W czym mogę ci pomóc?

Studenci prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego kilka dni temu poruszyli na forum internetowym bardzo ciekawy wątek, związany z pomocnictwem do przestępstwa (art. 18 § 3 k.k.). Pomocnictwo polega na tym, że sprawca w zamiarze, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, swoim zachowaniem ułatwia jej jego popełnienie.

Wyobraźmy sobie, że pomocnik dostarcza innej osobie silnie działającą substancję w zamiarze, aby osoba ta podała go ciężko choremu krewnemu, powodując jego śmierć. Zabójca, któremu dostarczono truciznę przekonał wcześniej pomocnika, że krewniak zażądał od niego skrócenia jego cierpień i ten w stanie silnego współczucia postanowił spełnić tę prośbę. W rzeczywistości nie było ani żądania, ani współczucia. Pomocnik sądził jednak, że pomaga zabić człowieka na jego wyraźne żądanie.

Osoba podająca truciznę niewątpliwie odpowiada za zwykłe zabójstwo (art. 148 § 1 k.k.). Kodeks karny zna jednak uprzywilejowany typ zabójstwa (łagodniej karany), opisany w art. 150 § 1 k.k.: „Kto zabija człowieka na jego żądanie i pod wpływem współczucia dla niego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”. Czy pomocnik odpowiada za pomocnictwo do zabójstwa zwykłego (art. 18 § 3 w związku z art. 148 § 1 k.k.), za które grozi mu kara co najmniej 8 lat pozbawienia wolności, czy za pomocnictwo do eutanazji (art. 18 § 3 w zw. z art. 150 § 1 k.k.), zagrożone co najwyżej 5 latami więzienia?

Gdzie jest sąd?

Nigdzie!

Śledząc aktualną dyskusję medialną o kontrowersyjnej „likwidacji sądów” dochodzę do wniosku, że ludzie mają spory problem z myśleniem abstrakcyjnym.

Sąd jest czystą abstrakcją, tworem umownym, konwencjonalnym. Umówiliśmy się, że pewne sytuacje będziemy nazywać sądem i że sąd będzie miał określoną siedzibę. Czymś innym jest sąd, a czymś innym budynek sądu. Sąd nie musi funkcjonować w budynku, może działać nawet w piaskownicy.

Likwidacja siedziby sądu nie jest likwidacją sądu, podobnie jak wpłata 1000 zł na konto nie sprawia, że staję się biedniejszy o 1000 zł (mimo że mam o wiele chudszy portfel).

Abstrakcyjne myślenie przydaje się w konkretnych sytuacjach życiowych. Ciekawe, jak pójdzie w tym roku matura z matematyki.

Błąd w sztuce...

W najnowszym numerze „Prokuratury i Prawa” (2013, nr 5) ukazał się artykuł Magdaleny Wolińskiej o przyciągającym tytule: Odpowiedzialność karna lekarza za błąd w sztuce lekarskiej. Prawnokarna odpowiedzialność lekarza za skutki wywołane niewłaściwym leczeniem to zagadnienie bardzo ciekawe. Niestety nie można tego samego powiedzieć o podejściu do rzeczy autorki rzeczonego artykułu.

Na wstępie prawnokarnej „analizy” zagadnienia autorka stwierdza, że odpowiedzialność karna lekarza będzie uzasadniona, gdy zostaną spełnione łącznie następujące warunki:
a) nastąpi błąd lekarski,
b) nastąpi określony w kodeksie karnym skutek, np. śmierć pacjenta,
c) ustalimy związek przyczynowy między zachowaniem lekarza a skutkiem,
d) wystąpi wina.

Pierwsze wątpliwości budzi kolejność poszczególnych przesłanek. Błąd lekarski sprowadza się do bezprawności czynu, którą jest sens badać dopiero wtedy, gdy ustalimy wystąpienie skutku oraz jego powiązanie przyczynowe z działaniem lekarza: punkty b) i c) powinny zatem poprzedzać punkt a).

Rzecz jasna jeżeli błąd przyjmie postać zaniechania, ustalanie związku przyczynowego nie będzie w ogóle konieczne (odpadnie przesłanka c).

Wątpliwości wzbudza także kompletność przedstawionego zestawu przesłanek: dla przykładu, gdzie się podziało obiektywne przypisanie skutku na płaszczyźnie normatywnej? Brak w artykule choćby wzmianki o fundamentalnych w tym zakresie pracach profesorów Giezka i Majewskiego.

Naganne spowodowanie skutku

Równo rok temu w święto ludzi pracy wystartował mój blog, żeby się żyło lepiej po pracy :) Tematem pierwszego wpisu na blogu było tak zwane obiektywne przypisanie skutku, czyli koncepcja służąca do wyjaśnienia odpowiedzialności karnej za skutki, które zostały spowodowane działaniami człowieka albo do których dopuścił on swoim zaniechaniem.

Po upływie roku raz jeszcze zerknijmy na koncepcję przypisania skutku. Do zadania nowych i fundamentalnych pytań na ten temat sprowokował Sąd Najwyższy w postanowieniu z 15 lutego 2012 r. (sygnatura akt: II KK 193/11, dostępne w internecie), które obrazowo nazywam sprawą płonącego anioła. W ubiegły piątek na zebraniu naukowym Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, podczas dyskusji wokół tego postanowienia ujawniło się kilka ważnych problemów związanych z tradycyjnymi poglądami na kwestię przypisania skutku.

Sąd Najwyższy w sprawie płonącego anioła starał się odpowiedzieć na pytanie, jaki charakter powinno mieć przyczynienie się do skutku, aby można je było uznać za realizację znamion skutkowego przestępstwa. Odpowiedź Sądu Najwyższego jest następująca:

„Mając na uwadze, że podstawą odpowiedzialności karnej może być wyłącznie taki czyn, który w ocenie społecznej charakteryzuje się szczególnym stopniem naganności i zasługuje na moralne potępienie, to nie każde przyczynienie się do powstania nagannego skutku uzasadnia postawienie sprawcy takiego przyczynienia zarzutu winy rozumianej jako przypisanie mu negatywnej oceny moralnej powstałych skutków”.

Gdy sprawca pobił ofiarę i ta umarła na miejscu wskutek odniesionych obrażeń, negatywna ocena przyczynienia się do skutku nie będzie stwarzała większych problemów. Sprawa się skomplikuje, gdy pomiędzy działaniem a skutkiem pojawią się czyny jakichś innych osób. Czy wpływają one na ocenę przyczynienia się do skutku tej osoby, która działała jako pierwsza? Sytuację zilustruje poniższy schemat: