Zapomniany pupil

Monitoring umieszczony w autobusie komunikacji miejskiej zarejestrował, jak przejeżdżający samochód ciągnie za sobą psa. Wyglądało to tak, jakby kierowca bestialsko znęcał się nad biednym czworonogiem, jednak sprawa okazała się nietypowa. Kierowca twierdził, że z roztargnienia zapomniał o psu przywiązanym na chwilę do haka samochodu. Jechał właśnie nakarmić drugiego psa, zaczął padać deszcz, a w aucie zaczęło płakać małe dziecko i zapomniał, że do haka jest przywiązany pies. Po interwencji kierowców mężczyzna zorientował się, co uczynił i niezwłocznie udzielił psu pomocy. Za wizytę u weterynarza wydał sporo pieniędzy (zobacz notatkę prasową).

Znęcanie się nad zwierzęciem to przestępstwo opisane w art. 35 ust. 1a ustawy o ochronie zwierząt. Zgodnie z art. 8 kodeksu karnego, co do zasady odpowiada się karnie za umyślne popełnienie czynu zabronionego. Odpowiedzialność za zachowanie nieumyślne musi być wyraźnie przewidziana w ustawie: w przepisie musi znajdować się informacja o tym, że karalna jest także nieumyślna realizacja znamion danego czynu zabronionego. W art. 35 ust. 1a wspomnianej ustawy takiej informacji nie ma, a więc jest to występek umyślny. Aby ponieść odpowiedzialność z tego przepisu, sprawca musi mieć zamiar znęcania się nad zwierzęciem, a więc przede wszystkim musi mieć świadomość tego, co robi.

Jeśli potwierdzą się wyjaśnienia kierowcy, to omawiana sprawa będzie klasyczną ilustracją przestępstwa popełnionego przez zapomnienie. Mężczyzna nie wiedział, że wlecze za pojazdem swego pupila, czyli nie miał świadomości, że w danym momencie znęca się nad psem. Kierowca zatem działał nieumyślnie, a takie zachowanie nie wyczerpuje znamion opisanych w art. 35 ust. 1a ustawy o ochronie zwierząt.

Na kanwie tego stanu faktycznego nasuwa się spostrzeżenie, że strona podmiotowa czynu zabronionego (nastawienie sprawcy do czynu) jest ważnym znamieniem czynu zabronionego, decydującym niekiedy o być albo nie być sprawcy czynu, a więc zawsze powinna być skrupulatnie ustalana przez organy prowadzące postępowanie karne.

Nie wchodzić! Niebezpieczeństwo!

Sprawcą katastrofy w ruchu drogowym jest tym razem 16-latek, który bez prawa jazdy i w stanie nietrzeźwości jechał samochodem wraz z ośmioma pasażerami w wieku 13-17 lat. Wszystko wskazuje na to, że młodzież chciała sobie trochę pojeździć po okolicznych drogach. Auto wypadło z szosy i uderzyło bokiem w drzewo. Siedem osób zginęło na miejscu. Kierowca przeżył. Zobacz: notatkę prasową.

W myśl polskiego prawa, osoba 16-letnia nie ponosi odpowiedzialności na zasadach opisanych w kodeksie karnym. Dolną granicą odpowiedzialności karnej jest 17 rok życia; poniżej granicy dojrzałości odpowiedzialność ma charakter wychowawczy i poprawczy. W wypadku najcięższych przestępstw ustawodawca obniża jednak dolną granicę odpowiedzialności karnej do 15 lat. Chodzi wyłącznie o poważne przestępstwa wyliczone w art. 10 § 2 k.k., takie jak np. zabójstwo, zgwałcenie czy rozbój. Należy do nich także spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym, zagrażającej życiu lub zdrowiu wielu osób (na temat znamion katastrofy zob. wpis z 1 stycznia 2014).

16-latek może odpowiadać za katastrofę komunikacyjną, jeżeli spowodował ją umyślnie (art. 173 § 1 k.k.). Nieumyślne spowodowanie katastrofy to osobny typ czynu zabronionego, opisany w 173 § 2 k.k. Ten ostatni przepis nie znajduje się w wyliczance z art. 10 § 2 k.k. i wobec tego nie może być stosowany do 15-letniego sprawcy czynu zabronionego. Jeśli więc 16-latek nie działał umyślnie, to nie może odpowiadać karnie za katastrofę komunikacyjną, nawet jeżeli w jej wyniku zabił siedem osób.

Odstąpienie od dokonania

Na portalu orzeczeń sądów powszechnych znalazłem niemalże wzorowe uzasadnienie wyroku w sprawie usiłowania rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia, którego sprawca dobrowolnie odstąpił od dokonania i w konsekwencji nie poniósł kary za tę zbrodnię.

Mężczyzna został oskarżony o to, że grożąc kobiecie natychmiastowym użyciem przemocy, poprzez okazanie noża zwróconego ostrzem ku górze, zmierzał do zabrania należących do niej rzeczy o wartości około 700 zł, ale rozboju nie dokonał z uwagi na opór pokrzywdzonej, tj. o przestępstwo z art. 13 § 1 k.k. w zw. z art. 280 § 2 k.k. (usiłowanie rozboju).

Sąd I instancji uznał mężczyznę za winnego zarzucanego mu czynu i wymierzył mu karę 2 lat pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres 5 lat, a także orzekł wobec niego grzywnę i oddał go pod dozór kuratora.

Sąd apelacyjny w Krakowie zmienił wyrok tego sądu przyjmując, że oskarżony dobrowolnie odstąpił od dokonania zarzuconego mu usiłowania rozboju i za ten czyn nie podlega karze (mówi o tym art. 15 § 1 k.k.). Sąd odwoławczy uznał go zaś za winnego tego, że „po drodze” usiłowania mężczyzna naruszył nietykalność cielesną pokrzywdzonej w ten sposób, że pociągnął ją za torebkę i przeciął rękaw jej kurtki nożem oraz znieważył tę osobę słowami wulgarnymi, a czyny te zakwalifikował jako występki z art. 217 § 1 k.k. i art. 216 § 1 k.k. W rezultacie ukarał mężczyznę grzywną.

Nieświadomy rowerzysta

Bezsporne w tej sprawie były następujące fakty:
a) oskarżony miał orzeczony sądowo zakaz prowadzenia rowerów;
b) podczas obowiązywania tego zakazu jechał rowerem po drodze, która nie stanowiła w myśl obowiązujących przepisów ani drogi publicznej, ani drogi w strefie zamieszkania;
c) oskarżony wiedział, że ma zakaz prowadzenia rowerów;
d) wiedział też, że droga, po której jechał rowerem, była miejscem, w którym odbywał się ogólnie rozumiany ruch lądowy;
e) mężczyzna był przekonany, że zakaz ogranicza się wyłącznie do dróg publicznych;
f) tego dnia po drodze publicznej faktycznie rowerem nie jechał.

W rzeczywistości zakaz prowadzenia rowerów obowiązujący oskarżonego dotyczył wszystkich miejsc, w których może się odbywać ruch lądowy, a nie tylko dróg kategorii publicznej. Prokurator postawił więc mężczyźnie zarzut popełnienia przestępstwa z art. 244 k.k. (niedostosowanie się do orzeczonego przez sąd zakazu prowadzenia rowerów).

Sąd Okręgowy zwrócił uwagę na stanowisko wyrażone w apelacji, że mianowicie oskarżony pozostawał w usprawiedliwionym błędzie co do zakresu obowiązującego zakazu i wobec tego nie ponosi winy za swój czyn. W tym zakresie Sąd Okręgowy w Zamościu wzorowo zrekonstruował zawartość normatywną art. 30 k.k., mówiącego o błędzie co do bezprawności czynu:

W przerwie

Mam trzygodzinną przerwę między ćwiczeniami i strasznie się nudzę. Zjadłem obiad, przejrzałem wszystkie ciekawe czasopisma w czytelni i nadal się nudzę. Gdy podzieliłem się tą myślą z Adrianem, którego przypadkowo spotkałem przed czytelnią, ten stały czytelnik bloga podpowiedział mi, żeby dla zabicia nudy zrobić wpis na blogu. I oto jest.

Tematu nie trzeba było długo szukać. Oto na porannych ćwiczeniach rozwiązywaliśmy kazus, który z założenia miał ilustrować klasyczne sprawstwo kierownicze. Odpowiada za sprawstwo kierownicze ten, kto sam nie wykonuje czynu zabronionego, lecz kto kieruje wykonaniem czynu zabronionego przez inną osobę. Kazus mówił o mężczyźnie, który chciał wejść w posiadanie drogich rzeczy znajdujących się w mieszkaniu położonym na wysokim piętrze. Ocenił, że najłatwiej będzie wejść do mieszkania przez okno. W tym celu zwrócił się do nastolatka, akrobaty ulicznego, który bez trudu wspiął się po ścianie i pod dyktando zleceniodawcy, najpierw otworzył zamknięte okno, potem przeszukał mieszkanie, zabierając ze wskazanych miejsc drogocenne przedmioty, a w końcu na komendę mężczyzny stojącego przed budynkiem opuścił mieszkanie. Przez cały czas zleceniodawca miał kontrolę nad poczynaniami nastolatka, mówił mu co ma po kolei robić, a ten posłusznie wykonywał jego instrukcje.

Mężczyzna powinien więc odpowiedzieć za sprawstwo kierownicze kradzieży z włamaniem.

Pan Rafał z porannych ćwiczeń zauważył jednak, że przecież zachowanie naszego kierownika można uznać za współsprawstwo kradzieży z włamaniem (popełnił ją wspólnie i w porozumieniu z nastolatkiem). Co prawda mężczyzna sam nie wykonał żadnego elementu kradzieży (ani się nie włamywał, ani nie zabierał rzeczy), ale jego wkład w jej dokonanie był bardzo istotny. To on zaplanował całą akcję i stworzył warunki do dokonania przestępstwa; bez jego udziału w zdarzeniu do tej i takiej kradzieży w ogóle by nie doszło. Zgodnie z tak zwaną materialno-obiektywną koncepcją współsprawstwa, przyjmowaną powszechnie w orzecznictwie, można go zatem uznać za współsprawcę przestępstwa.

I ja się z tym zgadzam. Konsekwentne stosowanie koncepcji materialno-obiektywnej musi prowadzić do takiego wniosku. Problem polega tylko na tym, że w tym ujęciu całkowicie rozmywa się granica między współsprawstwem a sprawstwem polecającym i sprawstwem kierowniczym, które zostały opisane w art. 18 k.k. Każdy sprawca polecający i sprawca kierowniczy przyczynia się bowiem do dokonania przestępstwa w sposób istotny, a wobec tego zawsze będzie ich można uznać za współsprawców. To niestety nie pozwala zracjonalizować treści art. 18 k.k., w którym ustawodawca odróżnia współsprawstwo od sprawstwa kierowniczego i sprawstwa polecającego. Co prowadzi chyba do wniosku, że jednak właściwsza jest restrykcyjna koncepcja formalno-obiektywna, uzależniająca sprawstwo od wykonania czynu zabronionego.

Za 5 minut kolejne ćwiczenia, lecę! 

Polemika nie na miejscu

Obawiam się, że to nie jest primaaprilisowy żart...

W najnowszym numerze miesięcznika „Prokuratura i Prawo” (nr 4/2014) ukazał się artykuł Prof. Ryszarda A. Stefańskiego: Zasadność kontrawencjonalizacji prowadzenia w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego pojazdu nie mechanicznego. Na stronie 59 tego artykułu rozpoczyna się polemika Prof. Stefańskiego z tezami postawionymi przez Dominika Zająca. Uwagi polemiczne kończą się na stronie 62. W sumie na czterech stronach znajduje się przynajmniej 10 zarzutów, przy czym niektóre z nich są naprawdę mocne („dowolne jest twierdzenie”; „jest to argument o tyle chybiony”; „nie sposób zgodzić się z twierdzeniem”).

Pomijam kwestię zasadności zarzutów sformułowanych przez Prof. Stefańskiego, nimi bowiem powinien się zająć autor krytykowanego artykułu. Na marginesie tej dyskusji (a może wręcz odwrotnie, w samym jej centrum...?) chcę dzisiaj zwrócić uwagę na inną sprawę o nieco ogólniejszym charakterze.

Otóż Dominik Zając opublikował dwa artykuły, cytowane przez R.A. Stefańskiego: Krytycznie o metodzie dekryminalizacji prowadzenia w stanie nietrzeźwości pojazdu innego niż mechaniczny, oraz Dysproporcja społecznej szkodliwości czynów opisanych w art. 178a Kodeksu karnego. Analiza statystyk Komendy Głównej Policji. Pierwszy z tekstów ukazał się w formie preprintu w „e-Czasopiśmie Prawa Karnego i Nauk Penalnych” (poz. 17/2013, potem w wersji drukowanej tego czasopisma), zaś drugi został opublikowany na łamach „Paragrafu na Drodze”, nr 5/2013. Prof. Stefański podjął natomiast szeroką polemikę z D. Zającem na łamach miesięcznika „Prokuratura i Prawo”.

Moim skromnym zdaniem mamy tu do czynienia z naruszeniem reguły prowadzenia dyskusji naukowej, która mówi, że polemikę należy opublikować w tym samym periodyku, w którym ukazał się krytykowany tekst. Fachowo nazywamy ją regułą tożsamości organu publikacyjnego przy prowadzeniu polemiki. Zdarzają się oczywiście sytuacje, gdy postępowanie zgodnie z ową regułą będzie niemożliwe, np. wówczas, gdy dany periodyk przestał istnieć albo publikuje wyłącznie glosy, nie zamieszcza natomiast polemik. Żadna z tych sytuacji nie wystąpiła jednak w omawianym wypadku.