dokonanie czynu, czy może było dopiero przedostatnim ogniwem działalności urzeczywistniającej przestępny zamiar sprawcy?

Poczęstunek godny kary

„Jakub wyjął dwie pigułki z wizerunkiem węża. On popił jedną herbatą, ona - winem. Po dwóch godzinach zaproponował po jeszcze jednej. Dziewczyna się zgodziła. Tabletki zadziałały, poszli spać dopiero o godz. 5 nad ranem. Student nie pamięta, co się potem działo. Śledczym powiedział tylko, że słyszał nad ranem, jak dziewczyna mówiła kierowniczce sklepu, w którym pracowała, że jest chora i nie przyjdzie do pracy. Jakub twierdzi, że potem zasnął. Obudził się dopiero po godz. 18. Jego partnerka leżała obok kaloryfera. Na pomoc było za późno.

Przyczyn nagłej śmierci na polecenie krakowskiej prokuratury zaczęli szukać biegli z Zakładu Medycyny Sądowej UJ. I okazało się, że młodą kobietę zabiły psychotropowe tabletki. - Badania przeprowadzone przez biegłych wykazały, że przyczyną zgonu było spożycie pochodnych amfetaminy, które wywołało wielonarządową niewydolność zwłaszcza oddechowo-krążeniową - mówi prokurator Bogusława Marcinkowska, rzeczniczka krakowskiej prokuratury.

Jakub stanie teraz przed sądem nie tylko za posiadanie narkotyków i środków psychotropowych. Prokuratura oskarża go bowiem również o podanie kobiecie substancji, które doprowadziły ją do śmierci” (Jarosław Sidorowicz, Śmiertelny odlot. Syntetyczne psychotropy zdobywają rynek).

Czy Jakub poniesie odpowiedzialność za przestępstwo nieumyślnego spowodowania śmierci swojej dziewczyny (art. 155 k.k.)? Mamy tu do rozwiązania klasyczny problem przypisania skutku.

Ćwiczymy

Kluczowy punkt pierwszych ćwiczeń z prawa karnego to ustalenie reguł gry. Studenci mają prawo widzieć, w co się pakują. Reguły są w sumie bardzo proste i jasno wynikają z istoty „ćwiczeń”. Zazwyczaj ujmuję to w trywialnych słowach: ćwiczenia polegają na tym, że się ćwiczy. Gdy chcemy wyćwiczyć skoczność w dal – jeden skok nie wystarczy. Jeden skok codziennie przez pół roku – to już co innego. Istota ćwiczeń zakłada systematyczną pracę, która ma być skierowana na określony cel. Praca na ćwiczeniach polega na obcowaniu z prawem karnym przez cały rok akademicki. Cel ćwiczeń to w żadnym razie nie zaliczenie egzaminu, lecz obeznanie się z prawem karnym. Egzamin to tylko (niezbędny) środek do tego ważnego dla prawnika celu.

Ta prosta wykładnia pojęcia „ćwiczenia” prowadzi do oczywistych dyrektyw szczegółowych. Podajmy choćby dwie. Po pierwsze, ocenie podlega całokształt twórczości, nie zaś wynik jednego sprawdzianu na tydzień przed ostatecznym kolokwium. Do jednorazowych zaliczeń służą egzaminy. Ćwiczenia są zaś treningiem – procesem rozłożonym w czasie. Po wtóre, nie ma znaczenia, z jakiego powodu ktoś nie ćwiczy. Tak zwane „usprawiedliwione” braki udziału w ćwiczeniach (podobnie jak te nieusprawiedliwione) nie pozwalają osiągnąć zadowalającej formy, powinny więc zostać indywidualnie nadrobione, aby wrócić do gry.

Skrzyżowanie przygotowania i współdziałania

Dzisiaj na seminarium doktoranckim Prof. Andrzeja Zolla prezentowałem swoje pomysły dotyczące problemów, jakie rozgrywają się na linii: przygotowanie do przestępstwa – przestępne współdziałanie. Dyskusja pokazała, że spokojnie można uczynić ten temat przedmiotem samodzielnej rozprawy doktorskiej. Wielość (niekoniecznie bezdyskusyjnych) założeń, barwna paleta poglądów i szerokie możliwości interpretacyjne to cechy charakterystyczne zaproponowanego tematu. Jednym słowem: totalny hardcor bez trzymanki. W mojej rozprawie, poświęconej problemowi odpowiedzialności karnej za przygotowanie do przestępstwa, będzie on zajmował zaledwie jeden rozdział, siłą rzeczy ograniczający się do najbardziej wyraźnych kwestii.

Po skrzyżowaniu ze sobą formy stadialnej przygotowania i form przestępnego współdziałania (czyli nałożeniu na siebie art. 16 § 1 k.k. i art. 18 k.k.) otrzymamy następujące efekty.

Przygotowanie do współdziałania
 
Pierwszą grupę efektów określić można jako „przygotowanie do współdziałania” (czyli nałożenie formy stadialnej na typ czynu zabronionego charakteryzującego się współdziałaniem):
1) Przygotowanie do wykonania czynu zabronionego wspólnie i w porozumieniu z inną osobą;
2) Przygotowanie do kierowania wykonaniem czynu zabronionego przez inną osobę;
3) Przygotowanie do polecenia innej osobie wykonania czynu zabronionego, wykorzystując uzależnienie tej osoby od siebie;
4) Przygotowanie do nakłonienia innej osoby do dokonania czynu zabronionego, chcąc, aby ta osoba go dokonała;
5) Przygotowanie do ułatwienia innej osobie popełnienia czynu zabronionego w zamiarze, aby ta osoba go dokonała.

Sytuacje opisane w punktach 4) i 5) to zawsze niekaralne przygotowanie do podżegania albo przygotowanie do pomocnictwa. Ustawa karna nie zawiera bowiem klauzuli karalności etapu przygotowania do podżegania albo pomocnictwa (na zasadzie art. 16 § 2 k.k.)

Sytuacje opisane w punktach 2) i 3) mogą polegać np. na zbieraniu informacji przez sprawcę, który zamierza wydać uzależnionej od siebie osobie polecenie, aby wykonała określony czyn zabroniony; albo na przysposabianiu środków technicznych potrzebnych do kierowania wykonaniem czynu zabronionego przez inną osobę. Są to zachowania karalne tylko wtedy, gdy ustawa tak stanowi.

Z tą grupą sytuacji wiąże się specyficzne pytanie, czy wydanie komuś polecenia, ewentualnie przystąpienie do kierowania wykonaniem czynu zabronionego przez inną osobę, jest już karalnym usiłowaniem popełnienia jakiegoś przestępstwa, czy jedynie co do zasady niekaralnym do niego przygotowaniem? Dla przykładu: wydaję określonej osobie polecenie skierowania pociągu na niewłaściwy tor w celu spowodowania katastrofy. W tym momencie zostaję ujęty na gorącym uczynku. Czy moje zachowanie było już usiłowaniem spowodowania katastrofy kolejowej (art. 13 § 1 k.k. w zw. z art. 173 § 1 k.k.), czy dopiero przygotowaniem do katastrofy (art. 175 k.k.)? Odpowiedź na to pytanie nie jest łatwa i wymaga przyjęcia określonego poglądu na temat kontrukcji art. 18 § 1 k.k.

Jednym z argumentów na poparcie tezy, że jest to usiłowanie katastrofy w formie sprawstwa polecającego, może być uwzględnienie definicji usiłowania z art. 13 § 1 k.k. Przepis ten wymaga, aby dana osoba swoim zachowaniem bezpośredniego zmierzała do dokonania czynu zabronionego. Z usiłowaniem – a nie przygotowaniem do przestępstwa – mamy więc do czynienia w sytuacji, w której podejmuję określone, opisane w ustawie zachowanie, i nie muszę już nic więcej robić, aby móc odpowiadać za dokonanie czynu zabronionego. Tymi zachowaniami w wypadku sprawstwa kierowniczego i polecającego są – odpowiednio – kierowanie i polecenie wykonania czynu zabronionego. Na etapie realizowania którejś z tych czynności zmierzam „swoim zachowaniem” bezpośrednio do dokonania, a nie jedynie podejmuję czynności mające stworzyć warunki do przedsięwzięcia czynu (swojego czynu) zmierzającego bezpośrednio do dokonania.

Z sytuacją opisaną w punkcie 1) związane są interesujące kontrowersje, szeroko dyskutowane na seminarium. O jaką sytuację tutaj chodzi? Otóż jedną z form przygotowania może być wejście w porozumienie z inną osobą celem popełnienia przestępstwa. W momencie zawarcia takiego porozumienia sprawcy realizują znamiona przygotowania do przestępstwa, które ma być popełnione wspólnie i w porozumieniu przez wszystkie osoby uczestniczące w porozumieniu (chodzi w tym momencie o współsprawstwo zamierzonego przestępstwa, a nie współsprawstwo przygotowania!). Znamię „porozumienie” należy wykładać ściśle: nie jest nim ani nakłanianie, ani wydawanie polecenia, ani kierowanie zachowaniem innej osoby. Uczestnicy porozumienia realizują znamiona tak zwanej współsprawczej konfoguracji przygotowania, co oznacza, że zamierzony przez nich czyn ma być popełniony w formie współsprawstwa. Omawiana sytuacja silnie wiąże się z punktem 1) z grupy drugiej.

Współdziałanie w przygotowaniu

Drugą grupę określić można jako „współdziałanie w przygotowaniu” (czyli nałożenie postaci współdziałania na formę stadialną przygotowania do przestępstwa):
1) Wspólne i w porozumieniu wykonanie przygotowania do czynu zabronionego;
2) Kierowanie wykonaniem przez inną osobę przygotowania do czynu zabronionego;
3) Polecenie innej osobie wykonania przygotowania do czynu zabronionego, wykorzystując uzależnienie tej osoby od siebie;
4) Nakłanianie innej osoby do dokonania przygotowania do czynu zabronionego chcąc, aby ta osoba go dokonała;
5) Ułatwienie innej osobie popełnienia przygotowania do czynu zabronionego w zamiarze, aby ta osoba go dokonała.

Sytuacje opisane w punktach 1), 2) i 3) są „zwyczajnym” przygotowaniem do przestępstwa, tyle tylko, że realizowanym w jednej z form zjawiskowych.

Dla przykładu, wykorzystując uzależenienie innej osoby od siebie wydaję jej polecenie przysposobienia środków mających stworzyć warunki do produkcji substancji psychotropowej. Dopuszczam się przygotowania w formie sprawstwa polecającego.

Następujący przykład unaoczni związek sytuacji 1) z sytuacją 1) z grupy pierwszej. Sprawcy weszli w porozumienie celem popełnienia rozboju i umówili się, że jeden z nich zbierze informacje dotyczące posesji, na którą zamierzali napaść, drugi zaś nabędzie łom i kominiarki. Następnie wspólnie udadzą się na miejsce planowanej akcji i po zastosowaniu przemocy w stosunku do pana domu okradną jego mieszkanie. Na zupełnie pierwszym etapie przestępnej akcji, to znaczy na etapie wejścia w porozumienie, sprawcy dopuszczają się przygotowania do wykonania czynu zabronionego wspólnie i w porozumieniu, czyli do rozboju we współsprawstwie (grupa pierwsza, sytuacja 1). Od tego momentu rozpoczyna się ich wspólnie i w porozumieniu wykonywanie przygotowania do rozboju  (grupa druga, sytuacja 1).

Z uwagi na porozumienie łączące sprawców od początku pochodu przestępstwa, uważam, że wszystkie osoby uczestniczące w porozumieniu na etapie przygotowania, które to porozumienie dotyczy wspólnego wykonania określonego czynu zabronionego, a które to osoby następnie wspólnie przygotowują się do jego dokonania, odpowiadają za całość zrealizowanego czynu objętego porozumieniem, bez względu na to, czy wszyscy czy tylko niektórzy z nich wkroczą w fazę usiłowania albo finalnie dokonania przestępstwa. Wszyscy oni bowiem na mocy powziętego porozumienia wykonują jeden czyn zabroniony, tyle tylko, że ich zachowania pojawiają się na różnych jego etapach. Koncepcję tę określam jako jednolitą odpowiedzialność za pochód współsprawstwa.

Na seminarium pojawiła się wątpliwość, czy sytuacje opisane w punktach 1), 2) i 3) jest w ogóle sens wyróżniać, skoro definicja przygotowania do przestępstwa daje możliwość potraktowania ich jako po prostu przygotowania w formie jednoosobowej. Uważam, że jeśli ma sens wyróżnianie w kwalifikacji prawnej dokonanego zabójstwa formy zjawiskowej, w jakiej to zabójstwo zostało dokonane (np. zabójstwo w formie sprawstwa polecającego kwalifikujemy jako art. 148 § 1 w zw. z art. 18 § 1 zdanie 4 k.k.), oraz podobnie w wypadku usiłowania (a nie są to stwierdzenia kontrowersyjne), to tak samo należy postąpić w wypadku współdziałania na etapie przygotowania. Opis czynu powinien w takim wypadku zawierać wskazanie formy zjawiskowej, w jakiej owo przygotowanie zostało popełnione. Inaczej opiszemy (i ocenimy) samodzielne przygotowywanie się sprawcy do katastrofy, a inaczej wydanie podwładnemu polecenia uczynienia przygotowań do katastrofy kolejowej.

Sytuacje opisane w punktach 4) i 5) to konstrukcje wykluczone na mocy znamion podżegania i pomocnictwa. Art. 18 § 2 i § 3 k.k. wymagają bowiem, aby podżegacz i pomocnik – odpowiednio – chcieli (mieli zamiar), aby inna osoba dokonała czynu zabronionego. Pojęcie „dokonanie” należy rozumieć ściśle jako właśnie dokonanie, a nie usiłowanie czy przygotowanie. Jeżeli więc nakłaniam kogoś do przygotowania się do handlu narkotykami chcąc, aby ta osoba uczyniła takie przygotowania, to nie realizuję znamion podżegania.

Z podżeganiem i pomocnictwem związany jest ciekawy problem, który sprowadzić można do pytania, czy przygotowanie do określonego przestępstwa może być równocześnie podżeganiem albo ewentualnie pomocnictwem do tego samego przestępstwa. Sąd Najwyższy uważa, że tak: „wejście w porozumienie jest w istocie szeroko penalizowane jako podżeganie lub pomocnictwo” (wyrok SN z dnia 5 marca 2008 r., sygn. akt V KK 343/07).

Jest to jednak wykluczone głównie ze względu na stronę podmiotową formy stadialnej przygotowania oraz znamiona strony podmiotowej podżegania i pomocnictwa. Językowe brzmienie kodeksu karnego, wzmocnione o międzyzdaniowy kontekst analizowanych terminów, nie powinno budzić w tej mierze żadnych wątpliwości. Osoba przygotowująca się do popełnienia przestępstwa, na mocy art. 16 § 1 k.k. musi mieć zamiar bezpośredni jego dokonania, to znaczy musi chceć je dokonać, a w wypadku konfiguracji współsprawczej musi chcieć dokonać czyn zabroniony wspólnie i w porozumieniu z inną osobą. Podżegacz i pomocnik natomiast – na mocy art. 18 § 2 i § 3 k.k. – nie chcą dokonać czynu zabronionego, do którego nakłaniają albo którego popełnienie ułatwiają, lecz chcą (mają zamiar), aby inna osoba to uczyniła. „Inna osoba”, to znaczy ona sama, lecz nie ja (nie wspólnie ze mną). Przygotowanie w konfiguracji współsprawczej oraz podżeganie/pomocnictwo do tego samego przestępstwa wzajemnie się wykluczają.

Na dzisiejszym seminarium omawialiśmy również problem charakteru prawnego art. 258 k.k. (udział w zorganizowanej grupie lub związku mających na celu popełnienie przestępstwa). Wielowątkowość dyskusji w tym temacie wymaga jednak osobnego posta :)

Jesienne porządki

Weekendowy nastrój przed lawiną październikowych zajęć skłonił mnie dzisiaj do uporządkowania swojej strony domowej. Z uwagi na funkcjonowanie bloga, usunąłem ze strony zakładki Ogłoszenia oraz Komunikaty (na temat mojej działalności naukowej). Dzisiaj są one niepotrzebne – funkcję bieżącego informowania o pomysłach i przedsięwzięciach badawczych spełnia bowiem blog.

Od założenia strony w 2010 roku pojawiło się na niej osiem komunikatów na następujące tematy:
– Charakter prawny art. 178a § 4 k.k.
– Czy jest potrzebna nowa definicja czynu ciągłego (art. 12 k.k.)?
– Formy stadialne przestępstw pedofilskich w świetle art. 200a § 1 i § 2 k.k.
Kiedy taksówkarz jest „bez licencji”?
Komentarz do uchwały Sądu Najwyższego w sprawie narkotykowej (I KZP 24/10)
Nietypowy wypadek na przejściu dla pieszych: studium przypadku
Nowy przepis o obiektywnym przypisaniu skutku
Odpowiedzialność osoby filmującej zgwałcenie za gwałt zbiorowy (art. 197 § 3 pkt 1 k.k.)

Niemalże każdy z nich zakończył się jakąś publikacją (artykułem albo glosą). Pomimo więc ich zniknięcia, na stronie nadal będzie można zapoznać się ze szczegółami poszczególnych tematów, w dziale Streszczenia (tam zamieszczam wszystkie informacje bibliograficzne o swoich publikacjach). Z uwagi na umowy licencyjne nie mam możliwości umieszczenia na stronie elektronicznych wersji artykułów. Chętnie jednak służę pomocą w dotarciu do ich opublikowanych wersji (wystarczy skontaktować się ze mną drogą mailową).

Październik to także – taki mam przynajmniej zamiar – powrót po przeszło dwóch miesiącach wakacyjnej przerwy do regularnego blogowania. A tematów ostatnie tygodnie podsuwają co niemiara.

Czasopismo naukowe czy „punktowane”?

Wczoraj Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego ogłosiło najnowszy wykaz czasopism naukowych wraz z liczbą punktów za publikacje. W czołówce raczej zaskoczenie:

„Przegląd Sejmowy” – 8 pkt
„Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny” – 8 pkt
„Studia Biura Analiz Sejmowych” – 7 pkt
„Studia Prawnicze PAN” – 7 pkt
„Państwo i Prawo” – 6 pkt
„Studia Iuridica Agraria” – 6 pkt
„Prokuratura i Prawo” – 5 pkt
„Studia Prawnicze KUL” – 5 pkt
„Studia Iuridica Lublinensia” – 5 pkt
„Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych” – 4 pkt
„Ius Novum” – 4 pkt
„Opolskie Studia Administracyjno-Prawne” – 4 pkt
„Prawo i Medycyna” – 4 pkt
„Studia Iuridica Toruniensia” – 4 pkt
„Studia Prawnicze. Rozprawy i Materiały” – 1 pkt

Brak na liście „Przeglądu Sądowego”, „Palestry” czy „Orzecznictwa Sądów Polskich”!

Na wnioski przyjdzie czas, choć pewne głosy już się pojawiają.

A może po prostu trzeba się zabrać do roboty?

Zjazd karnistów w Krakowie

Niecałe sześć godzin temu zakończyły się obrady czterodniowego Ogólnopolskiego Zjazdu Katedr Prawa Karnego i Kryminologii. Następny dopiero za dwa lata w Warszawie.

Środa (5 września) upłynęła pod hasłem rozkręcającego całe wydarzenie Forum Młodych Karnistów „Prawo karne ˅35” oraz znakomitego (nie tylko w moim odczuciu, ale również w ocenie profesorów prawa karnego) wykładu na temat aktualnego, ale nie napawającego optymizmem, stanu polskiej nauki prawa karnego.

Czwartek był dniem jedenastu interesujących dyskusji panelowych na tematy nie od dzisiaj zaprzątające umysły polskich karnistów, między innymi: strony podmiotowej, obiektywnego przypisania skutku, tożsamości czynu, pozytywizmu w prawie karnym, trybu ścigania zgwałcenia czy penalizacji posiadania narkotyków. Nie wszystkim uczestnikom debaty udawało się wpisać w stylistykę zjazdu i zamiast ożywionej dyskusji, wygłaszali oni czasami wykłady (monologi) na dany temat. Były to na szczęście sytuacje raczej sporadyczne.

Po trudach całego dnia uczestniczyliśmy w kolacji, a po wieczerzy w wycieczce zabytkowymi tramwajami po Starym Mieście.

Podsumowanie dyskusji panelowych odbyło się w piątek. Z wypowiedzi Profesorów wynikało, że nie przyniosły one dużej liczby wniosków, uzgodnień czy nowatorskich ujęć danej problematyki. Przeważał sceptycyzm. Nie odnotowałem, aby któryś z uczestników dyskusji zmienił pod jej wpływem swoje wcześniejsze zdanie na dany temat. Niemniej jednak poszczególne panele dały okazję do ciekawych polemik czy prób zweryfikowania stanowisk wygłaszanych przez ich uczestników.

Kulminacyjnym momentem piątkowego popołudnia była zapadająca w pamięć uroczystość jubileuszowa Profesora Andrzeja Zolla, wręczenie Profesorowi księgi pamiątkowej (liczącej niespełna 3000 stron) oraz koncert w Filharmonii Krakowskiej.

Ostatniego dnia Zjazdu, w średniowiecznych murach opactwa w Tyńcu, mieliśmy okazję spojrzeć w „przyszłość prawa karnego” podczas konferencji o takim właśnie tytule. Ekspansja regulacji prawa karnego nie jest zjawiskiem pożądanym z punktu widzenia funkcjonowania państwa, jednakże posiada ona swoje dobre strony: karniści będą mieli pracę – z przymrużeniem oka konkludowano podczas konferencji. Po jej zakończeniu (dzisiaj wieczorem) wróciliśmy do centrum Krakowa rejsem po Wiśle.

Podczas Zjazdu miałem zaszczyt zabrać głos na Forum Młodych Karnistów oraz podczas dyskusji panelowej o posiadaniu narkotyków. Mówiłem króciutko na temat pewnych konsekwencji przedawnienia karalności skutku oddalonego w czasie oraz o przestępstwie trwałym vel „trwającym”, koledzy z Katedry zaś skrzętnie wynotowali z mojego wystąpienia złotą myśl: „My zawsze czynimy”. W panelu narkotykowym zwróciłem między innymi uwagę na konsekwencje dyrektywalno-regulatywnego odczytywania przepisów typizujących czyn zabroniony, oraz w perspektywie konstytucyjnej krytycznie odniosłem się do poglądu przewidującego, że sędziowie w drodze interpretacji powinni dokonywać „korekty” obowiązujących przepisów prawa.

Co było dla mnie najbardziej budujące, profesorowie w czasie swoich wystąpień panelowych dwukrotnie odwołali się imiennie do moich publikacji. Najpierw do poglądu dotyczącego konsekwencji przeniesienia na grunt prawa karnego cywilistycznej definicji „posiadania” (w panelu o narkotykach), a następnie do analizy przypisania skutku w sytuacji współdziałania dwóch osób w spowodowaniu wypadku drogowego (w panelu na temat obiektywnego przypisania skutku i potrzebie ustawowej regulacji jego kryteriów). Jest to dla mnie najlepsza mobilizacja do dalszej pracy naukowej.

Nagrania video ze wszystkich wydarzeń Zjazdu już ukazały się na stronie internetowej „Czasopisma Prawa Karnego i Nauk Penalnych”, zaś szczegółowe sprawozdania z dyskusji będą opublikowane w materiałach pokonferencyjnych.

Obrzezanie = oszpecenie?

Naprawdę brzydki?

Niemiecki sąd uznał, że obrzezanie dziecka podpada pod karalne uszkodzenie ciała, jest więc nie tylko czynem zakazanym, ale i przestępnym. Gdyby sprawę przenieść na grunt polskich przepisów, czyn polegający na obrzezaniu niemowlęcia moglibyśmy analizować przez pryzmat znamion art. 156 § 1 Kodeksu karnego. Jest to przestępstwo polegające na spowodowaniu tak zwanego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, który może polegać między innymi na trwałym, istotnym zeszpeceniu lub zniekształceniu ciała. Dodajmy od razu, że za taki czyn grozi w Polsce kara więzienia od roku do dziesięciu lat.

Nie może chyba budzić wątpliwości, że obrzezanie jest ingerencją w naturalny stan fizyczny ludzkiego ciała, powodującą jego trwałą (nieodwracalną) zmianę. Czy to wystarczy do uznania, że obrzezanie jest ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu? Znamiona analizowanego przestępstwa nie opisują w sposób ścisły, co jest zeszpeceniem albo zniekształceniem ciała. Tym bardziej uznaniowa jest kategoria ich „istotności”.

Słownik definiuje zeszpecenie przez pojęcie „szpetny”. Przymiotnik szpetny zaś to: wyglądający nieestetycznie, odrażająco, budzący odrazę ze względu na swoją nieprzyzwoitość. Jeżeli chodzi o drugie znamię, według słownika oznacza ono „spowodować niekorzystną zmianę kształtu lub formy czegoś”. Można się spierać, czy osoba obrzezana wygląda szpetnie, ale zgodzimy się chyba, że obrzezanie jest realną zmianą formy (wyglądu) ciała człowieka. Słownik mówi jednak o zmianie niekorzystnej, i taka też będzie powszechna intuicja językowa, że w pojęciu „zniekształcenie” zawiera się negatywna ocena zmienionego stanu rzeczy.

Po lekturze przepisu polskiego prawa nie ma jednoznacznej i narzucającej się od razu odpowiedzi na pytanie, czy obrzezanie mieści się w przedmiotowych znamionach art. 156 § 1 k.k.

Ocenę szpetności i niekorzystności zmiany wyglądu ciała należałoby przeprowadzić na poziomie dekodowanej z art. 156 § 1 k.k. normy sankcjonowanej. To właśnie w sankcjonowanym tle przepisu kodeksowego możemy dostrzec przesłanki przemawiające za negatywną oceną danej kategorii zachowań penalizowanych przez ustawodawcę. Norma sankcjonowana to idealna perspektywa dla wieloaspektowego wartościowania prawnokarnie relewantnych zachowań. Wstępnie zapytać należy:
1) Czy obrzezanie jest czynem szkodliwym społecznie?
2) Czy przynosi jakąś ujmę osobom obrzezanym, utrudniającą im funkcjonowanie w społeczeństwie?
3) Czy estetyka ich ciała odbiega od standardów naszej cywilizacji?

Wychowanie przez obrzezanie

Tytułem ilustracji kolejnych problemów, jakie pojawiają się przy ocenie analizowanego przypadku, chciałbym zwrócić uwagę na nieusuwalne tło konstytucyjne wszelkich regulacji prawnych i zagwarantowaną w ustawie zasadniczej władzę rodzicielską. Art. 47 Konstytucji stanowi: „Rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Wychowanie to powinno uwzględniać stopień dojrzałości dziecka, a także wolność jego sumienia i wyznania oraz jego przekonania”.

Wychowanie to zapewnienie dziecku opieki i doprowadzenie go do samodzielności, ale też „ogół zabiegów mających na celu ukształtowanie człowieka pod względem fizycznym, moralnym i umysłowym oraz przygotowanie go do życia w społeczeństwie” (zobacz w Słowniku języka polskiego PWN, jw.). Proszę zauważyć, że obrzezanie prima facie podpada pod czynność kształtowania człowieka „pod względem fizycznym”, a więc również pod szerokie pojęcie wychowania. Do zgodnego zaś z własnymi przekonaniami wychowania dziecka rodzice mają prawo!

W zdaniu 2 art. 47 Konstytucji ustrojodawca wskazuje, że wychowanie musi uwzględniać między innymi wolność sumienia i wyznania dziecka, co oznacza, że prawo rodzicielskie zostaje do pewnego stopnia ograniczone. Czy jednak w wypadku niemowlęcia, które nie posiada samoświadomości, można sensownie mówić o wolności jego sumienia i wyznania? Uwzględniając więc stopień dojrzałości dziecka (art. 47 zdanie 2 in principio) dałoby się twierdzić, że w początkowym okresie życia ograniczenia przewidziane w omawianym fragmencie przepisu nie znajdują zastosowania. W każdym razie teza przeciwna wymagałaby uzasadnienia.

Aby nadać problemowi jeszcze szerszego wymiaru proponuję zastanowić się nad zakresem konstytucyjnej (a także moralnej, ogólnoludzkiej) ochrony dóbr podmiotów bezbronnych. Wyraźmy to w następującym dylemacie, przewidującym dwie alternatywne i rozłączne opcje: Czy bezbronność podmiotu uzasadnia odrzucenie ochrony jego interesów, ponieważ dana istota sama dla siebie ich nie widzi (niektórzy by więc twierdzili, że nie jest z tego powodu żadnym podmiotem), czy też bezbronność uzasadnia wzmożenie poziomu ochrony, właśnie dlatego, że dana istota nie dostrzega jeszcze swoich interesów – a my śpieszymy jej z pomocą. Od odpowiedzi na to pytanie zależy rozstrzygnięcie nie tylko analizowanego problemu obrzezania niemowląt.

Wymarzone dziecko

Władza rodzicielska oczywiście nie jest nieograniczona i musi się mieścić w granicach akceptowalnego w danej kulturze standardu troszczenia się o dzieci z jednej strony, z drugiej strony zaś sposobu urzeczywistniania swoich przekonań religijnych. Czy obrzezanie narusza te standardy?

Pójdźmy dalej: czy jeśli motywem obrzezania dziecka jest szacunek dla nakazów określonej doktryny religijnej, to czyn taki należy ocenić odmiennie niż w sytuacji, gdy powodem przeprowadzenia zabiegu byłyby np. względy estetyczne (ale nie zdrowotne)? W materiale prasowym czytamy, że sąd w Kolonii analizował sprawę przez pryzmat ograniczenia przyszłej decyzji dziecka w sprawie jego przynależności religijnej. Czy daje to podstawy do twierdzenia, że od motywu obrzezania zależy jego ocena prawna (pomijając cel leczniczy)?

Jeżeli koniec końców (nie przesądzając teraz sprawy) obrzezanie uznalibyśmy za czyn bezprawny – wykraczający poza granice dopuszczalnej swobody w wychowywaniu dzieci przez rodziców i atakujący dobro prawne w postaci integralności cielesnej człowieka – to jak ocenić następujące wypadki:
1) Regularne prowadzanie 3-letniego dziecka na solarium, w wyniku czego w wieku dorosłym zapada na nowotwór skóry;
2) Operacja plastyczna niemowlęcia ze względów estetycznych, np. powiększenie małżowiny usznej;
3) Brak założenia dziecku aparatu ortodontycznego celem korekcji widocznej i poważnej wady zgryzu (czyżby oszpecenie przez zaniechanie? – to pytanie adresuję do Kolegi dr Sroki z krakowskiego ośrodka naukowego).

Niech to na dzisiaj wystarczy. Wydaje mi się, że gdyby polski sąd stanął przed podobnym problemem, miałby niełatwy orzech do zgryzienia. Powyższe przemyślenia być może zainspirują kogoś do pogłębionego namysłu nad problematyką legalności obrzezania dzieci ze względów religijnych. Efektem namysłu może być ciekawa publikacja naukowa, łącząca w sobie wątek karnistyczny, cywilistyczny i konstytucyjny. Jak znajdę chwilkę czasu, może sam coś stworzę. A może ma ktoś ochotę wspólnie napisać artykuł?

Kto pyta nie błądzi?

Sąd Najwyższy otrzymał niedawno następujące pytanie prawne (sygn. akt I KZP 11/12):

„Czy ingerencja sprawcy w proces zabezpieczający mienie ruchome przed dostaniem się do jego wnętrza, polegająca na uniemożliwieniu uruchomienia elektronicznej (lub innej) przeszkody chroniącej to mienie, a następnie zabór tego mienia (lub innej rzeczy znajdującej się wewnątrz) w celu przywłaszczenia wyczerpuje normatywne pojęcie kradzieży z włamaniem w rozumieniu art. 279 § 1 kk, czy też stanowi kradzież zwykłą w rozumieniu art. 278 § 1 kk (bądź z uwagi na wartość mienia wykroczenie z art. 119 § 1 kw), ewentualnie czy jest etapem niekaralnych czynności przygotowawczych do dokonania przestępstwa kradzieży z włamaniem?” (http://www.sn.pl/).

Kradzież z włamaniem polega na tym, że sprawca – aby coś ukraść – najpierw przełamuje zabezpieczenie chroniące rzecz przed dostępem ze strony osób niepożądanych (wybija szybę, wyłącza alarm, wyrywa zamek, wyważa drzwi itd.) Co jednak w sytuacji, gdy sprawca w celu zabrania rzeczy uniemożliwia uruchomienie zabezpieczenia, a następnie korzysta z faktu, że mienie nie jest chronione, i zabiera je? A więc nie przełamuje zabezpieczenia, lecz wcześniej uniemożliwia jego aktywowanie („ingerencja sprawcy w proces zabezpieczający mienie” – jak to ujął pytający). Czy jeśli sprawca w takich warunkach ostatecznie zabierze rzecz, jego czyn będzie kradzieżą z włamaniem (art. 279 § 1 k.k.) czy zwykłą kradzieżą (art. 278 § 1 k.k.)?

Doprawdy intrygujący problem. Po krótkim namyśle znajduję argumenty za twierdzeniem, że mamy tutaj do czynienia z czynnością włamywania się. Do istoty włamania należy przełamanie woli zabezpieczenia rzeczy przez jej posiadacza. Woli posiadacza nie stanie się zadość zarówno w efekcie przełamania działającego zabezpieczenia, jak również przez uniemożliwienie jego zaktywowania. Jest to bez wątpienia wykładnia niekorzystna dla sprawcy, lecz mieści się w językowo-funkcjonalnym ujęciu znamion przestępstwa z art. 279 § 1 k.k., a zatem jest dopuszczalna.

Niezależnie od rozstrzygnięcia powyższego zagadnienia prawnego (obstawiam, że Sąd Najwyższy odmówi podjęcia uchwały), problematyczne wydaje mi się samo pytanie. W ostatniej jego części pytający zastanawia się, czy opisana sytuacja ewentualnie „jest etapem niekaralnych czynności przygotowawczych do dokonania przestępstwa kradzieży z włamaniem?” Ale przecież w sytuacji, gdy nastąpiła „ingerencja sprawcy w proces zabezpieczający mienie ruchome przed dostaniem się do jego wnętrza […] a następnie zabór tego mienia (lub innej rzeczy znajdującej się wewnątrz) w celu przywłaszczenia” (jw.), mamy już do czynienia z dokonaniem kradzieży. Nie wiemy, czy była to kradzież zwykła, czy z włamaniem, ale na pewno z chwilą zaboru mienia jakaś kradzież została dokonana.

Pytający miał chyba dobre intencje i problem, nad którym się w tym punkcie zastanawiał, wymaga chwili namysłu. Precyzyjniej rzecz ujmując należało zapytać (chodzi o końcową część analizowanego zapytania): „…ewentualnie jeżeli nie doszło do zaboru mienia, czy opisana ingerencja wyczerpała znamiona karalnego usiłowania kradzieży zwykłej albo kradzieży z włamaniem, czy była jedynie etapem niekaralnych czynności przygotowawczych do któregoś z tych przestępstw?”

Granice form stadialnych (przygotowania i usiłowania) zawsze są zrelatywizowane do konkretnego czynu zabronionego, a więc w omawianym wypadku ich wytyczenie jest uzależnione od tego, czy opisane czynności uznamy za włamywanie się. Jeśli weźmiemy pod uwagę kradzież zwykłą, działania poprzedzające aktywację zabezpieczenia mogą być w pewnych sytuacjach jeszcze tylko niekaralnym przygotowaniem. Gdy ocenimy je w związku z pochodem kradzieży z włamaniem, będą już bezpośrednim zmierzaniem do jej dokonania.

Na marginesie powiem, że moim zdaniem w ogóle nie należało zwracać się do Sądu Najwyższego, lecz spróbować samodzielnie zinterpretować obowiązujące przepisy. Instytucja pytań prawnych powinna być (i jako taka została pomyślana) ostatecznością!

Poczekajmy jednak na reakcję Sądu Najwyższego. A po lekturze pytania prawnego zdajmy sobie dzisiaj sprawę, że niekiedy ten, kto pyta – już błądzi.

Przychodzi baba do lekarza z dłonią w dłoni

„Lekarzu – mówi baba – mam tu w prawej dłoni swoją lewą dłoń. Ucięłam ją sobie tnąc drwa w chacie. Przyszyj mi ją prędko!”. Czy lekarz, który dysponując odpowiednimi środkami i umiejętnościami, nie udzieli kobiecie pomocy i nie przyszyje dłoni, poniesie odpowiedzialność karną za przestępstwo z art. 156 § 1 Kodeksu karnego (spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu człowieka)? Przecież skutek – obcięcie dłoni – nastąpił przed pojawieniem się na scenie lekarza!

Między innymi tego typu problemy analizował w swojej pracy doktorskiej Tomek Sroka, który publicznie na Uniwersytecie Jagiellońskim bronił swoich tez dzisiaj przed południem. Tomkowi kibicowała liczna publiczność zgromadzona w refektarzu Kolegium Wróblewskiego w Krakowie. Gratuluję obrony!

Praca dotyczyła problemów obiektywnego przypisania skutku do niewłaściwego leczenia. Jest ich – co pokazała dzisiejsza obrona – sporo. Po wysłuchaniu dyskusji, tytułem przykładu pragnę poddać pod rozwagę kilka ciekawych kwestii. Przepraszam za nieco nazbyt teoretyczny, hermetyczny, a przez to mało komunikatywny język dzisiejszego posta (jak piszę szybko to mam problemy z pisaniem prosto – jakkolwiek może się to wydawać dziwne).

Cel leczniczy

Panuje zgoda co do tego, że do ustalenia prawidłowości postępowania lekarza jest wymagane przesądzenie, że jego działania są podejmowane w „celu leczniczym”. Pytanie, jak należy interpretować to pojęcie? Czy ściśle obiektywnie (przedmiotowo), tak jak to proponował Tomek Sroka, czy też subiektywnie (podmiotowo)?

Pojęcie „celu” w potocznym sensie kojarzy się z psychicznym nastawieniem danej osoby do pewnego stanu rzeczy. Jednocześnie, cel leczniczy jest umieszczany w obrębie negatywnych przesłanek przypisania sprawcy skutku (brak celu leczniczego uzasadnia odpowiedzialność karną za skutek).

Pojawiają się w tym kontekście co najmniej trzy wykluczające się opcje:

1. Pojęcie „cel leczniczy” musi być interpretowane ściśle przedmiotowo, bo po prostu taka jest specyfika przypisania skutku. Mieści się ono bowiem w zakresie ustalania realizacji znamienia „powoduje” („sprowadza”, „doprowadza” itp.), które jest znamieniem przedmiotowym.

2. Należy zweryfikować zapatrywania na temat „obiektywności” przypisania skutku, które w pewnych sytuacjach może być przypisaniem co najmniej częściowo subiektywnym. To przy założeniu, że: a) „cel leczniczy” jest jedną z przesłanek takiego przypisania, b) rozumiemy go zgodnie z potoczną intuicją, czyli subiektywnie.

3. Problem celu leczniczego należy wyłączyć ze struktury przypisania skutku i umieścić go na przykład w obrębie analizy znamion strony podmiotowej czynu albo zawinienia (czyn podjęty w celu leczniczym byłby usprawiedliwiony).

Atak na dobro prawne

Nie jest kontrowersyjna teza, że warunkiem naruszenia normy sankcjonowanej (zakazuje albo nakazuje ona podjąć jakieś zachowanie, np.: „Nie zabijaj”, „Nie kradnij”, „Pomagaj w potrzebie” itp.) jest – po pierwsze – atak na dobro prawne, a po drugie: naruszenie reguł postępowania z dobrem prawnym. Pytanie, czy działania lekarza naruszające integralność cielesną pacjenta, polegające na przykład na rozcięciu brzucha w celu wycięcia wyrostka robaczkowego, są atakiem na dobro prawne w postaci zdrowia, ale nie naruszają reguł postępowania z dobrem prawnym i przez to nie są bezprawne (jak przyjął Tomek Sroka); czy też w ogóle nie atakują dobra prawnego w postaci zdrowia?

Sformułowanie „atak na dobro prawne” należy – według mnie – rozumieć jako stworzenie niebezpieczeństwa dla dobra prawnego. W pojęciu „atak” znowuż można doszukiwać się czegoś subiektywnego (intencji, zamiaru), jednak w omawianym kontekście chodzi wyłącznie o sytuację obiektywnie niebezpieczną dla dobra prawnego. Każdy zabieg takie niebezpieczeństwo stwarza, a więc pogląd Tomka Sroki o zaatakowaniu przez lekarza zdrowia w podanym przykładzie wydaje mi się uzasadniony.

Z jednym zastrzeżeniem: być może w perspektywie naruszenia normy sankcjonowanej nie należałoby mówić o jakimkolwiek niebezpieczeństwie dla dobra prawnego, ale o niebezpieczeństwie nieakceptowalnym społecznie. Przy tym założeniu uprawniony byłby wniosek, że lekarz nie stwarza niebezpieczeństwa w stopniu nieakceptowalnym społecznie, ponieważ akceptujemy niebezpieczeństwo integralnie związane z działaniami ratującymi dobro prawne.

Niemniej jednak zauważmy, że akceptacja poglądu o braku ataku na dobro prawne w wypadku przecięcia przez chirurga brzuchu pacjenta prowadzi do tego, że nic więcej w perspektywie przypisania skutku już nas nie interesuje. W szczególności zupełnie irrelewantne staje się zagadnienie zachowania przez lekarza reguł ostrożności (zasad postępowania z dobrem prawnym). Czyn jest po prostu legalny, bo lekarz nie zaatakował dobra prawnego. A jeśli w trakcie zabiegu lekarz postąpi niezgodnie z regułami sztuki? Przecież właśnie o to chodzi, aby zbadać, czy postępowanie zapoczątkowane obiektywnym ratowaniem dobra prawnego przebiegało prawidłowo, to znaczy czy życie i zdrowia pacjenta było ratowane zgodnie z regułami postępowania wymaganego w danych okolicznościach. Pokazuje to, że aby domeną przypisania skutku pozostało badanie reguł ostrożności, lepiej uznać czyn lekarza za atakujący dobro prawne, ponieważ otwiera to drogę do głębszej i szerszej, normatywnej analizy zdarzenia.

Matka – gwarant

Powszechnie przyjmuje się, że matka jest gwarantem nienastąpienia skutku w stosunku do swojego urodzonego dziecka i może wobec tego ponosić odpowiedzialność karną za negatywne skutki np. ja jego zdrowiu, powstałe w wyniku zaniechania opieki nad dzieckiem (art. 2 k.k.). Dokładnie tak samo prezentuje się odpowiedzialność ojca dziecka. Pytanie, czy matka jest również gwarantem bezpieczeństwa dziecka nienarodzonego (które nosi w ciąży)? Podczas dyskusji pojawiła się opinia, że nie ma normatywnej podstawy dla zdekodowania takiego obowiązku (nie ma do tego podstawy ani w Kodeksie cywilnym ani w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym).

W mojej opinii istnieje ewidentna, ustawowa podstawa do dekodowania prawnego i szczególnego obowiązku gwaranta (a także podstawa dająca możliwość wydedukowania ogólnej normy sankcjonowanej) odnosząca się do matki dziecka nienarodzonego. Jest nią art. 157a § 3 k.k. Dla przejrzystości wywodu zacytujmy go w całości: „Nie podlega karze matka dziecka poczętego, która dopuszcza się czynu określonego w § 1”. Paragraf 1 głosi natomiast: „Kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.

Z wymienionych przepisów jasno wynika, że również matka dziecka może spowodować uszkodzenie ciała dziecka lub jego rozstrój zdrowia, lecz nie podlega ona karze za ten czyn. Z tego natomiast jednoznacznie wynika, że również do matki dziecka poczętego jest adresowana norma sankcjonowana, zakazująca narażania dziecka poczętego na niebezpieczeństwo oraz nakazująca matce ochronę jego życia i zdrowia. Dodajmy, że klasyczne pojęcie „spowodować” występujące w art. 157a § 1 k.k. obejmuje zarówno działanie, jak i zaniechanie. Gdyby matka nie naruszała normy sankcjonowanej przez art. 157a § 1 k.k., to nie byłoby czego wyłączać w art. 157a § 3 k.k. Tymczasem przepis ten mówi wyraźnie, że matka „dopuszcza się” czynu opisanego w § 1, a więc narusza normę sankcjonowaną o treści podanej przed chwilą.

Odnieśmy te ustalenia do przykładu podanego przez Profesora Andrzeja Zolla podczas obrony. Matka w 9. miesiącu ciąży dowiaduje się od lekarza, że jest konieczne przeprowadzenie cesarskiego cięcia w celu uratowania życia dziecka, lecz kobieta nie zgadza się na zabieg i dziecko rodzi się martwe. W mojej ocenie matka jest oczywiście gwarantem ochrony życia i zdrowia dziecka poczętego, a więc brak jej zgody (bez względu na to, czy ocenimy go jako działanie czy zaniechanie) uzasadnia przypisanie jej śmiertelnego skutku i odpowiedzialności za przestępstwo z art. 148 § 1 k.k. albo 155 k.k. (umyślne albo nieumyślne spowodowanie śmierci człowieka).

Ćwiczenia z Pegazem

Od kiedy tylko mam przyjemność prowadzić ćwiczenia w Katedrze Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, proponuję uczestnikom moich grup udział w różnego rodzaju formach dydaktycznych za pośrednictwem internetowej platformy nauczania Pegaz. Na jej istnienie, ile dobrze pamiętam, zwrócił mi uwagę kolega Szymon Goliński sugerując, że to coś w sam raz dla mnie, bo lubię takie zabawy. Z tego miejsca dzisiaj serdecznie Ci Szymonie dziękuję: zabawa jest rzeczywiście przednia!

Chodzi mniej więcej o to, aby nie pozwolić studentom zapomnieć o prawie karnym wraz z przejściem przez drzwi wyjściowe z sali po zakończeniu zajęć. Świat wirtualny żyje swoim życiem – a ludzie żyją nim. Sukcesem będzie więc sprawić, aby na sto odwiedzin internetu przez dwudziestoletniego studenta prawa w ciągu tygodnia choć jedne były wizytą na Pegazie.

Zadania mogą być różne – oto przykłady z tego roku:

1. Kazuśnik. Studenci układają krótkie historyjki opisujące jakieś prawnokarnie istotne wydarzenie na zadany temat, a następnie oceniają wzajemnie swoje kazusy pod kątem jednoznaczności stanu faktycznego oraz podają ich rozwiązanie. Wszystko to na zasadzie forum z możliwością komentowania i oceniania wpisów.

2. Autoweryfikacja. Studenci sami mają siebie ocenić. Na zajęciach każdy odpowiada na losowo wybrane pytanie (w tym roku były to zadania dotyczące przypisania skutku oparte na stanach faktycznych). Wszystkie odpowiedzi zostają zeskanowane i umieszczone na Pegazie, a studenci sami weryfikują ich poprawność (porównując swoje rozwiązania z innymi).

3. Quiz – otwarty on-line przez kilka dni (może być dostępny np. tylko przez kilka godzin we wcześniej umówionym terminie), ograniczony czas na rozwiązanie różnego typu zadań: testowych, tak/nie, połącz w pary, opisowych, uzupełnij słowo itd. System umożliwia zdefiniowanie m.in. losowego wyboru pytań, ilości podejść, punktacji za pytania, kar za ponowne odpowiedzi itp. Można w ten sposób przeprowadzać ćwiczeniowe kolokwia (system automatycznie wyświetla wyniki i umożliwia ich eksport np. do arkusza kalkulacyjnego).

Pegaz oferuje jeszcze inne opcje, np.: tworzenie wirtualnych lekcji, słowników pojęć, wspólne edytowanie tekstów, czaty itp. Każdą z powyższych form dydaktycznych można oczywiście mnożyć w zależności od potrzeb (dwa razy w semestrze, co miesiąc, co tydzień…) Na swoim Pegazie miałem również forum ogłoszeń, na którym systematycznie przed każdymi zajęciami umieszczałem informacje o tym, co należy przygotować i jaki będzie przebieg zajęć. Studenci mieli swoje forum, z którego w tym roku dość chętnie korzystali (np. rozwiązując wspólnie zadania z obliczania kary łącznej i nadzwyczajnego wymiaru kary). Ponadto na głównej stronie studenci mieli dostępny harmonogram całego roku akademickiego: tematy ćwiczeń, materiały dydaktyczne podpięte do każdego tematu i ewentualnie moje komentarze po zajęciach do zagadnień, na które trzeba zwrócić uwagę. Wszystkie materiały (skrypty, testy, kazusy, orzecznictwo itd.) leżały posegregowane w odpowiednich folderach, bez konieczności wertowania za każdym razem skrzynki mailowej. Można było w dowolnej chwili wejść do internetu i przypomnieć sobie, co działo się na ćwiczeniach w listopadzie, grudniu, albo gdy byliśmy nieobecni.

Gdyby ktoś był zainteresowany użyciem Pegaza w swojej działalności dydaktycznej, a nie wie od czego zacząć, chętnie podzielę się swoją praktyczną wiedzą o kilku jego podstawowych funkcjach.

Spotkałem się z opiniami, że dzięki Pegazowi ćwiczenia są ciekawe (ciekawsze od innych). Aby poznać więcej opinii, wszystkich uczestników ćwiczeń na naszych ostatnich zajęciach w ubiegłą środę zachęciłem do wypełnienia ankiety oceny zajęć dydaktycznych. Szczególnie liczę na wszelkie uwagi dotyczące Pegaza – podkreśliłem. Tymczasem już powoli obmyślam zestaw nowych atrakcji dla przyszłorocznych ryzykantów, którzy zapiszą się na ćwiczenia do magistra Małeckiego. Jak Bóg pozwoli – w październiku staną się faktem.

Ani sierpem, ani młotem…

Niekaralny symbol

Dzisiaj kilka refleksji związanych z dyskusją o planowanym przemarszu ulicami Warszawy rosyjskich kibiców ubranych w koszulki z symbolem sierpa i młota. Rozwiejmy kilka wątpliwości dotyczących odpowiedzi na pytanie, czy prezentowanie takiej symboliki w polskim porządku prawnym może być uznane za przestępstwo.

W świetle art. 256 § 1 Kodeksu karnego przestępstwem jest publicznie propagowanie faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa. Znajdujący się w tym samym artykule § 2 k.k. do niedawna penalizował między innymi posiadanie przedmiotów będących nośnikiem symboliki komunistycznej. Penalizował (czas przeszły) do czasu, gdy Trybunał Konstytucyjny uznał za sprzeczny z Konstytucją fragment art. 256 § 2 k.k. mówiący o produkowaniu, utrwalaniu, sprowadzaniu, nabywaniu, przechowywaniu, posiadaniu, prezentowaniu, przewożeniu albo przesyłaniu przedmiotu będącego nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej (wyrok z dnia 19 lipca 2011 r., sygnatura K 11/10, Dziennik Ustaw z 2011, Nr 160, poz. 964, w systemie LEX pod nr 963753). A zatem samo posiadanie i prezentowanie np. koszulki z nadrukiem przedstawiającym sierp i młot (symbolika komunistyczna) nie realizuje znamion art. 256 § 2 k.k.

Z tego jeszcze nie wynika, że posiadanie takiej koszulki jest dla prawa karnego obojętne. Zastanówmy się, jaka relacja zachodzi pomiędzy paragrafami 2 oraz 1 omawianego art. 256. Konstrukcja typu z art. 256 § 2 k.k. przypomina penalizację zachowania na przedpolu ochrony dobra prawnego. Przepis mówi o celu rozpowszechniania określonego przedmiotu zawierającego niedozwoloną treść (znamię strony podmiotowej), i wymienia niedozwolone czynności dotyczące tego przedmiotu (produkowanie, utrwalanie, sprowadzanie itd.). Natomiast propagowanie, o którym jest mowa w § 1, zawsze wiąże się z jakąś formą rozpowszechniania określonej treści (nie da się propagować czegoś, a jednocześnie tego nie rozpowszechniać). W pewnym zakresie więc czynności opisane w art. 256 § 2 k.k. mogą stanowić formę stadialną przestępstwa z § 1, jeżeli sprawca realizujący czynności z § 2 ma na celu nie tylko rozpowszechnianie, ale i propagowanie totalitarnego ustroju państwa. Patrząc na § 2 z powyższej perspektywy można dojść do wniosku, że wprowadza on karalność swoistego przygotowania do przestępstwa opisanego w § 1.

Nie ma więc racji bytu argument, że skoro na mocy wyroku Trybunału Konstytucyjnego odpadła karalność posiadania czy prezentowania koszulki z sierpem i młotem z uwagi na niekonstytucyjność końcowego fragmentu art. 256 § 2 k.k., to zachowanie takie w żadnych okolicznościach nie jest karalne. O ile samo posiadanie koszulki z niedozwolonym symbolem w celu jej rozpowszechnienia rzeczywiście nie realizuje znamion czynu zabronionego, o tyle nie da się wykluczyć, że w pewnych okolicznościach posiadanie i prezentowanie koszulki z określoną symboliką nabierze poważniejszego wydźwięku i będzie podpadało pod znamiona obowiązującego art. 256 § 1 k.k.

Marsz marszowi nierówny

Czy okoliczności towarzyszące przemarszowi osób ubranych w koszulki z sierpem i młotem miałyby coś wspólnego ze znamionami art. 256 § 1 k.k. (propagowanie totalitarnego ustroju państwowego)? Mówimy tutaj o zorganizowanym przemarszu grupy ludzi określonej narodowości, odwołujących się do historii danego państwa. Jednolite stroje – koszulki z sierpem i młotem – uwydatniają tożsamość narodowościową tych osób (tak jak szaliki klubowe utożsamiają określonych kibiców piłkarskich). Ponadto sama symbolika jest łatwo kojarzona z ustrojem komunistycznym.

Nie ma wątpliwości, że marsz uliczny realizuje znamię działania „publicznego”. Czy jednak opisaną sytuację da się określić jako „propagowanie”? Zgodnie z definicją słownikową, propagowanie to upowszechnianie jakieś wiedzy czy idei, prowadzenie propagandy. Niewątpliwie noszenie koszulki z sierpem i młotem stanowi upowszechnianie czegoś – tutaj jednak od razu nasuwa się pytanie, czego? Bezpośrednio jest to upowszechnianie jedynie pewnej symboliki, a nie zasad ustrojowych. Z drugiej strony symbole mają to do siebie, że nie są dosłowne – odsyłają poza siebie do jakiegoś innego, głębszego znaczenia. Wizerunek sierpa i młota w omawianym kontekście oznacza oczywiście istniejący w przeszłości ustrój państwowy i polityczny, a nie jedynie narzędzia pracy.

Z uwagi jednak na specyfikę „symboliki” należy chyba powiedzieć, że symbol jedynie pośrednio mógłby propagować jakąś ideę (np. rządy proletariatu). Przejście od tego, co upowszechnione wprost – a jest to w naszym wypadku określona symbolika – do tego, co propagowane pośrednio (poprzez tę symbolikę), wymaga pokonania intelektualnej i interpretacyjnej drogi wiodącej od symbolu do szczegółowych zasad ustroju totalitarnego. Jest to droga zbyt kręta i za daleka. Z uwagi na ową pośredniość, wymagającą intelektualnego i nierzadko emocjonalnego zaangażowania ze strony interpretatora, nie uznałbym samego noszenia koszulki z określoną symboliką za „propagowanie” ustroju totalitarnego.

Niezależnie od tego warto zauważyć, że opisywany marsz może się wiązać z jeszcze innymi zachowaniami, które w połączeniu z już gorącą atmosferą wokół całego wydarzenia, oraz z gorącą atmosferą meczu piłkarskiego mogą doprowadzić do czynów wyraźnie propagujących pewne nieakceptowane idee, w tym także takie, które opisuje art. 256 § 1 k.k. Nie da się więc wykluczyć, że podczas przemarszu Rosjan nawet w pojedynczych wypadkach, oczywiście po obu stronach „barykady”, nie dojdzie do popełnienia przestępstwa z art. 256 § 1 k.k.

Wszystko w porządku?

Na koniec chciałbym zwrócić uwagę na to, że analizowany typ przestępstwa wiąże się z dość specyficznie ujętym dobrem prawnym, jakim jest porządek publiczny (tego dowiadujemy się z tytułu rozdziału Kodeksu, w którym znajduje się rzeczony przepis). Istnienie samodzielnego dobra w takiej postaci bywa niekiedy kwestionowane. Porządek publiczny zawsze jest zapośredniczony w innych dobrach prawnych, takich jak zdrowie, wolność osobista, własność itd. W art. 256 chodzi o dobro funkcjonowania określonego ustroju państwowego, byt państwa prawnego, a może również o potępienie pewnych historycznych wydarzeń. Prawnokarna ochrona jest w tym przepisie wysunięta niejako na przedpole ataku na państwo prawne. Zakazujemy bowiem już samego propagowania ustroju innego niż ten, który jest przez nas akceptowany. W tym sensie jest chroniony „porządek ustrojowy”.

Wiąże się z tym kwestia bardziej ogólna, którą w dość ścisłych ramach bloga karnistycznego można jedynie zasygnalizować. Otóż pytanie brzmi: dlaczego tak bardzo boimy się symboli? Głośne przykłady można mnożyć: sierp i młot, swastyka, „zakazy pedałowania”, ale także gwiazda Dawida czy chrześcijański krzyż.

Ograniczając refleksję do tematu dzisiejszego wpisu – a jednocześnie abstrahując od realiów komentowanego wydarzenia – nasuwa mi się przemyślenie, że samym noszeniem koszulki z sierpem i młotem niewiele można zdziałać. A już na pewno nie zagraża to ustrojowi państwa prawnego. Skoro więc odpada zagrożenie dla dobra prawnego (porządku publicznego rozumianego jako porządek ustrojowy), czy jest sens karać tego typu zachowania? Być może z tego powodu penalizacja niektórych form demostrowania nie zawsze powszechnie podobającej się symboliki przekraczałaby ramy konstytucyjnie rozumianej proporcjonalności, a więc byłaby sprzeczna z ustawą zasadniczą. Idee ustroju totalitarnego o wiele łatwiej upowszechniać i faktycznie wcielać w życie w zaciszu gabinetów, podczas tworzenia prawa, w codziennych a z pozoru niegroźnych działaniach instytucji publicznych, w kampaniach wyborczych przy użyciu wynalazków socjotechniki. To są realne zagrożenia dla ustroju – nie są nimi głośne, publiczne a przez to nieudolne próby poderżnięcia ustrojowi gardła sierpem czy zatłuczenia go młotem.

Nowe szaty czynu ciągłego?

Szaty na raty

Art. 12 Kodeksu karnego pozwala skazać sprawcę za jeden czyn pomimo tego, że w rzeczywistości podjął on dwa albo więcej osobnych zachowań. Klasyczny wypadek ilustrujący sytuację zastosowania art. 12 k.k. to podbieranie z kasy fiskalnej przez pracownika sklepu codziennie po 10 zł, z zamiarem robienia tego ciągle przez jakiś czas. Jeżeli sprawca zostanie ujęty po wyniesieniu z kasy w sumie 1000 zł (po 100 dniach od rozpoczęcia procederu), będą podstawy do skazania go za kradzież całej sumy w czynie ciągłym (art. 278 § 1 w zw. z art. 12 k.k.).

Gdyby każde z opisanych zachowań oceniać oddzielnie bez zastosowania art. 12 k.k. należałoby dojść do wniosku, że kasjer popełnił 100 drobnych wykroczeń – każde na kwotę jedynie 10 zł. Kradzież jest bowiem przestępstwem dopiero wtedy, gdy zabrane rzeczy przekraczają wartość 250 zł.

Opisany przypadek bywa określany jako przestępstwo popełnione „na raty”. Nie ulega wątpliwości, że kasjer od początku miał zamiar popełnić przestępstwo polegające na wynoszeniu z kasy po 10 zł dotąd, dokąd będzie mógł to robić. Art. 12 k.k. pozwala ocenić łącznie wiele zachowań objętych z góry powziętym zamiarem, przyjmując zasadę, że po spełnieniu przesłanek wymienionych w tym przepisie, faktyczna wielość zachowań będzie uznawana za jedno zachowanie („ten sam czyn” w rozumieniu art. 11 § 1 k.k).

Różnobarwne szaty

Powtarzające się kradzieże niewielkiej sumy pieniędzy z kasy to sytuacja, w której wiele zachowań wyczerpuje znamiona jednego przestępstwa (właśnie kradzieży). Tymczasem art. 12 k.k. pozwala potraktować jako ten sam czyn również zachowania nie wyczerpujące znamion jednego typu przestępstwa (uwaga, to stwierdzenie bywa kwestionowane!). Jeden z takich wypadków krótko omawiałem w ubiegły wtorek na kanwie pewnego wyroku sądu apelacyjnego w Gdańsku. Przemyt narkotyków i wręczenie łapówki celnikowi to dwa osobne typy przestępstwa, ale z uwagi na art. 12 k.k. należało je w tamtej sprawie uznać za jeden czyn zabroniony.

Podobnie będzie np. w sytuacji, w której sprawca kradnie komuś broń palną po to, aby dokonać za jej pomocą zabójstwa. Z góry powzięty zamiar obejmuje zarówno kradzież cudzej rzeczy ruchomej (art. 278 § 1 k.k.), nielegalne wejście w posiadanie broni palnej (art. 263 § 2 k.k.) oraz zabójstwo (art. 148 § 1 k.k.). Taką sytuację należałoby zakwalifikować jako jeden czyn zabroniony, wyczerpujący znamiona art. 278 § 1 w zw. z art. 263 § 2 w zw. z art. 148 § 1 w zw. z art. 12 w zw. z art. 11 § 2 k.k. (o ile oczywiście sprawca dokonał zabójstwa). Sąd wymierzałby karę na podstawie przepisu przewidującego najsurowszą sankcję, tj. art. 148 § 1 k.k.

Jeszcze ciekawszy przykład badał ostatnio Sąd Najwyższy (znam go z relacji Profesora Andrzeja Zolla i poniżej opisuję własnymi słowami). Mężczyźni jechali samochodem i w odpowiednim momencie ostro zahamowali po to, żeby pojazd jadący za nimi ich „stuknął”. Zamierzali w ten sposób wyłudzić pieniądze od kierowcy pojazdu lub z ubezpieczenia. Na ich nieszczęście tamten zdążył zahamować i do stłuczki nie doszło. Mężczyźni więc na pełnym gazie cofnęli samochód i zderzyli się ze stojącym za nimi pojazdem. Następnie chwycili jego kierowcę, wlali mu do gardła alkohol i zagrozili, że albo im natychmiast zapłaci, albo dzwonią na Policję. Mężczyzna ani myślał przystać na ich „propozycję”. Sprawcy wezwali Policję i oczywiście opowiedzieli przed sądem fałszywą historię, jakoby zostali potrąceni przez pijanego pirata drogowego.

Co my tutaj mamy? Naruszenie ostrożności w ruchu drogowym, umyślne zniszczenie mienia, zastosowanie przemocy w celu zmuszenia danej osoby do określonego działania, usiłowanie wymuszenia rozbójniczego, usiłowanie oszustwa, fałszywe oskarżenie, fałszywe zeznania przed sądem… (i pewnie jeszcze coś by się znalazło). Każde z wymienionych zachowań wzięte z osobna jest osobnym wykroczeniem albo przestępstwem. Jeśli jednak wszystkie były podjęte w wykonaniu z góry powziętego zamiaru, to ma zastosowanie art. 12 k.k. Przyjęcie w takiej sytuacji jednego czynu byłoby jak najbardziej na miejscu

Szaty do wymiany

Rozwiązanie problemu kwalifikacji prawnej wszystkich trzech podanych przykładów budzi wiele kontrowersji w nauce prawa karnego. Znajdą się stanowiska, w świetle których w żadnym z tych wypadków czyn ciągły nie ma zastosowania. Niektórzy komentatorzy byliby zdania, że w aktualnym brzmieniu art. 12 k.k. nieco wymknął się spod kontroli swych twórców – opisane zdarzenia co prawda podpadają pod czyn ciągły, ale de lege ferenda trzeba tę sytuację zmienić. Dla jeszcze innych przedstawicieli doktryny, art. 12 k.k. dobrze spełnia swoją funkcję i jego stosowanie w przytoczonych sprawach jest jak najbardziej uzasadnione.

Bliska jest mi opcja trzecia (art. 12 k.k. nie wymaga zmian), a to z powodów nieco bardziej ogólnych niż te, które wynikają z rozstrzygnięcia przytoczonych stanów faktycznych. Nie chcę jednak na razie odnosić się do argumentów za czy przeciw konstrukcji czynu ciągłego. Powiem jedynie, że w kierunku nowelizacji art. 12 k.k. idzie Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego, która w bardzo wstępnych propozycjach sugeruje nadanie mu następującego brzmienia:

„Art. 12. § 1. Dwa lub więcej zachowań podjętych w wykonaniu z góry powziętego zamiaru uważa się za jeden czyn zabroniony, o ile zachowania te łącznie wyczerpały znamiona określone w jednym przepisie ustawy karnej i następowały w krótkich odstępach czasu, albo wyczerpały znamiona określone w różnych przepisach ustawy karnej i następowały natychmiast po sobie.
§ 2. Jeżeli przedmiotem zamachu jest dobro osobiste warunkiem przyjęcia czynu ciągłego określonego w § 1 jest tożsamość pokrzywdzonego”.

Powyższa wersja została zaprezentowana w ubiegły piątek w Krakowie podczas konferencji „15-lecie Kodyfikacji Karnych”. Wkrótce postaram się napisać kilka zdań komentarza do zacytowanego przepisu. Ponieważ częściowo miałem swój skromny udział w tworzeniu jego szaty językowej, wypada mi bronić zaproponowanych rozwiązań terminologicznych, które się na tej szacie znalazły.

Tymczasem wszystkim Szanownym Teoretykom, Praktykom a także Studentom przygotowującym się do części argumentacyjnej egzaminu z prawa karnego na Uniwersytecie Jagiellońskim, polecam wyśmienitą zabawę: znajdź jak najwięcej różnic między aktualnym i proponowanym art. 12 k.k.

Trzy problemy z czynem ciągłym

Tak zatytułowałem swoją glosę, która jakiś czas temu ukazała się w czasopiśmie „Gdańskie Studia Prawnicze. Przegląd Orzecznictwa” (nr 2/2011, s.167–175). Do egzemplarza czasopisma dotarłem wczoraj po południu w wydziałowej czytelni. Dotychczas byłem przekonany, że numer „fizycznie” jeszcze nie wyszedł. Wybór miejsca publikacji nie był przypadkowy, w glosie bowiem omawiam wyrok tamtejszego sądu apelacyjnego (wyrok SA w Gdańsku z 17 września 2009 r., sygnatura II AKa 181/09; w systemie LEX pod nr 607732).

Spójrzmy najpierw na stan faktyczny. Przemytnik haszyszu przewoził narkotyki drogą morską z Maroka do Polski. Z powodu kontroli granicznej część towaru została wykryta i zatrzymana przez holenderskie służby celne. Do Polski udało się dostarczyć pozostałą część ładunku w postaci znacznej ilości haszyszu. W trakcie całego procederu oskarżony dwukrotnie udzielił korzyści majątkowej funkcjonariuszowi Straży Granicznej, aby skłonić go do odstąpienia od kontroli celnej kontenera i umożliwić przemyt narkotyków (jw., s. 168).

Przemyt powinien zostać zakwalifikowany z art. 55 ust. 1 w. zw. z ust. 3 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii (ogłoszona w Dzienniku Ustaw z 2005 r. Nr 179, poz. 1485 z późn. zm.), natomiast skorumpowanie celnika z art. 229 § 1 w zw. z § 3 Kodeksu karnego. Oba zachowania, wzięte z osobna nie muszą mieć ze sobą wiele wspólnego. Jeżeli jednak zostały podjęte w krótkich odstępach czasu (tak było) i w wykonaniu z góry powziętego zamiaru (tak było, ponieważ wręczenie łapówki stanowiło środek do skutecznego przemytu), to zostały spełnione przesłanki tak zwanego czynu ciągłego z art. 12 k.k., i zachowania te należy uznać za jeden czyn zabroniony. Z uwagi na to, że ten sam czyn wyczerpał znamiona opisane w dwóch różnych przepisach, a nie ma podstaw do wyeliminowania któregoś z nich z kwalifikacji prawnej czynu, należy uznać ich zbieg za rzeczywisty i kumulatywny w oparciu o art. 11 § 2 k.k.

Dla przeciętnego studenta prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego powyższy wywód nie powinien budzić wątpliwości.

Jednakże Sąd Apelacyjny w Gdańsku uznał (odmiennie niż sąd okręgowy niższej instancji), że zastosowanie art. 12 k.k. nie byłoby w omawianej sprawie właściwe. Na kanwie analizowanego stanu faktycznego sąd ten sformułował kilka dyskusyjnych tez, które z uwagi na swą ogólność mogą się nadawać do stosowania w innych sprawach. W glosie krytycznie komentuję następujące poglądy sądu:
1. „Fakt, że sprawca z góry założył, że popełni wiele czynów zabronionych, nie daje podstawy do potraktowania ich jako jednego przestępstwa”.
2. „Dwa lub więcej zachowań uważa się za jeden czyn zabroniony (art. 12 k.k.), jeżeli zachowania te zostały podjęte w wykonaniu z góry powziętego zamiaru. Jest oczywiste, że idzie o realizację jednorodnych działań (zachowań) […]”
3. „Jeżeli odrębne zachowania realizują odrębne typy przestępstw, to nie łączy ich z góry powzięty zamiar, lecz tylko osoba sprawcy”.

Proszę zerknąć do treści art. 12 k.k. i porównać ją z wypunktowanymi twierdzeniami.
– pierwsze z nich jest ewidentnie centra legem, ponieważ właśnie art. 12 k.k. daje podstawy do potraktowania wielu zachowań jako jednego przestępstwa, jeśli sprawca z góry założył, że popełni wiele czynów zabronionych.
– w obrębie drugiej tezy sąd wprowadził do art. 12 k.k. znamię jednorodności, które – jakkolwiek byśmy go nie rozumieli – jest nieznane ustawie. Szerzej tego komentować nie trzeba.
– trzecie twierdzenie ma postać implikacji, która po prostym podstawieniu elementów stanu faktycznego doprowadzi do wniosków kontrfaktycznych: dwa zachowania przemytnika realizowały odrębne typy przestępstw, a zatem (jak chciałby sąd) nie łączył ich z góry powzięty zamiar – choć faktycznie właśnie taki zamiar je łączył.

To tylko próbka analiz, które szerzej uzasadniam w glosie. Zacytowane tezy sądu są nieścisłe również z innych powodów, ale o tym więcej już w rzeczonym tekście, do którego lektury zachęcam wszystkich zainteresowanych.

Być może przedstawiona w glosie konfrontacja poglądów na temat art. 12 k.k. wpisze się w debatę o przyszłości tego przepisu, którym intensywnie zajmuje się Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego. W najbliższy piątek 1 czerwca na konferencji „15-lecie Kodyfikacji Karnych” w Krakowie Profesor Andrzej Zoll będzie prezentował przymiarki legislacyjne dotyczące między innymi czynu ciągłego. Miejsca w auli są już wyczerpane.

Na koniec dwie uwagi techniczne.

Po pierwsze, proszę zauważyć, że w czasopiśmie „Gdańskie Studia Prawnicze. Przegląd Orzecznictwa” każda glosa posiada swój własny tytuł. Wydaje mi się to dobrą praktyką, pozwala bowiem szybko rozeznać się w tematyce glos na podstawie spisu treści, bez potrzeby sięgania do ich streszczeń czy tez.

Po drugie muszę stwierdzić, że do opublikowanej wersji mojej glosy wkradł się błąd literowy – ale dość znaczący, szczególnie z perspektywy ewentualnej polemiki z moimi poglądami. Na stronie 169 i 170 (mowa o wersji papierowej czasopisma) znajduje się zdanie: „Po drugie, należy zauważyć, że zachowania wchodzące w skład czynu ciągłego, często bez względu na zastosowaną metodę interpretacyjną, będą się nadawały do samodzielnego wartościowania jako osobne «te same czyny» w sensie art. 1 § 1 k.k.” Na końcu zdania oczywiście powinien znajdować się art. 11 § 1 k.k., a nie jak błędnie podano „art. 1 § 1 k.k.” Porównałem wersję opublikowaną glosy z tekstem wysłanym do wydawnictwa po korekcie autorskiej i stwierdzam, że mój tekst nie zawierał opisanego błędu. Literówka zapewne wkradła się do glosy na etapie składu, podobnie jak brak kropki po skrócie „art” oraz brak spacji między cyferką „1” i skrótem „k.k.” w tym samym zdaniu. W tym wypadku drobny błąd literowy może zaważyć na merytorycznej ocenie glosy. Szanownym Czytelnikom byłem więc winny to krótkie wyjaśnienie.