Dwie uchwały, dużo wątpliwości

Sąd Najwyższy podjął dzisiaj dwie bardzo istotne uchwały.

Pierwsza uchwała dotyczy skomplikowanego, teoretycznego problemu zbiegu przepisów i reguł redukowania prawnokarnych ocen w celu zastosowania w kwalifikacji prawnej tylko niektórych ze zbiegających się przepisów, na styku prawa karnego powszechnego i prawa karnego skarbowego. Sąd Najwyższy stwierdził, że reguły wyłączania wielości ocen mają zastosowanie jedynie w wypadku zbiegu przepisów ustawy, natomiast nie stosuje się ich w razie idealnego zbiegu czynów zabronionych, o którym mowa w art. 8 § 1 Kodeksu karnego skarbowego (sygnatura sprawy: I KZP 19/12, na stronach internetowych Sądu Najwyższego dostępne jest uzasadnienie uchwały).

Po krótkiej wymianie zdań na temat tej uchwały doszliśmy do wniosku, że Profesor Piotr Kardas z Uniwersytetu Jagiellońskiego będzie miał w najbliższym czasie o czym pisać.

Druga uchwała dotyczy wykładni znamion art. 231 § 1 Kodeksu karnego, który penalizuje przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego, czym działa on na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił się do Sądu Najwyższego z pytaniem, czy przestępstwo określone w art. 231 § 1 k.k. ma charakter formalny czy też materialny, tj. czy penalizowane jest samo przekroczenie uprawnień lub niedopełnienie obowiązków bez względu na skutki, jakie wynikną z zachowania funkcjonariusza publicznego, czy może dla przypisania odpowiedzialności za przestępstwo z art. 231 § 1 k.k. konieczne jest ustalenie istnienia skutku w postaci bezpośredniego narażenia na niebezpieczeństwo wystąpienia szkody dla zindywidualizowanego i skonkretyzowanego w danych okolicznościach faktycznych interesu publicznego lub prywatnego wskutek nadużycia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego?

Sąd Najwyższy opowiedział się za skutkowym charakterem przestępstwa z art. 231 § 1 k.k. Należy on do kategorii przestępstw z konkretnego narażenia na niebezpieczeństwo, a więc znamiennych skutkiem, którym jest wystąpienie niebezpieczeństwa powstania szkody w interesie publicznym lub prywatnym (sygnatura akt: I KZP 24/12, ukazało się już uzasadnienie uchwały). Pogląd o skutkowym charakterze tego przestępstwa podziela dr Marek Bielski (zob. „Przegląd Sądowy” z września 2011, s. 72–83).

Bo to zły człowiek był

Jak może pamiętacie, przed meczem Polska-Anglia 16 października 2012 dwóch kibiców wbiegło na murawę Stadionu Narodowego, żeby sobie trochę popływać. Mecz tego dnia się nie odbył, ponieważ boisko tonęło w wodzie po przejściu ulewnego deszczu. Był jeszcze jeden delikwent, który wraz z kolegami usiłował wbiec na murawę Stadionu Narodowego, ale został w porę zatrzymany przez służby porządkowe.

Zgodnie z art. 60 ust. 1 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych z dnia 20 marca 2009 r. (z późniejszymi zmianami), kto w czasie trwania masowej imprezy sportowej, w tym meczu piłki nożnej, wdziera się na teren, na którym rozgrywane są zawody sportowe, albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie nie mniejszej niż 180 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3. Zgodnie natomiast z art. 13 § 1 Kodeksu karnego, kto w zamiarze popełnienia takiego czynu bezpośrednio zmierza do jego dokonania, odpowiada za usiłowanie i podlega tej samej karze.

Próba wdarcia się na zalane wodą boisko Stadionu Narodowego jest więc usiłowaniem przestępstwa opisanego w art. 60 ust. 1 ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych. Skuteczne wejście na boisko to zaś dokonanie tego przestępstwa.

Pytania na dzisiaj:
– czy czyn mężczyzny próbującego bezskutecznie dostać się na murawę Stadionu Narodowego zasługiwał na miano przestępstwa w danych okolicznościach faktycznych?
– czy miał tu jakieś znaczenie fakt, że kibic był recydywistą (to znaczy miał już wcześniej problemy z prawem)?

Zwiastun, czyli przyszłość

W styczniowym numerze prestiżowego miesięcznika „Orzecznictwo Sądów Polskich” (z 2013 r.) redakcja na ostatniej stronie okładki zapowiada publikację mojej glosy do uchwały Sądu Najwyższego z 29 października 2012 r. (sygnatura akt I KZP 12/12). Tekst na temat przestępstwa obrazy uczuć religijnych popełnionego z zamiarem bezpośrednim albo wynikowym ukaże się już w lutowym numerze czasopisma.

Sprawa dotyczy kontrowersyjnego uczynku pewnego artysty, który na koncercie znieważył, podarł i rozrzucił stronice Biblii. Swój pogląd uzasadniany z perspektywy karnistycznej przedstawiłem w skrócie w przeddzień wydania uchwały oraz rozwinąłem w dniu zabrania głosu przez Sąd Najwyższy. Gdy glosa zmaterializuje się w formie drukowanej za niecały miesiąc w „Orzecznictwie Sądów Polskich”, nie omieszkam zasygnalizować tego uroczystego faktu na blogu.

Dzisiaj słówko o samym zwiastunie: czyli rzadkiej praktyce zamieszczania w danym numerze czasopisma krótkiej informacji o zawartości kolejnego numeru. Uważam, że jest to bardzo dobra praktyka i powinna się czym prędzej upowszechnić. Uprawianie nauki warto dzisiaj łączyć z szeroko rozumianą popularyzacją jej wyników. Zwiastuny zawartości kolejnego numeru to tylko jeden ze sposobów promowania danego czasopisma, publikowanych w nim materiałów i ich autorów.

Szczególnie okrutne dzieciobójstwo

Szczegóły tej sprawy są drastyczne (fragmenty stanu faktycznego cytuję za: Areszt dla podejrzanej o dzieciobójstwo). Zdarzenie miało miejsce w prywatnym mieszkaniu. Młoda kobieta zaczęła rodzić. Usiadła na wiadrze, do którego cała rodzina załatwiała potrzeby fizjologiczne. Poród zakończył się wydaniem na świat żywego i zdrowego chłopczyka, który wpadł do wiadra. Matka rodzącej kobiety (babka) zabroniła córce wstawać z wiadra. W tym czasie konkubent kobiety (ojciec dziecka) nie zrobił niczego, aby mu pomóc. Jak ustalono, przyczyną zgonu noworodka było jego uduszenie się przez utonięcie w wiadrze z nieczystościami i płynami ustrojowymi matki.

Zastanówmy się nad odpowiedzialnością karną trzech negatywnych bohaterów zdarzenia: matki dziecka, babki dziecka i jego ojca.

Rowerem bez ograniczeń?

Pewien 18-latek jechał rowerem z prędkością 46 km/h w miejscu, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 30 km/h. Fotoradar zrobił mu zdjęcie, chłopak dostał mandat, ale go nie przyjął. Jak mogę wiedzieć, z jaką jadę prędkością, skoro nie mam licznika?” – tłumaczył się obwiniony. Sprawą zajmie się sąd (szczgóły: Jechał na rowerze 46 km/h. Sprawa wraca do sądu, Jechał 46 km/h rowerem. Złapał go fotoradar).

Z faktu, że rower nie musi być wyposażony w prędkościomierz, wcale nie wynika, że jadąc rowerem mogę zachowywać się nieostrożnie. A przekraczanie dozwolonej prędkości to nic innego jak naruszenie wymaganej w danych okolicznościach ostrożności. Istotą rzeczy jest postępowanie zgodne z zasadami bezpiecznej jazdy. Odpowiednia prędkość pojazdu (a więc w konsekwencji posiadanie prędkościomierza) to jedynie środek do osiągnięcia tego celu (środek w wielu wypadkach niewystarczający), a nie cel sam w sobie.

Jeśli przekraczam prędkość świadomie (wiem, z jaką prędkością jadę i chcę to zrobić), odpowiadam za wykroczenie umyślne, jeśli zaś nie zdaję sobie sprawy, z jaką dokładnie prędkością porusza się mój rower, to mój czyn ma charakter nieumyślny (zobacz: art. 6 Kodeksu wykroczeń). W obu wypadkach popełniam wykroczenie polegające na niezastosowaniu się do znaku ograniczającego prędkość: różnica leży jedynie w stronie podmiotowej czynu (raz robię to umyślnie, raz nieumyślnie).

Dla porównania przeanalizujmy sytuację, w której zamierzam wykąpać swoje małe dziecko, a nie posiadam termometru, który posłużyłby mi do ustalenia dokładnej temperatury wody. Sytuacje są analogiczne: mogę wykąpać swoje dziecko (mogę jechać rowerem) i nie muszę być wyposażony w termometr (rower nie musi posiadać prędkościomierza). Brak termometru i moja nieświadomość, jaką dokładnie temperaturę ma woda, nie oznacza przecież, że dozwolone jest wrzucenie dziecka do wrzącej wody!

W obu wypadkach mam postępować ogólnie rzecz biorąc ostrożnie. Mam upewnić się, że woda nie jest za gorąca (np. zbadać temperaturę wody dłonią). Za znakiem ograniczającym prędkość do 30 km/h powinienem zwolnić tak, aby mieć pewność, że poruszam się zgodnie z wiążącymi mnie zasadami ruchu drogowego.

Dla zainteresowanych: w grudniowym numerze „Paragrafu na Drodze” (2012) Konrad Politowicz pisze o sprawie w tekście zatytułowanym Dla kogo ograniczenia prędkości?

Nie masz biletu? Gryź!

Kraków (siedziba najlepszej szkoły prawników w Polsce) jest kopalnią interesujących dla karnistów wypadków. Tym razem ciekawego przykładu zastosowania przepisu o obronie koniecznej (art. 25 k.k.) dostarcza dzisiejszy wyrok krakowskiego sądu, uniewinniający pasażera od zarzutu pogryzienia kontrolera biletów. Sąd uznał, że pasażer działał w obronie koniecznej: gryząc kontrolera w ramię i palce odpierał bezpośredni, bezprawny zamach na swoje dobra prawne. Kontrolerzy bowiem wykręcili mu ręce i przytrzymywali głowę przy podłodze w celu uniemożliwienia mu ucieczki po tym, jak się okazało, że mężczyzna nie skasował biletu. Więcej o zdarzeniu można przeczytać np. w tekście: Pogryzł kontrolera. Sąd: „Działał w obronie koniecznej” (w internecie).

Ale po kolei:
1) kontrolerzy stwierdzili, że pasażer nie posiada ważnego biletu;
2) oskarżony umówił się przez telefon, że na określonym przystanku kolega poda mu pieniądze potrzebne do zapłacenia kary;
3) na danym przystanku mężczyzna chciał opuścić pojazd;
4) kontrolerzy na to nie pozwolili, wezwali Policję na ostatni przystanek i próbowali zatrzymać pasażera w pojeździe, wykręcając mu ręce i przytrzymując głowę przy ziemi;
5) pasażer pogryzł jednego z kontrolerów w ramię i palce, i wyskoczył z autobusu przez okno.

Dzisiaj znowu nieco teorii, która może się przełożyć na konkretne posunięcia dnia codziennego. Powiedzmy najpierw, że w świetle prawa przewozowego (zob. ustawę z dnia 15 listopada 1984 r. Prawo przewozowe, z późniejszymi zmianami) gapowicz powinien pozostać w miejscu wskazanym przez kontrolera do czasu przybycia Policji. Norma taka jednoznacznie wynika z art. 87b, w którym czytamy: „Podróżny, który w czasie kontroli dokumentów przewozu osób lub bagażu nie pozostał w miejscu przeprowadzania kontroli albo w innym miejscu wskazanym przez przewoźnika lub organizatora publicznego transportu zbiorowego albo osobę przez niego upoważnioną do czasu przybycia funkcjonariusza Policji lub innych organów porządkowych, podlega karze grzywny”.

Bo droga była nierówna

Pechowy rajd po mieście

3 lata więzienia i 8 lat zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych – to kara dla Macieja Z., dziennikarza, który w 2008 r. w wypadku drogowym spowodował śmierć jadącego z nim kolegi. Mężczyzna stracił panowanie nad pojazdem, jadąc z prędkością około 150 km/h w miejscu, w którym z powodu nierównej nawierzchni obowiązywało ograniczenie prędkości do 50 km/h. Samochód wypadł z trasy, dosłownie wzbił się w powietrze, obrócił się i uderzył tyłem w betonową konstrukcję wiaduktu, a następnie stanął w płomieniach. Pasażer zginął na miejscu (relacja z ogłoszenia wyroku tutaj).

Sprawca został skazany za przestępstwo z art. 177 § 2 k.k., to znaczy spowodowanie śmierci człowieka w wypadku będącym wynikiem uprzedniego naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu lądowym. Jak ustalił sąd, sprawca prawie trzykrotnie przekroczył dopuszczalną prędkość, ograniczoną administracyjnie z powodu nierównej nawierzchni drogi (wybrzuszenie, mulda na jezdni). To spowodowało, że w krytycznym momencie kierowca nie opanował rozpędzonego wozu, wypadł z trasy i uderzył w podpory wiaduktu.

Analizując typ przestępstwa opisany w art. 177 § 2 k.k. i odwołując się do terminologii karnistycznej powiemy, że:
1) sprawca naruszył zasady postępowania z dobrem prawnym, tj. życiem i zdrowiem uczestników ruchu drogowego,
2) jakie były od niego wymagane w danych okolicznościach, to znaczy w ruchu drogowym, w sytuacji zbliżania się do miejsca prawidłowo oznakowanego znakami A11 (ostrzeżenie o nierównej nawierzchni) oraz B33 (ograniczenie dopuszczalnej prędkości),
3) i które to zasady chroniły przed danym sposobem nastąpienia skutku, to znaczy obiektywnie przewidywalnym zagrożeniem związanym z nierówną jezdnią, o czym kierowca mógł się dowiedzieć ze znaku A11, oraz spowodowaniem wypadku w związku z utratą panowania nad pojazdem właśnie na tejże nierówności, przy poruszaniu się z niedozwoloną prędkością.