Czy świadek musi się bać?

Studenci prawa UJ na sprawdzianie odpowiadali dzisiaj na pytanie prawne, które 13 stycznia 2014 dotarło do Sądu Najwyższego i będzie rozstrzygane przez trzyosobowy skład Izby Karnej tego sądu (sygnatura I KZP 2/14). Pytanie brzmiało:

Czy dla odpowiedzialności z art. 245 k.k., w sytuacji, w której sprawca w celu wywarcia wpływu na świadka używa groźby bezprawnej w postaci groźby karalnej określonej w art. 190 § 1 k.k. konieczne jest ustalenie, że groźba wzbudza uzasadnioną obawę, że będzie spełniona?

Art. 245 k.k. wygląda tak: Kto używa przemocy lub groźby bezprawnej w celu wywarcia wpływu na świadka, biegłego, tłumacza, oskarżyciela albo oskarżonego lub w związku z tym narusza jego nietykalność cielesną, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Art. 190 § 1 k.k. głosi: Kto grozi innej osobie popełnieniem przestępstwa na jej szkodę lub szkodę osoby najbliższej, jeżeli groźba wzbudza w zagrożonym uzasadnioną obawę, że będzie spełniona, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

A oto przykładowa odpowiedź uczestnika ćwiczeń (cytuję w całości i wiernie):

Gwałcił fałszywymi pieniędzmi

Jak ustalili prokuratorzy, mężczyzna poznawał kobiety na portalu erotycznym, po czym umawiał się z nimi na spotkanie. Przed spotkaniem drukował w domu zeskanowany banknot o nominale 100 zł, w ilości od 5 do 8 sztuk. Za seksualną usługę płacił podrobionymi banknotami. Po wszystkim wysyłał do kobiet SMSa o treści: „Kasa jest fałszywa”. Student wrocławskiej politechniki powtarzał proceder siedem razy, płacąc za seks m.in. we Wrocławiu, Namysłowie, Wałbrzychu i Jeleniej Górze (zob. notatkę prasową).

Student został skazany za fałszowanie i wprowadzanie do obiegu fałszywych pieniędzy. Za przestępstwo z art. 310 § 1 Kodeksu karnego groziła mu kara więzienia na czas nie krótszy od 5 lat, maksymalnie zaś 25 lat pozbawienia wolności. Sąd uznał rozsądnie, że mieliśmy do czynienia z wypadkiem mniejszej wagi i przy zastosowaniu art. 310 § 3 k.k. wymierzył studentowi karę 2 lat więzienia, zawieszając jej wykonanie na okres 5 lat.

Nieumyślność, czyli umyślność

Mały Jasio bawił się spokojnie w kuchni; jego opiekunka piekła placek. Nagle kobieta zorientowała się, że Jasio wstał, szybkim krokiem podszedł do stołu, chwycił obrus i zaczął ciągnąć. Na obrusie stał garnek z wrzącą wodą. „Uważaj! Nie wolno!” – krzyknęła przerażona kobieta, ale zanim zdążyła podbiec do stołu, zawartość garnka wylała się na Jasia i poparzyła go.

Wypadek ten bez większych wątpliwości ocenilibyśmy w aktualnym stanie prawnym jako nieumyślne spowodowanie uszczerbku na zdrowiu człowieka.

W styczniowym numerze „Państwa i Prawa” ukazał się artykuł Profesora Jerzego Lachowskiego z cyklu „Dyskusja nad reformą prawa karnego” (s. 84-96). Prof. Lachowski jest autorem rozdziału w Systemie prawa karnego (tom III, Warszawa 2013, s. 523-610), poświęconego stronie podmiotowej czynu zabronionego, należy więc z uwagą przyjrzeć się argumentom przedstawionym na łamach „Państwa i Prawa” przez tego autora. Przedmiotem dyskusji są zmiany art. 9 Kodeksu karnego, zaproponowane przez Komisję Kodyfikacyjną (zob. komentowany przez Prof. Lachowskiego projekt z 4 kwietnia 2013 r., zastąpiony przez projekt z 5 listopada 2013 r.).

Zwieńczeniem krytycznych uwag Profesora jest propozycja pozostawienia bez zmian art. 9 § 1 i 3 k.k. oraz sugestia zmiany art. 9 § 2 k.k. Zmiany miałyby pójść w kierunku odmiennym od tego zaproponowanego przez Komisję Kodyfikacyjną  co w rezultacie dałoby następujący efekt:

„Rozwalił system”

W nieco prowokacyjnym, jak to w nauce być powinno, wczorajszym wpisie zarysowałem interpretację, w myśl której Mariusza T. po upływie okresu odbywania kary można było nie wypuszczać z celi, wbrew prawu, ale w stanie wyższej konieczności (ratujemy bezpieczeństwo ludzi kosztem wolności mężczyzny). W złagodzonej wersji z tego typu zdarzeniem mogliśmy mieć do czynienia (gdy jeszcze nie wiedzieliśmy, jak było naprawdę), gdy okazało się, że w celi osadzonego znaleziono rysunki młodych chłopców, a w poniedziałek wszyscy przypuszczali, że były to materiały pornograficzne.

Nawet Prof. Marian Filar argumentował, że poświęcenie w tym wypadku praworządności, poprzez podrzucenie osadzonemu zdjęć, na rzecz ochrony potencjalnych ofiar Mariusza T., który po wyjściu z zakładu karnego mógłby dopuścić się po raz kolejny zbrodni, byłoby słuszne i uzasadnione wyższą koniecznością (zob. wywiad z Prof. Filarem i notatkę prasową na ten temat).

komentarzach na moim blogu oraz na Facebooku pojawiły się liczne wpisy Czytelników, krytykujące koncepcję stanu wyższej konieczności. Na Prof. Filara rzucili się znawcy prawa.

Od początku sprawa Mariusza T. mroziła krew w żyłach i to nie tylko z powodu okoliczności popełnionych przez niego zabójstw. Obrońców praw człowieka zmroziła wieść o wymierzeniu mężczyźnie kary śmierci. Szarego obywatela zmroziła wiadomość o zmianie wymierzonej mu kary śmierci na 25 lat pozbawienia wolności. Nie mam wątpliwości, że wszystkie legislacyjne zabiegi, które miały miejsce pod koniec pobytu tego człowieka w więzieniu, ocierały się o granice praworządności.

Pora krótko podsumować tę emocjonującą historię.

Po prostu zamknijmy celę

To właśnie dzisiaj szatan z Piotrkowa, po 25 latach odbywania kary za poczwórne zabójstwo ma opuścić zakład karny. Szatan z Piotrkowa miał nie żyć. Niezawisły Sąd wymierzył mu karę śmierci za zabójstwo czterech chłopców na tle seksualnym. Ustawą amnestyjną z 7 grudnia 1989 r. karę główną zamieniono mu jednak na 25 lat więzienia. Czas mijał, a dzisiejszy dzień zbliżał się wielkimi krokami. Wreszcie ktoś się obudził. W pośpiechu i na granicy gwałtu na praworządności uchwalono ustawę o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi, którzy stwarzają zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób – żeby szatana zatrzymać za murami. Ustawa weszła w życie 22 stycznia 2014 r. (niespełna miesiąc temu!). Niestety, zabrakło czasu; nie udało się dokończyć procedury umieszczenia sprawcy w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie.

Rewelacje z celi Mariusza T. przekazał mi wczoraj po południu Dominik Zając. Przed południem rozmawialiśmy trochę w Katedrze o całej sprawie, poszliśmy na obiad, a później wróciłem do domu. Dzwoni Dominik i pyta: – Jesteś w internecie? Wiesz jak załatwili sprawę T...cza? – Nie wiem – odparłem, nie śledziłem w tym czasie mediów. No i się dowiedziałem. W celi osadzonego znaleziono niespodziewanie, pod jego nieobecność, zdjęcia i szkice przedstawiające dzieci. No i się zaczęło (zobacz notatkę prasową). Pojawiły się podejrzenia o manipulację i bezprawne podrzucenie skazanemu zdjęć dzieci po to, aby postawić mu kolejne zarzuty i tymczasowo go aresztować.

Po obejrzeniu zdjęć prokuratura nie znalazła jednak podstaw do zatrzymania Mariusza T.

Święte słowa

Jakiś czas temu w „Państwie i Prawie” prof. Leon Tyszkiewicz przekonywał, że nowelizacja przepisów o podżeganiu i pomocnictwie nie jest potrzebna (zob. artykuł w dziale „Dyskusja nad reformą prawa karnego”, „Państwo i Prawo” nr 11/2013). W ten sposób Profesor Tyszkiewicz krytycznie skomentował propozycje Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, opublikowane 4 kwietnia 2013 r.

Najważniejszą zmianą zaproponowaną wówczas przez Komisję było uchylenie art. 22 k.k., który głosi: „§ 1. Jeżeli czynu zabronionego tylko usiłowano dokonać, podmiot określony w art. 18 § 2 i 3 odpowiada jak za usiłowanie. § 2. Jeżeli czynu zabronionego nie usiłowano dokonać, sąd może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a nawet odstąpić od jej wymierzenia”. Dla jasności dodajmy, że w art. 18 § 2 k.k. jest mowa o tym, że za podżeganie odpowiada ten, kto chcąc, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego, zaś art. 18 § 3 k.k. zawiera charakterystykę pomocnictwa (umyślne ułatwienie innej osobie dokonania czynu zabronionego).

Kontrowersje wywołuje zwrot „odpowiada jak za usiłowanie”.

Ryzykowna parafraza

Na początku lutego spieszę poinformować o tym, co stało się w styczniu, a mianowicie ukazała się moja odpowiedź na polemiczny tekst. Prof. R.A. Stefańskiego. Dyskusja toczy się na łamach czasopisma „Paragraf na Drodze”, aczkolwiek dotyczy pewnej uwagi Prof. Stefańskiego, zamieszczonej jakiś czas temu w „Orzecznictwie Sądów Polskich” nr 5/2012 (którą mój Polemista powtórzył później kilka razy w swoich kolejnych publikacjach). Musiałem zareagować, gdyż postawiona przeze mnie teza została określona jako nielogiczna, a Prof. Stefański oparł ten zarzut na wypaczającej moje słowa parafrazie.