Zadanie argumentacyjne

Jedną z części egzaminu z prawa karnego na Uniwersytecie Jagiellońskim jest tak zwana część argumentacyjna, polegająca na pisemnym rozwiązaniu w czasie 60 minut kilku zadań otwartych.

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że umiejętność argumentowania na egzaminie przydaje się jedynie podczas tej specjalnej części egzaminu. O ile test składający się z 20 zamkniętych pytań ma charakter wybitnie odtwórczy i sprawdza podstawową wiedzę z części ogólnej prawa karnego, o tyle umiejętnościami argumentowania należy wykazać się również podczas trzeciej części egzaminu, którą jest rozwiązywanie kazusu (najbardziej popularna forma egzaminowania studentów prawa). W ramach egzaminacyjnego kazusu subsumpcja jest zazwyczaj oczywista: każdy widzi, że doszło do zabójstwa czy spowodowania wypadku drogowego. Student prawa karnego musi jednak uzasadnić (a to znaczy: uargumentować), że bohater kazusu jest sprawcą tego zabójstwa bądź wypadku oraz że popełnił ściśle określony czyn zabroniony pod groźbą kary.

Pamiętaj: prawo to interpretacja, a dobra interpretacja to zawsze argumentacja („rozmowa duszy samej z sobą” bądź rozmowa z adwersarzem). Merytoryczne i fachowe argumentowanie to również istota zawodowej działalności prawników-praktyków: prokuratorów, adwokatów, sędziów. Nie można się bez niego obejść w działalności naukowej. Umiejętność argumentowania przydaje się także w życiu prywatnym.

Po sukcesie wpisu Jak rozwiązać kazus, który opublikowałem na blogu 22 maja, a który do ostatniego dnia 2014 roku został wyświetlony już ponad 2000 razy, postanowiłem podzielić się kilkoma ogólnymi wskazówkami na temat rozwiązywania zadań argumentacyjnych.

Jak przygotować się do argumentacji?

Kwalifikacja prawna morderstwa

W ramach akcji „Studencka środa” chciałbym zadać pytanie związane z kwestią prawidłowego rozstrzygania problematyki zbiegu w kontekście art. 148 § 2 pkt 2. Mianowicie: Jaki jest poprawny dogmatycznie sposób kwalifikowania zbiegów powstających na gruncie owego przepisu?

Mój tok myślenia przedstawia się następująco. Skoro związek zabójstwa z którymkolwiek z czynów ujętych w § 2 pkt. 2 ma charakter funkcjonalny, to uzasadnione wydaje się być twierdzenie prof. Zolla (Komentarz, tom II, str. 280), że w kwalifikacji należy zawsze odwoływać się do przepisu określającego typ przestępstwa w związku z którym popełnione zostało zabójstwo. Teza ta znajduje swoje odzwierciedlenie także w orzecznictwie (np. wyr. SA w Katowicach, sygn. II AKa 132/99). Z drugiej jednak strony mam pewne wątpliwości. Typowo możliwe są następujące sytuacje:

1) Sprawca realizuje jednym czynem znamiona zabójstwa oraz np. rozboju.


2) Sprawca realizuje jednym czynem znamiona zabójstwa, gwałtu oraz rozboju (tak SA Kraków II AKa 87/08)


3) Sprawca popełnia dwa przestępstwa: zabójstwa i np. rozboju, które pozostają w związku funkcjonalnym na gruncie omawianego przepisu.

Ad. 1) Zgodnie z tezą prezentowaną w komentarzu, taką konfigurację należałoby zakwalifikować następująco: art. 148 § 2 pkt 2 w zw. z art. 280 § 1 lub 2 w zw. z art. 11 § 2.

Ad. 2) Kwalifikacja wyglądałaby analogicznie z tym, że dodany zostałby art. 197 § 1.

Ad. 3) 148 § pkt 2 w zbiegu realnym z art. 280.

W przypadkach 1) i 2) sprawca odpowie na podstawie przepisu przewidującego karę najsurowszą (art. 11 § 3) tj. pozbawienie wolności na czas nie krótszy niż 12 lat, 25 lat lub dożywocie. Tymczasem w przypadku 3) wymierzona zostanie kara łączna, której granice mogą być in concreto mniej korzystne dla sprawcy niż w przypadku kwalifikacji z pkt 1) i 2). Moją wątpliwość budzi także fakt niejako podwójnego uwzględniania tej samej okoliczności w perspektywie wymiaru kary. Sprawca popełniający zabójstwo pozostające w funkcjonalnym związku z rozbojem odpowiada z typu kwalifikowanego zabójstwa właśnie z uwagi na zaistnienie owej dodatkowej okoliczności będącej znamieniem kwalifikującym. Jednocześnie kwalifikacja (rzutująca bezpośrednio na wymiar kary) uwzględnia tę samą okoliczność (tj. np. art. 280) zarówno w zbiegu jednoczynowym jak i zbiegu realnym. Czy nie byłoby zabiegiem właściwszym (przy przyjęciu owego powiązania funkcjonalnego) kwalifikowanie wszystkich wymienionych wyżej sytuacji wyłącznie z art. 148 § 2 pkt 2, gdzie doprecyzowanie podstaw przyjętej kwalifikacji miałoby miejsce w treści wyroku, a nie w samej kwalifikacji? Takie rozwiązanie usunęłoby problem zaliczania tej samej okoliczności dwukrotnie w perspektywie wymiaru kary.


Koniec cytatu. Życząc Autorowi oraz Czytelnikom pięknych Bożonarodzeniowych prezentów, odpowiadam na pytanie.

Pająk-gigant, żywe zwłoki i zwichnięta kostka

Studenci otrzymali na sprawdzianie zadania argumentacyjne ułożone na motywach popularnego filmu Sylwestra Wardęgi. Dostałem też przez Facebooka pytanie dotyczące oceny prawnokarnej zachowania bohaterów nagrania, na które postaram się po części odpowiedzieć.

Scena 1. Noc. Przejście podziemne. Przechodzień zauważa ludzkie szczątki owinięte w „pajęczynę”. Po chwili w przejściu pojawia się nienaturalnie wielki „pająk”. Mężczyzna ucieka – pająk rusza za nim. Zdobycz wpada w „pajęczynę”, na szczęście udaje się jej oswobodzić i uciec.

Scena 2. Noc. Winda na opuszczonym parkingu. Mężczyzna otwiera drzwi do winy, w której znajdują się zmasakrowane zwłoki człowieka. Nagle zakrwawiony korpus „ożywa” i rusza w pościg za przerażonym mężczyzną.

Pająk-gigant to w rzeczywistości przebrany, niegroźny pies, zaś żywe zwłoki goniące przechodnia to ucharakteryzowany aktor. Zadanie brzmiało: czy autor instalacji bądź mężczyzna grający rolę zombie mógłby ponieść odpowiedzialność karną za następujący (hipotetyczny) skutek zdarzenia: uciekający w popłochu mężczyzna potknął się i spadł ze schodów, łamiąc sobie nadgarstek bądź skręcając nogę w kostce (co stanowi średni uszczerbek na zdrowiu w rozumieniu art. 157 § 1 k.k.). Odpowiedź należało uzasadnić z powołaniem się na kryteria przypisania skutku w prawie karnym.

Popchnięcie rowerzysty na autobus

W minioną środę w Pabianicach 31-letni rowerzysta stracił życie po tym, jak został z premedytacją popchnięty na przejeżdżający autobus. Najpierw mężczyźni jadący samochodem odgrażali się rowerzyście. Gdy zdołali go dogonić i wyprzedzić, zaparkowali samochód po prawej stronie jezdni, a gdy rowerzysta znalazł się na ich wysokości jeden z nich, widząc nadjeżdżający autobus, z dużą siłą uderzył mężczyznę w głowę. Rowerzysta wpadł na nadjeżdżający z naprzeciwka autobus, ponosząc śmierć na miejscu. Sprawcy odjechali (zob. informację prasową).

Dzisiaj postawiono sprawcom zarzuty: 24-latek, który popchnął rowerzystę, usłyszał zarzut zabójstwa, zaś 27-letni pasażer usłyszał zarzut usiłowania wzięcia udziału w pobiciu. 19-letni kierowca samochodu nie usłyszał żadnych zarzutów (zob. informację prasową).

Zabicie

Za własnoręczne spowodowanie śmierci rowerzysty może odpowiadać wyłącznie ten uczestnik zdarzenia, który fizycznie popchnął go na przejeżdżający autobus. Pozostali uczestnicy zdarzenia nie spowodowali śmierci człowieka w rozumieniu art. 148 § 1 k.k. W zależności od ustaleń faktycznych mogliby odpowiedzieć co najwyżej za podżeganie do zabójstwa (jeśli nakłonili 24-latka do tego, by ten wepchnął rowerzystę pod autobus), nie wiemy jednak, czy była to własna inicjatywa 24-latka, czy też koledzy zachęcali go do popełnienia takiego czynu.

Diabelska bezczynność

Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny,
przygotowany diabłu i jego aniołom.
Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a nie daliście Mi pić...
Mt 25, 41-42

Gdybym miał napisać kiedyś książkę o bezczynności, obojętności czy zaniechaniu, powyższe słowa pasowałyby idealnie jako jej motto. Przekazują zwięźle i dobitnie pewną ważną myśl, że mianowicie bezczynność może być równie diabelska co najstraszliwszy czyn. Do piekła idą ci, którzy nic nie zrobili: nie dali jeść głodnemu, nie dali pić spragnionemu.

Życie dostarcza tragicznych przykładów wysoce niewłaściwej bezczynności, w wyniku której dochodzi do nastąpienia skutku w postaci śmierci człowieka. Pewna kobieta opiekowała się samotnie swoim ojcem. Pewnego dnia zostawiła przykutego do łóżka 83-letniego staruszka i wyjechała na dwutygodniowe wakacje. Wymagającego bezustannej opieki mężczyznę zostawiła samego w zamkniętym domu, pozostawiając mu jedynie niewielkie ilości jedzenia. Nie powiadomiła o swoim wyjeździe ani rodziny, ani sąsiadów. Po powrocie zastała w domu ciało zmarłego mężczyzny. W rezultacie kobieta została oskarżona o zabójstwo (zobacz notatkę prasową).

Nie trzeba aktywnie przyczyniać się do nastąpienia skutku, by w świetle prawa karnego stać się jego sprawcą. Studenci prawa karnego powinni kojarzyć z tą sytuacją pojęcie zaniechania i gwaranta nienastąpienia skutku (art. 2 k.k.). Osoba, na której ciąży obowiązek zapobiegnięcia skutkowi może odpowiadać za jego nastąpienie na równi ze sprawcą, który powoduje skutek przez działanie. W opisanym stanie faktycznym córka miała obowiązek sprawowania opieki nad nieporadnym ojcem. W pewnym momencie naszego życia role rodzica i dziecka odwracają się: o ile rodzic jest gwarantem bezpieczeństwa narodzonego i dorastającego dziecka, o tyle na starość dzieci mają czasami obowiązek troszczyć się o swoich rodziców.

Śmierć Ryśka z Klanu

Nie wiem, jak to się stało, że nie miałem jeszcze okazji napisać na blogu o okolicznościach śmierci serialowego Ryszarda Lubicza. Przygotowując się do dzisiejszych ćwiczeń wpadłem na pomysł, by zilustrować tym zdarzeniem problematykę strony podmiotowej czynu zabronionego, a konkretniej – jakie okoliczności brać pod uwagę i jak uzasadniać, że sprawca działał umyślnie albo nieumyślnie.

Oto scena śmierci Ryśka z „Klanu”:



Data umieszczenia linku: 3 grudnia 2014

Przyczyną śmierci bohatera serialu było uderzenie głową o twardą posadzkę. Złodziejaszek jest sprawcą tego skutku, to znaczy można mu przypisać śmierć mężczyzny z odwołaniem się do kryteriów przypisania skutku (skutek w postaci przewrócenia się i uderzenia głową o posadzkę, co doprowadziło do zgonu mężczyzny, nie był jakoś szczególnie nietypowy i dało się go przewidzieć w momencie czynu). 

Ciekawsze jest pytanie, czy sprawca spowodował śmierć Ryśka umyślnie czy nieumyślnie.

Wina posła

Zapadł wczoraj nieprawomocny wyrok skazujący w sprawie „zegarmistrza”, czyli posła oskarżonego o zatajenie w oświadczeniu majątkowym faktu posiadania zegarka wartego ponad 10000 zł (szczegóły np. tutaj). Nie wiem, czy słuchaliście ustnych motywów wyroku skazującego, bo mam na ich kanwie jedną ważną, przynajmniej z teoretycznego punktu widzenia, uwagę.

Przestępstwa zarzucone posłowi mogą być popełnione wyłącznie umyślnie, to znaczy sprawca ma chcieć zataić prawdę w swoim oświadczeniu majątkowym albo przewidywać możliwość złożenia niezgodnego z prawdą oświadczenia i na to się godzić. Sędzia na wiele różnych sposobów uzasadniała, że oskarżony świadomie złożył oświadczenie nie ujawniając w nim faktu posiadania drogiego zegarka i na zatajenie tego faktu się godził (tzn. wiedział, że posiada taką rzecz, wiedział, ile kosztowała oraz że nie została wpisana do oświadczenia, ale nic z tym fantem nie zrobił).

Należy wyraźnie odróżnić od siebie proces ustalania (i w konsekwencji argumentowania), że oskarżony zrobił coś umyślnie od procesu ustalania (i argumentowania), że oskarżonemu można przypisać winę za popełnienie umyślnego czynu zabronionego. Są to dwie odrębne kwestie.

Przepisy i normy (cz. 1)

Interpretacja przepisów ustawy karnej polega na przekładaniu ich treści na język normatywny. Jak dobrze czytać tekst ustawy, pisałem nieco 22 października 2014. W dzisiejszym wpisie postanowiłem przedstawić więcej przykładowych interpretacji popularnych typów czynu zabronionego pod groźbą kary.

Trzy przykładowe rozwiązania zamieszczone poniżej opublikowałem jakiś czas temu przy innej okazji i w nieco innej postaci (człowiek cały czas się rozwija, choć nigdy nie wiadomo, czy w dobrym kierunku) na starym forum studenckim. Oto efekty przełożenia tekstu ustawy na język normatywny, z którymi, w zależności od przyjmowanych założeń, można oczywiście polemizować.

I.

Art. 155. Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Nikomu, nigdy i nigdzie nie wolno podejmować działania naruszającego reguły postępowania z życiem człowieka i zagrażającego temu dobru prawnemu.

Jeśli ktoś swoim działaniem zagrozi życiu człowieka, naruszając reguły postępowania z tym dobrem prawnym oraz nastąpi skutek w postaci śmierci człowieka, którego nastąpienie jest wynikiem naruszenia danej reguły postępowania i do jego spowodowania doszło nieumyślnie, odpowiednie organy postępowania karnego mają ścigać taką osobę na czyn zabroniony z art. 155 k.k.

Osobie, na której ciąży prawny i szczególny obowiązek ochrony życia drugiego człowieka nigdy nie wolno dopuszczać się zaniechania zagrażającego życiu drugiego człowieka i naruszającego reguły postępowania z tym dobrem prawnym.

Jeśli osoba, na której taki obowiązek ciążył dopuści się zaniechania, czym zagrozi życiu człowieka oraz naruszy reguły postępowania z tym dobrem prawnym, oraz nastąpi skutek w postaci śmierci tego człowieka, będący wynikiem naruszenia danej reguły postępowania i dopuszczenie do tego skutku nastąpiło nieumyślnie, odpowiednie organy postępowania karnego mają ścigać taką osobę na czyn zabroniony z art. 155 k.k. w zw. z art. 2 k.k.

(Strona podmiotowa czynu oraz nastąpienie skutku należą do normy sankcjonującej, a nie do normy sankcjonowanej; dla uproszczenia przyjmuję, że prawny i szczególny obowiązek gwaranta indywidualizuje krąg adresatów normy sankcjonowanej).


Zapowiedź grudniowej glosy

W wydziałowej czytelni wziąłem dziś do ręki listopadowy numer „Orzecznictwa Sądów Polskich”. Na ostatniej stronie okładki znalazłem zapowiedź mojej glosy, która ma się ukazać w grudniowym numerze tego prestiżowego miesięcznika prawniczego. Tekst został zaanonsowany tytułem: „zakres zakazu określonego w art. 58 § 4 k.k.”, zaś pamiątkowe zdjęcie tej okładki zrobione „z wolnej ręki” wygląda tak:


Pisałem już kiedyś na blogu, że publikowanie przez czasopisma naukowe zapowiedzi mających się ukazać tekstów uważam za bardzo dobry pomysł. W „Orzecznictwie Sądów Polskich” zapowiedzi ukazują się tylko z miesięcznym wyprzedzeniem i wyłącznie w drukowanych zeszytach miesięcznika, choć jest to na dzień dzisiejszy jedno z nielicznych czasopism, które w ogóle takie zapowiedzi publikuje. Tymczasem powinna być to powszechna praktyka, którą da się współcześnie z łatwością i bez dodatkowych kosztów wcielić w życie za pomocą stron internetowych czasopism naukowych. Internet to doskonałe miejsce do udostępniania czytelnikom nie tylko już wydanych publikacji w wersji elektronicznej, ale także zwiastunów tekstów przyjętych do druku.

Jeszcze lepszym rozwiązaniem jest znana na świecie praktyka publikowania tak zwanych preprintów (czyli dosłownie „przeddruków” – nie mylić z przedrukami), to znaczy elektronicznych wersji tekstów dopiero co przyjętych do publikacji i oczekujących na druk w określonym numerze czasopisma. Przeddruki można cytować ze wskazaniem na stronę internetową czasopisma. O pożytkach płynących z takiego rozwiązania w perspektywie oddziaływania tekstu na praktykę stosowania prawa, a także w kontekście idei powszechnego dostępu do twórczości naukowej i sprawnej komunikacji w nauce mógłbym długo pisać.

Kryteria oceny dorobku doktorantów

Właśnie ukazał się drukiem listopadowy numer „Państwa i Prawa”, a w nim tekst napisany przeze mnie wspólnie z Kamilem Mamakiem na temat kryteriów oceny dorobku doktorantów (pod takim właśnie tytułem, PiP nr 11/2014, s. 92–106).

Naszym celem było przeanalizowanie kryteriów, na podstawie których ocenia się udokumentowane osiągnięcia doktoranta na potrzeby konkursu o przyznanie stypendium doktoranckiego, zwiększenia tego stypendium z dotacji projakościowej oraz stypendium dla najlepszych doktorantów. Przyjrzeliśmy się różnicom między ogólnymi kryteriami zarysowanymi w prawie o szkolnictwie wyższym oraz treścią dwóch rozporządzeń do ustawy (2011 i 2013 rok). Ilustracją poszczególnych zagadnień są regulaminy obowiązujące w uczelniach publicznych prowadzących studia doktoranckie z prawa.

W tekście nie ma co prawda żadnych wątków karnistycznych, aczkolwiek tematyka jest mi bardzo bliska (Kamilowi również i to bynajmniej nie dlatego, że był już beneficjentem niejednego stypendium :-). Artykuł jest dla mnie swego rodzaju zwieńczeniem projektu, w którym brałem udział kilka lat temu na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie, polegającego na opracowaniu „od zera” regulaminów oceny dorobku doktorantów. Regulaminy, których byłem wówczas współautorem, obowiązują na tej uczelni do dzisiejszego dnia.

Wdarcie się czy wywarcie wpływu?

Trwa zamieszanie wokół liczenia głosów i awarii systemu informatycznego obsługującego wybory samorządowe, tymczasem niektórzy członkowie społeczeństwa biorą sprawy w swoje ręce i przeprowadzają szarżę na miejsce urzędowania Państwowej Komisji Wyborczej (relacja np. tutaj). Jak donosi prasa (np. tutaj) osoby, które wtargnęły do siedziby PKW i zostały stamtąd usunięte przez Policję usłyszą zarzuty z art. 193 kodeksu karnego:

„Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, pomieszczenia albo ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku”.

Przestępstwo to nazywane jest powszechnie „naruszeniem miru domowego”. Jak widzimy nazwa ta nie jest do końca adekwatna, gdyż art. 193 k.k. nie mówi jedynie o domu (mieszkaniu), czyli miejscu, gdzie toczy się życie osobiste i rodzinne człowieka, lecz dotyczy również innych miejsc. Penalizowane jest np. wdarcie się do cudzego pomieszczenia czy lokalu niezależnie od tego, czy w miejscu tym zamieszkuje jakaś osoba. Dla osób postronnych siedziba Państwowej Komisji Wyborczej jest bez wątpienia cudzym pomieszczeniem.

Przyglądając się nagraniom z analizowanego zdarzenia można również stwierdzić, że zachowanie uczestników akcji było wdarciem się do siedziby PKW. „Wdzierać się” do pomieszczenia to wchodzić tam gwałtowanie, przy użyciu siły, przełamując czyjś opór i sprzeciw – tak właśnie postąpili uczestnicy manifestacji. Następnie, wbrew żądaniom osób uprawnionych nie opuścili oni sali konferencyjnej i musieli zostać stamtąd wyniesieni przez funkcjonariuszy Policji.

Bezdyskusyjna jest także kwestia umyślnego charakteru zachowania uczestników zdarzenia. Chcieli oni wedrzeć się do siedziby instytucji państwowej i chcieli pozostać tam wbrew prośbom o opuszczenie lokalu.

Czy kwalifikacja prawna czynu z art. 193 k.k. odzwierciedla rzeczywisty charakter zdarzenia?

Pierwotna i wtórna legalność czynu

5 listopada 2014 roku otrzymałem następujące pytanie:

Czy stwierdzenie, że zachodzi okoliczność wyłączająca karalność czynu jest przykładem na wtórną legalizację czynu zabronionego? Z góry dziękuję za odpowiedź.

Pytanie wiąże się bezpośrednio z koncepcją pierwotnej i wtórnej legalności czynu, rozpowszechnioną za sprawą krakowskiej szkoły prawa karnego. Aby odpowiedzieć na postawione pytanie istotne jest sprecyzowanie, co rozumiemy pod tymi pojęciami oraz co mamy na myśli mówiąc o okoliczności wyłączającej karalność czynu.

Stare papiery

Dzisiaj wieczorem zupełnie przypadkowo zacząłem porządkować papiery, które swego czasu, w ramach urządzania się po przeprowadzce, zostały wepchnięte do szafki i tak już zostały. Uzbierał się tego pokaźny stosik: na początku śmieci mieściły się w jednej reklamówce, potem jednak trochę ich przybyło, co uwieczniłem na poniższym zdjęciu (wybaczcie kiepską jakość fotografii):


W rezultacie przeprowadzonych porządków pozbyłem się z pewnością ponad 1000 kartek, których większą część stanowiły stare materiały do ćwiczeń z prawa karnego (odbitki testów, stare prace studentów itp.). Co ciekawe, natknąłem się wśród tych papierów między innymi na rozwiązania kazusów należące już na dzień dzisiejszy do absolwentów studiów prawniczych Uniwersytetu Jagiellońskiego, a także na stare testy z prawa karnego pisane przez osoby kandydujące we wczorajszych wyborach samorządowych :) Jest to dobra okazja do przemyśleń: o upływającym czasie; o tym, że jakimś uczestnikom ćwiczeń udało się zostać magistrami prawa oraz o tym, że nigdy nie wiadomo, czym będą się zajmowali w przyszłości moi uczniowie.

Z dzisiejszego sprzątania muszę wyciągnąć jeszcze jeden wniosek: nie gromadzić zbędnych papierów. Nie tylko dlatego, że zajmują miejsce w szafce, ale przede wszystkim dlatego, że wśród sterty niepotrzebnych rzeczy łatwo zgubić to, co może się okazać jeszcze potrzebne.

Granica odurzenia

Do Sejmu trafił niedawno projekt nowelizacji kodeksu karnego i kodeksu wykroczeń (druk 2825, zob. tutaj), zakładający zdefiniowanie „stanu pod wpływem środka odurzającego” i „stanu po spożyciu środka odurzającego”. Celem projektodawców jest doprecyzowanie granicy dzielącej przestępstwo polegające na prowadzeniu pojazdu w stanie nietrzeźwości lub po wpływem środka odurzającego (art. 178a § 1 k.k.) od jego odpowiednika z art. 87 § 1 kodeksu wykroczeń, gdzie jest mowa o stanie po użyciu środka działającego podobnie do alkoholu.

W rozdziale XXI kodeksu karnego miałby zostać dodany art. 180a w następującym brzmieniu:

„Art. 180a. W rozumieniu przepisów niniejszego rozdziału stan pod wpływem środka odurzającego zachodzi:
1) gdy zawartość delta-9-tetrahydrokanabinolu we krwi przekracza 10 ng/ml albo prowadzi do stężenia przekraczającego tę wartość – w przypadku konopi i ich przetworów;
2) gdy obecność w organizmie substancji czynnej prowadzi do zakłócenia sprawności psychomotorycznej człowieka poprzez oddziaływanie na ośrodkowy układ nerwowy – w przypadku pozostałych środków odurzających”.

Wydaje mi się, że omawiany projekt jest wadliwy z kilku powodów.

Coś albo nic

Proszę wytłumaczyć, dlaczego art. 155 k.k.: „Kto nieumyślnie powoduje śmierć człowieka, podlega karze (…)” nie zawiera znamion uprzywilejowujących? Czy nieumyślność nie jest takim znamieniem w stosunku do artykułu 148 § 1 k.k.? Przecież kara jest ewidentnie mniejsza. Czy nieumyślność w ogóle nie jest znamieniem uprzywilejowującym?

W cyklu studenckich śród odpowiadam na powyższe zapytanie czytelnika bloga. Dotyczy ono podziału typów czynu zabronionego na typy podstawowe oraz zmodyfikowane. Wśród tych ostatnich wyróżniamy typy kwalifikowane oraz typy uprzywilejowane. Definicje wskazanych typów czynu zabronionego podaje poniższy fragment krakowskiego elementarza do prawa karnego:

„Typ zmodyfikowany powstaje przez wzbogacenie opisu zachowania zawartego w typie podstawowym o dodatkowe znamiona, wskazujące na wyższy lub niższy stopień społecznej szkodliwości zachowań opisanych w typie zmodyfikowanym w stosunku do typu podstawowego. [...] Typy uprzywilejowane charakteryzują się dodatkową cechą, która wpływa na zmniejszenie się stopnia społecznej szkodliwości danej klasy zachowań w porównaniu z zachowaniem wyczerpującym znamiona typu zasadniczego, co uzasadnia mniejszą sankcję karną” (W. Wróbel, A. Zoll, Polskie prawo karne. Część ogólna, Kraków 2013, s. 190-191).

Przede wszystkim należy stwierdzić, że dla odróżnienia typu podstawowego od typu uprzywilejowanego nie ma znaczenia ustawowe zagrożenie karą. Kara grożąca za popełnienie kradzieży jest ewidentnie niższa od kary grożącej za popełnienie zabójstwa, a jednak trudno uznać, by kradzież była zmodyfikowanym typem zabicia człowieka.

Znamiona negatywne

Na początku roku akademickiego na ćwiczeniach z prawa karnego omawiane są zazwyczaj klasyfikacje znamion czynu zabronionego. Wśród znamion składających się na opis czynu zabronionego pod groźbą kary wyróżniamy między innymi znamiona pozytywne i znamiona negatywne. Te pierwsze wskazują na cechę, którą musi posiadać czyn, aby można go było uznać za zgodny z ustawowym opisem. Te drugie – na cechę, której czyn posiadać nie może (zob. W. Wróbel, A. Zoll, Polskie prawo karne. Część ogólna, Kraków 2013, s. 185-186). Przykładowo, pozytywnym znamieniem czynu zabronionego z art. 148 § 1 k.k. jest zabicie człowieka, gdyż wyczerpanie znamion zabójstwa opisanego w tym przepisie jest uzależnione od spowodowania śmierci człowieka.

Skoncentrujmy się na znamionach negatywnych. Charakterystycznymi zwrotami związanymi ze znamieniem negatywnym są partykuły „nie”, „wbrew”, „bez” (np. nie udziela pomocy, wbrew przepisom ustawy, bez zezwolenia). Wskazują one na to, że odpowiedzialność karna za dany typ czynu zabronionego jest uzależniona od niewystąpienia wskazanej w przepisie okoliczności, np. udzielenia pomocy innej osobie, postępowania zgodnego z przepisami ustawy albo posiadania zezwolenia na podjęcie danej czynności. Co istotne, partykuły te nie wchodzą w skład znamienia negatywnego – one jedynie oznajmiają, że towarzyszące im określenie jest znamieniem negatywnym.

Dla przykładu, zgoda kobiety na dokonanie aborcji jest znamieniem pozytywnym czynu zabronionego z art. 152 § 1 k.k. Odpowiedzialność karna za ten typ przestępstwa jest warunkowana wyrażeniem przez kobietę zgody na usunięcie ciąży. Z kolei ta sama zgoda jest znamieniem negatywnym czynu zabronionego stypizowanego w art. 153 § 1 k.k., o czym świadczy towarzysząca temu znamieniu partykuła „bez”. Zgoda kobiety co do przerwania ciąży wyłącza realizację znamion opisanych w tym ostatnim przepisie.

Po prostu

Coroczna wizyta na cmentarzu jest dobrą okazją, aby docenić wartość ogólnie rozumianej prostoty. Przeanalizujmy następujący nagrobek:


Autor tego projektu przede wszystkim postanowił podzielić się z nami swoją wariacją na temat krucyfiksu, polegającą na nienaturalnym wydłużeniu poprzecznego ramienia, w efekcie czego może ono pełnić teraz funkcję półki na znicze albo na książki (jak widać półeczka wymaga podparcia, bo może się złamać). Tablica z nazwiskami zmarłych również została udziwniona i rozdzielona na dwie części.

W oczy rzuca się także następująca tablica:


Trudno odgadnąć, czy rogato-zaokrąglone kształty zaprezentowanego nagrobka to rezultat przemyślanej wizji artystycznej, czy może efekt wykorzystania połamanego i przez to wybrakowanego kawałka kamienia. Rysy zaprezentowanych nagrobków można przedstawić w postaci schematu:


Te ułomne, niepoważne i rozchwiane kształty nie kojarzą się w ogóle z miejscem wiecznego spoczywania.

Czy psychopata ponosi winę za swój czyn?

W najnowszym zeszycie najstarszego czasopisma prawniczego w Polsce „Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny” ukazał się artykuł napisany przeze mnie wspólnie z dr Radosławem Zyzikiem. Tekst nosi tytuł: Poczytalność i wina psychopaty w świetle ewolucyjnych koncepcji genezy psychopatii (RPEiS 3/2014, s. 161-174).

W artykule próbujemy zaaplikować pewne hipotezy pochodzące z nauk biologicznych (ewolucyjnych) na grunt przesłanek odpowiedzialności w prawie karnym, w szczególności dotyczących przypisania winy osobie cierpiącej na psychopatię.

Na gruncie nauk ewolucyjnych „wrodzona” psychopatia jest ujmowana jako alternatywna strategia ewolucyjna w stosunku do moralności. Z ewolucyjnego punktu widzenia psychopatia jest kolejną (jedną z wielu?) strategią zapewniającą przetrwanie i sukces reprodukcyjny danej jednostki. Nie ma więc nic wspólnego z tradycyjnie rozumianą patologią czynności psychicznych.

Koncepcja psychopatii jako alternatywnej strategii ewolucyjnej stawia przed naukami prawnymi szereg interesujących wyzwań. Dotyczy to w szczególności prawa karnego, na gruncie którego przestępny charakter czynu jest uzależniony od przypisania konkretnemu sprawcy indywidualnej winy.

Nie wszyscy jesteśmy podejrzani

Dziś dwa słowa o szczegółowym, teoretycznym i nieco zawiłym problemie, związanym z podziałem przestępstw na te, które mogą być popełnione przez każdego człowieka (tzw. przestępstwa powszechne) oraz te, które mogą być popełnione przez osoby wyraźnie wskazane w treści ustawy karnej (tzw. przestępstwa indywidualne).

Przestępstwem powszechnym jest np. kradzież (każdy może kogoś okraść), a przestępstwem indywidualnym jest wzięcie łapówki przez osobę pełniącą funkcję publiczną (nie każdy człowiek pełni funkcję publiczną).

Zajmiemy się dzisiaj grupą czynów zabronionych określanych w nauce prawa karnego jako przestępstwa indywidualne. Dzielą się one na tak zwane typy indywidualne właściwe oraz indywidualne niewłaściwe. Tego właśnie podziału dotyczy dzisiejszy problem, do którego przejdziemy po krótkim a koniecznym wprowadzeniu w problematykę przestępstw indywidualnych.

Czytanie kodeksu karnego

Kto, w przeciwieństwie do mnie, potrafi przeczytać następujące linijki:

 
ten bez trudu powinien usłyszeć początek tego utworu:


Jest to charakterystyczna toccata na organy rodem z horroru o Drakuli. To, co mamy usłyszeć, kompozytor zanotował za pomocą kropek, kresek i innych znaczków umieszczonych na pięciolinii oraz wskazówek dotyczących rejestracji. Zapis nutowy to przepis kompozytora na utwór. Z podobnym przepisem mamy do czynienia w wypadku następującego sformułowania:

Kliknij, aby powiększyć

Kto potrafi przeczytać powyższe linijki, jest jak organomistrz bądź pianista, dla którego zapis nutowy to nie tylko kropki i kreski umieszczone na pięciolinii. Prawnik ma więc coś wspólnego z muzykiem, musi mianowicie „słyszeć” więcej niż przeciętny czytelnik kodeksu karnego. Studia prawa karnego na Uniwersytecie Jagiellońskim, a wierzę, że nie tylko tutaj, uczą właściwego odczytywania tekstu ustawy. Jaki utwór skomponował ustawodawca w art. 288 § 1 kodeksu karnego?

Problem niesztywności

Tak zwane przepołowienie niektórych typów czynu zabronionego pod groźbą kary prowadzi czasami do specyficznych problemów (jeden z nich omawiałem na blogu 7 czerwca 2014). Przepołowienie czynu zabronionego polega na ustawowym określeniu granicy, poniżej której odpowiedzialność za dany typ czynu zabronionego ma charakter wykroczeniowy, zaś dopiero po jej przekroczeniu sprawca odpowiada za przestępstwo.

W obecnym stanie prawnym rozgraniczanie wykroczeniowych i przestępnych typów czynu zabronionego dotyczy w zasadzie wyłącznie wartości mienia, które było przedmiotem czynu zabronionego, choć teoretycznie możliwe są przepołowienia w obrębie innych typów czynu zabronionego i dotyczące innego rodzaju wartości, na przykład w wypadku posiadania narkotyków przepołowienie mogłoby dotyczyć ilości posiadanego środka odurzającego, zaś w przypadku popełnienia szeregu wykroczeń w ruchu drogowym przepołowienie mogłoby odwoływać się do ilości punktów karnych, jakie dany kierowca uzbierał w czasie jednorazowego prowadzenia pojazdu w ruchu lądowym.

Co się tyczy kradzieży, zniszczenia rzeczy czy paserstwa, granicą oddzielającą wykroczenie od przestępstwa jest obecnie 1/4 minimalnego miesięcznego wynagrodzenia, ustalanego corocznie na podstawie odpowiednich przepisów. Do 8 listopada 2013 roku granica przepołowienia określona była inaczej, bo w postaci kwotowej, wynoszącej dokładnie 250 zł. Zmiana sposobu wyznaczenia omawianej granicy doprowadziła do kolejnych trudności. Pojawił się tutaj między innymi problem intertemporalny, dotyczący stosowania ustawy względniejszej dla sprawcy, nieznany pod rządami ustawy sytuującej granicę przepołowienia na kwocie 250 zł (obecnie wartość ułamka określającego granicę przepołowienia zmienia się co rok w konsekwencji zmiany kwoty minimalnego miesięcznego wynagrodzenia).

W literaturze karnistycznej brakowało opracowania, w którym zmiana sposobu określenia omawianej granicy z kwotowego (250 zł) na ułamkowy, odsyłający do pozakodeksowego wskaźnika (1/4 minimalnego wynagrodzenia) zostałaby poddana analizie karnistycznej o charakterze fundamentalnym, uwzględniającej ekonomiczne uwarunkowania omawianego zjawiska. Pierwsze opracowanie poświęcone temu zagadnieniu ukazało się w październikowym wydaniu „Państwa i Prawa”. Autorem artykułu pt.: Inflacja pieniądza a prawo karne (PiP, nr 10/2014, s. 69-84) jest Paweł Dudek, student prawa i proseminarzysta w Katerze Prawa Karnego UJ.

Wyjęty z kontekstu

W jednym z najpopularniejszych elektronicznych systemów informacji prawnej znalazłem ostatnio kilka cytatów z mojej publikacji na temat art. 231 § 1 k.k. (ukazała się w „Czasopiśmie Prawa Karnego i Nauk Penalnych” 2014, nr 1, s. 109–124). Gdybym sam miał wskazać najważniejsze tezy tego artykułu, byłyby one pewnie nieco inne od tych wybranych przez redakcję serwisu, jednak szczególną uwagę zwróciłem na jeden z zacytowanych fragmentów mojego tekstu. Cytat został przyporządkowany do art. 160 k.k., mówiącego o narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, i głosi:

„Naraża na niebezpieczeństwo już ten, kto działa w sposób ryzykowny, bez względu na to, czy wskutek tego zachowania dojdzie do bezpośredniego zagrożenia życia człowieka”.
 
Osoba, która zapozna się z tym twierdzeniem dojdzie zapewne do wniosku, że jego autor (czyli ja) ewidentnie minął się z prawdą. Przepis mówi bowiem wyraźnie o narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, czyli – jak powszechnie uważa się w doktrynie – o sprowadzeniu konkretnego zagrożenia dla życia człowieka, a nie jedynie o ryzykownym działaniu danego sprawcy, z którego podjęciem nie jest związane żadne bezpośrednie niebezpieczeństwo dla życia człowieka. Wniosek ten będzie jak najbardziej trafny i ja się z nim zgadzam. Na czym polega nieporozumienie? Często mówi się, że ktoś kogoś nie zrozumiał, bo wyjął zdanie z kontekstu. Mamy tutaj do czynienia z takim właśnie przypadkiem.
 

Pierwsze ćwiczenia

Przed pierwszymi zajęciami z prawa karnego zawsze zastanawiam się, jak się przedstawić i przywitać z nowymi studentami. Pamiętam, że rok temu powiedziałem mniej więcej coś takiego:

„Dzień dobry Państwu. Nazywam się Mikołaj Małecki. [Krótka pauza, przebiegam wzrokiem po sali]. Tak, wiem – wybraliście Państwo te zajęcia dlatego, że ja je prowadzę. Mam nadzieję, że Państwa nie zawiodę”.

Słowa te, muszę przyznać, bardzo adekwatnie przedstawiają moją osobę :)

Mówiąc już całkiem serio, pierwsze przywitanie i przedstawienie się studentom może pełnić bardzo ważną rolę w ramach tak zwanych zajęć organizacyjnych. Standardowe zajęcia organizacyjne polegają na tym, że uczestnicy zajęć poznają swoje obowiązki, sposób pracy na ćwiczeniach oraz warunki ich zaliczenia. To sprawdzone i słuszne podejście do zajęć organizacyjnych postanowiłem jednak wywrócić do góry nogami.

Komunikacja

Bardzo wielu karnistów twierdzi, że przestępstwa i wykroczenia popełnione w ruchu drogowym, szczególnie te opisane w art. 173 i 177 k.k., to czyny godzące w dobro prawne, jakim jest „bezpieczeństwo w komunikacji”. Nie czas ani miejsce na wskazywanie wszystkich komentarzy do kodeksu karnego, w których pojawia się ta trudna do zaakceptowania teza. Jeżeli bowiem ktoś spowodowuje wypadek drogowy bądź katastrofę komunikacyjną, to sprowadzi niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia ludzi, a nie dla bezpieczeństwa w komunikacji. Nie da się sensownie twierdzić, że zdarzenie komunikacyjne jest „niebezpieczne dla bezpieczeństwa” (jak celnie zauważył G. Bogdan w komentarzu krakowskim), a sensowności dokładnie takiego twierdzenia musieliby bronić zwolennicy tezy o istnieniu dobra prawnego w postaci „bezpieczeństwa komunikacyjnego”. Terminem „bezpieczeństwo” (w domu, na stadionie, na ulicy) określamy stan, w którym określone dobra prawne, na przykład życie i zdrowie człowieka, są wolne od niebezpieczeństwa; gdy nic im nie zagraża.

Po wydarzeniach dzisiejszego dnia mam jednak pewność, że zdarzenia w ruchu lądowym zagrażają nie tylko życiu, zdrowiu i mieniu osób uczestniczących w ruchu, ale także innemu, istotnemu i specyficznemu dobru prawnemu, a mianowicie komunikacji. Nie chodzi więc o nietrafnie pojmowane bezpieczeństwo w komunikacji, lecz o samą komunikację – o sprawne przemieszczanie się z jednego miejsca w drugie.

Trzy opisane zdarzenia miały miejsce dziś na trasie łączącej Częstochowę z Krakowem. Po trzecim zdarzeniu wiedziałem już, o czym będzie dzisiejszy wpis na blogu.

Nie to nie

Chciałbym zwrócić dzisiaj uwagę na konieczność rozróżniania trzech istotnych pojęć:
– nieumyślność
– czyn zabroniony popełniony nieumyślnie
– przestępstwo nieumyślne.

Ich nierozróżnianie (lub co gorsza: utożsamianie) prowadzi do licznych a zbędnych nieporozumień. Warto więc od samego początku swej prawniczej edukacji właściwie podejść do tematu i postrzegać świat takim, jakim on jest, to znaczy prawdziwie.

Termin „nieumyślność” opisuje stosunek psychiczny sprawcy do czynu i jest tak zwanym znamieniem strony podmiotowej. Skoro umyślność polega na posiadaniu zamiaru popełnienia czynu zabronionego (art. 9 § 1 k.k.), to nieumyślność jest po prostu brakiem zamiaru. Brak zamiaru może polegać na tym, że sprawca nie chce i nie godzi się na popełnienie czynu zabronionego, mimo że możliwość jego popełnienia przewiduje, albo nie chce i nie godzi się na popełnienie czynu zabronionego, bo w ogóle nie ma świadomości możliwości jego popełnienia.

Dla zdefiniowania nieumyślności wystarczająca jest znajomość treści art. 9 § 1 k.k. oraz przyswojona na lekcjach języka polskiego w szkole podstawowej wiedza na temat znaczenia partykuły przeczącej „nie”, która w terminie „nieumyślność” pełni funkcję przedrostka. W omawianym wypadku (choć w innych sytuacjach życiowych może być z gruntu odwrotnie) słówko „nie” nie znaczy „taaak”, lecz oznacza dokładnie to, co oznacza, a zatem po prostu „nie”. Nieumyślność to brak umyślności. Warto zaznaczyć, że art. 9 § 2 k.k., kojarzony często właśnie z nieumyślnością, niczego tutaj nie wnosi.

Zbieg działania i zaniechania

Przez kilkanaście ostatnich dni pracowałem nad artykułem na temat współodpowiedzialności kilku osób za ten sam skutek przestępny, przy czym nie interesowały mnie przypadki współdziałania, opisanego w art. 18 k.k., lecz przynajmniej dwuosobowe, niezaplanowane zbiegi następujących po sobie bezprawnych zachowań różnych osób, ocenianych w perspektywie tego samego następstwa stanowiącego znamię czynu zabronionego pod groźbą kary. Brzmi to nieco skomplikowanie, ale da się przedstawić w postaci prostego schematu, ilustrującego chronologiczny ciąg zdarzeń prowadzących do skutku:

czyn osoby 1 — czyn osoby 2 — skutek.

Szczególnie interesujący ze wszystkich możliwych wariantów okazał się zbieg czynu polegającego na działaniu z czynem kolejnej osoby, która dopuściła się zaniechania:

działanie osoby 1 — zaniechanie osoby 2 — skutek.

Sytuacja faktyczna może wyglądać następująco: mężczyzna został pobity przez osobę 1 i gdy trafił do szpitala, nie została mu udzielona właściwa pomoc medyczna. Lekarz, który był odpowiedzialny za opiekę nad pacjentem, mógł zminimalizować ryzyko dla zdrowia rannego pokrzywdzonego, lecz tego nie uczynił i nie zapobiegł ciężkiemu uszczerbkowi na jego zdrowiu.

Najczęściej przyjmuje się, że mamy tu do czynienia z przejęciem odpowiedzialności za skutek przez lekarza-gwaranta i uwolnieniem od odpowiedzialności za ten sam skutek osoby, której zachowanie było pierwotnym źródłem niebezpieczeństwa dla dobra prawnego. W literaturze karnistycznej określa się ten wypadek mianem negatywnej przesłanki przypisania skutku (czyn lekarza ma być negatywną przesłanką przypisania skutku osobie działającej wcześniej). Napastnik odpowiada więc za to, co uczynił do momentu pojawienia się na scenie lekarza-gwaranta, np. za to, że spowodował lekki uszczerbek na zdrowiu bądź naraził człowieka na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu; nie można mu jednak przypisać dalej idącego skutku, skutku związanego z zaniechaniem udzielenia przez inną osobę pomocy medycznej.

W artykule zaproponowałem jednak nieco inną interpretację opisanego wypadku, gdyż argumenty formułowane na poparcie powyżej tezy nie do końca mnie przekonują.

Zwisa czy nie zwisa?

Dziś inauguracja roku akademickiego na Uniwersytecie Jagiellońskim, a na blogu start akcji pod roboczą nazwą „Studencka środa”. Co tydzień na blogu mała porada dla Czytelników studiujących prawo karne. Zabawa ma mieć charakter interaktywny, co oznacza, że można przesyłać mi pytania. Akcja potrwa do końca 2014 roku.


Oprócz tego pracuję na blogu w normalnym trybie, publikując interpretacje, polemiki, komentarze do bieżących wydarzeń i orzecznictwa.

Na początek studenckich śród tytułowe pytanie: zwisa czy nie zwisa?, czyli rzecz o zwisaniu, a dokładniej o różnicy między zwisaniem a niezwisaniemkwestia wciąż sprawiająca trudności na egzaminie z prawa karnego. Przeczytałem nawet kiedyś na forum studentów prawa, że błąd popełniony w tym zakresie może spowodować rozwścieczenie egzaminatora, jest więc błędem, którego zdecydowanie należy się wystrzegać.

Wyraźnym niezrozumieniem teorii zwisania wykazały się dwie następujące osoby, zdające egzamin z prawa karnego na UJ we wrześniu tego roku. Pierwsza z nich użyła w rozwiązaniu kazusu następującego sformułowania:

„Namawiając brata do złamania nogi ofierze miała ona świadomość, iż będzie się to wiązało z powstaniem skutku przestępnego, godząc się na to i chcąc tego”.

Autor drugiej pracy napisał zaś tak:

„Jest to przestępstwo umyślne (art. 9 § 1). Krysia była świadoma wystąpienia skutków podania tabletek i tego chciała, nie wspominając, że na to się godziła. Tak więc przesłanki strony podmiotowej zostały spełnione”.

Na czym polega błąd popełniony przez obu autorów?

Zaklęcia

Nie dalej jak tydzień temu wpadła mi do ręki dopiero co wydana księga jubileuszowa Profesora Lecha Gardockiego (Między nauką a praktyką prawa karnego, Warszawa 2014). Dzięki uprzejmości kolegów z Katedry mogłem ją sobie przejrzeć w drodze z Warszawy do Krakowa.

W księdze znajdziemy między innymi odpowiedź prof. Andrzeja Zolla na publikację prasową prof. Lecha Gardockiego, który swego czasu alarmował opinię publiczną o rzekomych wpływach Opus Dei na prace Komisji Kodyfikacyjnej.

Uwagę przykuwa jeszcze jeden tekst, a mianowicie artykuł profesorki Uniwersytetu Warszawskiego Moniki Płatek, poświęcony sprawcom niebezpiecznym w prawie karnym. Chodzi dokładniej o króciutki wstęp do artykułu, a w rzeczywistości o magiczne zaklęcia rzucane przez profesorkę Płatek:

„Są trzy tematy, o których chciałam napisać w księdze pamiątkowej dla profesora L. Gardockiego. Każdy wiąże się z dorobkiem Profesora, potrzebą intelektualnej debaty, a także z moją sympatią i szacunkiem dla L. Gardockiego. Pierwszy dotyczy pozornej genderowej neutralności konstrukcji obrony koniecznej. L. Gardocki nieraz dawał mi do zrozumienia, że jego zdaniem, przesadzam z dbałością o żeńskie końcówki. Warto więc pokusić się o tekst ujawniający, do jakiego stopnia już sama treść konstrukcji kontratypu obrony koniecznej grzeszy brakiem aksjomatycznie zakładanej bezstronności i neutralności ze względu na płeć. Często, z racji płci właśnie, pomimo zakładanej indyferencji płciowej, Kodeks karny stawia kobietę w gorszej sytuacji. Gdy rzecz dotyczy kobiet, surowiej je karze, i gorzej chroni nawet wówczas, gdy przekonuje o łagodniejszym podejściu, jak w przypadku art. 149 KK. Już o tym pisałam, choć nie w aspekcie jaki wart byłby poruszenia w księdze dla profesora L. Gardockiego” (jw. s. 273).

Zna ktoś przeciwzaklęcie?

Odpowiedzialność karna artysty

W ubiegły weekend (19-21 września) brałem udział w ogólnopolskim Zjeździe Katedr Prawa Karnego i Kryminologii, zorganizowanym w Warszawie. Pozytywnym akcentem zjazdu był niespodziewany „prezent”, jakim obdarował mnie w czasie przerwy na lunch Filip Ciepły, redaktor książki pt.: Odpowiedzialność karna artysty za obrazę uczuć religijnych, Warszawa 2014. Okazało się, że Filip właśnie otrzymał z drukarni egzemplarze książki i przy okazji mojej obecności w Warszawie postanowił wręczyć mi egzemplarze autorskie.

W książce znajduje się mój artykuł, poświęcony kontratypowi działalności artystycznej, to znaczy instytucji prawnej, która miałaby wyłączać odpowiedzialność karną twórcy za naruszenie dóbr prawnych innej osoby (na przykład jej uczuć religijnych), gdy kolidowały one z prawem do swobody wypowiedzi artystycznej (na przykład ceremonialnego podarcia na strzępy księgi Koranu). Na blogu kilkakrotnie poruszałem tę problematykę, choćby w lutym 2013.

Pierwszym celem mojego artykułu było wyraźne podkreślenie, że powoływanie się na kontratyp sztuki jest sensowne dopiero wtedy, gdy zostaną spełnione pewne fundamentalne warunki. Zachowanie musi być przede wszystkim atakować jakieś dobro prawne, musi wyczerpać znamiona przedmiotowe czynu zabronionego oraz znamiona strony podmiotowej, a dopiero na samym końcu uzasadnione jest badanie, czy popełniony czyn zabroniony może zostać usprawiedliwiony z uwagi na spełnienie przesłanek kontratypu.

Krótko mówiąc: bez realizacji znamion typu nie ma sensu korzystanie z kontratypu.

Piractwo prawne

Dzień dobry. Mamy już wrzesień, zatem nowy sezon „Dogmatów karnisty” powoli się rozkręca. Na dobre rozkręci się dopiero w październiku, a dzisiaj małe preludium przed nowym sezonem, które zostało skomponowane w oparciu o dobrze znany motyw: pirat drogowy.

Pirat drogowy, który wiosną umieścił w internecie nagrania z rajdu po zatłoczonych ulicach Warszawy (zobacz tutaj), usłyszał zarzuty prokuratorskie. W lutym na drodze pod Kielcami oraz w Warszawie w czerwcu tego roku, w czasie brawurowej jazdy miał on sprowadzić bezpośrednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu lądowym. W ocenie prokuratury mężczyzna w czasie tych zdarzeń „w sposób rażący łamał przepisy ruchy drogowego i nie respektował uprawnień innych uczestników ruchu” (zobacz notatkę prasową).

Rzeczywiście, każdy kto zapozna się z nagraniami wyczynów Roberta N. z łatwością przyzna, że potraktował on drogę publiczną jak prywatny plac zabaw. Wykorzystał miejsce przeznaczone do komunikacji samochodowej w zupełnie innym, nieakceptowalnym celu. „Żaba” jeździł z rażąco nadmierną prędkością, wyprzedzał w miejscach niedozwolonych, poruszał się pod prąd, przejeżdżał przez skrzyżowania na czerwonym świetle i uciekał przed patrolem Policji, a po drodze popełnił jeszcze wiele innych wykroczeń. Tym swoim postępowaniem mężczyzna wyłączył się z grona standardowych użytkowników drogi, stając się drogowym piratem, dla którego nie powinno być miejsca w ruchu lądowym. Takich piratów trzeba eliminować.

Mam jednak poważne wątpliwości, czy zachowanie Roberta N. wyczerpało znamiona przestępstwa, polegającego na sprowadzeniu bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy.

Obrona skuteczna czy konieczna?

Dziś ostatni wpis przed wakacjami. Chciałbym zakończyć ten sezon odpowiedzią na pytanie Czytelnika, które otrzymałem na Facebooku. Sprawa dotyczy obrony koniecznej, czyli sytuacji, w której możemy bronić swoich lub czyichś dóbr prawnych kosztem napastnika, który nas zaatakował. Obrona ma swoje granice i właśnie o nich będzie dzisiejszy wpis. Czytelnik prosił o komentarz do następującego stanu faktycznego.

Oskarżony Damian R. został skazany na 10 lat pozbawienia wolności za zabójstwo dwóch osób. Sąd ustalił, że w dniu zdarzenia Damiana R. odwiedził znajomy w towarzystwie innego mężczyzny, którego twarz zasłaniała kominiarka. Przyczyny spotkania nie udało się ustalić: mogła ona mieć podłoże narkotykowe. Damian R. uciekł do mieszkania, ale nie zdążył zamknąć drzwi i mężczyźni wdarli się za nim do środka. Grozili domownikom pozbawieniem życia, posługiwali się przedmiotem podobnym do broni palnej i byli agresywni. Matka Damiana R. zawiadomiła Policję, a ojczym, który próbował wyrzucić napastników z mieszkania, oberwał w głowę. Wówczas oskarżony Damian R. sięgnął po 20-centymetrowy nóż kuchenny i zadał jednemu z napastników kilka ciosów, w efekcie czego udało się usunąć go z mieszkania. Następnie w drzwiach doszło do szarpaniny z drugim mężczyzną, który również został raniony nożem. Obaj mężczyźni zmarli (przytaczam za artykułem prasowym).

Sąd przyjął, że oskarżony umyślnie spowodował śmierć dwóch osób (art. 148 § 3 zdanie 1 k.k.) w warunkach uprawniających do zastosowania obrony koniecznej (odpierał bezpośredni i bezprawny zamach na dobra prawne mieszkańców domu), jednak przekroczył jej granice i w konsekwencji popełnił przestępstwo, za które należy wymierzyć nadzwyczajnie złagodzoną karę w wysokości 10 lat pozbawienia wolności.

Nielegalne ujawnianie nagrań

Trwa dyskusja o publikacjach tygodnika „Wprost”, który sukcesywnie ujawnia kolejne, prywatne rozmowy prominentnych polityków, podsłuchiwane i nagrywane przez dotychczas nieustalonych sprawców. Kilka dni temu pisałem, że z punktu widzenia prawa karnego ujawnianie nielegalnych nagrań jest równie karygodne, co ich nagrywanie za pomocą urządzeń podsłuchowych. Stosowne przepisy kodeksu karnego, które warto w tym miejscu przytoczyć, głoszą:

Art. 267. § 1. Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do całości lub części systemu informatycznego.
§ 3. Tej samej karze podlega, kto w celu uzyskania informacji, do której nie jest uprawniony, zakłada lub posługuje się urządzeniem podsłuchowym, wizualnym albo innym urządzeniem lub oprogramowaniem.
§ 4. Tej samej karze podlega, kto informację uzyskaną w sposób określony w § 1-3 ujawnia innej osobie”.

Proszę zwrócić uwagę na sformułowanie „podlega tej samej karze”, które oznacza, że wszystkie kategorie czynów (otwieranie cudzej korespondencji, zakładanie podsłuchu, ujawnienia treści podsłuchów) są generalnie tak samo społecznie szkodliwe.

Mamy więc w całej tej sprawie do czynienia nie tylko z nielegalnym nagrywaniem prywatnych rozmów (sprawców zakładających podsłuchy trzeba schwytać i ukarać), ale także – a może przede wszystkim – z nielegalnym ujawnianiem nagrań. Publikacje tygodnika „Wprost” to przecież nic innego jak publiczne udostępnianie informacji, uzyskanych za pomocą podsłuchów, wielu innym osobom za pomocą środków masowego komunikowania się. Tego rodzaju zachowanie, jeśli jest skierowane przeciwko dobrom prawnym osób podsłuchanych, które nie wyraziły zgody na upowszechnienie treści nagrań, niewątpliwie podpada pod art. 267 § 4 k.k.

Ujawnienie nielegalnych nagrań

Kilka dni temu tygodnik „Wprost” opublikował treść nielegalnie podsłuchanych i nagranych rozmów, z Ministrem Spraw Wewnętrznych i Prezesem Narodowego Banku Polskiego w rolach głównych. Kontynuacją afery taśmowej jest wczorajsza, nieudana próba uzyskania przez prokuraturę w redakcji tygodnika „Wprost” nośników zawierających te nagrania. Na kanwie tej sprawy odniosę się krótko do dwóch wątków, które przewijały się w wypowiedziach komentatorów, a które dotyczą prawnokarnej oceny ujawniania treści nielegalnych podsłuchów (o całej sprawie szerzej np. tutaj).

Tajemnica śledztwa

Po pierwsze można postawić pytanie, czy po uzyskaniu przez prokuraturę całości nagrań i włączeniu ich do materiału dowodowego w prowadzonym postępowaniu, dziennikarze w dalszym ciągu będą mogli publikować treść wszystkich nagrań, bez narażania się na odpowiedzialność karną. Obawa wynikać może z treści art. 241 § 1 kodeksu karnego, który mówi, że ten, kto bez zezwolenia rozpowszechnia publicznie wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Odpowiedź na to pytanie jest twierdząca: będzie można publikować nagrania i nie ma ryzyka, że przekazanie nagrań prokuraturze zamknie usta mediom.

Kontrofensywa

W majowo-czerwcowej „Palestrze” ukazały się dwie zgodne polemiki: moja i Jacka Dudy, doktoranta z Katedry Prawa Karnego UJ. Polemiki dotyczą dwóch artykułów, opublikowanych jakiś czas temu w „Palestrze”, których autorzy skrytykowali projekt nowelizacji kodeksu karnego, przedstawiony 4 czerwca 2013 r. przez Komisję Kodyfikacyjną. Autorzy ci sformułowali szereg zastrzeżeń do propozycji zmian art. 9 i 28 k.k. (zobacz artykuły: Katarzyna Banasik, Nieumyślność w świetle propozycji nowelizacji kodeksu karnego, „Palestra” 2013, nr 7/8; Damian Tokarczyk, Nieumyślność w świetle propozycji nowelizacji kodeksu karnego – w odpowiedzi Doktor Katarzynie Banasik, „Palestra” 2014, nr 1-2).

Przypomnijmy, że według Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego art. 9 § 2 k.k. powinien brzmieć: „Czyn zabroniony jest popełniony nieumyślnie, jeżeli sprawca nie ma zamiaru wyczerpać znamion przedmiotowych czynu zabronionego” (zwięzłe określenie, że nieumyślność jest po prostu brakiem umyślności), zaś art. 28 § 1 k.k. miałby otrzymać brzmienie: „Nie popełnia przestępstwa nieumyślnego, kto działa w usprawiedliwionym błędzie co do okoliczności stanowiącej znamię przedmiotowe czynu zabronionego” (regulacja umożliwiająca wyłączenie winy za czyn zabroniony popełniony nieumyślnie przez sprawcę, który działał w usprawiedliwionym błędzie).

Moja polemika koncentruje się nie tylko na merytorycznej warstwie tekstu K. Banasik (w tym zakresie odsyłam do najnowszej „Palestry”), ale także na aspektach formalnych przedstawionej argumentacji. Momentami jest ona bowiem do tego stopnia niejasna, że po prostu nie da się z nią rzeczowo polemizować. Piszę o tym tak:

Katastrofalna brawura

Opinię publiczną zbulwersowało nagranie, przedstawiające rajd pewnego pirata drogowego po zatłoczonych ulicach Warszawy (zobacz tutaj). Kierowca poruszał się z rażąco nadmierną prędkością, jechał pod prąd i przejeżdżał przez skrzyżowania na czerwonym świetle, popełnił ponadto wiele innych wykroczeń, a potem umieścił w internecie nagranie dokumentujące swój wyczyn. Nie jest to odosobniony wypadek: jakiś czas temu media pisały o motocykliście, który za wykroczenia drogowe, jakie popełnił uciekając przed policyjnym radiowozem, mógłby zebrać nawet 140 punktów karnych (zobacz tutaj).

Niebezpieczeństwo katastrofy

Czy istnieje możliwość pociągnięcia kierowcy do odpowiedzialności karnej za przestępstwo? Cień szansy daje art. 174 k.k., który przewiduje odpowiedzialność za umyślne albo nieumyślne sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym. Bezpośrednie niebezpieczeństwo polega na tym, że zachowanie danej osoby powoduje sytuację, która niezależnie od dalszej ingerencji człowieka może w każdej chwili przekształcić się w katastrofę w ruchu lądowym (jeśli wierzyć Sądowi Najwyższemu, który tak interpretuje omawiany zapis, z czym akurat jestem się w stanie zgodzić).  

Ukradł, ale nie chciał

Na Facebooku Katedry Prawa Karnego UJ pojawił się dzisiaj link do arcyciekawej sprawy. Złodziejaszek planował ukraść z supermarketu towary o wartości nieprzekraczającej 420 zł. Dlaczego akurat tyle? To proste: kradzież rzeczy wartych co najwyżej 420 zł jest tylko wykroczeniem. Złodziejaszek dobrze znał się na prawie i kalkulował ryzyko: jeśli przydarzyłaby mu się wpadka, mógłby zostać ukarany jedynie za wykroczenie.

Kradzież jest tak zwanym typem przepołowionym: jest opisana zarówno w kodeksie karnym (art. 278 § 1 k.k.), jak i w kodeksie wykroczeń (art. 119 § 1 k.w.). O odpowiedzialności za wykroczenie albo za przestępstwo decyduje wartość zabranych rzeczy. W obecnym stanie prawnym granicą przepołowienia jest 1/4 minimalnego miesięcznego wynagrodzenia, czyli 420 zł (stan na 2014 r.).

Niestety, plan się nie powiódł. Mężczyzna został zatrzymany i po zeskanowaniu kodów produktów okazało się, że zabrany przez niego towar kosztuje 421 zł i 99 groszy. Złodziejaszka zmyliły ceny wystawione w sklepie: zgodnie z oznakowaniem produkty powinny kosztować mniej niż 420 zł (zobacz materiał prasowy).

Pozorne niezgodności

Uchwała siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z 24 stycznia 2013 r. (sygnatura I KZP 24/12) spotkała się z druzgocącą krytyką w literaturze karnistycznej. Sąd Najwyższy opowiedział się za skutkowym charakterem przestępstwa z art. 231 § 1 k.k. Zdaniem siedmiu sędziów należy on do kategorii przestępstw z konkretnego narażenia na niebezpieczeństwo, a więc znamiennych skutkiem, którym jest wystąpienie niebezpieczeństwa powstania szkody w interesie publicznym lub prywatnym.

Uchwałę komentował Prof. Andrzej Zoll, Mateusz Filipczak i Damian Tokarczyk (zob. glosy: A. Zoll, „Orzecznictwo Sądów Polskich” 2013, nr 7/8, s. 592–594; M. Filipczak, „Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych” 2013, nr 1, s. 135–142; D. Tokarczyk, „Palestra” 2013, nr 9/10, s. 170–175). Wszyscy trzej autorzy jednomyślnie opowiedzieli się za nietrafnością stanowiska Sądu Najwyższego. Ja również postanowiłem wypowiedzieć się w paru słowach o wyjątkowo kiepskim uzasadnieniu tej uchwały („Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych” 2014, nr 1, s. 109–124, preprint artykułu sprzed korekty jest dostępny na stronie e-CzPKiNP, pisałem też o tym na blogu w dniu wydania uchwały).

Do komentatorów stanowiska siedmiu sędziów dołączył Prof. Ryszard A. Stefański, który uznał, że pogląd Sądu Najwyższego jest trafny (Przegląd uchwał Izby Karnej oraz Izby Wojskowej Sądu Najwyższego w zakresie prawa karnego materialnego za 2013 r., „Ius Novum” 2014, nr 1, s. 199–202).

Nienaganne wykroczenie

Dyrektor Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Koszalinie, płk Krzysztof Olkowicz został wczoraj uznany przez sąd za winnego podżegania do wpłacenia 40 zł grzywny za osadzonego w areszcie, chorego psychicznie mężczyznę.

Arkadiusz K. trafił do koszalińskiego aresztu 3 września 2013 r., bo nie zapłacił 100 zł grzywny za kradzież wafelka wartego 99 groszy. Grzywnę zamieniono mu na 5 dni aresztu. O powodach jego osadzenia płk Olkowicz dowiedział się trzy dni później. Zaprosił więźnia na rozmowę, po której nabrał podejrzeń, że Arkadiusz K. cierpi na jakieś schorzenie psychiczne i nie powinien przebywać w areszcie. Po uzyskaniu dodatkowych informacji na temat Arkadiusza K., którego wcześniej nie znał, Olkowicz zdecydował o zapłaceniu za niego 40 zł grzywny, aby mógł on wcześniej wyjść na wolność (zobacz materiał prasowy).

Gdy Policja zainteresowała się grzywną wpłaconą za skazanego, sprawa stała się głośna w mediach, a dyrektor otrzymał nawet nagrodę Radia TOK FM (zobacz notatkę prasową).

Zachowanie płk Olkowicza zostało zakwalifikowane z art. 57 § 2 kodeksu wykroczeń jako podżeganie innej osoby do uiszczenia za skazanego grzywny. Dyrektor bowiem nie wpłacił grzywny osobiście, lecz poprosił swoją sekretarkę o przygotowanie potrzebnej kwoty, a wpłacenie grzywny zlecił zastępcy dyrektora aresztu śledczego.

Uważam, że płk Olkowicz nie powinien ponieść odpowiedzialności za popełniony czyn.

Trzy podżegania

Odpowiadam na pytanie Czytelnika bloga.

Sytuacja 1

Dwie osoby bawią się bronią palną. Osoba A mówi do osoby B, żeby zastrzeliła człowieka przebywającego w ogrodzie. Osoba A wie, że to strach na wróble i chce zrobić sobie żart. Osoba B jednak nie wie, że to strach na wróble i strzela, godząc się na śmierć człowieka.  Jak powinna wyglądać odpowiedzialność karna osób A i B?

Autor pytania twierdzi, że osoba A nie odpowiada karnie, bo nie miała zamiaru nakłonienia innej osoby do dokonania czynu zabronionego (strzelenie do stracha na wróble nie jest przestępstwem). Osoba B odpowiada natomiast za usiłowanie nieudolne zabójstwa (art. 13 § 2 w zw. z art. 148 § 1 k.k.), gdyż oddała strzał do kukły sądząc, że jest to człowiek. (Pomijamy kwestię odpowiedzialności za posiadanie broni palnej).

Jak rozwiązać kazus?

Przygotowując się do egzaminu z prawa karnego warto przejrzeć poniższe wskazówki, dotyczące sposobu rozwiązywania kazusu.

Powoli dobiega końca drugi semestr nauki i zbliża się sesja egzaminacyjna. W związku z tym tydzień temu zrobiłem studentom sprawdzian, polegający na samodzielnym rozwiązaniu kazusu w czasie 60 minut. Wczoraj oddałem studentom sprawdzone prace.

Sprawdzian zdało 3/4 osób, co jest bardzo dobrym wynikiem, wziąwszy pod uwagę szczególnie to, że stopień trudności kazusów oscylował na poziomie egzaminacyjnym. Budujące jest również to, że ani jedna z 90 prac nie uzyskała mniej niż 3 punktów (na 10 możliwych do zdobycia), czyli nie było prac żenująco słabych. Studenci nie popełniali poważniejszych błędów merytorycznych (w stylu: „Mikołaj działał umyślnie, bo chciał i godził się na nastąpienie skutku”) oraz w zdecydowanej większości zrozumieli ideę rozwiązywania kazusu. Rokowania egzaminacyjne są więc optymistyczne.

Rozwiązanie kazusu to wyczerpujące uzasadnienie, że dana osoba zrealizowała znamiona czynu zabronionego i nie zaszły okoliczności wyłączające jego przestępność, gdyby były co do tego jakieś wątpliwości.

Rozwiązanie kazusu nie może być streszczeniem stanu faktycznego (to przecież nie wymaga żadnej wiedzy prawniczej), nie może też polegać jedynie na przytoczeniu treści przepisów (cóż to za wysiłek, skoro ma się pod ręką kodeks karny). 

To nie jest egzamin ze zrozumienia czytanego tekstu i parafrazowania treści kodeksu karnego, te umiejętności posiada każdy dobry licealista.

Jaki jest więc przepis na dobre rozwiązanie kazusu? Poniżej kilka kluczowych wątków.

Sprawy sercowe

Prokuratura Rejonowa w Świebodzinie zajmuje się sprawą serca pochowanego w krypcie przy tamtejszej figurze Chrystusa Króla Wszechświata. Serce, należące do duchownego, który był pomysłodawcą i budowniczym pomnika, spoczęło w krypcie pod pomnikiem na prośbę zmarłego, wyrażoną w testamencie. Zdaniem Prokuratury Rejonowej w Świebodzinie, wycięcie serca z ciała zmarłego księdza to znieważenie zwłok, karalne na mocy art. 262 § 1 k.k. (zobacz notatkę prasową).

Sprawa jest kuriozalna. Rozczłonkowanie ludzkich zwłok może być uznane za ich znieważenie, ale oczywiście nie w każdych okolicznościach. Nie znieważa się zwłok na przykład wtedy, gdy pobiera się z ciała zmarłego narządy przeznaczone do przeszczepu. Jest to czynność zgodna z regułami postępowania z dobrem prawnie chronionym.

Z taką samą sytuacją mieliśmy do czynienia w sprawie serca pochowanego pod pomnikiem. Obchodzenie się ze zwłokami zgodnie z ostatnią wolą zmarłego jest wyrazem szacunku dla jego osoby i potwierdzeniem godności przysługującej każdej osobie ludzkiej. W omawianym zakresie dobrem prawnie chronionym nie jest porządek publiczny (jak mogłoby się nietrafnie wydawać zważywszy na tytuł rozdziału, w którym znajduje się art. 262 § 1 k.k.), lecz chroniona jest wolność: wola człowieka żyjącego dotycząca losu jego ciała po śmierci. Wypełnienie woli zmarłego przez odłączenie jego serca od reszty ciała i pochowanie go pod pomnikiem nie może być uznane za znieważenie zwłok, ponieważ nie ma nic wspólnego z zachowaniem kogokolwiek lub cokolwiek znieważającym. Wręcz przeciwnie, był to swego rodzaju hołd oddany księdzu.

Nie da się naruszyć wolności człowieka, gdy postępuje się zgodnie z jego wolą. Nie da się znieważyć człowieka, który tego chce.

Uważam, że w omawianej sprawie nie doszło do realizacji znamion przestępstwa z art. 262 § 1 k.k. i postępowanie w tej sprawie jest od samego początku nieporozumieniem.

Powinien patrzeć

Zdarzyło się to w moim rodzinnym mieście na ulicy Krakowskiej. Ta niegdyś dwukierunkowa ulica jest dzisiaj szeroką, jednokierunkową drogą z dwoma pasami ruchu, miejscami do parkowania i pasami do skrętu w prawo. Krakowską wyjeżdżamy z Częstochowy na drogę krajową w stronę Krakowa. Po drodze mijamy strzelistą katedrę Świętej Rodziny oraz nowiutką Galerię Jurajską.

Do wypadku doszło na przejściu dla pieszych w pogodny, grudniowy dzień w 2013 r. Na przejściu leżał nieruchomo mężczyzna. Oskarżony spieszył się na spotkanie, ominął pojazd, który zatrzymał się przed przejściem i zamiast patrzeć przed siebie, odgrażał się jego kierowcy. W rezultacie nie zauważył leżącego na pasach 61-latka. Samochód przejechał kołami po głowie mężczyzny, ten zginął na miejscu. Kierowca nie zatrzymał się myśląc, że najechał na kamień (zobacz notatkę prasową).

Sąd Rejonowy w Częstochowie skazał kierowcę za przestępstwo z art. 177 § 2 k.k., polegające na nieumyślnym spowodowaniu wypadku w ruchu drogowym, w którym inna osoba poniosła śmierć, i wymierzył mężczyźnie stosunkowo ostrą karę 2 lat i 3 miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności oraz 8 lat zakazu prowadzenia pojazdów.

Ryzykowne hamowanie (cz. 3)

Tryptyk kolizji drogowych zamkniemy wypadkiem, który może się przytrafić w zasadzie na każdym skrzyżowaniu z sygnalizacją świetlną.

Do skrzyżowania zbliżały się dwa pojazdy, poruszające się z dozwoloną prędkością. Gdy pojazdy były blisko skrzyżowania, na sygnalizatorze zapalił się sygnał żółty, który zgodnie z zasadami ruchu drogowego zabrania wjazdu za sygnalizator, chyba że zatrzymanie pojazdu wiązałoby się z koniecznością gwałtownego zahamowania (rysunek 1).

Niedoświadczony kierowca jadący samochodem A zaczął hamować, mimo że nie był już w stanie zatrzymać pojazdu przed skrzyżowaniem. Kierowca jadącego z tyłu pojazdu B prawidłowo ocenił, że zatrzymanie samochodu musiałoby się wiązać z gwałtownym hamowaniem; postanowił więc kontynuować jazdę. Po chwili zorientował się, że poprzedzający go samochód zaczął hamować. W rezultacie doszło do zderzenia (rysunek 2).

 
Rysunek własny
 

Ryzykowne hamowanie (cz. 2)

Dziś druga część cyklu o odpowiedzialności za wykroczenie drogowe. Tym razem rzut oka na zdarzenie, które było omawiane w jednym z popularnych programów telewizyjnych o pracy policjantów drogówki.

Samochód osobowy A wykonywał manewr wyprzedzania jadącej prawym pasem ruchu ciężarówki B (rysunek 1). Po jej wyprzedzeniu kierujący pojazdem A, co od początku było jego zamiarem, wyrzucił prawy kierunkowskaz i zwolnił, aby zjechać z głównej drogi na posesję. Kierowca ciężarówki zaczął hamować, jednak nie był już w stanie zatrzymać pojazdu i uderzył od tyłu w samochód skręcający w prawo (rysunek 2).

 
Rysunek własny

Na pierwszy rzut oka sprawcą kolizji jest kierowca ciężarówki. Mężczyzna nie zachował należytego odstępu od jadącego przed nim pojazdu, co doprowadziło do niemożliwości zatrzymania ciężarówki w momencie, gdy było to konieczne. Do takiego właśnie wniosku doszli funkcjonariusze Policji w audycji, z której zaczerpnąłem dzisiejszy przykład, zaś kierowca ciężarówki uznał swoją winę i przyjął mandat.

Ryzykowne hamowanie (cz. 1)

Zdarza się na co dzień, że jako piesi, pasażerowie czy kierowcy jesteśmy świadkami lub uczestnikami różnych sytuacji w ruchu drogowym, które nie powinny się zdarzać, bo dezorganizują ruch bądź są niebezpieczne. Przez trzy następne dni przyjrzymy się trzem zdarzeniom drogowym, które w niesprzyjających okolicznościach mogły skończyć się nawet tragicznie (pojawiłaby się wówczas kwestia odpowiedzialności karnej ich bohaterów). Wszystkie trzy sprawy coś ze sobą łączy i we wszystkich konieczne jest odpowiednie zinterpretowanie zdarzenia z punktu widzenia zasad ruchu drogowego.

Na pierwszy ogień historia, o której szczegółach dowiedziałem się z pierwszej ręki.

Po drodze poruszał się sznur pojazdów, w tym dwa pojazdy jadące w tym samym kierunku stosunkowo blisko siebie (oznaczone na poniższej grafice literami A i B). Z ulicy podporządkowanej chciał włączyć się do ruchu samochód i wykonać manewr skrętu w prawo (na grafice oznaczony kolorem niebieskim). Kierujący pojazdem A nieco zwolnił, by przepuścić samochód włączający się do ruchu, jednak jego kierowca nie odczytał intencji kierującego A i nie zdecydował się płynnie włączyć do ruchu. Zatrzymał się za to w taki sposób, że przód pojazdu znajdował się na pasie ruchu pojazdów A i B (rysunek 1).


Rysunek własny
 
Pojazd A zwolnił, by przepuścić (nieskutecznie) pojazd próbujący włączyć się do ruchu, a potem zwolnił jeszcze bardziej, by bezpiecznie go ominąć, co nie spodobało się osobie prowadzącej pojazd B. Kierowca pojazdu B użył klaksonu, żeby „pogonić” jadący przed nim samochód. Gdy pojazd A ominął samochód stojący na drodze podporządkowanej, kierowca B raz jeszcze zatrąbił. Wówczas pojazd A gwałtowanie zahamował, zaś jadący za nim pojazd B wjechał w tył poprzedzającego samochodu (rysunek 2).

2 lata bloga

Dogmaty karnisty obchodzą dzisiaj swoje drugie urodziny. To dobra okazja, by podziękować Czytelnikom i Komentatorom za niesłabnącą aktywność na blogu. Bez Was nie miałby on sensu.

Autor dał życie blogowi, a praca na blogu zmienia życie autora. Z okazji dzisiejszej rocznicy chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami na temat tej specyficznej relacji.

Piszesz prosto

Pisanie bloga polepszyło mój warsztat pisarski. Nie od razu Kraków zbudowano, ale z biegiem czasu zrozumiałem, że dużą wartością jest proste i jasne komunikowanie myśli. W jaki sposób ewoluowały moje umiejętności pisarskie, można sprawdzić porównując tegoroczne wpisy na blogu z tymi sprzed 2 lat.

Jasne i zwięzłe wyrażanie myśli to podstawowa cecha dobrych tekstów naukowych. Nauka ma objaśniać świat, a nie go niepotrzebnie komplikować, trzeba więc pisać tak prosto, jak to tylko możliwe. Każda dyscyplina charakteryzuje się oczywiście swoistą terminologią i od żargonu, zrozumiałego czasami wyłącznie dla specjalistów, nie zawsze da się uciec. Nie chodzi jednak o to, by rezygnować z fachowych terminów, lecz o to, aby unikać manier językowych, np. komplikowania wywodu specyficzną składnią czy słowotoku, który nic nie wnosi.

Zapomniany pupil

Monitoring umieszczony w autobusie komunikacji miejskiej zarejestrował, jak przejeżdżający samochód ciągnie za sobą psa. Wyglądało to tak, jakby kierowca bestialsko znęcał się nad biednym czworonogiem, jednak sprawa okazała się nietypowa. Kierowca twierdził, że z roztargnienia zapomniał o psu przywiązanym na chwilę do haka samochodu. Jechał właśnie nakarmić drugiego psa, zaczął padać deszcz, a w aucie zaczęło płakać małe dziecko i zapomniał, że do haka jest przywiązany pies. Po interwencji kierowców mężczyzna zorientował się, co uczynił i niezwłocznie udzielił psu pomocy. Za wizytę u weterynarza wydał sporo pieniędzy (zobacz notatkę prasową).

Znęcanie się nad zwierzęciem to przestępstwo opisane w art. 35 ust. 1a ustawy o ochronie zwierząt. Zgodnie z art. 8 kodeksu karnego, co do zasady odpowiada się karnie za umyślne popełnienie czynu zabronionego. Odpowiedzialność za zachowanie nieumyślne musi być wyraźnie przewidziana w ustawie: w przepisie musi znajdować się informacja o tym, że karalna jest także nieumyślna realizacja znamion danego czynu zabronionego. W art. 35 ust. 1a wspomnianej ustawy takiej informacji nie ma, a więc jest to występek umyślny. Aby ponieść odpowiedzialność z tego przepisu, sprawca musi mieć zamiar znęcania się nad zwierzęciem, a więc przede wszystkim musi mieć świadomość tego, co robi.

Jeśli potwierdzą się wyjaśnienia kierowcy, to omawiana sprawa będzie klasyczną ilustracją przestępstwa popełnionego przez zapomnienie. Mężczyzna nie wiedział, że wlecze za pojazdem swego pupila, czyli nie miał świadomości, że w danym momencie znęca się nad psem. Kierowca zatem działał nieumyślnie, a takie zachowanie nie wyczerpuje znamion opisanych w art. 35 ust. 1a ustawy o ochronie zwierząt.

Na kanwie tego stanu faktycznego nasuwa się spostrzeżenie, że strona podmiotowa czynu zabronionego (nastawienie sprawcy do czynu) jest ważnym znamieniem czynu zabronionego, decydującym niekiedy o być albo nie być sprawcy czynu, a więc zawsze powinna być skrupulatnie ustalana przez organy prowadzące postępowanie karne.

Nie wchodzić! Niebezpieczeństwo!

Sprawcą katastrofy w ruchu drogowym jest tym razem 16-latek, który bez prawa jazdy i w stanie nietrzeźwości jechał samochodem wraz z ośmioma pasażerami w wieku 13-17 lat. Wszystko wskazuje na to, że młodzież chciała sobie trochę pojeździć po okolicznych drogach. Auto wypadło z szosy i uderzyło bokiem w drzewo. Siedem osób zginęło na miejscu. Kierowca przeżył. Zobacz: notatkę prasową.

W myśl polskiego prawa, osoba 16-letnia nie ponosi odpowiedzialności na zasadach opisanych w kodeksie karnym. Dolną granicą odpowiedzialności karnej jest 17 rok życia; poniżej granicy dojrzałości odpowiedzialność ma charakter wychowawczy i poprawczy. W wypadku najcięższych przestępstw ustawodawca obniża jednak dolną granicę odpowiedzialności karnej do 15 lat. Chodzi wyłącznie o poważne przestępstwa wyliczone w art. 10 § 2 k.k., takie jak np. zabójstwo, zgwałcenie czy rozbój. Należy do nich także spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, zagrażającej życiu lub zdrowiu wielu osób (na temat znamion katastrofy zob. wpis z 1 stycznia 2014).

16-latek może odpowiadać za katastrofę komunikacyjną, jeżeli spowodował ją umyślnie (art. 173 § 1 k.k.). Nieumyślne spowodowanie katastrofy to osobny typ czynu zabronionego, opisany w 173 § 2 k.k. Ten ostatni przepis nie znajduje się w wyliczance z art. 10 § 2 k.k. i wobec tego nie może być stosowany do 15-letniego sprawcy czynu zabronionego. Jeśli więc 16-latek nie działał umyślnie, to nie może odpowiadać karnie za katastrofę komunikacyjną, nawet jeżeli w jej wyniku zabił siedem osób.

Odstąpienie od dokonania

Na portalu orzeczeń sądów powszechnych znalazłem niemalże wzorowe uzasadnienie wyroku w sprawie usiłowania rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia, którego sprawca dobrowolnie odstąpił od dokonania i w konsekwencji nie poniósł kary za tę zbrodnię.

Mężczyzna został oskarżony o to, że grożąc kobiecie natychmiastowym użyciem przemocy, poprzez okazanie noża zwróconego ostrzem ku górze, zmierzał do zabrania należących do niej rzeczy o wartości około 700 zł, ale rozboju nie dokonał z uwagi na opór pokrzywdzonej, tj. o przestępstwo z art. 13 § 1 k.k. w zw. z art. 280 § 2 k.k. (usiłowanie rozboju).

Sąd I instancji uznał mężczyznę za winnego zarzucanego mu czynu i wymierzył mu karę 2 lat pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres 5 lat, a także orzekł wobec niego grzywnę i oddał go pod dozór kuratora.

Sąd apelacyjny w Krakowie zmienił wyrok tego sądu przyjmując, że oskarżony dobrowolnie odstąpił od dokonania zarzuconego mu usiłowania rozboju i za ten czyn nie podlega karze (mówi o tym art. 15 § 1 k.k.). Sąd odwoławczy uznał go zaś za winnego tego, że „po drodze” usiłowania mężczyzna naruszył nietykalność cielesną pokrzywdzonej w ten sposób, że pociągnął ją za torebkę i przeciął rękaw jej kurtki nożem oraz znieważył tę osobę słowami wulgarnymi, a czyny te zakwalifikował jako występki z art. 217 § 1 k.k. i art. 216 § 1 k.k. W rezultacie ukarał mężczyznę grzywną.

Nieświadomy rowerzysta

Bezsporne w tej sprawie były następujące fakty:
a) oskarżony miał orzeczony sądowo zakaz prowadzenia rowerów;
b) podczas obowiązywania tego zakazu jechał rowerem po drodze, która nie stanowiła w myśl obowiązujących przepisów ani drogi publicznej, ani drogi w strefie zamieszkania;
c) oskarżony wiedział, że ma zakaz prowadzenia rowerów;
d) wiedział też, że droga, po której jechał rowerem, była miejscem, w którym odbywał się ogólnie rozumiany ruch lądowy;
e) mężczyzna był przekonany, że zakaz ogranicza się wyłącznie do dróg publicznych;
f) tego dnia po drodze publicznej faktycznie rowerem nie jechał.

W rzeczywistości zakaz prowadzenia rowerów obowiązujący oskarżonego dotyczył wszystkich miejsc, w których może się odbywać ruch lądowy, a nie tylko dróg kategorii publicznej. Prokurator postawił więc mężczyźnie zarzut popełnienia przestępstwa z art. 244 k.k. (niedostosowanie się do orzeczonego przez sąd zakazu prowadzenia rowerów).

Sąd Okręgowy zwrócił uwagę na stanowisko wyrażone w apelacji, że mianowicie oskarżony pozostawał w usprawiedliwionym błędzie co do zakresu obowiązującego zakazu i wobec tego nie ponosi winy za swój czyn. W tym zakresie Sąd Okręgowy w Zamościu wzorowo zrekonstruował zawartość normatywną art. 30 k.k., mówiącego o błędzie co do bezprawności czynu:

W przerwie

Mam trzygodzinną przerwę między ćwiczeniami i strasznie się nudzę. Zjadłem obiad, przejrzałem wszystkie ciekawe czasopisma w czytelni i nadal się nudzę. Gdy podzieliłem się tą myślą z Adrianem, którego przypadkowo spotkałem przed czytelnią, ten stały czytelnik bloga podpowiedział mi, żeby dla zabicia nudy zrobić wpis na blogu. I oto jest.

Tematu nie trzeba było długo szukać. Oto na porannych ćwiczeniach rozwiązywaliśmy kazus, który z założenia miał ilustrować klasyczne sprawstwo kierownicze. Odpowiada za sprawstwo kierownicze ten, kto sam nie wykonuje czynu zabronionego, lecz kto kieruje wykonaniem czynu zabronionego przez inną osobę. Kazus mówił o mężczyźnie, który chciał wejść w posiadanie drogich rzeczy znajdujących się w mieszkaniu położonym na wysokim piętrze. Ocenił, że najłatwiej będzie wejść do mieszkania przez okno. W tym celu zwrócił się do nastolatka, akrobaty ulicznego, który bez trudu wspiął się po ścianie i pod dyktando zleceniodawcy, najpierw otworzył zamknięte okno, potem przeszukał mieszkanie, zabierając ze wskazanych miejsc drogocenne przedmioty, a w końcu na komendę mężczyzny stojącego przed budynkiem opuścił mieszkanie. Przez cały czas zleceniodawca miał kontrolę nad poczynaniami nastolatka, mówił mu co ma po kolei robić, a ten posłusznie wykonywał jego instrukcje.

Mężczyzna powinien więc odpowiedzieć za sprawstwo kierownicze kradzieży z włamaniem.

Pan Rafał z porannych ćwiczeń zauważył jednak, że przecież zachowanie naszego kierownika można uznać za współsprawstwo kradzieży z włamaniem (popełnił ją wspólnie i w porozumieniu z nastolatkiem). Co prawda mężczyzna sam nie wykonał żadnego elementu kradzieży (ani się nie włamywał, ani nie zabierał rzeczy), ale jego wkład w jej dokonanie był bardzo istotny. To on zaplanował całą akcję i stworzył warunki do dokonania przestępstwa; bez jego udziału w zdarzeniu do tej i takiej kradzieży w ogóle by nie doszło. Zgodnie z tak zwaną materialno-obiektywną koncepcją współsprawstwa, przyjmowaną powszechnie w orzecznictwie, można go zatem uznać za współsprawcę przestępstwa.

I ja się z tym zgadzam. Konsekwentne stosowanie koncepcji materialno-obiektywnej musi prowadzić do takiego wniosku. Problem polega tylko na tym, że w tym ujęciu całkowicie rozmywa się granica między współsprawstwem a sprawstwem polecającym i sprawstwem kierowniczym, które zostały opisane w art. 18 k.k. Każdy sprawca polecający i sprawca kierowniczy przyczynia się bowiem do dokonania przestępstwa w sposób istotny, a wobec tego zawsze będzie ich można uznać za współsprawców. To niestety nie pozwala zracjonalizować treści art. 18 k.k., w którym ustawodawca odróżnia współsprawstwo od sprawstwa kierowniczego i sprawstwa polecającego. Co prowadzi chyba do wniosku, że jednak właściwsza jest restrykcyjna koncepcja formalno-obiektywna, uzależniająca sprawstwo od wykonania czynu zabronionego.

Za 5 minut kolejne ćwiczenia, lecę! 

Polemika nie na miejscu

Obawiam się, że to nie jest primaaprilisowy żart...

W najnowszym numerze miesięcznika „Prokuratura i Prawo” (nr 4/2014) ukazał się artykuł Prof. Ryszarda A. Stefańskiego: Zasadność kontrawencjonalizacji prowadzenia w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego pojazdu nie mechanicznego. Na stronie 59 tego artykułu rozpoczyna się polemika Prof. Stefańskiego z tezami postawionymi przez Dominika Zająca. Uwagi polemiczne kończą się na stronie 62. W sumie na czterech stronach znajduje się przynajmniej 10 zarzutów, przy czym niektóre z nich są naprawdę mocne („dowolne jest twierdzenie”; „jest to argument o tyle chybiony”; „nie sposób zgodzić się z twierdzeniem”).

Pomijam kwestię zasadności zarzutów sformułowanych przez Prof. Stefańskiego, nimi bowiem powinien się zająć autor krytykowanego artykułu. Na marginesie tej dyskusji (a może wręcz odwrotnie, w samym jej centrum...?) chcę dzisiaj zwrócić uwagę na inną sprawę o nieco ogólniejszym charakterze.

Otóż Dominik Zając opublikował dwa artykuły, cytowane przez R.A. Stefańskiego: Krytycznie o metodzie dekryminalizacji prowadzenia w stanie nietrzeźwości pojazdu innego niż mechaniczny, oraz Dysproporcja społecznej szkodliwości czynów opisanych w art. 178a Kodeksu karnego. Analiza statystyk Komendy Głównej Policji. Pierwszy z tekstów ukazał się w formie preprintu w „e-Czasopiśmie Prawa Karnego i Nauk Penalnych” (poz. 17/2013, potem w wersji drukowanej tego czasopisma), zaś drugi został opublikowany na łamach „Paragrafu na Drodze”, nr 5/2013. Prof. Stefański podjął natomiast szeroką polemikę z D. Zającem na łamach miesięcznika „Prokuratura i Prawo”.

Moim skromnym zdaniem mamy tu do czynienia z naruszeniem reguły prowadzenia dyskusji naukowej, która mówi, że polemikę należy opublikować w tym samym periodyku, w którym ukazał się krytykowany tekst. Fachowo nazywamy ją regułą tożsamości organu publikacyjnego przy prowadzeniu polemiki. Zdarzają się oczywiście sytuacje, gdy postępowanie zgodnie z ową regułą będzie niemożliwe, np. wówczas, gdy dany periodyk przestał istnieć albo publikuje wyłącznie glosy, nie zamieszcza natomiast polemik. Żadna z tych sytuacji nie wystąpiła jednak w omawianym wypadku.