Czy psychopata ponosi winę za swój czyn?

W najnowszym zeszycie najstarszego czasopisma prawniczego w Polsce „Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny” ukazał się artykuł napisany przeze mnie wspólnie z dr Radosławem Zyzikiem. Tekst nosi tytuł: Poczytalność i wina psychopaty w świetle ewolucyjnych koncepcji genezy psychopatii (RPEiS 3/2014, s. 161-174).

W artykule próbujemy zaaplikować pewne hipotezy pochodzące z nauk biologicznych (ewolucyjnych) na grunt przesłanek odpowiedzialności w prawie karnym, w szczególności dotyczących przypisania winy osobie cierpiącej na psychopatię.

Na gruncie nauk ewolucyjnych „wrodzona” psychopatia jest ujmowana jako alternatywna strategia ewolucyjna w stosunku do moralności. Z ewolucyjnego punktu widzenia psychopatia jest kolejną (jedną z wielu?) strategią zapewniającą przetrwanie i sukces reprodukcyjny danej jednostki. Nie ma więc nic wspólnego z tradycyjnie rozumianą patologią czynności psychicznych.

Koncepcja psychopatii jako alternatywnej strategii ewolucyjnej stawia przed naukami prawnymi szereg interesujących wyzwań. Dotyczy to w szczególności prawa karnego, na gruncie którego przestępny charakter czynu jest uzależniony od przypisania konkretnemu sprawcy indywidualnej winy.

Nie wszyscy jesteśmy podejrzani

Dziś dwa słowa o szczegółowym, teoretycznym i nieco zawiłym problemie, związanym z podziałem przestępstw na te, które mogą być popełnione przez każdego człowieka (tzw. przestępstwa powszechne) oraz te, które mogą być popełnione przez osoby wyraźnie wskazane w treści ustawy karnej (tzw. przestępstwa indywidualne).

Przestępstwem powszechnym jest np. kradzież (każdy może kogoś okraść), a przestępstwem indywidualnym jest wzięcie łapówki przez osobę pełniącą funkcję publiczną (nie każdy człowiek pełni funkcję publiczną).

Zajmiemy się dzisiaj grupą czynów zabronionych określanych w nauce prawa karnego jako przestępstwa indywidualne. Dzielą się one na tak zwane typy indywidualne właściwe oraz indywidualne niewłaściwe. Tego właśnie podziału dotyczy dzisiejszy problem, do którego przejdziemy po krótkim a koniecznym wprowadzeniu w problematykę przestępstw indywidualnych.

Czytanie kodeksu karnego

Kto, w przeciwieństwie do mnie, potrafi przeczytać następujące linijki:

 
ten bez trudu powinien usłyszeć początek tego utworu:


Jest to charakterystyczna toccata na organy rodem z horroru o Drakuli. To, co mamy usłyszeć, kompozytor zanotował za pomocą kropek, kresek i innych znaczków umieszczonych na pięciolinii oraz wskazówek dotyczących rejestracji. Zapis nutowy to przepis kompozytora na utwór. Z podobnym przepisem mamy do czynienia w wypadku następującego sformułowania:

Kliknij, aby powiększyć

Kto potrafi przeczytać powyższe linijki, jest jak organomistrz bądź pianista, dla którego zapis nutowy to nie tylko kropki i kreski umieszczone na pięciolinii. Prawnik ma więc coś wspólnego z muzykiem, musi mianowicie „słyszeć” więcej niż przeciętny czytelnik kodeksu karnego. Studia prawa karnego na Uniwersytecie Jagiellońskim, a wierzę, że nie tylko tutaj, uczą właściwego odczytywania tekstu ustawy. Jaki utwór skomponował ustawodawca w art. 288 § 1 kodeksu karnego?

Problem niesztywności

Tak zwane przepołowienie niektórych typów czynu zabronionego pod groźbą kary prowadzi czasami do specyficznych problemów (jeden z nich omawiałem na blogu 7 czerwca 2014). Przepołowienie czynu zabronionego polega na ustawowym określeniu granicy, poniżej której odpowiedzialność za dany typ czynu zabronionego ma charakter wykroczeniowy, zaś dopiero po jej przekroczeniu sprawca odpowiada za przestępstwo.

W obecnym stanie prawnym rozgraniczanie wykroczeniowych i przestępnych typów czynu zabronionego dotyczy w zasadzie wyłącznie wartości mienia, które było przedmiotem czynu zabronionego, choć teoretycznie możliwe są przepołowienia w obrębie innych typów czynu zabronionego i dotyczące innego rodzaju wartości, na przykład w wypadku posiadania narkotyków przepołowienie mogłoby dotyczyć ilości posiadanego środka odurzającego, zaś w przypadku popełnienia szeregu wykroczeń w ruchu drogowym przepołowienie mogłoby odwoływać się do ilości punktów karnych, jakie dany kierowca uzbierał w czasie jednorazowego prowadzenia pojazdu w ruchu lądowym.

Co się tyczy kradzieży, zniszczenia rzeczy czy paserstwa, granicą oddzielającą wykroczenie od przestępstwa jest obecnie 1/4 minimalnego miesięcznego wynagrodzenia, ustalanego corocznie na podstawie odpowiednich przepisów. Do 8 listopada 2013 roku granica przepołowienia określona była inaczej, bo w postaci kwotowej, wynoszącej dokładnie 250 zł. Zmiana sposobu wyznaczenia omawianej granicy doprowadziła do kolejnych trudności. Pojawił się tutaj między innymi problem intertemporalny, dotyczący stosowania ustawy względniejszej dla sprawcy, nieznany pod rządami ustawy sytuującej granicę przepołowienia na kwocie 250 zł (obecnie wartość ułamka określającego granicę przepołowienia zmienia się co rok w konsekwencji zmiany kwoty minimalnego miesięcznego wynagrodzenia).

W literaturze karnistycznej brakowało opracowania, w którym zmiana sposobu określenia omawianej granicy z kwotowego (250 zł) na ułamkowy, odsyłający do pozakodeksowego wskaźnika (1/4 minimalnego wynagrodzenia) zostałaby poddana analizie karnistycznej o charakterze fundamentalnym, uwzględniającej ekonomiczne uwarunkowania omawianego zjawiska. Pierwsze opracowanie poświęcone temu zagadnieniu ukazało się w październikowym wydaniu „Państwa i Prawa”. Autorem artykułu pt.: Inflacja pieniądza a prawo karne (PiP, nr 10/2014, s. 69-84) jest Paweł Dudek, student prawa i proseminarzysta w Katerze Prawa Karnego UJ.

Wyjęty z kontekstu

W jednym z najpopularniejszych elektronicznych systemów informacji prawnej znalazłem ostatnio kilka cytatów z mojej publikacji na temat art. 231 § 1 k.k. (ukazała się w „Czasopiśmie Prawa Karnego i Nauk Penalnych” 2014, nr 1, s. 109–124). Gdybym sam miał wskazać najważniejsze tezy tego artykułu, byłyby one pewnie nieco inne od tych wybranych przez redakcję serwisu, jednak szczególną uwagę zwróciłem na jeden z zacytowanych fragmentów mojego tekstu. Cytat został przyporządkowany do art. 160 k.k., mówiącego o narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, i głosi:

„Naraża na niebezpieczeństwo już ten, kto działa w sposób ryzykowny, bez względu na to, czy wskutek tego zachowania dojdzie do bezpośredniego zagrożenia życia człowieka”.
 
Osoba, która zapozna się z tym twierdzeniem dojdzie zapewne do wniosku, że jego autor (czyli ja) ewidentnie minął się z prawdą. Przepis mówi bowiem wyraźnie o narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, czyli – jak powszechnie uważa się w doktrynie – o sprowadzeniu konkretnego zagrożenia dla życia człowieka, a nie jedynie o ryzykownym działaniu danego sprawcy, z którego podjęciem nie jest związane żadne bezpośrednie niebezpieczeństwo dla życia człowieka. Wniosek ten będzie jak najbardziej trafny i ja się z nim zgadzam. Na czym polega nieporozumienie? Często mówi się, że ktoś kogoś nie zrozumiał, bo wyjął zdanie z kontekstu. Mamy tutaj do czynienia z takim właśnie przypadkiem.
 

Pierwsze ćwiczenia

Przed pierwszymi zajęciami z prawa karnego zawsze zastanawiam się, jak się przedstawić i przywitać z nowymi studentami. Pamiętam, że rok temu powiedziałem mniej więcej coś takiego:

„Dzień dobry Państwu. Nazywam się Mikołaj Małecki. [Krótka pauza, przebiegam wzrokiem po sali]. Tak, wiem – wybraliście Państwo te zajęcia dlatego, że ja je prowadzę. Mam nadzieję, że Państwa nie zawiodę”.

Słowa te, muszę przyznać, bardzo adekwatnie przedstawiają moją osobę :)

Mówiąc już całkiem serio, pierwsze przywitanie i przedstawienie się studentom może pełnić bardzo ważną rolę w ramach tak zwanych zajęć organizacyjnych. Standardowe zajęcia organizacyjne polegają na tym, że uczestnicy zajęć poznają swoje obowiązki, sposób pracy na ćwiczeniach oraz warunki ich zaliczenia. To sprawdzone i słuszne podejście do zajęć organizacyjnych postanowiłem jednak wywrócić do góry nogami.

Komunikacja

Bardzo wielu karnistów twierdzi, że przestępstwa i wykroczenia popełnione w ruchu drogowym, szczególnie te opisane w art. 173 i 177 k.k., to czyny godzące w dobro prawne, jakim jest „bezpieczeństwo w komunikacji”. Nie czas ani miejsce na wskazywanie wszystkich komentarzy do kodeksu karnego, w których pojawia się ta trudna do zaakceptowania teza. Jeżeli bowiem ktoś spowodowuje wypadek drogowy bądź katastrofę komunikacyjną, to sprowadzi niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia ludzi, a nie dla bezpieczeństwa w komunikacji. Nie da się sensownie twierdzić, że zdarzenie komunikacyjne jest „niebezpieczne dla bezpieczeństwa” (jak celnie zauważył G. Bogdan w komentarzu krakowskim), a sensowności dokładnie takiego twierdzenia musieliby bronić zwolennicy tezy o istnieniu dobra prawnego w postaci „bezpieczeństwa komunikacyjnego”. Terminem „bezpieczeństwo” (w domu, na stadionie, na ulicy) określamy stan, w którym określone dobra prawne, na przykład życie i zdrowie człowieka, są wolne od niebezpieczeństwa; gdy nic im nie zagraża.

Po wydarzeniach dzisiejszego dnia mam jednak pewność, że zdarzenia w ruchu lądowym zagrażają nie tylko życiu, zdrowiu i mieniu osób uczestniczących w ruchu, ale także innemu, istotnemu i specyficznemu dobru prawnemu, a mianowicie komunikacji. Nie chodzi więc o nietrafnie pojmowane bezpieczeństwo w komunikacji, lecz o samą komunikację – o sprawne przemieszczanie się z jednego miejsca w drugie.

Trzy opisane zdarzenia miały miejsce dziś na trasie łączącej Częstochowę z Krakowem. Po trzecim zdarzeniu wiedziałem już, o czym będzie dzisiejszy wpis na blogu.

Nie to nie

Chciałbym zwrócić dzisiaj uwagę na konieczność rozróżniania trzech istotnych pojęć:
– nieumyślność
– czyn zabroniony popełniony nieumyślnie
– przestępstwo nieumyślne.

Ich nierozróżnianie (lub co gorsza: utożsamianie) prowadzi do licznych a zbędnych nieporozumień. Warto więc od samego początku swej prawniczej edukacji właściwie podejść do tematu i postrzegać świat takim, jakim on jest, to znaczy prawdziwie.

Termin „nieumyślność” opisuje stosunek psychiczny sprawcy do czynu i jest tak zwanym znamieniem strony podmiotowej. Skoro umyślność polega na posiadaniu zamiaru popełnienia czynu zabronionego (art. 9 § 1 k.k.), to nieumyślność jest po prostu brakiem zamiaru. Brak zamiaru może polegać na tym, że sprawca nie chce i nie godzi się na popełnienie czynu zabronionego, mimo że możliwość jego popełnienia przewiduje, albo nie chce i nie godzi się na popełnienie czynu zabronionego, bo w ogóle nie ma świadomości możliwości jego popełnienia.

Dla zdefiniowania nieumyślności wystarczająca jest znajomość treści art. 9 § 1 k.k. oraz przyswojona na lekcjach języka polskiego w szkole podstawowej wiedza na temat znaczenia partykuły przeczącej „nie”, która w terminie „nieumyślność” pełni funkcję przedrostka. W omawianym wypadku (choć w innych sytuacjach życiowych może być z gruntu odwrotnie) słówko „nie” nie znaczy „taaak”, lecz oznacza dokładnie to, co oznacza, a zatem po prostu „nie”. Nieumyślność to brak umyślności. Warto zaznaczyć, że art. 9 § 2 k.k., kojarzony często właśnie z nieumyślnością, niczego tutaj nie wnosi.

Zbieg działania i zaniechania

Przez kilkanaście ostatnich dni pracowałem nad artykułem na temat współodpowiedzialności kilku osób za ten sam skutek przestępny, przy czym nie interesowały mnie przypadki współdziałania, opisanego w art. 18 k.k., lecz przynajmniej dwuosobowe, niezaplanowane zbiegi następujących po sobie bezprawnych zachowań różnych osób, ocenianych w perspektywie tego samego następstwa stanowiącego znamię czynu zabronionego pod groźbą kary. Brzmi to nieco skomplikowanie, ale da się przedstawić w postaci prostego schematu, ilustrującego chronologiczny ciąg zdarzeń prowadzących do skutku:

czyn osoby 1 — czyn osoby 2 — skutek.

Szczególnie interesujący ze wszystkich możliwych wariantów okazał się zbieg czynu polegającego na działaniu z czynem kolejnej osoby, która dopuściła się zaniechania:

działanie osoby 1 — zaniechanie osoby 2 — skutek.

Sytuacja faktyczna może wyglądać następująco: mężczyzna został pobity przez osobę 1 i gdy trafił do szpitala, nie została mu udzielona właściwa pomoc medyczna. Lekarz, który był odpowiedzialny za opiekę nad pacjentem, mógł zminimalizować ryzyko dla zdrowia rannego pokrzywdzonego, lecz tego nie uczynił i nie zapobiegł ciężkiemu uszczerbkowi na jego zdrowiu.

Najczęściej przyjmuje się, że mamy tu do czynienia z przejęciem odpowiedzialności za skutek przez lekarza-gwaranta i uwolnieniem od odpowiedzialności za ten sam skutek osoby, której zachowanie było pierwotnym źródłem niebezpieczeństwa dla dobra prawnego. W literaturze karnistycznej określa się ten wypadek mianem negatywnej przesłanki przypisania skutku (czyn lekarza ma być negatywną przesłanką przypisania skutku osobie działającej wcześniej). Napastnik odpowiada więc za to, co uczynił do momentu pojawienia się na scenie lekarza-gwaranta, np. za to, że spowodował lekki uszczerbek na zdrowiu bądź naraził człowieka na niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu; nie można mu jednak przypisać dalej idącego skutku, skutku związanego z zaniechaniem udzielenia przez inną osobę pomocy medycznej.

W artykule zaproponowałem jednak nieco inną interpretację opisanego wypadku, gdyż argumenty formułowane na poparcie powyżej tezy nie do końca mnie przekonują.

Zwisa czy nie zwisa?

Dziś inauguracja roku akademickiego na Uniwersytecie Jagiellońskim, a na blogu start akcji pod roboczą nazwą „Studencka środa”. Co tydzień na blogu mała porada dla Czytelników studiujących prawo karne. Zabawa ma mieć charakter interaktywny, co oznacza, że można przesyłać mi pytania. Akcja potrwa do końca 2014 roku.


Oprócz tego pracuję na blogu w normalnym trybie, publikując interpretacje, polemiki, komentarze do bieżących wydarzeń i orzecznictwa.

Na początek studenckich śród tytułowe pytanie: zwisa czy nie zwisa?, czyli rzecz o zwisaniu, a dokładniej o różnicy między zwisaniem a niezwisaniemkwestia wciąż sprawiająca trudności na egzaminie z prawa karnego. Przeczytałem nawet kiedyś na forum studentów prawa, że błąd popełniony w tym zakresie może spowodować rozwścieczenie egzaminatora, jest więc błędem, którego zdecydowanie należy się wystrzegać.

Wyraźnym niezrozumieniem teorii zwisania wykazały się dwie następujące osoby, zdające egzamin z prawa karnego na UJ we wrześniu tego roku. Pierwsza z nich użyła w rozwiązaniu kazusu następującego sformułowania:

„Namawiając brata do złamania nogi ofierze miała ona świadomość, iż będzie się to wiązało z powstaniem skutku przestępnego, godząc się na to i chcąc tego”.

Autor drugiej pracy napisał zaś tak:

„Jest to przestępstwo umyślne (art. 9 § 1). Krysia była świadoma wystąpienia skutków podania tabletek i tego chciała, nie wspominając, że na to się godziła. Tak więc przesłanki strony podmiotowej zostały spełnione”.

Na czym polega błąd popełniony przez obu autorów?