Żyjemy

Na blogu często dyskutujemy o śmierci (ludzi, dzieci etc.), a dzisiaj dowód na to, że żyję:

 
Jest to autentyczna statystyka odwiedzin bloga w ostatnim miesiącu. Porównajmy ją z fragmentem standardowego wykresu badania EKG:


Wnioski? Ostatnimi czasy na blogu dosłownie tętni życie :)

To internetowe życie Wam zawdzięczam, Drodzy Czytelnicy. Dziękuję!

Rok 2013, za sprawą niektórych komentatorów projektu nowelizacji kodeksu karnego (zob. projektowany art. 149a k.k. i następne), kończy się medialną awanturą o życie człowieka. Tymczasem, każdy człowiek Komuś zawdzięcza życie. Czasami, z tych samych rąk, swoje życie traci. Czy to normalne, że żyjemy, czy to już prawdziwy cud?

Pijany tandem

Ciekawe zdarzenie „podrzucił mi” niedawno Bohdan Widła, z komentarzem: „do rozważań o naturze współsprawstwa”.

A było to tak:

Dwaj robotnicy wypili sporo piwa i wódki. Gdy w ich krwi płynęło ponad 1,7 promila alkoholu, postanowili przejechać się na dwuosobowym, czterokołowym rowerze, który stał zaparkowany przy jednym z ośrodków wypoczynkowych. Wyjechali na drogę publiczną. Tam zatrzymał ich patrol policji. Obaj mężczyźni siłą swoich mięśni napędzali ten pojazd. Faktycznie tylko jeden z nich mógł nadawać kierunek jazdy. Drugi też pedałował i oświetlał telefonem komórkowym drogę. To dało podstawę do postawienia im zarzutu jazdy w stanie nietrzeźwości mówi rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze. Sąd w Lubaniu doszedł jednak do wniosku, że odpowiedzialność może ponosić jedynie Adam B., ten, który siedział za kierownicą (zobacz: Dwaj pijani na tandemie. Ale wyrok usłyszał tylko jeden).

Sąd oczywiście nie ma racji. Prowadzenie roweru w stanie nietrzeźwości, o którym mowa w art. 87 Kodeksu wykroczeń, może polegać na:
a) nadawaniu prędkości (pedałowanie),
b) decydowaniu o kierunku ruchu (skręcanie kierownicą),
c) samej tylko możliwości zatrzymania pojazdu (prowadzi pojazd także ten, kto może użyć hamulca, np. instruktor nauki jazdy samochodem).

Jest to interpretacja powszechnie przyjmowana w orzecznictwie, moim zdaniem słuszna (zwięzłe omówienie problemu znajduje się np. w tym artykule). W omawianej sprawie obaj mężczyźni prowadzili pojazd, znajdując się w stanie nietrzeźwości, i robili to wspólnie i w porozumieniu. Ukaranie tylko jednego z nich to rozstrzygnięcie niezgodne z prawem i niesprawiedliwe.

O podobnej sprawie (tzw. BeerBus) pisałem na blogu 11 maja 2012.

Punkty za publikacje w roku 2013

Ukazał się dzisiaj ministerialny wykaz czasopism punktowanych za rok 2013. Aktualna lista periodyków prawniczych prezentuje się następująco (w nawiasie zmiany w stosunku do oceny ubiegłorocznej):

„Prawo i Medycyna” – 7 pkt (wzrost o 3 pkt)
„Studia Biura Analiz Sejmowych” – 7 pkt (bez zmian)
„Przegląd Sejmowy” – 7 pkt (spadek o 1 pkt)
„Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny” – 7  pkt (spadek o 1 pkt)
„Opolskie Studia Administracyjno-Prawne” – 6 pkt (wzrost o 2 pkt)
„Prokuratura i Prawo” – 6 pkt (wzrost o 1 pkt)
„Przegląd Sądowy” – 6 pkt (wzrost o 1 pkt)
„Studia Prawnicze KUL” – 6 pkt (wzrost o 1 pkt)
„Państwo i Prawo” – 6 pkt (bez zmian)
„Studia Iuridica Agraria” – 6 pkt (bez zmian)
„Ius Novum” – 5 pkt (wzrost o 1 pkt)
„Studia Iuridica Toruniensia” – 5 pkt (wzrost o 1 pkt)
„Gdańskie Studia Prawnicze - Przegląd Orzecznictwa” – 5 pkt (bez zmian)
„Studia Prawnicze PAN” – 5  pkt (spadek o 2 pkt)
„Internetowy Przegląd Prawniczy TBSP UJ” – 4 pkt (nowe na liście)
„Palestra” – 4 pkt (nowe na liście)
„Orzecznictwo Sądów Polskich” – 4 pkt (spadek o 1 pkt)
„Studenckie Zeszyty Naukowe” (UMCS) – 4  pkt (spadek o 1 pkt)
„Studia Iuridica Lublinensia” – 4 pkt (spadek o 1 pkt)
„Wojskowy Przegląd Prawniczy” – 3 pkt (nowe na liście)
„Nowa Kodyfikacja Prawa Karnego” – 3 pkt (wzrost o 1 pkt)
„Studia Prawnicze. Rozprawy i Materiały” – 2 pkt (wzrost o 1 pkt)
„Paragraf na Drodze” – 2 pkt (spadek o 3 pkt)
„Przegląd Więziennictwa Polskiego” – brak na liście (spadek o 2 pkt)
„Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych” – brak na liście (spadek o 4 pkt)

Kradzież jednego grosza

Za kradzież z włamaniem ustawa przewiduje karę pozbawienia wolności od roku do 10 lat (art. 279 k.k.). Jednak nie każda kradzież, która jest czynem zabronionym pod groźbą kary, in concreto jest czynem godnym kary. Sprawca kradzieży z włamaniem nie powinien trafić do więzienia, gdy jego czyn był błahy (mało szkodliwy). Reguluje to art. 1 § 2 Kodeksu karnego (nie stanowi przestępstwa czyn zabroniony, którego społeczna szkodliwość jest znikoma).

Wspomniany art. 1 § 2 k.k. powinien znaleźć zastosowanie w następujących wypadkach:

1. Mężczyzna wybił okno i wszedł do domu. Mieszkańcy już spali, a mężczyzna w tym czasie splądrował jeden z pokoi. Tam miał zbić pojemnik, z którego na podłogę wysypały się jednogroszówki zbierane przez jednego z domowników. Hałas obudził mieszkańców, którzy wezwali Policję. Odgłosy wystraszyły rabusia, dlatego mężczyzna uciekł. Przy 35-latku zatrzymanym przez Policję znaleziono jednogroszówkę (cytuję za notatką prasową z dzisiaj).

Nieważne, czy jednogroszówka należała do włamywacza, czy pochodziła z rozbitej skarbonki: taka kradzież z włamaniem (wszystko jedno, czy uznamy ją za czyn dokonany, czy jedynie usiłowany) nie zasługuje na karę i nie jest przestępstwem. Odpowiedzialność karna za wybitą szybę będzie zależała od jej wartości.

2. 20-latka z kartonem zupek błyskawicznych zatrzymali w nocy wrocławscy policjanci. Zapytany, skąd je ma, mężczyzna odparł, że ukradł ze sklepu. Okazało się, że w sklepie, w którym doszło do zdarzenia, jest wybita szyba wystawowa, a wewnątrz poprzewracane regały i rozrzucone po podłodze produkty spożywcze (cytuję za notatką prasową z 3 października 2013).

Mam wątpliwości, czy zabranie ze sklepu kartonu zupek w proszku to czyn szkodliwy w stopniu wyższym niż znikomy. Jeśli jednak dołożymy do tego zniszczenie szyby wystawowej oraz zniszczenie bądź uszkodzenie mienia znajdującego się w sklepie, ogólny bilans strat towarzyszący tej kradzieży z włamaniem może uzasadnić uznanie jej za przestępstwo.

Winny kierowca czy prędkościomierz?

Na forum studentów prawa (jest publicznie dostępne po zalogowaniu się) rozważaliśmy parę tygodni temu przypadek kierowcy, który jedzie samochodem nie wiedząc, że zepsuł mu się prędkościomierz. Licznik pokazuje zbyt małą prędkość, kierowca jedzie więc za szybko i powoduje wypadek ze skutkiem śmiertelnym. Jak rozstrzygnąć taki stan faktyczny?

Odpowiedź: to zależy od stanu faktycznego :) Musielibyśmy znać więcej szczegółów konkretnego zdarzenia.

Generalnie rzec biorąc, prędkość samochodu ma być bezpieczna, a prowadzenie pojazdu ostrożne. Kierowca ma mieć wyczucie, czy jest w stanie panować nad pojazdem przy określonej prędkości. Jeśli nie ma pewności lub umiejętności, powinien jechać wolniej.

Jak karać funkcjonariusza publicznego?

W uchwale z 24 stycznia 2013 r. (sygnatura akt: I KZP 24/12, zobacz: uzasadnienie) Sąd Najwyższy przyjął, że art. 231 § 1 Kodeksu karnego jest przestępstwem skutkowym. Przepis ten penalizuje przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego, czym działa on na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. Sąd Najwyższy uznał, że znamieniem tego przestępstwa jest m.in. wystąpienie niebezpieczeństwa powstania szkody w interesie publicznym lub prywatnym.

Uznanie tego typu czynu zabronionego za przestępstwo skutkowe pociąga za sobą istotne w praktyce oraz interesujące teoretycznie implikacje. Dziś dwa słowa właśnie o nich. W wypadku każdego przestępstwa skutkowego konieczne jest mianowicie obiektywne przypisanie kandydatowi na sprawcę opisanego w ustawie skutku. Przypisanie skutku zależy nie tylko od stwierdzenia faktycznego (przyczynowego) powiązania między działaniem a skutkiem, ale również od wykazania związku normatywnego (relacji sprawstwa) między czynem a skutkiem (na temat koncepcji obiektywnego przypisania skutku zob. np. serię wpisów na blogu z września 2013 r.)

Jak przypisywać skutek opisany w art. 231 § 1 k.k.?

Czy skazanego należy uszczęśliwiać na siłę?

Dzisiaj ujrzała światło dzienne księga jubileuszowa Pani Profesor Marii Szewczyk pt. Zagadnienia teorii i nauczania prawa karnego. Kara łączna. Księga jubileuszowa Profesor Marii Szewczyk. Uroczystość wręczenia księgi odbywała się w Krakowie w murach Collegium Maius.

Obszerna część księgi to monograficzne, złożone z kilkunastu tekstów, opracowanie propozycji nowego modelu orzekania kary łącznej. W projekcie nowelizacji Kodeksu karnego, opracowanym przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego w listopadzie tego roku, pojawiała się następująca propozycja głównego przepisu o karze łącznej:


Między innymi o potrzebie znowelizowania art. 85 k.k. rozmawiano dzisiaj na konferencji naukowej, poprzedzającej uroczystość jubileuszową prof. Szewczyk.

Jedno z pytań przyświecających nowelizacji kodeksu karnego dotyczy obligatoryjnego czy fakultatywnego modelu orzekania kary łącznej, a także kwestii wyroku łącznego (gdy poszczególne czyny danej osoby zostały już osądzone w różnych postępowaniach): czy powinien być on wydawany z urzędu, czy na wniosek skazanego?

Święta Prawda

Kartka z kalendarza: dziś w samo południe brałem udział w uroczystych promocjach doktorskich Wydziału Prawa i Administracji UJ. Z rąk Promotora otrzymałem dyplom doktora nauk prawnych. Pan Prorektor zwrócił nam uwagę na treść złożonego ślubowania. Naukowiec musi poszukiwać i bronić prawdy, szczególnie współcześnie, gdy zasypuje nas wiele informacji i jeszcze więcej dezinformacji. Święte słowa, również karniści mają z tym problem. Teraz nie pozostaje mi już nic innego, jak służyć Świętej Prawdzie.

Na zdjęciu: Prorektor UJ prof. Stanisław Kistryn, Dziekan WPiA UJ prof. Krystyna Chojnicka, mój Promotor prof. Andrzej Zoll oraz moja skromna osoba

Internetowa impreza masowa

Media kilka dni temu doniosły, że ruszył właśnie proces studentki oskarżonej o zorganizowanie nielegalnej imprezy masowej na krakowskim Zakrzówku (szczegóły zobacz np. tutaj oraz tutaj). Historia rozpoczęła się banalnie: studentka filozofii utworzyła na portalu Facebook stronę z zaproszeniem na imprezę z okazji powitania wiosny. Znajomi, którzy zostali zaproszeni przez studentkę, wysłali informację o imprezie kolejnym osobom, w rezultacie tego stronę na Facebooku „polubiło” i udział w wydarzeniu potwierdziło ponad 30 tysięcy osób. Na Zakrzówku faktycznie zjawiło się ponad 20 tysięcy osób. Impreza miała swój niebanalny finał: upadek 28-latka ze skały, bójki, kradzieże, rzucanie kamieniami oraz kilkadziesiąt kontenerów śmieci zebranych wokół zbiornika wodnego.

Studentka jest oskarżona o popełnienie przestępstwa z art. 58 ust. 1 ustawy z dnia 20 marca 2009 r. o bezpieczeństwie imprez masowych: „Kto organizuje imprezę masową bez wymaganego zezwolenia lub niezgodnie z warunkami określonymi w zezwoleniu albo przeprowadza ją wbrew wydanemu zakazowi, podlega grzywnie nie mniejszej niż 240 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.

Do realizacji znamion tego przestępstwa dochodzi, gdy dana osoba: 1) zorganizuje, 2) imprezę masową, 3) bez wymaganego zezwolenia, 4) umyślnie.

Wziąwszy pod uwagę te fakty, które znamy na dzień dzisiejszy, realizacja znamion wymienionych w punktach 1–3 nie budzi większych wątpliwości.

Zmiany w ściganiu pijanych kierowców

W projekcie nowelizacji części szczególnej Kodeksu karnego, który ujrzał światło dzienne 5 listopada 2013 r., Komisja Kodyfikacyjna wprowadza istotną zmianę w opisie „popularnego” (często stosowanego po każdym długim weekendzie) przestępstwa prowadzenia pojazdu w stanie nietrzeźwości. Propozycja zmian wygląda następująco:


W stosunku do obecnej wersji art. 178a k.k., projektodawca wprowadza określenie środka zakłócającego czynności psychomotoryczne (szerzej niż to ujmuje aktualny art. 178a § 1 k.k.). Zauważmy, że np. silny środek uspokajający, który nie podpada pod znamię środka odurzającego, jak najbardziej zmieści się w nowym określeniu „środek zakłócający czynności psychomotoryczne”.

Najważniejszy jest jednak dopisek, że znajdowanie się w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem wymienionego środka karalne będzie dopiero wówczas, gdy stopień nietrzeźwości lub oddziaływania środka może zagrozić bezpieczeństwu w komunikacji.

W obecnym stanie prawnym zagrożenie dla uczestników ruchu drogowego nie ma znaczenia dla wyczerpania znamion art. 178a § 1 k.k. Jest to typ abstrakcyjnego narażenia na niebezpieczeństwo, o charakterze bezwzględnym, niezależnie od okoliczności, w jakich dochodzi do prowadzenia pojazdu (pusta, mało uczęszczana ulica, środek nocy, prowadzenie pojazdu na dystansie 200 m itp.).

Wprowadzenie klauzuli stopnia mogącego zagrozić bezpieczeństwu w komunikacji nie oznacza, że warunkiem wyczerpania znamion nowego art. 178a k.k. będzie sprowadzenie konkretnego niebezpieczeństwa w ruchu. Dalej będzie to przestępstwo abstrakcyjnego narażenia dobra prawnego na niebezpieczeństwo. Proponowany przepis mówi o możliwości zagrożenia bezpieczeństwu w komunikacji. W toku postępowania karnego będzie więc możliwy do przeprowadzenia przeciwdowód wykazujący, że w konkretnych okolicznościach stan nietrzeźwości lub zakłócenie czynności psychomotorycznych, obiektywnie rzecz biorąc, nie mogło nikomu zagrozić. Dziś taki przeciwdowód nie jest dopuszczalny. Projektowany przepis będzie więc typem względnego, potencjalnego zagrożenia bezpieczeństwu w komunikacji, bo uzależnionego od konkretnych okoliczności (stopień nietrzeźwości kierowcy, warunki na drodze, ilość pasażerów, czas i miejsce prowadzenia pojazdu, sposób jazdy itd.).

Ograniczy to zakres odpowiedzialności karnej za prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości względem aktualnego stanu prawnego, tylko do sytuacji, gdy zachowanie sprawcy potencjalnie mogło zagrozić bezpieczeństwu innych uczestników ruchu drogowego.

Znajdź różnice

Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego kilka dni temu opublikowała ostateczną wersję projektu nowelizacji Kodeksu karnego (części ogólnej i szczególnej). Poprzednia wersja robocza ukazała się 4 kwietnia 2013 r. i obejmowała tylko część ogólną k.k.

Rzućmy dzisiaj okiem na trzy przepisy z części ogólnej, o których już wcześniej pisałem na blogu, w wersji proponowanej przez Komisję w kwietniu i w listopadzie. Zmiany w stosunku do wersji z kwietnia zaznaczyłem na czerwono i na niebiesko.


Nie zaczynaj

Pamiętacie może sprawę zabójstwa pasażerki autobusu w Krakowie? (krótka notatka z 19 grudnia 2012). Kierowca, który pobił pasażerkę i zostawił ją nieprzytomną w rowie, wskutek czego kobieta się utopiła, został skazany na 15 lat pozbawienia wolności.

Z uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie, które zostało niedawno opublikowane, można się dowiedzieć, że w zasadzie tragiczny ciąg wydarzeń zainicjowała sama studentka. Pasażerka odmówiła opuszczenia autobusu i zażądała, by kierowca odwiózł ją na inny przystanek. Doszło do nieuprzejmej wymiany zdań. Studentka powiedziała do kierowcy, że jest nieuprzejmy i gburowaty, że mógł się uczyć oraz złoży na niego skargę (zobacz wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 29 kwietnia 2013 r., sygnatura akt: II AKa 62/13, w systemie Lex nr 1321950). Doprowadziło to kierowcę do tak silnego wzburzenia, że – jak ustaliły sądy – w czasie zabijania studentki „działał w sposób wysoce agresywny, bez umiaru, wykorzystując dostępną mu siłę, wyładowując skumulowane w sobie emocje” (uderzał kobietę w głowę metalowym prętem).

Według kodeksu karnego, zachowanie się pokrzywdzonego jest okolicznością wpływającą na wymiar kary za popełnione przestępstwo (mówi o tym art. 53 § 2 k.k.). Chodzi o zachowanie związane z realizacją znamion czynu zabronionego przez drugą osobę, które może polegać np. na prowokacji czy słownej zaczepce ze strony pokrzywdzonego.

Nieoczywista oczywistość

Wczoraj przedstawiłem Wam obiekcje Damiana Tokarczyka, odnoszące się do pomysłu, by w nowym art. 1 § 1a kodeksu karnego dodać przepis wykluczający przypisanie czynu zabronionego, jeśli wyczerpanie jego znamion nie było obiektywnie przewidywalne. Jest to na tyle oczywiste, że – zdaniem Autora – nie ma potrzeby regulować tej kwestii w kodeksie karnym. Kontrargumentem w dyskusji z Damianem Tokarczykiem była teza prof. Łukasza Pohla, który – o czym pisałem wczoraj – postuluje uregulowanie w art. 9 k.k. rzeczy oczywistej.

Dzisiaj proponuję zadać sobie pytanie, czy rzeczywiście uzasadniona jest opinia, że obiektywna przewidywalność realizacji znamion czynu zabronionego nie budzi najmniejszych wątpliwości?

Kierując się poglądami Damiana Tokarczyka, że mianowicie „każdy spór doktrynalny znajduje swoje odbicie w judykaturze, i to właśnie orzecznictwu sądowemu (wymiarowi sprawiedliwości) ma służyć spór naukowy i jego rezultaty” (Spory wokół teorii obiektywnego przypisania w świetle projektu nowelizacji kodeksu karnego, „Państwo i Prawo” nr 10/2013, s. 102), sięgnijmy do najnowszego orzecznictwa traktującego o obiektywnej przewidywalności skutku.

Oczywista oczywistość

Październikowe „Państwo i Prawo” przynosi polemiczny tekst Damiana Tokarczyka odnośnie do planowanej nowelizacji Kodeksu karnego (Spory wokół teorii obiektywnego przypisania w świetle projektu nowelizacji kodeksu karnego, PiP nr 10/2013, s. 101-113). Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego w projekcie, opublikowanym 4 kwietnia tego roku, zamierza wprowadzić do ustawy między innymi art. 1 § 1a k.k. w brzmieniu: „Czyn zabroniony pod groźbą kary nie może być przypisany, jeżeli w danych okolicznościach wyczerpanie znamion tego czynu nie było obiektywnie możliwe do przewidzenia”.

Damian Tokarczyk jak najbardziej trafnie zauważa, że fundamentalnym warunkiem odpowiedzialności karnej jest obiektywna możliwość przewidzenia realizacji znamion czynu zabronionego, w tym przewidywalność określonych następstw czynu. W tym kontekście odnosi się do projektowanego art. 1 § 1a k.k. i stwierdza: „[…] hipoteza normy sankcjonowanej (a więc opis sytuacji, w której może się zrealizować negatywne zjawisko stanowiące ratio danej normy) musi być możliwa do rozpoznania. Można mieć obiekcje, czy ta niebudząca najmniejszych wątpliwości okoliczność wymaga wprowadzenia do kodeksu karnego” (jw. s. 105, pogrubienie czcionki moje).

Czy obiekcje, o których mówi Autor, są uzasadnione?

Jak wyłączyć nieumyślność?

Dzisiaj ostatnia część czterodniowej analizy, skoncentrowanej wokół niektórych uwag krytycznych do projektu nowelizacji Kodeksu karnego.

Problematyka umyślności i nieumyślności jest ściśle związana z zagadnieniem błędu co do okoliczności stanowiącej znamię czynu zabronionego. Błąd może polegać na tym, że sprawca uroił sobie (wyobraził sobie) jakiś stan rzeczy albo nie był czegoś świadomy w momencie czynu. Nieświadomość, że popełnia się czyn zabroniony, wyklucza przypisanie sprawcy zamiaru.

W projekcie przedstawionym przez Komisję Kodyfikacyjną, traktujący o tej materii art. 28 § 1 k.k. miałby otrzymać zupełnie nowe brzmienie: „Nie popełnia przestępstwa nieumyślnego, kto działa w usprawiedliwionym błędzie co do okoliczności stanowiącej znamię przedmiotowe czynu zabronionego”.

Sposób, w jaki Katarzyna Banasik zinterpretowała zacytowaną regulację, streszcza następująca wypowiedź jej autorstwa: „Usprawiedliwiony błąd miałby wyłączać nieumyślność” (zob. Nieumyślność w świetle propozycji nowelizacji kodeksu karnego, „Palestra” 2013, nr 7-8, s. 29).

Nie znajduję żadnego uzasadnienia dla takiej interpretacji.

Co ma człowiek w głowie?

Omawiam argumentację zaprezentowaną w tekście pt. Nieumyślność w świetle propozycji nowelizacji kodeksu karnego, „Palestra” 2013, nr 7-8. W artykule wyrażona została surowa ocena projektu nowelizacji części ogólnej Kodeksu karnego, przygotowanego przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego. Sądzę, że niemniej ważna od dyskusji z projektem nowelizacji jest rzetelna analiza uwag krytycznych do projektu.

Dzisiaj skoncentrujemy uwagę na wątku „części składowych” nieumyślności oraz istoty nieumyślności.

Argumentacja K. Banasik zawiera następującą opinię: „Nie wydaje się trafne zrezygnowanie z elementu przewidywalności jako części składowej nieumyślności” (jw., s. 23). W tym zwięzłym stwierdzeniu, w moim przekonaniu, nie tylko doszło do dziwnej interpretacji obowiązujących przepisów, ale również została w nim zarysowana mocno wątpliwa koncepcja nieumyślności, oparta na błędzie pomieszania kategorialnego.

Zmiana tylko pozorna

Od wczoraj analizuję artykuł: Nieumyślność w świetle propozycji nowelizacji kodeksu karnego, opublikowany w „Palestrze” 2013, nr 7-8. Autorka krytykuje pomysły Komisji Kodyfikacyjnej, zmierzające do określenia czynu zabronionego popełnionego nieumyślnie w syntetyczny sposób: „Czyn zabroniony jest popełniony nieumyślnie, jeżeli sprawca nie ma zamiaru wyczerpać znamion przedmiotowych czynu zabronionego”.

Wczoraj przyglądaliśmy się tezie, w myśl której nieumyślność, w efekcie nowelizacji, stanie się prostym zaprzeczeniem umyślności. Stwierdziliśmy, że nieumyślność niczym takim się nie stanie, ponieważ ze swojej istoty tym właśnie jest (była i będzie). Dziś zerkniemy na kolejne argumenty, sformułowane przez K. Banasik.

Autorka opisuje budzące jej sprzeciw konsekwencje postrzegania nieumyślności jako zaprzeczenia umyślności. Pozwolę sobie na dłuższy cytat: „Ujęcie to budzi zdecydowany sprzeciw, jako że prowadzi do zbytniej obiektywizacji przypisania czynu. […] Dla obarczenia sprawcy odpowiedzialnością karną za przestępstwo «nieumyślne» będzie wystarczające udowodnienie zrealizowania przez niego znamion przedmiotowych danego typu czynu zabronionego, przy jednoczesnym stwierdzeniu, że nie miał on zamiaru ich zrealizować. Przy takim ujęciu czyn zabroniony, uznawany tradycyjnie za nieumyślny, zostaje właściwie pozbawiony strony podmiotowej, a pozostaje konstruowany jedynie z elementów przedmiotowych. Taka reperkusja zmiany legislacyjnej byłby nie do przyjęcia” (jw., s. 23).

Po pierwsze, nie jest prawdą stwierdzenie, że udowodnienie realizacji przedmiotowych znamion czynu zabronionego będzie „wystarczające” „dla obarczenia sprawcy odpowiedzialnością karną za przestępstwo nieumyślne”. Wszak przestępność czynu zależy nie tylko od realizacji znamion czynu zabronionego pod groźbą kary, ale także od ustalenia karygodnego charakteru czynu (art. 1 § 2 k.k.) oraz od przypisania danej osobie indywidualnej winy (art. 1 § 3 k.k.), nie wspominając o konieczności rozważenia różnych okolicznościach wyłączających bezprawność, karalność i winę.

I stała się nieumyślność

Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego zaproponowała szereg nowelizacji w części ogólnej Kodeksu karnego. Jedna ze zmian dotyczy art. 9 k.k., w którym została opisana strona podmiotowa czynu zabronionego (czyn zabroniony może być popełniony umyślnie bądź nieumyślnie). W literaturze pojawiają się głosy kontestujące rozwiązania zaproponowane przez Komisję Kodyfikacyjną. Niektóre z tych głosów nie mogą pozostać bez mojego komentarza.

Według Komisji Kodyfikacyjnej, art. 9 § 2 k.k. powinien brzmieć: „Czyn zabroniony jest popełniony nieumyślnie, jeżeli sprawca nie ma zamiaru wyczerpać znamion przedmiotowych czynu zabronionego”. Przypomnijmy, że aktualnie przepis ten brzmi: „Czyn zabroniony popełniony jest nieumyślnie, jeżeli sprawca nie mając zamiaru jego popełnienia, popełnia go jednak na skutek niezachowania ostrożności wymaganej w danych okolicznościach, mimo że możliwość popełnienia tego czynu przewidywał albo mógł przewidzieć”.

Surową ocenę nowej treści art. 9 k.k. przedstawiła na łamach branżowej „Palestry” Katarzyna Banasik (tytuł opracowania: Nieumyślność w świetle propozycji nowelizacji kodeksu karnego, „Palestra” 2013, nr 7-8, s. 21-30). Polecam przeczytać ten tekst.

K. Banasik nie może się pogodzić przede wszystkim z tym, że zgodnie z nowym brzmieniem art. 9 § 2 k.k. „nieumyślność staje się negacją umyślności” (jw. s. 22). Czy rzeczywiście, w efekcie zmiany art. 9 § 2 k.k., nieumyślność „staje się” negacją umyślności? Aby ustalić, czym nieumyślność się staje, musimy najpierw zastanowić się, czym nieumyślność jest.

Wrześniowe skutki (podsumowanie)

W minionym miesiącu poszukiwaliśmy kryteriów przypisania skutku. Przyjrzeliśmy się między innymi sprawie nieostrożnego farmaceuty, handlarki muchomorami czy odpowiedzialności za zarażenie innej osoby jakąś chorobą.

Udało nam się, jak sądzę, naświetlić kilka problemów, związanych z uznaniem danej osoby za sprawcę negatywnego skutku. Wskazaliśmy przepisy kodeksu karnego, z których już dzisiaj można wyprowadzić ciekawe informacje o stosunku ustawodawcy do kryteriów przypisania skutku. Mówiliśmy między innymi o prawdopodobieństwie wystąpienia określonych następstw czynu, przyczynieniu się pokrzywdzonego do rozmiarów grożącej mu szkody oraz o wpływie świadomości i woli człowieka na przypisanie mu odpowiedzialności za skutki czynu.

Z pewnością wrócimy jeszcze do tematu, być może nawet jeszcze w tym roku. W okolicach listopada tradycyjnie zaczynam omawiać ten temat na ćwiczeniach z prawa karnego, może być to więc dobra okazja do dalszych przemyśleń.

Zanim to nastąpi, w tak zwanym międzyczasie można zajrzeć do wcześniej opublikowanych przeze mnie wpisów na temat kryteriów przypisania skutku. Oto niektóre z nich:
Spór o przypisanie skutku (propozycje nowelizacji kodeksu karnego)
Bo droga była nierówna (odpowiedzialność za wypadek drogowy, kwestia prawidłowego oznakowania drogi)
Poczęstunek godny kary (nieumyślne spowodowanie śmierci wskutek przedawkowania narkotyków).

Pytania, sugestie na przyszłość, komentarze do dotychczas omówionych kwestii jak zwykle mile widziane.

Sprawcy

Porównamy dzisiaj zachowania trzech następujących osób:

1. Srogi szef wykorzystuje młodą sekretarkę: poleca jej sfałszować ważne dokumenty, grożąc wyrzuceniem z pracy i umieszczeniem w internecie pikantnych nagrań video z jej udziałem. Dokumenty mają posłużyć do popełnienia oszustwa (art. 286 § 1 k.k.). Kobieta posłusznie wykonuje polecenia szefa i doprowadza kilku kontrahentów do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

2. Dziewczyna pożycza swojemu chłopakowi samochód należący do jej ojca. Chłopak ma zamiar pojechać nim na miejsce planowanego włamania, z czego dziewczyna doskonale zdaje sobie sprawę.

3. Jeden z kibiców namawia kolegę, aby rzucił butelką po piwie w stronę bramkarza drużyny gości, licząc na to, że butelka trafi zawodnika w głowę (ma to być kara za obronę „jedenastki”). Kolega nie daje sie długo prosić: ciska w bramkarza, trafia go w głowę, w efekcie czego zawodnik doznaje lekkiego wstrząśnienia mózgu.

Szef, dziewczyna, kibic – każda z tych osób jest sprawcą jakiegoś przestępstwa, ale nie każda jest sprawcą skutku.

Pobił na śmierć, lecz nie zabił

Kolejny kazus zilustruje kwestię przewidywalności nastąpienia skutku. Powszechnie uznaje się, że karalne może być jedynie spowodowanie takich skutków czynu, które są przewidywalne. Przy czym nieprzewidywalne jest to wszystko, co uznalibyśmy za wysoce przypadkowe, nietypowe, zaskakujące.

Sąd Najwyższy poszedł chyba jeszcze dalej i stwierdził w sprawie nieumyślnego występku, że „chodzi o przewidywalność znacznego, a nie jakiegokolwiek stopnia prawdopodobieństwa wystąpienia skutku” (zobacz: postanowienie Sądu Najwyższego z 15 lutego 2012 r., sygnatura II KK 193/11, s. 9).

Czy przewidywalność znacznego stopnia prawdopodobieństwa wystąpienia skutku jest tym kryterium jego obiektywnego przypisania, którego szukamy w ramach naszego wrześniowego cyklu?

Odpowiedzi negatywnej na to pytanie z pewnością udzieliłby jeden z sądów apelacyjnych. Sędziowie badali następującą sprawę. Zachowanie napastnika polegało na dość typowym biciu pokrzywdzonego po twarzy, kończynach, plecach, szyi, w efekcie czego doszło do zatrzymania akcji serca ofiary i śmierci. W toku postępowania okazało się, że „zgon denata nastąpił z przyczyny nietypowej i rzadko opisywanej w medycynie sądowej, jaką jest nagła śmierć sercowa, którego to fizjologicznego mechanizmu ani oskarżony, ani przeciętny człowiek nie zna” (zobacz: wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z 10 kwietnia 2012 r., sygnatura II AKa 57/12, opublikowany w periodyku „Orzecznictwo Sądów Apelacji Białostockiej” w 2012 r., nr 2/3).

„Ty to uczyniłeś”

Od dzisiaj wpisuję sobie przed nazwiskiem nie trzy, lecz dwie literki: jestem doktorem nauk prawnych! Dr Mikołaj Małecki, jak to pięknie wygląda :) Broniłem się 9 września, dokładnie tydzień temu, a przed paroma godzinami Rada Wydziału Prawa i Administracji UJ podjęła uchwałę o nadaniu mi stopnia naukowego.

A teraz dzielę się z Wami tą radosną wiadomością. I jedną spontaniczną refleksją.

Kilka dni temu napisałem na Facebooku, że życzliwość sali w czasie obrony to duże ułatwienie, użyłem również sformułowania: „udało mi się” obronić. W odpowiedzi na to stwierdzenie, jeden ze Znajomych napisał: „Nie udało się, tylko ty to uczyniłeś”.

Nie odnotowałbym pewnie na blogu tej krótkiej wymiany zdań, gdyby nie nasze wrześniowe pogawędki o kryteriach przypisania skutku. Gdy przypiszemy komuś skutek, śmiało możemy powiedzieć, zgodnie z prawdą, tak, jak mój Znajomy: „Ty to uczyniłeś!”.

A jednak, gdy spojrzy się wstecz, widzi się wyraźnie, jak mnóstwo było różnych, mniejszych i większych uczynków, i że ten jeden skutek ma w rzeczywistości wielu Autorów.

Nie zapominajmy o współautorach skutku!

Umyślny totolotek

Szukamy kryteriów przypisania skutku, to znaczy takich przesłanek, które decydują o nazwaniu danej osoby sprawcą negatywnego następstwa czynu, albo ją od sprawstwa skutku uwalniają (zob. szczegóły na temat wrześniowego cyklu, poświęconego obiektywnemu przypisaniu skutku).

Zastanówmy się dzisiaj, jaki wpływ na możliwość przypisania skutku ma prawdopodobienstwo jego nastąpienia? Można zaryzykować stwierdzenie, że ryzyko (niebezpieczeństwo) dla dobra prawnego powinno być znaczące, relatywnie wysokie, rzucające się w oczy dla przeciętnego obserwatora, aby można było osobie sprowadzającej takie ryzyko przypisać skutki, jakie się z nim wiązały. Niskie prawdopodobieństwo nastąpienia skutku powoduje, że czyn jest mało karygodny, a przez to nie zasługuje na uznanie za czyn typowo (in abstracto) karalny. Gdy skutek jest wysoce przypadkowy, odpada możliwość jego obiektywnego przypisania osobie, która go spowodowała.

Czy rzeczywiście jest tak, że prawdopodobieństwo wystąpienia skutku rozstrzyga sprawę? Przeanalizujmy następujące sytuacje:

1. Pożyczam znajomemu swój niesprawny samochód, przebiegle licząc na to (mniejsza o powody), że w czasie jazdy nastąpi jego awaria i ofiara „przypadkowo” zginie w wypadku. Usterka nie jest widoczna dla przeciętnego kierowcy i nie jest rozpoznawalna w czasie jazdy.

2. Pożyczam swojemu znajomemu pojazd, bez najmniejszej świadomości, że jest on uszkodzony, a jego pasażerom, jeśli przypadkowo dojdzie do awarii, grozi poważne niebezpieczeństwo.

Winny na 71%

Oto wyniki ankiety, w której braliście udział przez ostatni tydzień. Pytanie dotyczyło zdarzenia, o którym pisałem 2 września. Farmaceuta przez pomyłkę wydał w aptece, zamiast syropu, preparat na wszy. Rodzaj leku był napisany na etykiecie. Pacjent, nie czytając etykiety, napił się preparatu i ciężko się zatruł.

Czy Twoim zdaniem:
1. Farmaceuta powinien odpowiadać karnie za skutki zatrucia (przestępstwo tego typu jest zagrożone więzieniem do 3 lat);
2. Sąd powinien skazać farmaceutę i stosować nadzwyczajne złagodzenia kary, z uwagi na niefrasobliwość pokrzywdzonego;
3. Pokrzywdzony sam jest sobie winien i farmaceuta nie powinien ponosić odpowiedzialności karnej za opisany skutek.


Głosy rozłożyły się w miarę równo, jednak większość osób była zdania, że farmaceutę trzeba skazać za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu pacjenta (suma odpowiedzi 1 i 2 to ponad 70%). Tylko (a może aż?) co czwarty ankietowany uważał, że pokrzywdzony sam jest sobie winien i skutku w ogóle nie da się przypisać pracownikowi apteki. Można jednak zauważyć, że prawie 70% osób uwzględniło zachowanie pokrzywdzonego przy ocenie odpowiedzialności karnej sprawcy, spośród nich większość wyłącznie w zakresie wymiaru kary.

Uważaj na chorego

Spowodowanie rozstroju zdrowia innej osoby jest czynem zabronionym pod groźbą kary. W zależności od czasu trwania choroby, osoba, która ją spowodowała, ponosi odpowiedzialność karną za tak zwany lekki (co najwyżej 7-dniowy), średni (trwający ponad 7 dni) albo ciężki, poważny uszczerbek na zdrowiu chorego. Są to przestępstwa opisane w art. 156 i 157 Kodeksu karnego.

We wrześniu zastanawiamy się nad kryteriami przypisania skutku. Wspomnianym rozstrojem zdrowia, wyłączającym człowieka z aktywności zawodowej i towarzystkiej na przynajmniej kilka dni, może być np. grypa czy przeziębienie. Zadajmy sobie dzisiaj pytanie, czy można odpowiadać karnie za spowodowanie tego rodzaju choroby i w jakich okolicznościach.

Czy mogę oskarżyć kolegę z pracy o to, że zamiast zostać w domu i się kurować, przyszedł do firmy i zaraził mnie grypą?

Kto jest winny tego, że się przeziębiłem? Czy przypadkiem nie moja dobra znajoma, która, zamiast leżeć w swoim łóżku, odwiedziła mnie, kichała, kaszlała i zostawiła w moim mieszkaniu nieprzyjemne drobnoustroje?

Grzybobranie

W ramach wrześniowego cyklu poświęconego kryteriom przypisania skutku w prawie karnym, kolejny stan faktyczny, nawiązujący do klimatów powoli zbliżającej się jesieni i sezonu grzybiarskiego.

Przydrożna handlarka – oprócz gąsek i gołąbków – uzbierała młode owocniki śmiertelnie trującego muchomora sromotnikowego. Kobieta słabo znała się na grzybach i kompletnie nie zdawała sobie sprawy ze swojej pomyłki. Kobiałkę tych grzybów kupił od niej przy trasie szybkiego ruchu przypadkowy podróżny. Mężczyzna przyrządził grzyby, zjadł je i zatruł się, w konsekwencji czego w ciężkim stanie trafił do szpitala.

Czy handlarce możemy przypisać skutek, polegający na spowodowaniu ciężkiego rozstroju zdrowia mężczyzny, który kupił od niej feralne grzybki?

Syrop na wszy

Na początek cyklu wrześniowych spotkań z kryteriami przypisania skutku historia, która – jak zapewniały osoby, które mi ją opowiedziały – wydarzyła się naprawdę.

Do apteki wchodzi pacjent z receptą na syrop. Nieostrożny farmaceuta, zamiast syropu, przez pomyłkę wydaje mężczyźnie preparat na wszy (silnie trujący, jeśli się go spożyje). Po powrocie do domu, nieświadomy tej pomyłki klient sięga po butelkę „syropu”, którą dostał w aptece. Naraz jego uwagę przyciąga coś osobliwego: grzebień, dołączony przez producenta do leku. Dopiero wtedy mężczyzna uważniej przygląda się etykiecie i na jej podstawie stwierdza, że farmeceuta popełnił fatalną pomyłkę.

Historia miała szczęśliwe zakończenie: syrop” został zwrócony do apteki (grzebień też), a farmeceuta mógł odetchnąć z ulgą. Zastanówmy się jednak, co by było, gdyby pacjent nie zwrócił uwagi na rzeczywistą zawartość butelki i napił się preparatu, co poskutkowałoby groźnym zatruciem organizmu i bardzo ciężkim uszczerbkiem na jego zdrowiu, dość typowym po wypiciu tego rodzaju specyfiku.

Czy farmeceuta, który przez pomyłkę wydał pacjentowi niewłaściwy lek, mógłby odpowiadać karnie za opisany skutek?

Wrześniowe skutki

Sezon dogmatów karnisty 2013/2014 proponuję zainaugurować krótkim cyklem tematycznym: wrześniowym cyklem spotkań z obiektywnym przypisaniem skutku. Pomysł przyszedł mi do głowy niedalej jak wczoraj, będzie więc nieco improwizacji. Ale po kolei.

Problem przypisania skutku jest związany, przypomnijmy, z odpowiedzialnością karną za tak zwane przestępstwa skutkowe (materialne), np. zabójstwo, uszkodzenie ciała, zniszczenie mienia. Do skazania kogoś za dokonanie tego typu przestępstwa nie wystarczy samo zachowanie się człowieka. Przykładowo, dopóki nie ma trupa, dopóty nie ma dokonanego zabójstwa (art. 148 § 1 k.k.), choćby sprawca zrobił już wszystko, co było potrzebne do wywołania śmierci. Z drugiej strony, zaistnienie określonych następstw czynu nie wystarczy do uznania, że wszystkie osoby, które miały cokolwiek wspólnego z negatywnymi skutkami zdarzenia, ponoszą za nie odpowiedzialność karną (np. że sprzedawca broni palnej odowiada za śmierć osoby zastrzelonej z tej broni przez inną osobę). Między zachowaniem a skutkiem zachodzi logiczny związek przyczynowy (A powoduje B) oraz, ważniejszy dla karnistów, związek normatywny: skutek ma być bezpośrednim wynikiem czynu szkodliwego, zagrażającego dobru prawnemu w danych okolicznościach i łamiącego zasady postępowania z tym dobrem prawnym.

Najkrócej rzecz ujmując, w nauce o obiektywnym przypisaniu skutku poszukuje się kryteriów/przesłanek, które muszą być spełnione, aby dana osoba odpowiadała za negatywne następstwa swojego czynu (kierowca za śmiertelne potrącenie pieszego, ratownik na plaży za utopienie się turysty, osoba prowadząca działalność gospodarczą za straty, jakie poniosła spółka itp.). Pytanie za sto punktów: jakie są to kryteria?

Inne argumenty

W literaturze trwa od pewnego czasu ostra dyskusja nad charakterem prawnym art. 178a § 4 k.k. Szczególnie interesująca polemika wywiązała się pomiędzy autorem niniejszych słów a Profesorem Ryszardem Stefańskim. Dyskusja obraca się wokół poglądu wyrażonego przeze mnie w tekście: Charakter prawny art. 178a § 4 k.k., „Paragraf na Drodze” nr 8/2011, s. 27 i następne; oraz w glosie do postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 19 stycznia 2012 r., sygnatura I KZP 22/11, „Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych” nr 1/2012, s. 101 i n.

Art. 178a § 4 k.k. brzmi: „Jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 był wcześniej prawomocnie  skazany za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego albo za przestępstwo określone w art. 173, 174, 177 lub art. 355 § 2 popełnione w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego albo dopuścił się czynu określonego w § 1 w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych orzeczonego w związku ze skazaniem za przestępstwo, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

Twierdzę, że paragraf 4 w art. 178a k.k. posiada niejednorodny charakter normatywny: pierwsza część paragrafu (do drugiego słówka „albo”) określa przesłanki nadzwyczajnego obostrzenia kary, zaś jego druga część jest typem czynu zabronionego pod groźbą kary. Identyczne stanowisko przyjął Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 19 stycznia 2012 r., sygn. I KZP 22/11 (postanowienie wraz z uzasadnieniem jest dostępne na stronie internetowej Sądu Najwyższego).

Profesor Stefański, który uważa, że art. 178a § 4 k.k. ma jednorodny charakter normatywny i jest w całości kwalifikowanym typem czynu zabronionego, odpowiada na podnoszone przeze mnie argumenty w glosie do tego postanowienia (opublikowanej w „Orzecznictwie Sądów Polskich” nr 5/2012 r., s. 327 i n.) oraz w ósmym tomie Systemu Prawa Karnego pod redakcją L. Gardockiego, Warszawa 2013, s. 394 i n.

Piłeczka w toczącej się dyskusji jest obecnie po mojej stronie i niebawem postaram się, mam nadzieję celnie, odegrać ją w kierunku Szanownego Adwersarza. Dzisiaj pragnę poruszyć nieco inny aspekt problemu.

Prawnicza inicjacja

Tydzień temu w mediach pojawiła się informacja o kontrowersyjnym pytaniu egzaminacyjnym, na jakie odpowiadali studenci prawa z Cambridge. W pytaniu zostały opisane otrzęsiny zorganizowane przez fikcyjne stowarzyszenie studentów (funkcjonowanie takich stowarzyszeń ma w Wielkiej Brytanii długą tradycję).

Pytanie egzaminacyjne polegało na wskazaniu, w którym z poniższych wypadków popełniono przestępstwo.

Po wypiciu morza alkoholu uczestnicy imprezy otaczają trzech pierwszoroczniaków. Pierwszemu zakrywają oczy i zapowiadają, że koleżanka będzie uprawiać z nim seks oralny. Ten jednak nie wie, że tak naprawdę zamiast kobiety zajmuje się nim inny chłopak. Drugi z pierwszoroczniaków musi przejść próbę analnej penetracji butelką. W teście było napisane, że student próbuje się opierać, ale próba sprawia mu nawet przyjemność. W końcu trzeciemu studentowi uczestnicy imprezy golą włosy łonowe. Robią to jednak tak nieporadnie, że w poranioną skórę wdaje się zakażenie i chłopak umiera.

Stany faktyczne podaję za artykułem: Studenci Cambridge odpowiadali na egzaminie na pytania o gwałt butelką i seks oralny na imprezie. Za sprawą hucznych otrzęsin. Spróbujmy ocenić to zdarzenie pod kątem polskiego prawa karnego.

Nergal znowu uniewinniony

W poniedziałek 3 czerwca Sąd Rejonowy w Gdyni po raz kolejny uniewinnił Nergala od zarzutu obrażenia uczuć religijnych innych osób (przestępstwo z art. 196 k.k.).

Przypomnijmy: ponad pięć lat temu podczas koncertu muzycznego oskarżony podarł i rozrzucił stronice Pisma Świętego w kierunku publiczności, wypowiadając pod jego adresem kilka obelżywych uwag. Żadna z osób uczestniczących w koncercie nie poczuła się obrażona zachowaniem artysty. Do sieci internetowej trafił jednak filmik nakręcony w klubie przez dziennikarza „Gazety Świętojańskiej”. Jakiś czas po incydencie kilku internautów poczuło się urażonych zachowaniem oskarżonego. Skutkek w postaci obrażenia uczuć religijnych innych osób, od którego powstania zależy odpowiedzialnośc karna za występek z art. 196 k.k., nastąpił między innymi: w lutym 2008 r., w nieustalonym czasie pomiędzy dniem koncertu a początkiem 2008 r., w drugiej połowie 2009 r., w grudniu 2009 r. oraz na przełomie lat 2009/2010 (to znaczy w momencie zapoznawania się z filmem w internecie).

O sprawie możesz przeczytać szerzej we wpisach: Sprawa Nergala, Obraza niechcący, Glosa do uchwały w sprawie Nergala.

Sędzia uzasadniała wyrok uniewinniający stwierdzając, że Nergal co prawda działał w zamiarze ewentualnym znieważenia uczuć religijnych innych osób, ale tylko tych obecnych na koncercie, nie zaś  pokrzywdzonych występujących w tej sprawie, to znaczy widzów filmiku zamieszczonego w internecie. Sędzia podkreśliła, że na koncercie obowiązywał zakaz jego rejestracji i oskarżony miał prawo zakładać, że nie zostanie on w żaden sposób upubliczniony (zobacz notatkę prasową).

W czym mogę ci pomóc?

Studenci prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego kilka dni temu poruszyli na forum internetowym bardzo ciekawy wątek, związany z pomocnictwem do przestępstwa (art. 18 § 3 k.k.). Pomocnictwo polega na tym, że sprawca w zamiarze, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, swoim zachowaniem ułatwia jej jego popełnienie.

Wyobraźmy sobie, że pomocnik dostarcza innej osobie silnie działającą substancję w zamiarze, aby osoba ta podała go ciężko choremu krewnemu, powodując jego śmierć. Zabójca, któremu dostarczono truciznę przekonał wcześniej pomocnika, że krewniak zażądał od niego skrócenia jego cierpień i ten w stanie silnego współczucia postanowił spełnić tę prośbę. W rzeczywistości nie było ani żądania, ani współczucia. Pomocnik sądził jednak, że pomaga zabić człowieka na jego wyraźne żądanie.

Osoba podająca truciznę niewątpliwie odpowiada za zwykłe zabójstwo (art. 148 § 1 k.k.). Kodeks karny zna jednak uprzywilejowany typ zabójstwa (łagodniej karany), opisany w art. 150 § 1 k.k.: „Kto zabija człowieka na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”. Czy pomocnik odpowiada za pomocnictwo do zabójstwa zwykłego (art. 18 § 3 w związku z art. 148 § 1 k.k.), za które grozi mu kara co najmniej 8 lat pozbawienia wolności, czy za pomocnictwo do eutanazji (art. 18 § 3 w zw. z art. 150 § 1 k.k.), zagrożone co najwyżej 5 latami więzienia?

Gdzie jest sąd?

Nigdzie!

Śledząc aktualną dyskusję medialną o kontrowersyjnej „likwidacji sądów” dochodzę do wniosku, że ludzie mają spory problem z myśleniem abstrakcyjnym.

Sąd jest czystą abstrakcją, tworem umownym, konwencjonalnym. Umówiliśmy się, że pewne sytuacje będziemy nazywać sądem i że sąd będzie miał określoną siedzibę. Czymś innym jest sąd, a czymś innym budynek sądu. Sąd nie musi funkcjonować w budynku, może działać nawet w piaskownicy.

Likwidacja siedziby sądu nie jest likwidacją sądu, podobnie jak wpłata 1000 zł na konto nie sprawia, że staję się biedniejszy o 1000 zł (mimo że mam o wiele chudszy portfel).

Abstrakcyjne myślenie przydaje się w konkretnych sytuacjach życiowych. Ciekawe, jak pójdzie w tym roku matura z matematyki.

Błąd w sztuce...

W najnowszym numerze „Prokuratury i Prawa” (2013, nr 5) ukazał się artykuł Magdaleny Wolińskiej o przyciągającym tytule: Odpowiedzialność karna lekarza za błąd w sztuce lekarskiej. Prawnokarna odpowiedzialność lekarza za skutki wywołane niewłaściwym leczeniem to zagadnienie bardzo ciekawe. Niestety nie można tego samego powiedzieć o podejściu do rzeczy autorki rzeczonego artykułu.

Na wstępie prawnokarnej „analizy” zagadnienia autorka stwierdza, że odpowiedzialność karna lekarza będzie uzasadniona, gdy zostaną spełnione łącznie następujące warunki:
a) nastąpi błąd lekarski,
b) nastąpi określony w kodeksie karnym skutek, np. śmierć pacjenta,
c) ustalimy związek przyczynowy między zachowaniem lekarza a skutkiem,
d) wystąpi wina.

Pierwsze wątpliwości budzi kolejność poszczególnych przesłanek. Błąd lekarski sprowadza się do bezprawności czynu, którą jest sens badać dopiero wtedy, gdy ustalimy wystąpienie skutku oraz jego powiązanie przyczynowe z działaniem lekarza: punkty b) i c) powinny zatem poprzedzać punkt a).

Rzecz jasna jeżeli błąd przyjmie postać zaniechania, ustalanie związku przyczynowego nie będzie w ogóle konieczne (odpadnie przesłanka c).

Wątpliwości wzbudza także kompletność przedstawionego zestawu przesłanek: dla przykładu, gdzie się podziało obiektywne przypisanie skutku na płaszczyźnie normatywnej? Brak w artykule choćby wzmianki o fundamentalnych w tym zakresie pracach profesorów Giezka i Majewskiego.

Naganne spowodowanie skutku

Równo rok temu w święto ludzi pracy wystartował mój blog, żeby się żyło lepiej po pracy :) Tematem pierwszego wpisu na blogu było tak zwane obiektywne przypisanie skutku, czyli koncepcja służąca do wyjaśnienia odpowiedzialności karnej za skutki, które zostały spowodowane działaniami człowieka albo do których dopuścił on swoim zaniechaniem.

Po upływie roku raz jeszcze zerknijmy na koncepcję przypisania skutku. Do zadania nowych i fundamentalnych pytań na ten temat sprowokował Sąd Najwyższy w postanowieniu z 15 lutego 2012 r. (sygnatura akt: II KK 193/11, dostępne w internecie), które obrazowo nazywam sprawą płonącego anioła. W ubiegły piątek na zebraniu naukowym Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, podczas dyskusji wokół tego postanowienia ujawniło się kilka ważnych problemów związanych z tradycyjnymi poglądami na kwestię przypisania skutku.

Sąd Najwyższy w sprawie płonącego anioła starał się odpowiedzieć na pytanie, jaki charakter powinno mieć przyczynienie się do skutku, aby można je było uznać za realizację znamion skutkowego przestępstwa. Odpowiedź Sądu Najwyższego jest następująca:

„Mając na uwadze, że podstawą odpowiedzialności karnej może być wyłącznie taki czyn, który w ocenie społecznej charakteryzuje się szczególnym stopniem naganności i zasługuje na moralne potępienie, to nie każde przyczynienie się do powstania nagannego skutku uzasadnia postawienie sprawcy takiego przyczynienia zarzutu winy rozumianej jako przypisanie mu negatywnej oceny moralnej powstałych skutków”.

Gdy sprawca pobił ofiarę i ta umarła na miejscu wskutek odniesionych obrażeń, negatywna ocena przyczynienia się do skutku nie będzie stwarzała większych problemów. Sprawa się skomplikuje, gdy pomiędzy działaniem a skutkiem pojawią się czyny jakichś innych osób. Czy wpływają one na ocenę przyczynienia się do skutku tej osoby, która działała jako pierwsza? Sytuację zilustruje poniższy schemat:

Sprostowanie do listy czasopism

W poniedziałek Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opublikowało obwieszczenie o sprostowaniu niektórych błędów w wykazie czasopism punktowanych. W efekcie za publikację tekstu naukowego w latach 2011–2012 w czasopismach prawniczych należy naliczać sobie następującą liczbę punktów:

„Przegląd Sejmowy” – 8 pkt
„Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny” – 8 pkt
„Studia Biura Analiz Sejmowych” – 7 pkt
„Studia Prawnicze PAN” – 7 pkt
„Państwo i Prawo” – 6 pkt
„Studia Iuridica Agraria” – 6 pkt
„Gdańskie Studia Prawnicze - Przegląd Orzecznictwa” – 5 pkt
„Orzecznictwo Sądów Polskich” – 5 pkt
„Paragraf na Drodze” – 5 pkt *
„Prokuratura i Prawo” – 5 pkt
„Przegląd Sądowy” – 5 pkt
„Studia Iuridica Lublinensia” – 5 pkt
„Studia Prawnicze KUL” – 5 pkt
„Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych” – 4 pkt
„Ius Novum” – 4 pkt
„Opolskie Studia Administracyjno-Prawne” – 4 pkt
„Prawo i Medycyna” – 4 pkt
„Studia Iuridica Toruniensia” – 4 pkt
„Przegląd Więziennictwa Polskiego” – 2 pkt
„Studia Prawnicze. Rozprawy i Materiały” – 1 pkt
* pozycja sprostowana

Tak się składa, że od pewnego czasu jestem redaktorem tematycznym „Paragrafu na Drodze” w zakresie prawnych zagadnień ruchu drogowego. Jest to czasopismo poświęcone prawnym (karnistycznym, administracyjnym, cywilistycznym), kryminologicznym i technicznym zagadnieniom ruchu drogowego. Teksty są publikowane w działach: wykładnia prawa, z wokandy sądowej, z problemów rekonstrukcji wypadków i opiniowania, materiały szkoleniowe i w innych. Serdecznie zachęcam (nie tylko karnistów) do przesyłania materiałów do publikacji. W razie wątpliwości co do tematyki tekstu zachęcam do kontaktu mailowego.

Ocena dorobku naukowego, na który wpływa między innymi punktacja czasopism, jest dość istotną kwestią dla pracowników nauki, ale także np. dla doktorantów (na Wydziale Prawa i Administracji UJ od tego roku publikacje doktorantów punktowane będą z uwzględnieniem listy ministerialnej). W związku z tym w przyszłości planuję umieścić na blogu specjalną podstronę z wykazami punktacji czasopism prawniczych za poszczególne lata, z możliwością łatwego dostępu do wykazu bezpośrednio z paska bocznego, bez konieczności szukania starszych postów w archiwum. Mam nadzieję, że nie tylko mnie ułatwi to pracę.

Morderca na drodze

Gdy obserwuje się zachowania w ruchu drogowym niektórych kierowców trudno pozbyć się wrażenia, że są to albo niedoszli, albo przyszli zabójcy. Rzeczywiście, nieumyślne spowodowanie wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym (art. 177 § 2 Kodeksu karnego) oddziela bardzo cienka granica od umyślnego zabójstwa (art. 148 § 1 k.k.). Na granicy tej stoi godzenie się sprawcy na popełnienie czynu zabronionego. Czym jest godzenie się – ustawa wyraźnie nie mówi. Istnieją jednak sposoby, aby w drodze interpretacji dotrzeć do najbardziej adekwatnego określenia tego pojęcia. Próbę odnalezienia językowych wskazówek w tym zakresie podjąłem już jakiś czas temu na blogu.

Większość zdarzeń na drodze to nieumyślne wypadki, których sprawcy nie mieli zamiaru spowodowania obrażeń ciała uczestników ruchu albo co gorsza ich śmierci. Inaczej jednak należałoby ocenić czyn kierowcy, który jadąc pod wpływem alkoholu rozpędzonym samochodem celowo skręcił wprost przed nadjeżdżające z naprzeciwka auto. Policji udało się zarejestrować tego rodzaju wypadek (zobacz tutaj), a kierowca usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa.

Co to jest włamanie?

Na piątkowym zebraniu naukowym Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego poruszaliśmy problem włamania (kradzieży z włamaniem). Jest to przestępstwo opisane w art. 279 § 1 k.k. w bardzo oszczędnych słowach: „Kto kradnie z włamaniem, podlega karze…”. Jak nietrudno się domyślić, w praktyce pojawiają się wątpliwości, która kradzież jest, a która nie jest kradzieżą z włamaniem.

Dr Marek Bielski zreferował linię orzeczniczą Sądu Najwyższego oraz zilustrował problem kilkoma stanami faktycznymi:
1. Sprawca niszczy zamknięty zamek w drzwiach, aby dostać się do pomieszczenia, podczas gdy mógł bez trudu wejść do pokoju otwartym na oścież oknem.
2. Klient zrywa w sklepie klipsy, którymi zabezpieczone jest ubranie po to, aby je ukraść i nie zostać przyłapanym na bramce.
3. Sprawca niszczy zamek w bramie okalającej teren (podwórze), na którym znajdują się przedmioty, które ma zamiar ukraść.
4. Internetowy haker uzyskuje dostęp do rachunku bankowego ofiary wbrew jej woli i wypłaca albo przelewa pieniądze z jej konta.
5. Sprawca przecina metalową smycz, którą w parku do słupka przypięty jest czyjś rower i kradnie rower.
6. Mężczyzna wyłamuje zamek w drzwiach samochodu, dostaje się do środka i kradnie samochód.

Działanie na nerwy...

Przyjrzałem się ostatnio raz jeszcze uchwale siedmiu sędziów Sądu Najwyższego  dotyczącej charakteru typu czynu zabronionego z art. 231 § 1 k.k. (sygnatura akt: I KZP 24/12, zobacz: uzasadnienie). Sąd odpowiadał na pytanie, czy jest to przestępstwo formalne czy skutkowe, to znaczy czy penalizowane jest samo przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków bez względu na skutki, jakie wynikną z zachowania funkcjonariusza publicznego, czy może dla przypisania odpowiedzialności za przestępstwo z art. 231 § 1 k.k. konieczne jest wystąpienie skutku: niebezpieczeństwa szkody w interesie publicznym albo prywatnym.

Przeczytałem uchwałę i nadal czegoś tutaj nie rozumiem. Pomijam już szkolne błędy w uzasadnieniu, o których pisałem jakiś czas temu, a których poszukiwali w ramach pracy domowej również studenci prawa karnego, z którymi mam ćwiczenia (poradzili sobie nieźle!). Sąd konsekwentnie przyjmuje, że pojęcie „działać na szkodę” sugeruje kauzalność (przyczynowość) pomiędzy działaniem a szkodą (strona 11 uzasadnienia uchwały). Jest to zresztą pogląd podzielany w literaturze (zob. np. artykuł Marka Bielskiego, „Przegląd Sądowy” 2011, nr 9, s. 72–83). „Działać” to znaczy między innymi: robić coś, tworzyć, wytwarzać, wywierać wpływ, oddziaływać (zob. słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego). Sędziowie odwołują się do słownikowego znaczenia tego terminu, by następnie przyjąć, że ze zwrotem „na szkodę” lepiej harmonizuje znaczenie: wywierać wpływ, oddziaływać, oznaczające co najmniej możliwość powstania szkody.

Czy jest to trafna intuicja językowa? Jeśli optujemy za kauzalnością zwrotu „działać na” i przyjmujemy, że wskazuje ono na określony skutek działania, to czy jest nim jedynie niebezpieczeństwo powstania szkody, czy może dopiero wyrządzenie szkody?

Wyobraźmy sobie następujący typ przestępstwa:

„Funkcjonariusz publiczny, który przekraczając swoje uprawnienia działa na nerwy petenta, podlega karze worka”.

Duża nowelizacja

Już jest! Na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości pojawił się obszerny projekt zmian części ogólnej Kodeksu karnego (wszystkie cytowane przepisy pochodzą z tego źródła). Projekt jest efektem prac Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, o których rozpoczęciu i kierunku proponowanych zmian prof. Andrzej Zoll opowiadał podczas zebrania naukowego Katedry Prawa Karnego UJ w grudniu 2011 roku.

W części poświęconej tak zwanej „nauce o przestępstwie” szykuje się kilka ważnych zmian. Z pewnością po opublikowaniu projektu nowelizacji (a przynajmniej taką mam nadzieję) rozpocznie się dyskusja nad zasadnością i kształtem proponowanych zmian. Nie znamy jeszcze uzasadnienia projektu, ale na pewno będę w nim poszukiwał rozwiązania przynajmniej kilku dręczących mnie wątpliwości.

Komisja proponuje wprowadzić do art. 1 k.k. obiektywną przewidywalność jako warunek przypisania czynu zabronionego pod groźba kary i ująć go od strony negatywnej:

„§ 1a. Czyn zabroniony pod groźbą kary nie może być przypisany, jeżeli w danych okolicznościach wyczerpanie znamion tego czynu nie było obiektywnie możliwe do przewidzenia”.

Pytanie: jeżeli brak przewidywalności prowadzi do niemożliwości „przypisania” czynu zabronionego pod groźbą kary, to z jakim aspektem struktury przestępstwa mamy tu do czynienia? Prima facie wydaje się, że przewidywalność została wyrzucona poza znamiona typu czynu zabronionego i należy ją badać już po stwierdzeniu ich realizacji. W efekcie ustalenia, że wyczerpanie znamion było nieprzewidywalne, czyn zabroniony nie może być przypisany, ale czy oznacza to, że dana osoba w ogóle nie dopuściła się czynu zabronionego, czy może wręcz przeciwnie: popełniła czyn zabroniony, ale w pewnych okolicznościach nie może być on sprawcy przypisany tak jak np. wina (art. 1 § 3 k.k.).

Spór o przypisanie skutku

We wrześniu 2012 roku odbył się w Krakowie ogólnopolski Zjazd Katedr Prawa Karnego i Kryminologii, którego uczestnicy mieli okazję wziąć udział w panelu zatytułowanym: Przyczynienie się pokrzywdzonego a model obiektywnej przypisywalności skutku. O potrzebie ustawowej regulacji kryteriów obiektywnego przypisania (nagranie video jest dostępne w Internecie na stronie „e-Czasopisma Prawa Karnego i Nauk Penalnych”). Dyskusja nad kryteriami obiektywnego przypisania skutku wpisała się w prace Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, która zmierza do wprowadzenia do Kodeksu karnego przepisu wyraźnie i kompleksowo regulującego tę materię (zainteresowanym polecam tekst Profesora Andrzeja Zolla: Prace nad nowelizacją przepisów części ogólnej Kodeksu karnego, „Państwo i Prawo” 2012, nr 11).

Strony sporu

Dyskusja panelowa na temat wprowadzenia do kodeksu karnego przepisu regulującego zasady obiektywnego przypisania skutku pokazała, że na problem można patrzeć z kilku perspektyw: teoretycznej, praktycznej w wymiarze orzeczniczym i adwokackim, kodyfikacyjnej, polityczno-społecznej czy wreszcie po prostu międzyludzkiej. Są to wątki, które trzeba jakoś ze sobą pogodzić.

Po zakończeniu sesji dotyczącej przypisania skutku, w czasie kuluarowej wymiany zdań z Panem Profesorem Tomaszem Kaczmarkiem pokusiłem się o spostrzeżenie, że w świetle dyskusji, której miałem się przyjemność przysłuchiwać, a której Profesor Kaczmarek przewodniczył, niewątpliwie sporym wyzwaniem będzie opracowanie takiego projektu przepisu regulującego omawianą materię, który mógłby doprowadzić do względnego pogodzenia zwaśnionych stron sporu. Spór wokół przypisania skutku charakteryzuje się kompletną różnorodnością stanowisk w gronie zwolenników i kontestatorów (sceptyków i przeciwników) pomysłu Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego.

Konferencja to nie referaty!

W piątek i sobotę przysłuchiwałem się konferencji „Nowelizacja części ogólnej kodeksu karnego – nieunikniona konieczność czy pozorna potrzeba?”, zorganizowanej w Krakowie przez Sekcję Prawa Karnego Towarzystwa Biblioteki Słuchaczów Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego (program jest dostępny na stronie sekcji). Udało mi się nawet wymyślić kilka pytań, co więcej: miałem przyjemność je zadać, a nawet wdać się w polemikę. Świetna sprawa.

Przy okazji dzisiejszych konferencyjnych przeżyć poczyniłem pewien namysł nad zjawiskiem samej konferencji jako wydarzenia naukowego. Przyszły mi do głowy trzy następujące elementy składające się na kręgosłup dobrej konferencji naukowej (niezależnie, czy jest to spotkanie już bardziej zaawansowanych naukowców, czy dopiero studentów i doktorantów).

1. Konferencja to dobry temat. Temat nie może być za wąski, bo wówczas referaty będą zbyt hermetyczne i zainteresują małą liczbę osób, ale i nie powinien być za szeroki, aby tematyka poszczególnych wystąpień miała jednak pewien wspólny mianownik. Tematyka konferencji powinna dotyczyć zagadnienia interesującego dla przedstawicieli danej dyscypliny wiedzy, prowokującego do dyskusji, a najlepiej aktualnego i posiadającego praktyczne zastosowania.

2. Konferencja to dyskusja. Istotą konferencji nie są wcale referaty poszczególnych uczestników (swoje przemyślenia można spisać i opublikować np. w czasopiśmie naukowym), lecz wywołany nimi problem pobudzający do dyskusji i wymiany poglądów. Referat powinien być zachęcającym wprowadzeniem do dyskusji, zagajeniem tematu, wskazaniem na problemy sporne, nierozstrzygnięte, wymagające dalszych badań. Referent od początku do końca jest jedynie stroną rozmowy: po drugiej stronie znajduje się audytorium i słuchacze zadający pytania. Publikacje naukowe i dyskusje, jakie się w nich toczą, nigdy nie zastąpią prawdziwej debaty na żywo.

3. Konferencja to kuluary. Pamiętajmy, że przerwa kawowa to nie tylko czas na wypicie kawy, a wspólny obiad dla referentów to nie wyłącznie okazja do tego, żeby coś zjeść. W kuluarach można toczyć spory, których nie udało się zakończyć w ramach dyskusji przewidzianej w programie konferencji. Spotkanie konferencyjne umożliwia nawiązanie kontaktów z osobami zajmującymi się określoną problematyką w innych ośrodkach naukowych. To w końcu okazja do poznania wielu ciekawych ludzi. W tym aspekcie konferencja to nie tylko analiza tematu, dyskusja nad problemem, ale również autentyczne spotkanie różnych osobowości, poglądów i postaw.

Jednoznacznie stwierdzam, że organizatorzy piątkowo-sobotniego spotkania poświęconego nowelizacji Kodeksu karnego sprostali tym wymaganiom. Choć czasu na dyskusje nie było zbyt wiele, to jednak rozumiem organizatorów: czasu nigdy nie jest za dużo, a przecież w końcu ileż można gadać o tym prawie karnym!?

Ile czynów?

Kwalifikacja prawna czynu ciągłego to kwestia ciągle sprawiająca trudności w praktyce. Problem czynu ciągłego poruszałem już na blogu, pisząc o przymiarkach nowelizacyjnych dotyczących art. 12 k.k. i problemach orzecznictwa ze stosowaniem tego przepisu. Nie można pominąć tego zagadnienia w ramach przygotowań do egzaminu z prawa karnego materialnego. Studenci z Uniwersytetu Jagiellońskego uczęszczający na moje ćwiczenia dostali w ramach pracy domowej do rozwiązania następujące zadanie:
 
„Mikołaj M. ze z góry powziętym zamiarem w odstępie trzy i pięciodniowym dopuścił się najpierw kradzieży (art. 278 § 1 k.k.) portfela należącego do X-a, potem rozboju (art. 280 § 1 k.k.) na Y-ku, a w końcu rozboju z użyciem noża na Z-cie. Jak powinna wyglądać kwalifikacja prawna tych zdarzeń?”

Zadanie okazało się trudne. O wynikach porozmawialiśmy sobie dzisiaj na ćwiczeniach i poprosiłem uczestników zajęć o ponowne przemyślenie swoich odpowiedzi. Ma ktoś jakieś dobre pomysły?

Czytanie ze zrozumieniem

Pracuję właśnie nad artykułem na temat obiektywnego przypisania skutku na kanwie sprawy zakończonej postanowieniem Sądu Najwyższego z 15 lutego 2012 r. (sygnatura akt: II KK 193/11). Uzasadnienie jest dostępne w internecie, a glosę do postanowienia opublikowała Agnieszka  Barczak-Oplustil. Postanowienie jest w pewnym sensie rewolucyjne: Sąd Najwyższy stawia tezę, że o obiektywnym przypisaniu skutku decyduje między innymi karygodność przyczynienia się do jego powstania czy szczególny stopień naganności czynu, który zasługuje na moralne potępienie i uzasadnia postawienie jego sprawcy zarzutu winy. Z pewnością nie należy czytać tego orzeczenia, gdy nie ma się już w miarę ugruntowanej wiedzy i wyrobionego poglądu na temat zasad przypisania skutku. Może on bowiem nieźle namieszać w głowie.

Uzasadnienie trzeba kilka razy dobrze przeczytać, żeby wgryźć się w sedno poglądów Sądu Najwyższego. O samej sprawie i kontrowersjach z nią związanych postaram się napisać wkrótce. Polecam w tym zakresie lekturę glosy dr Barczak. Dzisiaj chciałem tylko odnotować, jak istotne jest odczytywanie poszczególnych tez w kontekście całości uzasadnienia. Niekiedy prawidłowe zrozumienie poglądu wyrażonego przez Sąd Najwyższy wymaga przeprowadzenia swego rodzaju wykładni treści uzasadnienia i to na poziomie językowym. A czasami jest z tym naprawdę sporo wyrafinowanej zabawy.

Przyjrzyjmy się dla przykładu następującemu fragmentowi z uzasadnienia: „[…] dla przyjęcia karygodnego charakteru przyczynienia się do powstania skutku, zwłaszcza przy tej kategorii przestępstw, konieczne jest ustalenie, że sprawca – niezależnie od innych warunków obiektywnego przypisania skutku – zachowaniem swoim w sposób znaczący zwiększył ryzyko wystąpienia skutku stanowiącego znamię typu czynu zabronionego, co najczęściej będzie można wnioskować z faktu istotnego naruszenia reguł ostrożnego postępowania z dobrem prawnym w danych warunkach”.

Długość ma znaczenie

Organizacja konferencji to nie lada wyzwanie. Przekonuję się o tym systematycznie od kilku lat jako członek komitetu organizacyjnego cyklu konferencji „Wokół myśli Michała Hellera”. Ile razy wadziliśmy się już z Dorotą Bentke i Zofią Sajdek o różne drobnostki w ramach przygotowań do konferencji – wszystko po to, aby wydarzenie wypadło jak najlepiej.

Kilkanaście dni temu zostałem poproszony o pomoc przy merytorycznej ocenie abstraktów na konferencję „Nowelizacja części ogólnej Kodeksu karnego: nieunikniona konieczność czy pozorna potrzeba?”, organizowaną przez Sekcję Prawa Karnego Towarzystwa Biblioteki Słuchaczów Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nikogo nie trzeba przekonywać, że od poziomu referatów zależy powodzenie konferencji. Wiąże się z tym bezpośrednio trudne zadanie wyboru najlepszych referatów spośród zgłoszonych propozycji. Jako członek zespołu oceniającego anonimowe streszczenia wystąpień nie mogę oczywiście wypowiadać się na temat konkretnych referatów, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby podzielić się z wami trzema uwagami ogólnymi, dotyczącymi – wydawać by się mogło – spraw pobocznych, w moim odczuciu jednak dość istotnych.

Niestrawne streszczenia

Spośród wszystkich kilkudziesięciu zgłoszeń mało było streszczeń o odpowiedniej objętości. Choć organizatorzy ustalili ją na dwie strony standardowego A4, to jednak kilka abstraktów było za długich nie w sensie regulaminowym, lecz merytorycznym (lanie wody). Zdarzały się nawet streszczenia (czy raczej należałoby powiedzieć: wstępne wersje wystąpień) na trzy strony A4. Dłuższy tekst nie zwiększa wcale szansy na pozytywną ocenę, a czasami jego efekt jest odwrotny od zamierzonego: długo się to czyta i trudno wychwycić najważniejsze informacje.

Gmeranie przy zabójstwie

W sejmie leżą dwa świeże projekty nowelizacji Kodeksu karnego. Oba równie dziwaczne.

Pierwszy obszerny projekt zmierza do wprowadzenia nowej kary pozbawienia wolności na okres 20 lat (zob. druk sejmowy nr 1117 Sejmu VII kadencji). Przypomnijmy, że w obecnym stanie prawnym funkcjonuje kara terminowego pozbawienia wolności od miesiąca do 15 lat (sąd wymierza konkretną karę w tych granicach), kara 25 lat pozbawienia wolności albo więzienie dożywotnie. W projekcie proponuje się zaostrzenie kar za najpoważniejsze przestępstwa i wprowadzenie w wielu wypadkach kary 20 lat pozbawienia wolności jako dolnej granicy ustawowego zagrożenia albo jako alternatywy dla kary terminowego pozbawienia wolności.

W efekcie np. przestępstwo zabójstwa byłoby zagrożone karą na co najmniej 20 lat więzienia. Nie wdając się w dyskusję o sensowności zaostrzania kar przyjrzyjmy się projektowanemu kształtowi art. 148:

„Art. 148. § 1. Kto zabija człowieka, podlega karze 20 lat pozbawienia wolności, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.
§ 2. Kto zabija człowieka:
1) ze szczególnym okrucieństwem,
2) w związku z wzięciem zakładnika, zgwałceniem albo rozbojem,
3) w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie,
4) z użyciem materiałów wybuchowych,
podlega karze 20 lat pozbawienia wolności, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności.”

Zauważmy, że przy takim ukształtowaniu sankcji za wszystkie rodzaje zabójstwa, zupełnie traci sens wyróżnianie osobnych typów z § 2. Wprost przekłada się to również na § 3 obowiązującego art. 148, który odsyła do sankcji z § 2. Miały to być typy kwalifikowane zabójstwa (zagrożone surowszą karą z uwagi na szczególne okoliczności spowodowania śmierci), tymczasem w myśl projektu niczym się one nie różnią od zabójstwa zwykłego. Skoro kara za każde zabójstwo opisane w art. 148 § 1–3 k.k. miałaby być dokładnie taka sama, to należałoby po prostu uchylić § 2 i 3. Nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę.

Zmiana sankcji tak jak to proponuje się w zacytowanym projekcie przy pozostawieniu dotychczasowego podziału na zabójstwo zwykłe i kwalifikowane świadczy o tym, że projekt to w istocie rzeczy mechaniczne i bezrefleksyjne grzebanie w sankcjach bez całościowego spojrzenia na urodę Kodeksu karnego. To zupełnie nieprofesjonalne podejście do prawodawstwa. Nie ma to nic wspólnego z poważną działalnością legislacyjną.

Gra w Monopol przed sądem

Kto lubi grać w Eurobiznes czy popularny Monopol niech tylko posłucha, jaką sprawę rozpatrywał Sąd Apelacyjny w Gdańsku.

Pewien mężczyzna wziął oryginalny banknot 20 złotowy, zeskanował go, a następnie wydrukował dwustronnie w siedmiu egzemplarzach. Jeden z tak sporządzonych falsyfikatów wyciął, a pozostałe zachował na kartkach. Następnie wszystkie egzemplarze banknotów złożył do pudełka i przechowywał w szafie. Odbitki chciał wykorzystać do gry w Monopol, którą miał w domu. Mężczyzna wyciął tylko jeden banknot, ale mu się znudziło i nie wycinał już pozostałych, poza tym okazało się, że wielkość wydruku nie pasuje do rozmiarów gry. Oskarżony nie zamierzał nigdzie używać fałszywych odbitek, które miały być wykorzystane tylko do gry (zobacz: wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z 14 marca 2012 r., sygntura II AKa 54/12, poniższe cytaty pochodzą z tego źródła).

Prokurator oskarżył mężczyznę o przestępstwo fałszowania pieniędzy z art. 310 § 1 Kodeksu karnego. Uwaga: przestępstwo to jest zagrożone karą więzienia na czas nie krótszy od 5 lat, maksymalnie zaś karą 25 lat pozbawienia wolności!

Sąd Okręgowy „zlitował się” nad fałszerzem pieniędzy i przyjął, że wydrukowanie siedmiu odbitek banknotu 20 zł to wypadek fałszerstwa mniejszej wagi (art. 310 § 3 k.k.), umożliwiający nadzwyczajne złagodzenie kary. W omawianym wypadku minimalna kara po jej złagodzeniu to jeden rok i osiem miesięcy więzienia. Sąd wymierzył mężczyźnie karę jednego roku i dziewięciu miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności (bez „zawiasów”).

Uczynki Katarzyny W.

Trzeba odnotować na blogu sprawę, która ponownie rozpali jutro media. Już jutro w Katowicach rusza proces Katarzyny W., oskarżonej o nieudane usiłowanie zabójstwa swojego dziecka przez zaczadzenie (do skutku nie doszło, bo do domu zawczasu miał wrócić mąż oskarżonej), oraz o skuteczne zabicie dziecka przez jego własnoręczne uduszenie jakiś czas później. Szczegóły sprawy poznasz zaglądając np. tutaj.

Przyjmując za podstawę dalszych uwag stan faktyczny wyłaniający się z relacji medialnych i aktu oskarżenia, na kanwie omawianej sprawy chciałbym zilustrować pewną ciekawą konstrukcję dogmatyczną w prawie karnym (rzecz jasna bez rozstrzygania o odpowiedzialności karnej Katarzyny W.). Wynika z tego, że wpis będzie nudny. Coś nudnego i niezbyt angażującego to jednak miła odmiana w obliczu dzisiejszego medialnego bełkotu o postępkach i psychice Katarzyny W.

Pytanie więc na dzisiaj brzmi: czy opisane uczynki kobiety, to znaczy próba zaczadzenia dziecka i następnie po kilku dniach skuteczne uduszenie go własnymi rękoma należy uznać za ten sam czyn zabroniony, czy za dwa czyny i w konsekwencji dwa osobne przestępstwa (dodajmy: oba zagrożone maksymalnie karą dożywotniego więzienia)?

Artystyczna działalność przestępcza

Dzisiaj obiecany argument przeciwko swoiście rozumianemu kontratypowi sztuki (działalności artystycznej), który zdaniem niektórych wyłącza karalność i bezprawność zachowania artysty (osoby uprawiającej działalność artystyczną). Na kontratyp sztuki powoływał się również obrońca Nergala w omawianej kilkakrotnie na blogu sprawie znieważenia Biblii.

Przyjrzyjmy się trzem przykładom:
1. Artysta-plastyk wchodzi na scenę na rynku w Krakowie, rozszarpuje na strzępy Biblię, lżąc przy tym jej autorów, a następnie rozrzuca kartki wśród publiczności. Niektórzy widzowie poczuli się urażeni jego zachowaniem.
2. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych wystawia publicznie pracę pod tytułem „Najlepszy wybielacz”, przedstawiającą czarnoskórych robotników maszerujących w stronę bramy Auschwitz-Birkenau. Praca należy do cyklu: „Pogrążanie czerni”.
3. Profesor wyższej uczelni artystycznej w ramach ekstrawaganckiej instalacji, której celem jest zwrócenie uwagi społeczeństwa na problem głodu na świecie, zamknął psa w klatce, skuł go łańcuchem, nie karmił go i nie poił aż ten w męczarniach zdechł z głodu. Ponadto w czasie wernisażu profesor niespodziewanie wylał na głowy widzów ludzkie fekalia, pragnąc zwrócić uwagę audytorium na to, że odchody są bytem tak samo powszechnym jak pokarm.

Glosa do uchwały w sprawie Nergala

W najnowszym numerze „Orzecznictwa Sądów Polskich” (nr 2/2013, s. 140–145) ukazała się moja glosa do uchwały Sądu Najwyższego z 29 października 2012 r. (sygnatura akt I KZP 12/12). Dziś z samego rana wydobyłem świeżutki egzemplarz OSP z wydziałowej czytelni, skserowałem co potrzeba (w czasopiśmie oprócz glosy jest zamieszczone także pełne uzasadnienie uchwały, co niewątpliwie ułatwia wyrobienie sobie własnego zdania) i w czasie przedpołudniowej podróży pociągiem delektowałem się własnym dziełem. Na marginesie muszę dodać, że bardzo podoba mi się dwułamowy układ kolumn w OSP (podobnie jak w „Przeglądzie Sądowym”), który sprawia, że tekst łatwiej się czyta.

Publikacja w prestiżowym „Orzecznictwie Sądów Polskich” to niebywały zaszczyt, po którego dostąpieniu ze spokojem mogę śledzić apokaliptyczne wydarzenia najbliższych godzin i dni: zbliżającą się asteroidę i abdykację papieża.

Wróćmy na ziemię: tak zwaną sprawę Nergala omawiałem na blogu dzień przed podjęciem przez Sąd Najwyższy uchwały w sprawie znamion strony podmiotowej art. 196 Kodeksu karnego, a także tuż po podjęciu uchwały. Glosa ma charakter aprobujący: w krótkich żołnierskich słowach zgadzam się w całości z zapatrywaniami Sądu Najwyższego (uchwała jest naprawdę wzorowo uzasadniona!), by swobodnie przejść do dokładniejszego i nieco dłuższego przyjrzenia się jego nad wyraz ciekawym konsekwencjom.

Umyślna obojętność

Dziś do moich rąk trafiła zupełnie świeża Księga Jubileuszowa Profesora Mariana Filara (Toruń 2012). Znajduje się w niej kilka zajmujących tekstów poświęconych prawu karnemu materialnemu, między innymi interesujące opracowanie Profesora Jacka Giezka na temat świadomej nieumyślności (pt.: Przewidywanie czynu zabronionego i zamiar jego uniknięcia jako podmiotowe elementy świadomej nieumyślności, s. 130–155). Autor w obszernym wywodzie formułuje argumenty na poparcie tezy, że tak zwana świadoma nieumyślność (art. 9 § 2 k.k.), która polega na braku zamiaru popełnienia czynu zabronionego, oprócz przewidywania przez sprawcę możliwości jego popełnienia charakteryzuje się również zamiarem (chęcią) po stronie sprawcy, aby jego popełnienia uniknąć.

Punkt widzenia Profesora Giezka doskonale współgra z prezentowaną swego czasu przez Władysława Woltera koncepcją obojętności w ramach zamiaru wynikowego (zob. artykuł: Z problematyki zamiarów przestępnych, „Państwo i Prawo” 1981, nr 4, s. 4142). Aby uzmysłowić sobie trafność koncepcji obojętności w aktualnym stanie prawnym oraz jej ścisły związek z rozważaniami Profesora Giezka, wystarczy otworzyć obowiązujący Kodeks karny na art. 9 k.k. i uważnie zapoznać się z zawartością tego artykułu. Warto uczynić to tym bardziej, że Profesor Giezek w swoim opracowaniu nie koncentruje uwagi na analizie tekstu obowiązującego Kodeksu karnego (swoją drogą muszę odnotować, że jest to powszechne podejście do problematyki zamiaru wynikowego: omawiane są koncepcje godzenia się, a nie jest omawiane znaczenie tego pojęcia w ogólnym języku polskim).

Tymczasem interpretacja Kodeksu karnego dość jednoznacznie wskazuje na trafność niegdysiejszego Wolterowskiego zapatrywania na zamiar wynikowy oraz w mojej skromej opinii potwierdza prawdziwość hipotez postawionych przez Profesora Giezka w komentowanym artykule.

„Adam obraził uczucia Ewy”

Jakiś czas temu poprosiłem Was o udział w ankiecie, która miała na celu zbadanie Waszych intuicji językowych. Wszystkim głosującym dziękuję za udział w badaniu. Pytanie brzmiało:

Którą z podanych sytuacji najlepiej opisuje zdanie: „Adam obraził uczucia Ewy”?
1. Adam wypowiedział kilka uwag obrażających Ewę, ale kobieta ich nie usłyszała.
2. Ewa wysłuchała obraźliwych słów Adama, ale w żaden sposób jej one nie uraziły.
3. Obelgi Adama wypowiedziane pod adresem Ewy sprawiły, że kobieta poczuła się nimi dotknięta.

Poniżej ciekawe wyniki głosowania:


Przeważająca większość uczestników ankiety uznała, że zdanie: „Adam obraził uczucia Ewy” zawiera trzy następujące informacje:
a) Adam wykonał czynność polecającą na wypowiedzeniu obelg pod adresem Ewy;
b) Ewa percypowała obelgi Adama, to znaczy usłyszała i zrozumiała ten komunikat;
c) Kobieta poczuła się dotknięta obelgami ze strony Adama: zmienił się stan jej uczuć (odczuć).

Pierwsza odpowiedź ankiety wskazywała wyłącznie na zachowanie opisane w podpunkcie a), odpowiedź druga szła nieco dalej i informowała o rozumnym odebraniu obelg mężczyzny przez Ewę (podpunkt b), jednak bez wywołania za ich pomocą skutku w sferze jej uczuć (odczuć).

Skąd pomysł na ankietę? Pytanie bezpośrednio dotyczy wykładni art. 196 Kodeksu karnego, w którym ustawodawca spenalizował czyn polegający na obrażeniu uczyć religijnych innych osób. Zdanie z ankietowego pytania jest wierną kalką frazy „X obraża uczucia religijne innych osób”. Z Waszych odpowiedzi wynika, że w art. 196 k.k. penalizowane nie jest samo zachowanie polegające na wykonaniu jakichś czynności przez sprawcę, ale musi ono doprowadzić do tego, że inne osoby poczują się nimi obrażone (dotknięte).

Trzy koszmary pisania doktoratu

Dzisiaj w nocy skończyłem pisać doktorat. Temat: Odpowiedzialność karna za przygotowanie do przestępstwa. W podtytule doprecyzowanie, że będzie to analiza dogmatyczna na gruncie obowiązującego Kodeksu karnego z 1997 r. Praca złożona dzisiaj przed południem na ręce Promotora, z niecierpliwością czekam na opinie i uwagi.

Dla wszystkich piszących (licencjaty, magisterki, doktoraty) moje trzy subiektywne spostrzeżenia po efektywnym zakończeniu pisania pracy. Są to trzy „koszmary” pisania doktoratu – rzeczy spędzające mi w ostatnich dniach sen z powiek. Puste przypisy, drugie czytanie, temat rzeka: nie wiem, czy się ze mną zgodzicie?

Puste przypisy

Nie ma to jak skończyć pisanie pracy, wrócić na sam początek i zorientować się, że w wielu miejscach rozprawy zostały do uzupełnienia puste przypisy. Trzeba na nowo odgrzebywać wszystkie książki i czasami wertować strona po stronie w poszukiwaniu miejsca, z którego pochodziła myśl przytoczona w tekście.

Pół biedy, jeśli w przypisie odnotowałem nazwisko autora. Było jednak kilkanaście odnośników całkowicie pustych, a ponadto nie dotyczących cytatu. Co Mikołaj miał na myśli dwa miesiące temu umieszczając przypis w danym miejscu pracy? W większości wypadków jakoś do tego doszedłem, ale kilka takich pustych przypisów postanowiłem po prostu usunąć.

A zatem przypisy (i to najlepiej kompletne) warto sporządzać na bieżąco.

Dwie uchwały, dużo wątpliwości

Sąd Najwyższy podjął dzisiaj dwie bardzo istotne uchwały.

Pierwsza uchwała dotyczy skomplikowanego, teoretycznego problemu zbiegu przepisów i reguł redukowania prawnokarnych ocen w celu zastosowania w kwalifikacji prawnej tylko niektórych ze zbiegających się przepisów, na styku prawa karnego powszechnego i prawa karnego skarbowego. Sąd Najwyższy stwierdził, że reguły wyłączania wielości ocen mają zastosowanie jedynie w wypadku zbiegu przepisów ustawy, natomiast nie stosuje się ich w razie idealnego zbiegu czynów zabronionych, o którym mowa w art. 8 § 1 Kodeksu karnego skarbowego (sygnatura sprawy: I KZP 19/12, na stronach internetowych Sądu Najwyższego dostępne jest uzasadnienie uchwały).

Po krótkiej wymianie zdań na temat tej uchwały doszliśmy do wniosku, że Profesor Piotr Kardas z Uniwersytetu Jagiellońskiego będzie miał w najbliższym czasie o czym pisać.

Druga uchwała dotyczy wykładni znamion art. 231 § 1 Kodeksu karnego, który penalizuje przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego, czym działa on na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Sądu Najwyższego z pytaniem, czy przestępstwo określone w art. 231 § 1 k.k. ma charakter formalny czy też materialny, tj. czy penalizowane jest samo przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków bez względu na skutki, jakie wynikną z zachowania funkcjonariusza publicznego, czy może dla przypisania odpowiedzialności za przestępstwo z art. 231 § 1 k.k. konieczne jest ustalenie istnienia skutku w postaci bezpośredniego narażenia na niebezpieczeństwo wystąpienia szkody dla zindywidualizowanego i skonkretyzowanego w danych okolicznościach faktycznych interesu publicznego lub prywatnego wskutek nadużycia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego?

Sąd Najwyższy opowiedział się za skutkowym charakterem przestępstwa z art. 231 § 1 k.k. Należy on do kategorii przestępstw z konkretnego narażenia na niebezpieczeństwo, a więc znamiennych skutkiem, którym jest wystąpienie niebezpieczeństwa powstania szkody w interesie publicznym lub prywatnym (sygnatura akt: I KZP 24/12, ukazało się już uzasadnienie uchwały). Pogląd o skutkowym charakterze tego przestępstwa podziela dr Marek Bielski (zob. „Przegląd Sądowy” z września 2011, s. 72–83).

Bo to zły człowiek był

Jak może pamiętacie, przed meczem Polska-Anglia 16 października 2012 dwóch kibiców wbiegło na murawę Stadionu Narodowego, żeby sobie trochę popływać. Mecz tego dnia się nie odbył, ponieważ boisko tonęło w wodzie po przejściu ulewnego deszczu. Był jeszcze jeden delikwent, który wraz z kolegami usiłował wbiec na murawę Stadionu Narodowego, ale został w porę zatrzymany przez służby porządkowe.

Zgodnie z art. 60 ust. 1 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych z dnia 20 marca 2009 r. (z późniejszymi zmianami), kto w czasie trwania masowej imprezy sportowej, w tym meczu piłki nożnej, wdziera się na teren, na którym rozgrywane są zawody sportowe, albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie nie mniejszej niż 180 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3. Zgodnie natomiast z art. 13 § 1 Kodeksu karnego, kto w zamiarze popełnienia takiego czynu bezpośrednio zmierza do jego dokonania, odpowiada za usiłowanie i podlega tej samej karze.

Próba wdarcia się na zalane wodą boisko Stadionu Narodowego jest więc usiłowaniem przestępstwa opisanego w art. 60 ust. 1 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Skuteczne wejście na boisko to zaś dokonanie tego przestępstwa.

Pytania na dzisiaj:
– czy czyn mężczyzny próbującego bezskutecznie dostać się na murawę Stadionu Narodowego zasługiwał na miano przestępstwa w danych okolicznościach faktycznych?
– czy miał tu jakieś znaczenie fakt, że kibic był recydywistą (to znaczy miał już wcześniej problemy z prawem)?