Ostatnia korekta

W końcówce 2015 roku finalizowałem ważny projekt, a mianowicie kończyłem przygotowywać do publikacji moją pierwszą książkę. Praca będzie nosiła tytuł: „Przygotowanie do przestępstwa. Analiza dogmatycznoprawna”.

Ostatnim etapem pracy była dokładna korekta autorska całej książki po jej opracowaniu redakcyjnym przez wydawnictwo. Korektę robiłem, jak zwykle, na wydruku, a potem przenosiłem ją do komputera. Przez kilkanaście dni centralne miejsce na stoliku zajmowały kartki z poszczególnymi rozdziałami książki. Czytałem książkę od deski do deski, a potem jeszcze raz wybiórczo, aby zorientować się, czy czytelnik, który sięgnie do wybranego rozdziału książki, będzie w stanie od razu wstrzelić się w interesujące go zagadnienia.

Do kluczowych fragmentów pracy wracałem wielokrotnie. Zdarzało mi się poprawiać kilkanaście razy jeden akapit albo pracować przez kilkanaście minut nad jednym zdaniem.

 
Roboczy wydruk książki, ręka Mikołaja. Fot. M.M.

 
Poprawek było dużo; korekta trwała dwa tygodnie i jej końcowy efekt jest już prawie zgodny z moimi wyobrażeniami o tym, jak powinna wyglądać taka praca. Gdybym posiedział nad nią kolejny miesiąc, na pewno wprowadziłbym jeszcze wiele zmian. Poprawiać można w nieskończoność, ale w ten sposób nigdy niczego się nie opublikuje. Trzeba w pewnym momencie powiedzieć sobie: „Dość” i oddać dzieło pod osąd Czytelnika.
 
Schowałem do pudełka całą stertę niewykorzystanych notatek, a na dysku zarchiwizowałem różne zapiski i fragmenty usunięte z pracy – może kiedyś się przydadzą. W pierwszych miesiącach nowego roku książka powinna trafić do księgarń. Oby to był Dobry rok!


Nowa lista czasopism punktowanych za 2015 rok

Ukazał się dzisiaj najnowszy wykaz czasopism naukowych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (zob. komunikat na stronie ministerstwa). Jak co roku, wykaz zawiera tytuły czasopism oraz punkty przyznawane za publikacje naukowe w poszczególnych czasopismach (zob. listę B wykazu); punktacja dotyczy prac opublikowanych w 2015 r.

Punkty w tegorocznym rankingu były przyznawane wg nowych kryteriów oceny czasopism (zob. więcej np. tutaj). Punktowane było m.in. wprowadzenie przez redakcje danych bibliograficznych do bazy cytowania Polindex (sztywno 1 albo 2 punkty w zależności od tego, z ilu lat dane zostały wprowadzone do bazy). Nowością były tzw. punkty eksperckie, przyznawane każdemu czasopismu w granicach 0–5 (jak każde kryterium uznaniowe wywoła ono z pewnością największe kontrowersje; ważne, aby punktacja ekspercka dla każdego czasopisma została podana do publicznej wiadomości, wtedy będzie można się jej przyjrzeć).

Jak co roku zamieszczam zestawienie najpopularniejszych czasopism prawniczych, które publikują prace z zakresu prawa karnego.

Na pierwszej liście zestawiam czasopisma wg aktualnej punktacji ministerialnej: po tytule podaję najnowszą liczbę punktów, a w nawiasie odnotowuję zmianę punktacji względem ubiegłego roku (zob. wpis sprzed roku). Porównując punkty z ubiegłym rokiem należy pamiętać o wspomnianej wcześniej gruntownej zmianie kryteriów oceny oraz zmianie rozpiętości możliwych do uzyskania punktów – w wypadku listy B, na której znajdują się wszystkie najważniejsze polskie czasopisma prawnicze, rozpiętość wynosi obecnie 0–15 pkt (wcześniej 0–10 pkt).

Na drugiej liście zestawiam czasopisma wg różnicy w punktach względem ubiegłego roku, począwszy od czasopism, które odnotowały największy wzrost punktacji.

Lista czasopism wg punktacji

„Państwo i Prawo” 13 pkt (+7)
„Orzecznictwo Sądów Polskich” 11 pkt (+7)
„Ius Novum” 11 pkt (+ 6)
„Studia Iuridica” (UW) 11 pkt (+6)
„Studia Prawnicze” (PAN) 11 pkt (+6)
„Przegląd Sądowy” 11 pkt (+5)
„Przegląd Sejmowy” 11 pkt (+4)
„Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny” 11 pkt (+4)
„Przegląd Prawa i Administracji” 9 pkt (+2)
„Studia Biura Analiz Sejmowych” 9 pkt (+2)
„Nowa Kodyfikacja Prawa Karnego” 8 pkt (+5)
„Studia Iuridica Lublinensia” 8 pkt (+4)
„Palestra” 8 pkt (+2)
„Studia Prawnicze KUL” 8 pkt (+2)
„Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych” 7 pkt (+7)
„Studia Prawnicze. Rozprawy i Materiały” 7 pkt (+5)
„Studenckie Zeszyty Naukowe” (UMCS) 7 pkt (+ 3)
„Opolskie Studia Administracyjno-Prawne” 7 pkt (+1)
„Prawo i Medycyna” 7 pkt (bez zmian)
„Przegląd Więziennictwa Polskiego” 6 pkt (+2)
„Studia Iuridica Agraria” 6 pkt (bez zmian)
„Prawo w Działaniu” 5 pkt (+3)
„Wojskowy Przegląd Prawniczy” 5 pkt (+2)
„Internetowy Przegląd Prawniczy TBSP UJ” 5 pkt (+1)
„Studia Iuridica Toruniensia” 5 pkt (bez zmian)
„Prokuratura i Prawo” 4 pkt (–2)
„Paragraf na Drodze” 3 pkt (bez zmian)
„Gdańskie Studia Prawnicze - Przegląd Orzecznictwa” 3 pkt (–2)

Lista czasopism wg różnicy

„Państwo i Prawo” 13 pkt (+7)
„Orzecznictwo Sądów Polskich” 11 pkt (+7)
„Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych” 7 pkt (+7)
„Ius Novum” 11 pkt (+ 6)
„Studia Iuridica” (UW) 11 pkt (+6)
„Studia Prawnicze” (PAN) 11 pkt (+6)
„Przegląd Sądowy” 11 pkt (+5)
„Nowa Kodyfikacja Prawa Karnego” 8 pkt (+5)
„Studia Prawnicze. Rozprawy i Materiały” 7 pkt (+5)
„Przegląd Sejmowy” 11 pkt (+4)
„Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny” 11 pkt (+4)
„Studia Iuridica Lublinensia” 8 pkt (+4)
„Studenckie Zeszyty Naukowe” (UMCS) 7 pkt (+ 3)
„Prawo w Działaniu” 5 pkt (+3)
„Przegląd Prawa i Administracji” 9 pkt (+2)
„Studia Biura Analiz Sejmowych” 9 pkt (+2)
„Palestra” 8 pkt (+2)
„Studia Prawnicze KUL” 8 pkt (+2)
„Przegląd Więziennictwa Polskiego” 6 pkt (+2)
„Wojskowy Przegląd Prawniczy” 5 pkt (+2)
„Internetowy Przegląd Prawniczy TBSP UJ” 5 pkt (+1)
„Opolskie Studia Administracyjno-Prawne” 7 pkt (+1)
„Prawo i Medycyna” 7 pkt (bez zmian)
„Studia Iuridica Agraria” 6 pkt (bez zmian)
„Studia Iuridica Toruniensia” 5 pkt (bez zmian)
„Paragraf na Drodze” 3 pkt (bez zmian)
„Prokuratura i Prawo” 4 pkt (–2)
„Gdańskie Studia Prawnicze - Przegląd Orzecznictwa” 3 pkt (–2)

Konsekwencje prawne podawania się za sędziego Trybunału Konstytucyjnego

Ilu mamy obecnie sędziów Trybunału Konstytucyjnego? – to chyba najciekawsze i najtrudniejsze pytanie ostatnich tygodni. Wszystko za sprawą politycznego zamieszania, związanego z przedwczesnym – i niekonstytucyjnym, co już jest wiadome – wyborem dwóch sędziów Trybunału Konstytucyjnego przez Sejm VII kadencji oraz pozbawionym podstawy prawnej i nadliczbowym wyborem aż pięciu sędziów przez większość parlamentarną Sejmu VIII kadencji. Sprawa powinna być wszystkim, przynajmniej w zarysie, dobrze znana; odtworzenie szczegółowej sekwencji wydarzeń w ramach tego krótkiego wpisu nie jest możliwe, bez narażenia się na uproszczenia i nieporozumienia, nie o tym zresztą chciałbym napisać (zob. więcej w obszernym sprawozdaniu prasowym np. tutaj, a także: wyrok TK z 3 grudnia 2015 r. oraz wyrok TK z 9 grudnia 2015 r.).

Z prawnego punktu widzenia status trzech sędziów wybranych przez Sejm VII kadencji jest jasny: są oni sędziami Trybunału Konstytucyjnego, ich kadencja już się rozpoczęła, nie mogą jednak przystąpić do pełnienia swoich zawodowych obowiązków z uwagi na brak złożenia ślubowania wobec prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Wynika z tego jasno, że Sejm następnej (obecnej) kadencji nie mógł, zgodnie z prawem, wybrać aż pięciu nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Sejm ten nie miał żadnej podstawy prawnej do wyboru przynajmniej trzech sędziów, gdyż wskutek takiego wyboru przekroczony zostałby limit 15 sędziów wchodzących w skład Trybunału. (Nie wspominam o innych powodach wadliwości tego wyboru, jak chociażby braku podmiotowej kompetencji Sejmu VIII kadencji do dokonania wyboru pięciu sędziów TK).

To, że posłowie coś zrobili (zgłosili kandydatów, przeprowadzili głosowanie, zapisali kartki papieru tekstem jakiejś „uchwały”) nie oznacza, rzecz jasna, że ma to jakiekolwiek znaczenie prawne. To, że Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej postanowił zaprosić w środku nocy do swojego domu czterech mężczyzn, którzy odczytali do mikrofonu tekst ślubowania, oczywiście nie oznacza, że wywarło to jakiekolwiek skutki prawne. Jak ujmują to niektórzy konstytucjonaliści, mieliśmy do czynienia ze spektaklem, przedstawieniem teatralnym, które niczego nie wniosło.

Przed 3 grudnia 2015 r., gdy nie było jeszcze znane stanowisko Trybunału Konstytucyjnego co do konstytucyjności przepisu, na którym opierał się wybór sędziów dokonany przez Sejm poprzedniej kadencji, sytuacja prawna wszystkich wybranych sędziów mogła budzić wątpliwości. Trybunał rozstrzygnął te wątpliwości: uznał, że przepisy regulujące wybór trzech sędziów wybranych przez Sejm VII kadencji w miejsce sędziów TK, których kadencja upływała 6 listopada 2015 r., są zgodne z Konstytucją, ale zakwestionował konstytucyjność tych przepisów w zakresie dwóch sędziów wybranych przez Sejm VII kadencji „na zapas”.

W tych okolicznościach nowi niby-sędziowie, wybrani przez aktualny parlament, mający zastąpić sędziów wybranych zgodnie z prawem przez Sejm poprzedniej kadencji, są sędziami nadliczbowymi i z tej tylko przyczyny (pomijając inne powody prawne) nie ma dla nich po prostu miejsca, dosłownie i w przenośni, w Trybunale Konstytucyjnym. Nie oznacza to jednak, by osoby pozornie wybrane na stanowiska sędziów Trybunału Konstytucyjnego nie mogły (w sensie faktycznym) tytułować się sędziami Trybunału. Nie ma faktycznych przeszkód, by osoby te podawały się za sędziów. Na tym tle rysują się kolejne pytania: czy sędziowie wybrani przez Sejm VIII kadencji mogą przyjść do pracy? Czy mogą orzekać? I czy takie postępowanie będzie zgodne z prawem?

Odpowiedzialność karna niby-sędziego

Podawanie się za sędziego Trybunału Konstytucyjnego może prowadzić do odpowiedzialności karnej i skazania danej osoby za przestępstwo. Podstawą odpowiedzialności karnej osoby, która umyślnie podaje się za sędziego, jest art. 227 k.k.: Kto, podając się za funkcjonariusza publicznego albo wyzyskując błędne przeświadczenie o tym innej osoby, wykonuje czynność związaną z jego funkcją, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Odpowiedzialność karna pedofila

Sytuacja wyglądała tak: 24-letni mężczyzna próbował uwieść przez Internet nastolatkę i proponował jej seks. Nie zdawał sobie sprawy, że 13-letnia dziewczyna jest w rzeczywistości dorosłym internautą-prowokatorem, który przygotowywał pułapkę na pedofila. 

Amant zjawił się o umówionej porze w ustalonym miejscu schadzki, aby spotkać się z „nastolatką”. Został wówczas zatrzymany przez Policję (zob. np. materiał prasowy na portalu tvn24.pl).

Groźna, żałosna sytuacja – ale jej bohater nie jest przestępcą. Opisanym powyżej czynem 24-letni pedofil nie zrealizował znamion żadnego czynu zabronionego pod groźbą kary.

 

Niekaralne przygotowanie nieudolne


Karalne jest wyłącznie udolne przygotowywanie się do popełnienia przestępstwa pedofilskiego.

W polskim prawie karnym nie jest karalne umawianie się przez internet z dorosłym blogerem, w błędnym przekonaniu, że jest to dziecko. Tego typu sytuacja jest nieudolną próbą złożenia propozycji obcowania płciowego małoletniemu do lat 15 (jest to granica wieku decydująca do pedofilskim charakterze czynu) – żeby odpowiadać karnie za umawianie się przez internet z dzieckiem, celem doprowadzenia go do obcowania płciowego, sprawca musi rzeczywiście umówić się z dzieckiem.

Gdy w rolę dziecka wciela się osoba dorosła – prowokator – sprawca nie może wyczerpać znamion przestępstwa, polegającego na składaniu seksualnej propozycji dziecku poniżej lat 15.

Dwa typy karalnego przygotowania do przestępstwa pedofilskiego w aktualnym stanie prawnym zostały opisane w art. 200a § 1 i 2 k.k.

W art. 200a § 1 k.k. jest penalizowane uwodzenie małoletniego za pomocą oszustwa: sprawca wprowadza ofiarę w szeroko rozumiany błąd co do własnego wieku, intencji itp., zmierzając do spotkania się z dzieckiem. Składanie małoletniemu do lat 15 otwartej, bezwstydnej propozycji obcowania płciowego i zmierzanie do jej realizacji to z kolei przestępstwo opisane w art. 200a § 2 k.k.

W obu tych przepisach mowa jest konsekwentnie o małoletnim poniżej lat 15; dorosły prowokator-bloger, który podaje się za dziecko, nie spełnia tego warunku, a zatem złożona przez pedofila propozycja nie była, w omawianej sprawie, skierowana do osoby, o której mowa w art. 200a § 2 k.k. Zmierzanie do spotkania z blogerem nie było zmierzaniem do realizacji propozycji, o której mowa w tym przepisie, nawet jeśli sprawca myślał, że jest inaczej.


Prawo łaski

Ciąg dalszy sprawy ułaskawienia Mariusza Kamińskiego i nowe argumenty.

Popularność wpisu z 17 listopada 2015 r. Czy można ułaskawić osobę niewinną? przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Notka na Facebooku została przeczytana ponad 20 000 razy, a wpis na blogu uzyskał kilka tysięcy unikalnych wejść. Bardzo wszystkim dziękuję za komentarze (70 na blogu i kilkadziesiąt na Facebooku) oraz merytoryczną dyskusję. Z pewnością sprawa będzie jeszcze długo analizowana.

Kulisy tego wpisu są bardzo prozaiczne. Siedziałem przed komputerem i od niechcenia włączyłem telewizor, żeby „coś leciało”. Po 5 minutach słyszę w tle komunikat, że prezydent ułaskawił Mariusza Kamińskiego. Trochę mnie to zaskoczyło – przecież nie było jeszcze prawomocnego skazania. Miałem chwilę czasu, więc postanowiłem podzielić się swoimi wątpliwościami na blogu. Wpis powstał w niecałe pół godziny. Myślałem, że szum medialny trwa już od dłuższego czasu.

Gdy opublikowałem notatkę okazało się, że zareagowałem prawie natychmiast po pojawieniu się informacji w mediach. Wyprzedziłem większość konstytucjonalistów, którzy komentowali tego wieczoru całą sprawę :)

Nie zmieniłem zdania. Uważam, że w systemie prawnym opartym na trójpodziale władz podstawową cechą podmiotu zdatnego do ułaskawienia musi być bycie osobą skazaną i to prawomocnie, to znaczy osobą, która nie korzysta w danym systemie prawnym, w zakresie danego czynu, z domniemania niewinności. Oczywiście inaczej mogłoby zostać ukształtowane prawo łaski w innym paradygmacie ustrojowego podziału władz, np. w systemie, w którym głowa państwa byłaby jednocześnie najwyższym sędzią, najwyższym prawodawcą i najwyższym kapłanem.

Dwa dni temu przyszedł mi do głowy jeszcze jeden argument. Nie wiem, czy ktoś już kiedyś sformułował taki argument; nie sprawdzałem tego. Być może jest on beznadziejny. Osobiście bardzo mi się jednak podoba i z przyjemnością się nim podzielę.

Centralny dla omawianej kwestii art. 139 Konstytucji jest wyjątkowo zwięzły: „Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu”. Zastanawia mnie jedno słowo użyte w tym przepisie. Zauważmy, że w art. 139 Konstytucji nie ma mowy o tym, że prezydent „ma” prawo łaski albo że prezydent „może ułaskawić” obywatela Rzeczypospolitej Polskiej. W innych miejscach Konstytucji jest wielokrotnie mowa o tym, że ktoś ma jakieś prawo albo że ma prawo do czegoś. Omawiany przepis posługuje się jednak innym sformułowaniem – „stosuje prawo łaski”. Interesujący jest czasownik „stosuje”.

Kompetencję do stosowania prawa łaski ma, jak czytamy, Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Ze stwierdzenia, że prezydent stosuje prawo łaski wynika oczywiście, że ma on prawo do tego, by kogoś ułaskawić. Przepis ten precyzuje bez wątpienia podmiot, którego kompetencją jest prawo łaski. Nikt inny nie ma prawa łaski. Przepis ten nie określa natomiast, jaka jest treść tego prawa ani na czym polega „stosowanie” tego prawa.

Jaka jest treść i sens prawa łaski, można wyinterpretować z pojęcia „łaska”, uwzględniając kontekst kulturowy i historyczny omawianej regulacji prawnej.

Czym jest „stosowanie” prawa łaski, rozstrzyga, rzecz jasna, prawo. Stosowanie prawa łaski to, najkrócej mówiąc, stosowanie odpowiednich przepisów określających przesłanki oraz czynności podejmowane w ramach instytucji nazywanej przez Konstytucję „prawem łaski”.

Nie bez przyczyny o ułaskawieniu mówi Kodeks postępowania karnego – zostały w nim opisane procedury prowadzące do skorzystania przez Prezydenta z konstytucyjnej kompetencji – natomiast skorelowany z całym systemem prawnym art. 139 Konstytucji mówi o „stosowaniu” tego prawa przez Prezydenta.

Przepisy Kodeksu postępowania karnego mówią wyraźnie o tym, że ułaskawienie to procedura po uprawomocnieniu się orzeczenia. Stosowanie prawa łaski, w rozumieniu art. 139 Konstytucji, musi być więc stosowaniem przewidzianych w prawie procedur po uprawomocnieniu się orzeczenia.

Nie trzeba podkreślać, że prezydent Rzeczypospolitej Polskiej musi działać na podstawie i w granicach prawa (art. 7 Konstytucji). Musi więc stosować prawo łaski zgodnie z prawem.

Stosowanie prawa łaski zgodnie z prawem to jego stosowanie po uprawomocnieniu się orzeczenia, jak o tym stanowią przepisy powszechnie obowiązującego i wiążącego głowę państwa Prawa.

 

Czy można ułaskawić osobę niewinną?

Media donoszą, że prezydent Andrzej Duda ułaskawił Mariusza Kamińskiego, skazanego w pierwszej instancji za przestępstwo z art. 231 k.k. Polityk złożył apelację od tego wyroku, która nie została jeszcze rozpoznana.

Pomijając polityczny aspekt sprawy, mam wątpliwości, czy prawo łaski, przewidziane w art. 139 Konstytucji, może być stosowane przed uprawomocnieniem się wyroku sądu.

Przepis Konstytucji jest wyjątkowo lakoniczny i niczego nie rozstrzyga. Mówi jedynie, że „Prezydent Rzeczypospolitej stosuje prawo łaski. Prawa łaski nie stosuje się do osób skazanych przez Trybunał Stanu”. Należy wyciągnąć pewne wnioski z występującego tu określenia „łaska”. Ułaskawić można kogoś, kto zrobił coś złego i jest winny tego, co zrobił. Ułaskawienie to anulowanie negatywnych konsekwencji czyjegoś czynu. Nie da się więc ułaskawić osoby niewinnej czy też osoby uznawanej za niewinną w świetle przepisów prawa.

Zgodnie z Kodeksem postępowania karnego (art. 5 § 1 k.p.k.), oskarżonego uważa się za niewinnego, dopóki wina jego nie zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem. Zasada domniemania niewinności obowiązuje zarówno przed sądem pierwszej, jak i drugiej instancji. Do momentu uprawomocnienia się wyroku, Mariusz Kamiński powinien być uznawany za osobę niewinną, a w związku z tym nie można go było ułaskawić.

Prawomocność wyroku sądu jako przesłanka stosowania prawa łaski jest brzegowym warunkiem spójności art. 139 z art. 10 Konstytucji. Według tego ostatniego przepisu, „ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej”. Stosowanie prawa łaski względem osoby nie uznanej za winną prawomocnym wyrokiem sądu zakłóca równowagę władzy wykonawczej i władzy sądowniczej.

Art. 139 Konstytucji nie upoważnia prezydenta do odbierania sądom powszechnym kompetencji do sprawowania wymiaru sprawiedliwości.

Prezydent może jedynie ułaskawiać (anulowanie konsekwencji winy, która została komuś ostatecznie przypisana), nie może natomiast zastępować postępowania instancyjnego przed sądem powszechnym. Prezydent nie ma podstaw prawnych, by czynić z siebie sędziego.

Podstępny członek

Ciekawa sprawa z Wielkiej Brytanii.

Niejaka Gayle Newland płci żeńskiej udawała mężczyznę, by skłonić do współżycia seksualnego inną kobietę. Przebierała się w męską odzież, przytwierdzała do ciała sztuczny penis i specjalnie obniżała głos, by brzmiał bardziej męsko. „Mężczyzna” poprosił pokrzywdzoną o założenie opaski na oczy; pokrzywdzona nosiła opaskę podczas wspólnego oglądania telewizji i opalania się. Zorientowała się, że nie ma do czynienia z mężczyzną, podczas jednego z aktów seksualnych dopiero na dziesiątej randce (zob. na portalu tvn24 i The Telegraph).

Sąd skazał fałszywego kochanka za napaść seksualną na 8 lat pozbawienia wolności.

Gdyby sytuacja miała miejsce w Polsce i była oceniana przez pryzmat polskiego Kodeksu karnego, kobieta nie uniknęłaby odpowiedzialności karnej. Opisane zachowanie jest podstępnym doprowadzeniem innej osoby do obcowania płciowego, co wyczerpuje znamiona zgwałcenia opisanego w art. 197 § 1 k.k. Zgwałcenie zagrożone jest karą pozbawienia wolności od lat 2 do 12 („Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do obcowania płciowego, podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12”).

Podstęp w rozumieniu art. 197 § 1 k.k. polega na tym, że ofiara myli się co do istotnych elementów stanu faktycznego: wyobraża sobie, że coś ma miejsce albo nie jest czegoś świadoma, a okoliczność, co do której się myli, ma znaczenie dla podjęcia przez nią decyzji o obcowaniu płciowym (dochodzi w ten sposób do ataku na dobro prawne w postaci wolności seksualnej człowieka). Podstęp ma miejsce wtedy, gdy wspomniany błąd jest celowo wywołany bądź wykorzystany przez sprawcę.

Zachowanie Gayle Newland nosiło znamiona podstępu. Kobieta umyślnie wprowadziła ofiarę w błąd co do własnej płci, wywołując u pokrzywdzonej przekonanie, że nawiązuje kontakt  z mężczyzną. Opaska na oczy skutecznie utrudniła ofierze zorientowanie się w rzeczywistym stanie rzeczy. Symbolicznym zwieńczeniem szeregu podstępnych zabiegów ze strony kobiety podającej się za mężczyznę, doprowadzających pokrzywdzoną do obcowania płciowego, był sztuczny członek używany przez kobietę w czasie współżycia seksualnego.

Zgwałcenie opisane w art. 197 § 1 k.k. nie musi być czynem okrutnym; nie musi nawet wyglądać jak zgwałcenie. Łatwo rozpoznać, że mamy do czynienia z przestępstwem, gdy sprawca, chcąc doprowadzić ofiarę do współżycia, używa przemocy bądź groźby bezprawnej. Inaczej jest w wypadku podstępu, gdyż na pierwszy rzut oka wydaje się wówczas, że do żadnego zgwałcenia nie dochodzi. Nawet sam pokrzywdzony nie zdaje sobie sprawy, że oto dokonuje się na nim przestępstwo seksualne.

Podejmując określone zachowania seksualne, ludzie dyskryminują się ze względu na płeć. Człowiek ma prawo do takiej „dyskryminacji”, a przed pozbawianiem go tego prawa chroni art. 197 § 1 k.k. Błąd dotyczący płci partnerki/partnera będzie błędem istotnym, jeżeli ofiara nie zdecydowałaby się na obcowanie płciowe, znając prawdziwą tożsamość płciową partnera/partnerki (z kobietą czy z mężczyzną – wszystko jedno?). Osoba, która wprowadza ofiarę w taki błąd albo jej błąd wykorzystuje, może ponieść odpowiedzialność karną za zgwałcenie.

Czy opłaca się zgwałcić ze szczególnym okrucieństwem?

Niestety, tak! W pewnych wypadkach opłaca się popełnić zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem zamiast zwykłego zgwałcenia. Z czego to wynika i co należy zrobić, żeby się nie opłacało?

Nadzwyczajne obostrzenie kary

Sytuacja prawna wygląda następująco. W wyniku nowelizacji Kodeksu karnego, która weszła w życie 1 lipca 2015 r. (Dz.U. 2015, poz. 396), możliwe stało się podwyższanie górnej granicy kary pozbawienia wolności, wynoszącej w zwyczajnym wymiarze maksymalnie 15 lat, do lat 20 (zob. art. 38 § 2 k.k.). Przed 1 lipca 2015 r. kara tzw. terminowego pozbawienia wolności (nie mówimy tutaj o karze pozbawienia wolności na 25 lat albo dożywotnim więzieniu) nie mogła być wyższa od 15 lat – była to absolutnie sztywna, górna granica tej kary, niezależnie od tego, czy chodziło o zwyczajny, czy nadzwyczajnie obostrzony wymiar kary. W aktualnym stanie prawnym przekroczenie tej granicy do maksymalnie 20 lat jest dopuszczalne między innymi w przypadkach tzw. nadzwyczajnego obostrzenia kary, gdy ustawa w specjalnym przepisie pozwala sędziemu orzec karę powyżej górnej granicy ustawowego zagrożenia przewidzianego za dane przestępstwo.

Nowelizacja przepisów o wymiarze nadzwyczajnie obostrzonej kary pozbawienia wolności powoduje, że w wypadku popełnienia wysoce społecznie szkodliwego czynu i spełnieniu przesłanek nadzwyczajnego obostrzenia kary, sprawcy może zostać wymierzona kara przekraczająca limit wyznaczany przez definicję kary pozbawienia wolności, powyżej 15 lat. Przykładowo, za czyn zagrożony karą pozbawienia wolności od lat 2 do 12, po obostrzeniu górnej granicy sankcji o połowę, można wymierzyć karę 18 lat pozbawienia wolności (12 + 0,5x12 = 18). Przed 1 lipca 2015 r. nieprzekraczalna granica wymiaru kary obostrzonej za popełnienie takiego przestępstwa usytuowana była na poziomie 15 lat.

W praktyce częstym przypadkiem nadzwyczajnego obostrzenia kary jest popełnienie przestępstwa w recydywie (sprawca był już wcześniej skazany za przestępstwo). Klasyczna konsekwencja popełnienia przestępstwa przez recydywistę polega na tym, że sąd może wymierzyć karę przewidzianą za przypisane sprawcy przestępstwo w wysokości do górnej granicy ustawowego zagrożenia zwiększonego o połowę (zob. art. 64 § 1 i 2 k.k.).

Problem zbrodni

Lipcowa nowelizacja Kodeksu karnego nie naruszyła jednak art. 64 § 3 k.k., zgodnie z którym podwyższenie górnego ustawowego zagrożenia nie dotyczy zbrodni. Oznacza to, że recydywista popełniający zbrodnię zagrożoną karą pozbawienia wolności na maksymalnie 15 lat nie może zostać skazany na więzienie trwające dłużej niż 15 lat (górna granica jest w tym wypadku nadal bezwzględnie sztywna).

Prowadzi to do konsekwencji streszczonej w tytule dzisiejszego wpisu: recydywiście opłaca się popełnić zgwałcenie ze szczególnym okrucieństwem. To samo dotyczy zgwałcenia dziecka czy zgwałcenia zbiorowego, a także popełnienia rozboju przy użyciu niebezpiecznego narzędzia. Z czego wynikają te przerażające konsekwencje?

Polecam się

Na ostatniej stronie okładki „Orzecznictwa Sądów Polskich” publikowane są zawsze zapowiedzi materiałów, które ukażą się w kolejnym numerze miesięcznika. Październikowy zeszyt reklamuje napisaną przeze mnie glosę do wyroku Sądu Najwyższego z 6 listopada 2014 r., IV KK 157/14, poświęconą obronie koniecznej, która ukaże się w listopadowym numerze „Orzecznictwa Sądów Polskich”. Zapowiedź z okładki wygląda tak:


Zdjęcie: M.M.

Za kulisy tej glosy zaglądałem na blogu 12 maja 2015. Tekst pisałem na zamówienie redakcji, co sprawiło mi wielką frajdę i satysfakcję. Wydawca reklamuje również glosę na stronie internetowej czasopisma:

„W numerze listopadowym Orzecznictwa Sądów Polskich szczególnie polecamy wyrok Sądu Najwyższego z 6.11.2014 r. (IV KK 157/14) z glosą Mikołaja Małeckiego, który uznał, że trafne jest stanowisko Sądu Najwyższego dotyczące tego, iż zaistnienie obrony koniecznej z art. 25 § 1 kodeksu karnego nie jest uwarunkowane strachem czy emocjonalnym wzburzeniem osoby odpierającej zamach. Autor podkreślił, iż zamachem w rozumieniu art. 25 § 1 kodeksu karnego jest także próba zaatakowania osoby broniącej się, polegająca na stworzeniu niebezpieczeństwa dla dobra prawnego (usiłowanie ukończone albo nieukończone). Mikołaj Małecki wskazał jednakże, że istotną luką w rozumowaniu Sądu Najwyższego było pominięcie instytucji z art. 29 kodeksu karnego, określającej prawne konsekwencje błędu co do kontratypu. Postrzeganie przez sprawcę zachowania innej osoby jako zamachu na dobro prawne powinno być oceniane na podstawie art. 29 kodeksu karnego. W rezultacie w omawianej sprawie nie było uzasadnione odwoływanie się do konstrukcji defensio antecedens”.

A zatem jest to glosa częściowo aprobująca, a częściowo (jakżeby inaczej) krytyczna. Miłej lektury!

Co zmienia art. 37a k.k.?

W ramach wielkiej nowelizacji Kodeksu karnego, która weszła w życie 1 lipca 2015 r. (zob. Dz.U. 2015, poz. 396), do ustawy karnej został wprowadzony nowy art. 37a k.k.: „Jeżeli ustawa przewiduje zagrożenie karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą 8 lat, można zamiast tej kary orzec grzywnę albo karę ograniczenia wolności, o której mowa w art. 34 § 1a pkt 1, 2 lub 4”.

Pół roku temu zastanawiałem się, czy przepis ten jest specyficzną dyrektywą wymiaru kary, czy też pełni znacznie ważniejszą funkcję, bo określa, w jaki sposób w ogóle jest ustalane ustawowe zagrożenie karą (zob. wpis z 15 kwietnia 2015). Wątpliwości nie rozstrzygnął projektodawca przepisu, który stwierdził, że art. 37a k.k. ma do odegrania dwie role: jest jednocześnie dyrektywą wymiaru kary i modyfikatorem sankcji, co jest stwierdzeniem wewnętrznie sprzecznym (zob. uzasadnienie rządowego projektu z 15 maja 2014, s. 13). W najnowszej literaturze formułowany jest pogląd, że przepis ten nie zmienia granic ustawowego zagrożenia karą (zob. bez uzasadnienia: M. Mozgawa, w: Kodeks karny. Komentarz, red. M. Mozgawa, Warszawa 2015, s. 122). Inni autorzy twierdzą, że art. 37a k.k. jest modyfikatorem sankcji (zob. ze szczegółowym uzasadnieniem: J. Majewski, Kodeks karny. Komentarz do zmian 2015, Warszawa 2015, s. 85-86). Kwestia jest więc sporna.

Twierdziłem i twierdzę, że art. 37a k.k. zawiera informację o ustawowym zagrożeniu karą, wprowadzając kary wolnościowe (grzywnę i ograniczenie wolności) do sankcji opisanej w sposób niekompletny w przepisie typizującym dany czyn zabroniony. Ustawowe zagrożenie karą za popełnienie niektórych występków odczytujemy więc z przepisu typizującego oraz z przednawiasowego art. 37a k.k. Miałem okazję napisać o tym w komentarzu do nowelizacji, który ukazał się na początku lata tego roku (zob. Ustawowe zagrożenie karą i sądowy wymiar kary, w: Nowelizacja prawa karnego 2015. Komentarz, red. W. Wróbel, Kraków 2015, s. 286 i n.).

Argumentując za twierdzeniem, że art. 37a k.k. dookreśla ustawowe zagrożenie karą, można posłużyć się dowodem nie wprost, przyjmując na moment, że art. 37a k.k. nie jest modyfikatorem sankcji, lecz pełni funkcję specyficznej dyrektywy wymiaru kary. Do jakich konsekwencji prowadzi to założenie?

Toast na Stadionie Narodowym

Robert Lewandowski może mieć problemy za picie alkoholu na Stadionie Narodowym. Rozpoczęły się czynności wyjaśniające – przeczytałem na portalu tvn24.

Zdarzenie miało miejsce 11 października tego roku. Reprezentacja Polski w piłce nożnej wygrała z Irlandią 2:1 i zakwalifikowała się do mistrzostw Europy.

Po meczu piłkarze tradycyjnie dziękowali kibicom i świętowali zwycięstwo. Rzeczywiście, na udostępnionych w internecie zdjęciach widać, jak Robert Lewandowski z wielkiej butelki wlewa sobie do ust (chyba?) szampana.

W tle wspomnianych czynności wyjaśniających znajduje się zapewne art. 431 ust. 1 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (tekst jednolity: Dz.U. 2015, poz. 1286), a precyzyjniej: art. 431 ust. 1 zd. 1 w zw. z art. 14 ust. 1 pkt 3 tej ustawy, który pod groźbą grzywny zabrania spożywać napojów alkoholowych w miejscach i czasie masowych zgromadzeń.

Pomeczowa feta na Stadionie Narodowym była na pewno zgromadzeniem masowym, a zatem spożywanie alkoholu w miejscu i czasie tego zgromadzenia podpada pod opisane wykroczenie (zakładam, że miejscem masowego zgromadzenia jest także płyta boiska, mimo że „masa” ludzi znajduje się tylko na trybunach – choć może jest akurat inaczej?). Wylewanie sobie na twarz alkoholu w taki sposób, że trafia on do otworu gębowego i jest następnie przełykany (z pewnością tak by to ujął rasowy prawnik) jest „spożywaniem” alkoholu (zakładam, że był to alkohol).

Niby wszystko się zgadza, ale czy zostało popełnione wykroczenie?

Uważam, że tego typu „spożywanie” alkoholu nie jest społecznie szkodliwe.

Zgodnie z art. 1 § 1 Kodeksu wykroczeń warunkiem odpowiedzialności wykroczeniowej jest popełnienie czynu społecznie szkodliwego. Nie musi być to czyn o wyższym niż znikomym stopniu społecznej szkodliwości, czego wymaga dla odmiany Kodeks karny (art. 1 § 2 k.k.). Wystarczy jakakolwiek, choćby znikoma, społeczna szkodliwość czynu. To jednak nie oznacza, że każde zachowanie, które formalnie podpada pod określony przepis ustawy, np. opis z art. 431 ust. 1 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, jest zawsze i bez wyjątków zachowaniem społecznie szkodliwym. Z pewnością zazwyczaj tak będzie, ale nie można twierdzić, że jest tak zawsze. Trzeba to oceniać in concreto, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności zdarzenia.

Pomeczowy toast, polegający w istocie rzeczy na oblaniu twarzy szampanem, nie był, w mojej ocenie, społecznie szkodliwy i w związku z tym nie realizował znamion omawianego wykroczenia.

Sądzę, że tego typu umiarkowany, nienachalny toast, w którym biorą udział zawodnicy, związany ze szczególnymi okolicznościami danej imprezy, nie wykracza poza akceptowalne w naszym kręgu kulturowym i w tym kontekście standardy postępowania z alkoholem. Alkoholem, który – co może warte wyeksponowania – występuje w tego typu sytuacjach raczej w funkcji fajerwerku czy konfetti niż w roli napitku; rzeczywistego płynu „do spożycia”.

Parmenides

Zobaczyłem przed chwilą na Facebooku ogłoszenie studentów filozofii UPJPII o planowanym zebraniu koła filozoficznego, inaugurującym nowy rok akademicki. I o prawdopodobnej zmianie siedziby koła (tak przynajmniej wyczytałem na Facebooku). I się rozczuliłem. Przypomniało mi się, jak sam byłem studentem filozofii; jak razem z koleżankami i kolegami ze studiów działaliśmy w kole naukowym. Ten czas naprawdę dużo znaczył w moim życiu i jestem pewien, że wiele spraw byłoby „inaczej”, gdybym nie zdecydował się „pójść na filozofię”.  

Oto zdjęcie naszej siedziby – zapewne już niedługo historyczne – mieszczącej się w mrocznych i zimnych piwnicach przy ul. Franciszkańskiej 1. Centralne miejsce zajmuje (zajmował) logotyp koła, na prawej ścianie wiszą (wisiały) fotografie Kanta, Wittgensteina i Heideggera. Siedziba, mimo sypiącego się tynku, miała swój specyficzny urok.


Zdjęcie: M.M. 2010 r.

Mogę powiedzieć, że sposób, w jaki spoglądam dzisiaj na pewne sprawy, styl myślenia czy po prostu „podejście”, to rezultat przede wszystkim zajęć z filozofii starożytnej, najpierw ćwiczeń, a potem wykładów monograficznych i konwersatoriów prowadzonych przez o. franciszkanina Kleofasa Wojciecha Gródka – zajęć mądrych, zmuszających do myślenia, wyrabiających postawę krytyczną. Szkoda, że w aktualnym semestrze konwersatorium o. Gródka odbywa się w środy po południu (mam wtedy ćwiczenia z prawa karnego). Gdybym miał wolne, na pewno bym chodził, tym bardziej, że w tym roku omawiany jest temat: „Czy człowiek jest miarą wszystkich rzeczy?”.

Zainteresowanie filozofią starożytną spowodowało, że miałem nawet swego czasu przydomek „Parmenides” (ukuty, jeśli mnie pamięć nie myli, przez Mateusza Hohola). Z tym przezwiskiem związana jest pewna scenka, która jakoś dziwnie tkwi w mojej pamięci. Rzecz działa się podczas jednego z seminariów w Uniwersyteckiej Poradni Prawnej UJ. Ktoś (chyba Szymon Goliński) rzucił hasło, czy raczej pytanie, czemu jestem zwany „Parmenidesem”. Temat podchwycił mec. Maciej Burda: „Parmenides – to ten, który mówił, że byt jest, a niebyt nie jest?”. Potwierdziłem, że to właśnie ten. I wówczas mec. Burda zrobił poważną minę i nic już nie powiedział. Nie pamiętam, co wtedy pomyślałem, ale dziś powiedziałbym, że wyglądało to tak, jakby mec. Burda się zadumał.

Na tym w sumie kończy się cała historyjka. Jak widać, pozbawiona jest wyraźnej puenty :) Nie wiedzieć czemu wynurzyła się z mojej podświadomości, gdy zobaczyłem na Facebooku ogłoszenie o zebraniu koła filozoficznego.

Od zakończenia moich studiów filozoficznych minęło trochę czasu (to już 5 rok). Z dystansu pewne rzeczy widać lepiej; widać je w całości. Wydaje mi się, że jest w tych studiach coś dziwnego – rzeczy, do których później „przydała” mi się filozofia, nigdy nie studiowałem; nie było ich w żadnym programie studiów, nie dało się tego nauczyć. Trudno je nawet wskazać, nazwać po imieniu. Pokazują się czasem w praktyce życia. Po prostu same przychodzą. Trzeba być tylko przygotowanym na to przyjście.

„Pokrzywdzony życzył sobie być związany”

Wpadło mi dzisiaj do ręki najnowsze wydanie podręcznika do prawa karnego autorstwa prof. Lecha Gardockiego (Prawo karne, Warszawa 2015. wyd. 19). W wolnej chwili przekartkowałem książkę. Przeglądając rozdział poświęcony „kontratypom” zwróciła moją uwagę teza, iż w ramach wychowywania dzieci rodzice realizują znamiona przestępstwa i dopiero tzw. kontratyp karcenia małoletnich uchyla bezprawność ich czynu. Przykładowo, dając dziecku tzw. szlaban na wyjście z domu i zamykając je w pokoju w celu wyegzekwowania zakazu, rodzice realizują znamiona czynu zabronionego z art. 189 k.k. – pozbawienie człowieka wolności (jw. s. 136).

Podczas rozważań o karceniu małoletnich w podręczniku stwierdza się: „W ramach działalności wychowawczej rodzice mają natomiast prawo wykonywać inne [od karcenia cielesnego – dop. M.M.] czynności, które wypełniają znamiona niektórych przestępstw przeciwko wolności”. Wydaje mi się, że twierdzenie to jest wewnętrznie sprzeczne. Zachowanie, do którego „mam prawo”, nie może wypełniać znamion przestępstwa polegającego na wykonaniu tego zachowania. Nie może być tak, że mam do czegoś prawo i tego czegoś jednocześnie prawo mi zakazuje.

Jeszcze ciekawsze są rozważania na temat tzw. zgody pokrzywdzonego jako jednego z kontratypów. Konieczny jest w tym miejscu dłuższy cytat:

„Mówiąc o zgodzie dysponenta dobra jako okoliczności wyłączającej odpowiedzialność karną, mamy na myśli tylko te sytuacje, gdy czyn sprawcy wypełnia znamiona przestępstwa. Wtedy, gdy zgoda dysponenta dobra powoduje, że znamiona przestępstwa w ogóle nie zostały wypełnione, nie ma potrzeby powoływania się na nią, ponieważ problem przestępności czynu w ogóle nie powstaje.

Przykład: X odbywa stosunek seksualny z Y za jego zgodą. Czyn ten nie wypełnia znamion przestępstwa zgwałcenia i nie ma potrzeby powoływania się na zgodę Y, bo nikomu nie przychodzi do głowy rozpatrywać tego zdarzenia w kategoriach przestępności lub jej braku.

Sytuacja jest inna, gdy czyn narusza określone dobro i wypełnia znamiona przestępstwa, np. X uderza Y (art. 217 KK) albo pozbawia go wolności przez związanie sznurem (art. 189 KK). W tych przypadkach dla wyłączenia przestępności czynu potrzebne jest stwierdzenie, że «pokrzywdzony» życzył sobie być uderzony lub związany, potrzebne jest powołanie się na jego zgodę” (jw. s. 132).

Od razu przyszło mi do głowy: a jeśli ktoś wiąże kogoś sznurem za jego zgodą w czasie wspomnianego stosunku seksualnego? Dochodzi do naruszenia dobra prawnego w postaci nietykalności cielesnej?

22 miesiące

1 marca 2015 r. obiecałem, że za pół roku sprawdzę, czy ukazały się teksty, które przesłałem do publikacji w różnych czasopismach naukowych. Oto zestawienie:

1) Ustawowa regulacja kryteriów przypisania skutku (analiza wybranych uwag krytycznych) – artykuł opublikowało „Państwo i Prawo” w numerze 8/2015.

2) Nieostrożność w konstrukcji przestępstwa nieumyślnego – tekst przesłany do publikacji 13 miesięcy temu, ciągle czekam.

3) Nieumyślność wczoraj, dziś i jutro – praca ukazała się w książce „Reforma prawa karnego”, red. I. Sepioło-Jankowska, Warszawa 2014 (cytuję w niej rozważania Heideggera o istocie dzbana).

4) Usiłowanie podżegania do podżegania do zabójstwa. Studium przypadku – artykuł ukazał się w majowym „Przeglądzie Sądowym” w 2015 r. Piszę m.in. o dewiacjach semantycznych przy wykładni znamion podżegania.

5) Zbiegi i kolizje przypisania skutku – tekst pokonferencyjny z 2013 r., ciągle czekam.

6) Podrobienie pieniędzy do gry planszowej – glosa przesłana dość dawno do redakcji „Gdańskich Studiów Prawniczych. Przeglądu Orzecznictwa”; wymyślenie tytułu dla tej glosy sprawiło mi frajdę. Zrobiłem już korektę autorską, na publikację czekam.

Jestem bardzo krytyczny wobec swojej własnej twórczości (co pozwala mi, jak sądzę, spoglądać uczciwym, krytycznym okiem na prace innych autorów), a jeśli publikacja ukazuje się po 22 miesiącach, nabiera się niebywałego – i potrzebnego – dystansu do swojego dzieła. Dokładnie tyle miesięcy czekałem na publikację artykułu Ustawowa regulacja kryteriów przypisania skutku (analiza wybranych uwag krytycznych) – skromnej polemiki z opracowaniem, w którym wyrażone zostały negatywne oceny projektów nowelizacji Kodeksu karnego, przygotowane w 2013 r. przez Komisję Kodyfikacyjną.

Gdy pisałem Ustawową regulację kryteriów przypisania skutku, byłem jeszcze magistrem przed obroną doktoratu. Gdybym miał ją napisać dzisiaj, napisałbym to samo, ale z pewnością nie tak samo: zdecydowałbym się na inne rozwiązania pewnych kwestii. Inaczej bym je zaserwował. Radykalniej i zdecydowanie prościej.

Życie albo śmierć

Pragnę zrelacjonować i skomentować dyskusję, która wywiązała się pod innym postem, a dotyczy bardzo ważnej kwestii: strony podmiotowej czynu polegającego na tym, że ktoś chciał kogoś zabić, usiłował to zrobić, ale ofiara przeżyła i doznała jedynie średniego uszczerbku na zdrowiu.

Dyskusja rozpoczęła się od następującego pytania:

Panie Doktorze, a tak w dalszym ciągu rozważań (niekoniecznie) sesyjnych, zastanawia mnie jedna kwestia - typowe usiłowanie zabójstwa w zamiarze bezpośrednim, skutku śmiertelnego nie było ze względu na szybką interwencję medyczną, ale był skutek w postaci średniego uszczerbku. Od razu przychodzi na myśl kwalifikacja: 13 § 1 w zw. z 148 § 1 w zw. z 157 § 1 k.k. Pytanie tylko, jakim cudem przyjąć 157 § 1, skoro sprawca nie chciał spowodować uszczerbku (a już na pewno nie uszczerbku trwającego ponad 7 dni), tylko zabić. Jak więc wykazać umyślność w zakresie średniego uszczerbku? (4 września 2015, 17:56)
 
Czytelnik bloga odpowiedział na to pytanie tak:
 
Może nie jestem Panem Doktorem, ale odpowiem ze swojej perspektywy. Skoro sprawca chciał zabić, to musiał naruszyć czynności organizmu do takiego stopnia, że spowoduje zgon. Miał taki zamiar i zrobił wszystko, co w jego mniemaniu należy zrobić, żeby doprowadzić do takiego stanu; skutek nie wystąpił, bo w łańcuch włączyły się osoby trzecie, które zapobiegły skutkowi; czytaj: skoro chciał zrobić więcej to tym bardziej chciał zrobić mniej (w tym wypadku to było konieczne, aby spowodować zgon) – nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby w tym wypadku przyjąć umyślność i do średniego uszczerbku. To tak samo jak chcesz sprowadzić konkretne zagrożenie a z uwagi na coś co przeszkadza udaje się tylko abstrakcyjne, to co też nie chciałeś? Przykładów jest masa ale to ten tok rozumowania, jeśli się mylę lub jestem niedokładny poprawcie mnie :) (4 września 2015, 18:27)

Inny Czytelnik bloga, w tym samym duchu, stwierdził:

Umyślność dotyczy czynu, a nie zamiaru. To zamiar bezpośredni jest postacią umyślności, a nie umyślność postacią zamiaru bezpośredniego. Trzeba odróżnić pierwotne od wtórnego. W przykładzie czyn popełniony jest umyślnie, w zamiarze bezpośrednim - bez dwóch zdań. Jeżeli sprawca chciał zabić (zmierzał do tego) i podjął stosowne działania, to odpowiada za skutki swojego czynu zaistniałe „po drodze”. W zarysowanym zagadnieniu trzeba zwrócić uwagę na dwie kwestie: 1) z natury zamiaru zabójstwa wynika zgoda na skutek pośredni; 2) sprawca ponosi odpowiedzialność za swój czyn, a interwencja osób trzecich, uniemożliwiająca ziszczenie zamiaru, odpowiedzialności tej nie może łagodzić. Koniec dowodu i argumentacji. (12 września 2015, 23:50)

Sesyjne ABC: odpowiedzi (cz. 1)

Robię na blogu małe, powakacyjne porządki i zebrałem w jednym miejscu kilka pytań, które pojawiły się na blogu w komentarzach pod różnymi wpisami, nie zawsze zgodnie z ich tematyką :) Z uwagi na to, że wszystko musi być zrobione idealnie, postanowiłem zebrać te pytania w jednym miejscu i pod jednym szyldem. Myślę, że mogą rozjaśnić parę spraw osobom przygotowującym się do egzaminu.

1. Gwarant
Istnieje gwarant nadzoru (obrona nieokreślonych dóbr prawnych przed określonym źródłem niebezpieczeństwa, np. właściciel psa) i gwarant opieki (obrona określonego dobra prawnego przed nieokreślonym źródłem niebezpieczeństwa, np. rodzice dziecka). W podręczniku jest jeszcze przykład osoby zajmującej się BHP w zakładzie pracy i na to już nazwy nie ma (obrona określonych dóbr prawnych przed określonym źródłem niebezpieczeństwa). A ja chciałabym zapytać, czy istnieje taki przypadek, w którym ktoś chroni nieokreślone dobra prawne przed nieokreślonym źródłem niebezpieczeństwa. Czy takim przykładem byłby ochroniarz, który broni wszystkich, którzy znajdą się na terenie strzeżonym, przed wszystkim? Z góry dziękuję, Dominika.
Proszę nie przywiązywać zbyt dużej wagi do tych klasyfikacji. We wszystkich wypadkach chodzi o treść normy postępowania wiążącej gwaranta (np. kasjerka w sklepie jest gwarantem bezpieczeństwa kasy, ale już nie klienta, który dostaje zawału serca na widok paragonu itd.). Gwaranta opieki i gwaranta nadzoru można ładnie nazwać, więc się ich wyróżnia. Trudno mi wyobrazić sobie osobę, która ma chronić wszystko przed wszystkim (ale teoretycznie nie jest to wykluczone).

W przykładzie, który Pani podała, pisze Pani o ochroniarzu, który broni „wszystkich” – w domyśle: ludzi – przed wszelkimi zagrożeniami, ale tylko jeśli znajdą się na terenie strzeżonym. Czyli jednak nie wszystkich. Dwukrotnie zawęziła Pani krąg obiektów chronionych: wyłącznie do ludzi (pomijając rzeczy) i do ludzi na danym terenie. Jest to więc gwarant, który chroni w jakimś zakresie określone dobra prawne. Pokazuje to bardzo ładnie nieprecyzyjność kategorii, o których mówimy.

Przygoda z komentarzem

Wiosną tego roku zaczęła się moja przygoda z wielkim komentarzem do nowelizacji prawa karnego, zatytułowanym: „Nowelizacja prawa karnego 2015. Komentarz” pod redakcją Włodzimierza Wróbla. Wspólnie z zespołem profesorów, doktorów, pracowników i współpracowników Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, redaktorami językowymi, technicznymi i graficznymi przygotowaliśmy książkę poświęconą w całości (1064 strony) zmianom w prawie karnym, obowiązującym od 1 lipca tego roku. 

Wraz ze współpracownikami miałem przyjemność przyglądać się z bliska procesowi wydawniczemu książki. To bardzo ciekawe doświadczenie, szczególnie gdy na wydanie książki od zera – zorganizowanie całego procesu wydawniczego: korekty, składu, druku, promocji, sprzedaży i dystrybucji, nie wspominając o jej napisaniu – mieliśmy zaledwie 4 miesiące.

Na poniższym zdjęciu widać na przykład moment przeglądania i akceptacji tzw. ozalidów – ostatecznych wersji wnętrza książki. Zdjęcie dokumentuje, oprócz mojej lewej dłoni, paczkę ozalidów naszego komentarza.


Zasady udziału w ćwiczeniach 2015/2016

Serdecznie witam po dłuższej przerwie. Na dobry początek nowego sezonu opublikowałem informacje na temat prowadzonych przeze mnie ćwiczeń w nadchodzącym roku akademickim. To szczególnie przydatny materiał w okresie intensywnej wymiany opinii „czego kto wymaga” na pilnie strzeżonych grupach na Facebooku. Zachęcam do przemyślanego wyboru grup ćwiczeniowych.

Nie zmienia się zasadniczy pomysł na rozliczenie udziału studenta w zajęciach z prawa karnego materialnego. Cotygodniowe spotkania odbywają się wg schematu: przygotowanie do zajęć – test/zadanie argumentacyjne – zajęcia – sesja na Pegazie – przygotowanie do kolejnych zajęć. W międzyczasie jeden kazus do samodzielnego rozwiązania w domu i jeden do rozwiązania na ćwiczeniach na ocenę, a także warsztaty z wybranych zagadnień i dodatkowe zajęcia tuż przed sesją.

Nowością będzie w tym roku obowiązek odbycia przez każdego uczestnika zajęć indywidualnej rozmowy z prowadzącym ćwiczenia na określony temat. Prawnik pracuje mówiąc (rozmowa z klientem, rozmowa ze współpracownikiem, rozmowa z konkurentem procesowym i z sędzią), a podczas rozmowy najłatwiej zweryfikować, czy ktoś rozumie, o czym mówi. Celem rozmowy jest nie tylko sprawdzenie wiedzy, ale przede wszystkim umiejętności wypowiedzenia się przez studenta o tym, co wie, to znaczy sformułowania sensownej wypowiedzi z wykorzystaniem prawidłowej terminologii. Rozmowa będzie oceniana i wynik będzie wliczał się do średniej. Terminy rozmów dla każdego uczestnika ćwiczeń wyznaczę na początku 2. semestru.

Jak co roku zajęcia z prawa karnego materialnego prowadzę w środy po południu (w tym roku w godz. 13:15, 15:00, 16:45).

Moje zajęcia z części szczególnej prawa karnego dla studentów wyższych roczników odbywają się tego samego dnia o godz. 18:30 (jeden semestr). Szczegóły dotyczące tych ćwiczeń zamieszczam również na swojej stronie.

Sprawdziłem kazusy

Usiłowanie jest przestępstwem materialnym bezskutkowym
 
W ubiegłym tygodniu odbywały się kolokwia z części ogólnej prawa karnego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wśród sprawdzonych przeze mnie prac pojawiły się rozwiązania bardzo dobre, przeciętne i bardzo słabe. Motto dzisiejszego wpisu to autentyczny cytat z jednej pracy – motto ku przestrodze, by nie popełniać takich błędów. A oto garść innych, klasycznych błędów popełnianych podczas rozwiązywania kazusu:

– streszczanie stanu faktycznego (np. pół strony zajęte przez parafrazę stanu faktycznego, bez odniesienia do jakichkolwiek przepisów)

– wykazywanie znamion bez odniesienia do konkretnego typu czynu zabronionego (np. robienie obiektywnego przypisania skutku bez wskazania, o jaki przepis/skutek chodzi)

– pomieszanie znamion przedmiotowych i znamion strony podmiotowej (np. dowodzenie, że została naruszona reguła ostrożności, bo sprawca wiedział, jaki skutek może nastąpić)

– przyjęcie kwalifikacji prawnej: „usiłowanie nieudolne rozboju”, a następnie wykazywanie najpierw osobno znamion z art. 280 § 2 k.k., a potem znamion z art. 13 § 2 k.k.

– analiza obiektywnego przypisania skutku przy usiłowaniu

– i odwrotnie: analiza usiłowania w ramach znamion typu skutkowego

Zapach

Odebrałem wczoraj pocztę z najnowszym numerem „Przeglądu Sądowego”, w którym ukazał się mój artykuł: Usiłowanie podżegania do podżegania do zabójstwa. Studium przypadku.

Lubię przeglądać nowiutkie egzemplarze „Przeglądu Sądowego”, ponieważ kartki bardzo intensywnie pachną farbą drukarską i to przez dłuższy czas. Żadna publikacja elektroniczna nie jest w stanie zastąpić chwil spędzonych z pachnącym egzemplarzem czasopisma. Podoba mi się również użyta wewnątrz „Przeglądu Sądowego” zielona farba dla oznaczenia tytułów oraz linii oddzielających przypisy, która koresponduje z kolorystyką okładki (od jakiegoś czasu podobną identyfikację kolorystyczną ma wnętrze „Palestry”).

Co się tyczy samego artykułu, w ramach ciekawostki mogę zdradzić, że w przypisie 16 powołałem się na „Dogmaty karnisty” (wpis Trzy podżegania z 23 maja 2014 r.). A co! W końcu już od 2012 r. dyskutowane i rozstrzygane są tutaj istotne problemy polskiej nauki prawa karnego :) Dodatkowo po raz pierwszy wykorzystałem w tym artykule metodę uwzględniania tzw. dewiacji semantycznych przy uzasadnianiu twierdzeń karnistycznych. Bardzo mi się podoba ta metoda i będę ją na pewno często stosował.

W tekście zarysowałem następujące tezy:

1. Podżeganie jest dokonane wówczas, gdy inna osoba zostanie skutecznie nakłoniona do dokonania czynu zabronionego, czyli podejmie decyzję uczynienia tego zgodnie z zamiarem podżegacza;

2. Ani dokonanie czynu zabronionego przez osobę nakłonioną, ani strona podmiotowa towarzysząca bezpośredniemu wykonawcy czynu nie ma znaczenia dla kwalifikacji prawnej czynu podżegacza.

3. Usiłowanie podżegania do podżegania do zabójstwa należy kwalifikować jako czyn z art. 13 § 1 w zw. z art. 18 § 2 w zw. z art. 18 § 2 w zw. z art. 148 § 1 k.k., a zatem art. 18 § 2 k.k. powinien być powtórzony w kwalifikacji prawnej tyle razy, ile ogniw miał liczyć łańcuszek łączący opisywane podżeganie z ostatecznym dokonaniem przestępstwa rodzajowego.

Sesyjne ABC: wymiar kary po nowemu

Zbierzmy w jednym miejscu informacje o nowych przepisach dotyczących wymiaru kary, na które warto zwrócić uwagę przygotowując się do egzaminu z prawa karnego (zmiany wprowadzone ustawą z 20 lutego 2015 r., wchodzącą w życie 1 lipca).

Ustawowe zagrożenie karą

Od 1 lipca 2015 r. zmienia się sposób odczytywania informacji o ustawowym zagrożeniu karą za popełnienie niektórych typów czynu zabronionego. Informacja na temat sankcji wynika częściowo z przepisu typizującego dany czyn zabroniony, a częściowo z ogólnego przepisu zamieszczonego w art. 37a k.k. Zgodnie z nowym art. 37a k.k., jeżeli ustawa stanowi, że sprawca podlega karze pozbawienia wolności nieprzekraczającej 8 lat, czyn ten jest zarazem zagrożony alternatywnie grzywną albo karą ograniczenia wolności (w postaciach opisanych w art. 34 § 1a pkt 1, 2 lub 4 k.k.).

Przykładowo, przyglądając się treści art. 158 § 1 k.k. wydaje się na pierwszy rzut oka, że sprawca biorący udział w bójce podlega tylko i wyłącznie karze pozbawienia wolności do lat 3. Po uwzględnieniu informacji normatywnej, wynikającej z art. 37a k.k. okazuje się jednak, że występek z art. 158 § 1 k.k. zagrożony jest alternatywnie trzema różnymi karami.

Omawianą sytuację ilustruje poniższy rysunek (a):
 
 
Wszystkie ilustracje: M.M.
 
Jak widać, art. 158 § 1 k.k. nie zawiera informacji na temat grożącej sprawcy tego występku grzywnie i ograniczeniu wolności, mówiąc jedynie, że czyn ten jest zagrożony karą pozbawienia wolności. Z art. 158 § 1 k.k. nie dowiemy się, czy pozbawienie wolności to jedyna dostępna alternatywa.

Glosa na zlecenie

Miesiąc temu otrzymałem, ku swojemu zaskoczeniu, korespondencję z Redakcji „Orzecznictwa Sądów Polskich” – jednego z najstarszych polskich czasopism prawniczych. Otwieram kopertę i myślę sobie: co to może być; na PITa już trochę za późno. Tym razem Redakcja zwróciła się do mnie z propozycją opracowania glosy do wskazanego orzeczenia Sądu Najwyższego, które otrzymałem w załączniku.

Sam list wyglądał tak (od lewej: część mojego ciała, list, moje pióro, fragment mojego biurka):


A oto detal z nagłówkiem listu:


Foto: M.M.

Po zapoznaniu się z treścią orzeczenia z przyjemnością przyjąłem propozycję Redakcji i od razu zabrałem się do pracy. Wyglądała ona mniej więcej tak:
– trzykrotnie przejrzałem treść uzasadnienia,
– zrobiłem wstępne notatki,
– w czasie kolejnej lektury orzeczenia coś mi się rzuciło w oczy; myślę sobie: Sąd Najwyższy chyba coś pomieszał (jeszcze raz przewertowałem uzasadnienie i nabrałem pewności, że mam rację),
– potem zorientowałem się, że Sąd Najwyższy nie tylko coś pomieszał, ale też coś ważnego przeoczył,
– schowałem materiały do szuflady na dwa tygodnie,
– wziąłem wszystkie materiały, raz jeszcze uważnie przeczytałem uzasadnienie i swoje wcześniejsze notatki, zrobiłem kolejne notatki,
– prawdopodobnie w międzyczasie coś zjadłem,
– uporządkowałem główne wątki uznając, że ostatecznie warto odnieść się do trzech kwestii,
– siadłem i napisałem glosę,
– standardowo, następnego dnia wydrukowałem glosę i zrobiłem korektę językową.

Wczoraj wieczorem wprowadziłem do tekstu ostatnie poprawki i przesłałem glosę do Redakcji OSP. Mam nadzieję, że przygotowane opracowanie spełni pokładane w nim oczekiwania.

Choćbym chciał, nie godzę się

Sprawdzałem wczoraj wieczorem kazusy i musiałem zużyć dużo czerwonego atramentu na zakreślenie wielkim czerwonym bohomazem dyskwalifikującego sformułowania, na które natknąłem się w jednej pracy: „sprawca chciał i godził się”. Będę to powtarzał do upadłego: nie można jednocześnie czegoś chcieć i na to się godzić! Już lepiej nic nie napisać, niż pisać coś takiego :)

Zwracam też uwagę na stosowanie prawidłowej terminologii. Przykładowo, nie ma czegoś takiego jak „współsprawstwo kierownicze”. Jest albo współsprawstwo (wykonuję czyn zabroniony wspólnie i w porozumieniu z inną osobą), albo sprawstwo kierownicze (sam kieruję wykonaniem czynu zabronionego przez inną osobę).

Osobna kwestia to dyskusyjna dopuszczalność krzyżowania się form współdziałania, opisanych w art. 18 § 1 k.k., z samymi sobą (jeśli dopuścimy taką możliwość, to terminologia też musi być ścisła, np.: współsprawstwo sprawstwa kierowniczego, które polega na tym, że wspólnie i w porozumieniu z inną osobą kierujemy wykonaniem czynu zabronionego przez osobę trzecią).

Ważne są, co zawsze podkreślam, uzasadnienia, które powinny być od początku do końca spójne. Jeśli uzasadniamy, że ktoś dopuścił się usiłowania zabójstwa, i omawiamy znamię „bezpośredniego zmierzania do spowodowania śmierci”, to nie można w uzasadnieniu zaczynać od stwierdzenia: „sprawca przygotował truciznę, wlał ją do butelki itd.”, ponieważ przygotowanie trucizny i wlanie jej do butelki nie jest dowodem na realizację znamion usiłowania.

Gdy uzasadniamy, że doszło do usiłowania, wskazujemy wyłącznie te czynności, które mieszczą się w granicach usiłowania. Jeżeli czyn balansował na granicy przygotowania i usiłowania możemy wskazać, w którym dokładnie momencie zachowanie sprawcy opuściło fazę przygotowania i weszło na etap usiłowania. Te dwie formy stadialne trzeba zawsze wyraźnie oddzielić.

I jeszcze jedna uwaga na gorąco: rozwiązywanie kazusu to nie jest pisanie eseju! Nie interesuje mnie „opowieść” o przeczytanym stanie faktycznym ani jego streszczenie, tylko krótka i konkretna subsumpcja. Nie postępujemy jak niektórzy autorzy komentarzy do Kodeksu karnego, którzy parafrazują treść przepisów sądząc, że to wystarczy. Nie streszczamy stanu faktycznego, tylko rozwiązujemy problemy prawne: wskazujemy kwalifikację prawną i uzasadniamy, że zostały spełnione poszczególne przesłanki uznania czynu za przestępstwo (jedna po drugiej, w odpowiedniej kolejności).

Zapłodnienie

Dowiedziałem się wczoraj, że mój wpis o kontratypie sztuki – jak to ujęto – „zapłodnił intelektualnie” pewną osobę, która po przeczytaniu bloga ma już kilka pomysłów na esej i artykuł.

Z okazji przypadającej dzisiaj 3. rocznicy Dogmatów karnisty pragnę oświadczyć, że mój blog właśnie do tego służy ;)

Wzorem ubiegłego roku, dziś krótka refleksja ideowa.

Spotkałem się z wątpliwościami, czy zamieszczanie w internecie swoich prac nie rodzi ryzyka, że będą one wykorzystywane niezgodnie z prawem. Wiadomo, że tekst zamieszczony w internecie – w przeciwieństwie do fragmentu książki – łatwiej skopiować i zamieścić go w innym portalu bądź splagiatować w swojej pracy dyplomowej.

Można na to odpowiedzieć tak: ma to swoje dobre strony, bo dzięki temu podniesie się poziom prac magisterskich :)

A na poważnie: ryzyko wykorzystywania cudzych utworów w sposób sprzeczny z prawem zawsze istnieje, ale w wypadku wykorzystania treści zamieszczonych w internecie jest ono akurat łatwiejsze do wykrycia niż w przypadku wykorzystania fragmentów książki wydanej wyłącznie drukiem. Wystarczy wpisać do wyszukiwarki podejrzaną frazę i od razu wiemy, czyje to słowa.

Nie należy więc obawiać się umieszczania swoich prac w internecie: tych poważnych, naukowych, które łatwiej będzie dzięki temu poznać, jak również tych mniej poważnych, takich jak wpisy na moim blogu.

Jak powinien wyglądać kontratyp sztuki?

Ukazał się niedawno artykuł zatytułowany: Czy w polskim prawie karnym potrzebny jest kontratyp sztuki? (T. Gardocka, „Palestra” 2015, nr 1/2, s. 24 i n.). Interesuję się ostatnio tym zagadnieniem i z zainteresowaniem zapoznałem się z poglądami T. Gardockiej. Sam artykuł uważam za nieco chaotyczny i niewiele wnoszący, szczególnie z uwagi na ukazanie się dobrego opracowania Jakuba Dąbrowskiego i Anny Demenko, Cenzura w sztuce polskiej po 1989 roku. Tom 1. Aspekty prawne, Warszawa 2014. Co istotne, tekst z „Palestry” nie odpowiada na tytułowe pytanie, czy w polskim prawie karnym potrzebny jest kontratyp sztuki, autorka omawia za to warunki, jakie powinien spełniać kontratyp działalności artystycznej. Przyjrzyjmy się pokrótce tym warunkom.

Artykuł rozpoczyna się od wyznania wiary: „Niewątpliwie katalog tak zwanych kontratypów pozaustawowych nie jest katalogiem zamkniętym” (jw. s. 24). W zdaniu tym akceptuje się istnienie „kontratypów pozaustawowych”, dalej stwierdza się konsekwentnie, że ich katalog jest katalogiem otwartym oraz że jest to „niewątpliwe”.

Nie podzielam tego zapatrywania, czemu dawałem już wyraz na blogu oraz poza nim (i bynajmniej nie jestem w tym zapatrywaniu odosobniony). Sama nazwa „kontratyp pozaustawowy” jest wewnętrznie sprzeczna, ponieważ kontratyp to nazwa instytucji ze swojej istoty „ustawowej”.

Rozważania autorki, obracające się wokół zasadniczego tematu artykułu, pozwalają na sformułowanie następującego przepisu, określającego znamiona kontratypu sztuki (zaznaczam, że T. Gardocka nie proponuje wprost takiego rozwiązania, omawia za to przesłanki, z których ono bezpośrednio wynika):

„Nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu artystycznym, którego nie da się osiągnąć bez naruszenia prawa, a dobro poświęcone nie przedstawia wartości oczywiście wyższej od dobra w postaci wolności artystycznej”.

Wstrząśnięta, nie mieszana

W ramach lipcowej nowelizacji prawa karnego, uchwalonej ustawą z 20 lutego 2015 r. zostanie wprowadzony do Kodeksu karnego następujący przepis:

Art. 37b. W sprawie o występek zagrożony karą pozbawienia wolności, niezależnie od dolnej granicy ustawowego zagrożenia przewidzianego w ustawie za dany czyn, sąd może orzec jednocześnie karę pozbawienia wolności w wymiarze nieprzekraczającym 3 miesięcy, a jeżeli górna granica ustawowego zagrożenia wynosi przynajmniej 10 lat – 6 miesięcy, oraz karę ograniczenia wolności do lat 2. W pierwszej kolejności wykonuje się wówczas karę pozbawienia wolności, chyba że ustawa stanowi inaczej.

Mamy tutaj bardzo ciekawą regulację, która może wstrząsnąć wymiarem kary. Przepis daje sądowi następujące kompetencje:

1. Jeżeli górna granica ustawowego zagrożenia wynosi mniej niż 10 lat pozbawienia wolności – sąd może orzec jednocześnie karę pozbawienia wolności w wymiarze od 1 do 3 miesięcy oraz karę ograniczenia wolności w wymiarze od 1 miesiąca do 2 lat.

2. Jeżeli górna granica ustawowego zagrożenia równa się albo jest wyższa niż 10 lat pozbawienia wolności – sąd może orzec jednocześnie karę pozbawienia wolności w wymiarze od 1 do 6 miesięcy oraz karę ograniczenia wolności w wymiarze od 1 miesiąca do 2 lat.

Przykładowo, omawiany przepis może znaleźć zastosowanie do sprawców rozboju (art. 280 § 1 k.k.) lub zgwałcenia w typie podstawowym (art. 197 § 1 k.k.), którym będzie można wymierzyć np. karę 2 miesięcy pozbawienia wolności i roku ograniczenia wolności.

Błąd na błędzie

Właśnie ukazał się mój artykuł o nowelizacji art. 28 § 1 k.k.: można go pobrać za darmo w pełnej wersji ze strony Czasopisma Prawa Karnego i Nauk Penalnych.

Od 1 lipca 2015 r., wskutek wejścia w życie ustawy z 20 lutego 2015 r. przepis ten będzie głosił: „Nie popełnia przestępstwa, kto pozostaje w usprawiedliwionym błędzie co do okoliczności stanowiącej znamię czynu zabronionego”.

W pierwszej części artykułu omówiłem charakter prawny nowego przepisu. Usprawiedliwiony błąd co do znamienia jest okolicznością wyłączającą winę. Najpierw należy ustalić, że sprawca zrealizował znamiona przedmiotowe czynu zabronionego i że nie miał zamiaru jego popełnienia (a więc działał nieumyślnie), a potem ewentualnie bada się okoliczności wyłączające odpowiedzialność karną za popełniony czyn zabroniony. Wina może zostać wyłączona np. z powodu niepoczytalności sprawcy, działania w stanie wyższej konieczności albo – o czym mówi expressis verbis nowy art. art. 28 § 1 k.k. – działania w usprawiedliwionym błędzie co do znamienia. Błąd jest usprawiedliwiony, jeżeli subiektywno-indywidualne właściwości konkretnego sprawcy, np. silne wzburzenie, strach, przemęczenie, choroba psychiczna uniemożliwiły mu uświadomienie sobie, że zrealizuje znamiona czynu zabronionego (pisałem też o tym 31 marca 2014).

Druga część artykułu poświęcona jest legislacyjnym losom art. 28 § 1 k.k. Gdy słucha się wypowiedzi i argumentów podnoszonych podczas dyskusji nad omawianym przepisem, które miały miejsce na posiedzeniach komisji sejmowych, można mieć wątpliwości, czy to się działo naprawdę. Przygotowując artykuł prześledziłem krok po kroku cały proces legislacyjny, wysłuchałem przygnębiających nagrań z obrad podkomisji i opisałem to dokładnie ze wszystkimi pikantnymi szczegółami. Linki do poszczególnych nagrań znajdziecie w przypisach.

Rozterka

Przygotowuję komentarz do nowego art. 37a k.k., który wejdzie w życie 1 lipca 2015 r. na mocy ustawy nowelizującej Kodeks karny z 20 lutego 2015 r. (tzw. wielka nowelizacja) i od kilkunastu godzin mam rozterkę dotyczącą kwestii fundamentalnej. Można wyrazić ją w pytaniu: co ten przepis mówi? Językowo rzecz biorąc mówi dokładnie to:

Art. 37a. Jeżeli ustawa przewiduje zagrożenie karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą 8 lat, można zamiast tej kary orzec grzywnę albo karę ograniczenia wolności, o której mowa w art. 34 § 1a pkt 1, 2 lub 4.

Ale co on mówi naprawdę? Zróbmy eksperyment, którego nikt wcześniej nie przeprowadzał. Sami zobaczcie: zamieszczam poniżej już w miarę oszlifowane (w zasadzie gotowe do druku) odpowiedzi na to pytanie. Są to dwie różne odpowiedzi, a prawdziwa może być tylko jedna z nich. (Kolejność przypadkowa).

Która Was bardziej przekonuje?

Interpretacja 1: brak modyfikacji ustawowego zagrożenia karą

[...] Dostrzegając zarysowane wątpliwości należy opowiedzieć się za twierdzeniem, w myśl którego art. 37a k.k. nie przekształca (nie modyfikuje, nie zmienia) sankcji jednorodnych przewidzianych w poszczególnych przepisach spełniających funkcje typizujące czyny zabronione pod groźbą kary, zarówno w obrębie Kodeksu karnego jak i ustaw pozakodeksowych, w sankcje alternatywne – daje natomiast sądowi kompetencję („można orzec”) do orzeczenia grzywny albo kary ograniczenia wolności „zamiast” kary, która została przewidziana przez ustawę za popełnienie określonego czynu zabronionego.

Reakcja automatyczna

Ciekawy artykuł napisał Kamil Mamak – o odpowiedzialności karnej za wypadek drogowy z udziałem samochodu bez kierowcy (samochód-robot). Trochę futurologii, a trochę realizmu, ponieważ już dzisiaj samochody są naszpikowane elektroniką, która wykonuje znaczną część pracy za kierowcę. Przy okazji cała grupa karnistów dostała od Kamila podziękowanie :)


W tym samym numerze „Paragrafu na Drodze” (4/2015) ukazała się także odpowiedź Prof. R.A. Stefańskiego na artykuł R. Zahorskiego pod sugestywnym tytułem: Logika działania gatunku homo sapiens i jej znaczenie w procesie myślenia. Artykuł polemiczno-dydaktyczny. Prof. Stefański też dał ciekawy tytuł: O bezpiecznym odstępie raz jeszcze (i – miejmy nadzieję – po raz ostatni).

Autorzy spierają się o to, czy kierowca autobusu komunikacji miejskiej może w razie zagrożenia zahamować gwałtowanie (hamulec do „dechy”), powodując tym samym przewrócenie się i obrażenia ciała swoich pasażerów? R. Zahorski dowodził, że przewrócenie się pasażerów w sytuacji nagłego i gwałtowanego hamowania jest niemal nieuniknione. Autor ten twierdził, że kierowca autobusu komunikacji miejskiej ma obowiązek hamować w sposób łagodny, płynny, a w związku z tym, żeby dać sobie czas na takie hamowanie, musi cały czas utrzymywać większy odstęp od pojazdu poprzedzającego.

Kłopoty z nieumyślnością

Jestem w trakcie sprawdzania przedświątecznej pracy domowej, która polegała na rozwiązaniu w domu jednego kazusu. Zauważyłem, że niektórzy uczestnicy ćwiczeń popełniają dość zasadniczy błąd podczas opisywania strony podmiotowej czynu zabronionego popełnionego nieumyślnie. O jaki błąd chodzi i jak go uniknąć?

Bohaterem kazusu był lekarz, który przez pomyłkę polał oczy pacjenta środkiem chemicznym służącym do dezynfekcji narzędzi chirurgicznych i urządzeń sanitarnych. Lekarz był przekonany, że używa właściwego preparatu do dezynfekcji oczu. W rezultacie pozbawił pacjenta wzroku.

Subsumpcja opisanego zachowania z perspektywy znamion strony podmiotowej nie powinna sprawiać większych trudności: lekarz nie miał świadomości, że używa niewłaściwego preparatu. Nie przeczytał etykiety, zaufał swojej pamięci, dopiero po fakcie z przerażeniem odkrył fatalną pomyłkę. Lekarz był przekonany, że używa właściwego środka dezynfekującego, a zatem nie przewidywał tego, że spowoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu pacjenta. Jego czyn charakteryzował się tzw. nieświadomą nieumyślnością.

I tutaj należy postawić kropkę. Na tym polega nieumyślność nieświadoma, że sprawca nie przewiduje możliwości zrealizowania znamion czynu zabronionego. Kropka! Strona podmiotowa opisywanego czynu nie składa się z żadnych innych elementów.

Wydaje się to jednak zbyt proste, aby mogło być prawdziwe, stąd zapewne pokusa napisania czegoś więcej. Oto pierwszy przykład:


Norma czy narracja?

Odbyło się wczoraj ciekawe zebranie Katedry Prawa Karnego UJ, poświęcone stosowaniu art. 4 k.k. (ustawa względniejsza) w przypadku zmiany sądowej wykładni przepisu. Względna zgoda dotyczyła rozumienia terminu „ustawa”, którym posługuje się art. 4 k.k. Trzeba go rozumieć na sposób normatywny jako obowiązywanie „normy” postępowania, wyprowadzonej z treści przepisu.

 W tym stanie rzeczy nie osiągnięto jednak dalszego porozumienia.

Jedni twierdzili, że norma postępowania jest zakodowana w tekście ustawy, a proces interpretacji polega jedynie na odkodowaniu tej normy. Interpretacja prowadzi więc do poznania treści normy, która jest już zawarta w interpretowanym przepisie. Konsekwentnie należy bowiem odróżnić poznawanie rzeczywistości (poziom epistemiczny) od jej istnienia (poziom ontologiczny, przy czym rzeczywistością jest w omawianym wypadku świat konwencjonalny, gdyż właśnie normatywny).

Interpretacja nie tworzy normy, lecz jedynie pozwala ją poznać i stosować interpretatorowi w określonej sytuacji faktycznej. Fakt, że interpretator nie interesował się wcześniej pewnymi zakresami zastosowania normy i nie musiał zapoznawać z treścią normy nie oznacza, że norma ta w ogóle nie istniała. To, że o czymś nie wiemy nie oznacza, że to nie istnieje. 

Świat wybrany i świat odrzucony

Poszukiwałem w literaturze dobrego wyjaśnienia pewnej kwestii, ale nie udało mi się takowego znaleźć. Postanowiłem więc rozwiązać ją sam. Najpierw krótkie wprowadzenie.

Jak wiadomo czyn zabroniony może być popełniony umyślnie albo nieumyślnie. Co się tyczy umyślności, charakteryzuje ją art. 9 § 1 k.k.: „Czyn zabroniony popełniony jest umyślnie, jeżeli sprawca ma zamiar jego popełnienia, to jest chce go popełnić albo przewidując możliwość jego popełnienia, na to się godzi”. Przepis ten pozwala wyodrębnić dwa aspekty umyślności: intelektualny, który dotyczy zdolności percepcyjnych i przetwarzania informacji przez sprawcę, oraz wolicjonalny, który mówi nam o woli sprawcy.

Aspekt intelektualny umyślności polega na tym, że sprawca rozeznaje się w stanie rzeczy (przewiduje możliwość popełnienia czynu zabronionego), aspekt woluntatywny polega zaś na tym, że sprawca chce popełnić czyn zabroniony albo jest mu obojętne, czy to nastąpi, czy nie. Jeśli sprawca rozeznaje się w stanie rzeczy i towarzyszy mu chęć popełnienia czynu zabronionego, mamy do czynienia z zamiarem bezpośrednim.

Powszechnie twierdzi się jednak, że zamiar bezpośredni zachodzi w jeszcze jednej sytuacji, a mianowicie wówczas, gdy sprawca przewiduje konieczność zrealizowania znamion czynu zabronionego (jest pewien, że to się stanie), bez względu na to, czy tego chce, czy nie.

Nie spotkałem przekonującego uzasadnienia, że subsumpcja świadomości nieuchronności popełnienia czynu zabronionego pod zamiar bezpośredni jest prawidłowa. A jest co uzasadniać, bowiem już na pierwszy rzut oka widać, że art. 9 § 1 k.k. do takiej subsumpcji nie upoważnia. Art. 9 § 1 k.k. nie mówi o przewidywaniu konieczności popełnienia czynu zabronionego, bez względu na to, czy sprawca tego chce, czy nie, lecz zawiera jednoznaczny warunek w postaci wolicjonalnego nastawienia sprawcy do czynu, nazywanego przez ustawę „chęcią”.

Przystępując do wyjaśnienia tej sprawy na własną rękę rozpocznijmy od kwestii fundamentalnych.

Czekam

Dłuuugo nie pisałem, a to dlatego, że w ostatnich tygodniach klarowało się i domykało kilka ważnych projektów, w których biorę udział. Na bieżąco będę informował o ich wejściu w życie, sądzę bowiem, że są warte uwagi. W międzyczasie została także uchwalona wielka nowelizacja kodeksu karnego. Będzie pewnie okazja przyjrzeć się jej z bliska.

Wierni Czytelnicy bloga z pewnością od dłuższego czasu czekali na kolejny wpis. Jest to dobra okazja do napisania, na co ja obecnie z niecierpliwością czekam.

Poniżej lista tekstów zgłoszonych przeze mnie do publikacji w czasopismach prawniczych lub opracowaniach zbiorowych, na których ukazanie się aktualnie cierpliwie oczekuję:

1) Ustawowa regulacja kryteriów przypisania skutku (analiza wybranych uwag krytycznych) – analiza krytyczna argumentów formułowanych przez przeciwników wprowadzenia do ustawy karnej przesłanek przypisania skutku

2) Nieostrożność w konstrukcji przestępstwa nieumyślnego – kolejna analiza krytyczna, tym razem dotycząca publikacji, w której została skrytykowana ustawowa konstrukcja czynu zabronionego popełnionego nieumyślnie

3) Nieumyślność wczoraj, dziś i jutro – praca zgłoszona do druku po Zjeździe Młodych Karnistów, który odbył się w 2014 r. w Poznaniu. Rzecz o poglądach na temat nieumyślności

4) Usiłowanie podżegania do podżegania do zabójstwa. Studium przypadku – artykuł na temat granic odpowiedzialności karnej za łańcuszkowe podżeganie skrzyżowane z formą stadialną

5) Zbiegi i kolizje przypisania skutku – kontynuacja dyskusji o kryteriach przypisania skutku jako pokłosie konferencji naukowej, która odbyła się w minionym roku na Uniwersytecie Wrocławskim

6) Podrobienie pieniędzy do gry planszowej – glosa do orzeczenia wydanego w ciekawym stanie faktycznym (oskarżony podrobił banknot do gry w Monopol, a sąd skazał go za zbrodnię fałszowania pieniędzy).

Dzisiaj 1 marca 2015 r. Możemy się umówić, że za pół roku znowu sprawdzimy, czy dalej będę czekał.

Życie przed życiem

Skoro tylko zaczęliśmy żyć,
jesteśmy już wystarczająco starzy, żeby umrzeć
(źródło niezapamiętane)

Wypada jedynie dodać: ale nie wcześniej. Wszystko, co zaczęło żyć, jest już wystarczająco stare, żeby stracić życie – ale nie wcześniej. Nie da się więc pozbawić nikogo życia, zanim się ono zaczęło, tak samo jak nie można kogoś okraść z rzeczy, której ten ktoś nie posiada.

Wszystko to a propos komentowanej na dniach sprawy błędu popełnionego przez pracownika laboratorium w trakcie zabiegu in vitro. Nasienie męża, zamiast z komórką jajową żony, (prawdopodobnie) zostało połączone z komórką jajową pochodzącą od innej kobiety. Żona zaszła w ciążę i urodziła nie swoje, obarczone wadami genetycznymi, dziecko (zobacz notatkę prasową).

Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania. „Samo przeprowadzenie zabiegu in vitro nie narażało w żaden sposób życia matki. Jeżeli chodzi o dziecko, doszło tutaj do nieprawidłowości, które miały miejsce jeszcze przed zapłodnieniem. Wszystkie przestępstwa, które są skierowane przeciwko życiu i zdrowiu, dotyczą okresu od momentu poczęcia do śmierci” – wyjaśniała powody odmowy wszczęcia postępowania rzecznika Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Małgorzata Wojciechowicz (źródło jw.).

Sąd rozpoznał zażalenie rodziców na decyzję prokuratora i nakazał wszcząć postępowanie. „Sąd uznał, że postępowanie w sprawie należy wszcząć, a w jego toku wyjaśnić w sposób przekrojowy i wieloaspektowo w oparciu o opinię sądowo-lekarską, czy w tym konkretnym przypadku błąd przy procedurze ICSI (rodzaj zapłodnienia in vitro – PAP) mógł skutkować u matki lub dziecka, czy też obojga, narażeniem ich na bezpośrednie niebezpieczeństwo” – poinformował rzecznik sądu Michał Tomala (źródło jw.).

Nie wszystko się przedawniło

Sąd Apelacyjny w Poznaniu umorzył wczoraj postępowanie w sprawie ostrzelania przez funkcjonariuszy Policji samochodu i spowodowania śmierci jego kierowcy oraz ciężkiego uszczerbku na zdrowiu pasażera, z uwagi na przedawnienie karalności badanego czynu. Policjanci pomylili się uznając, że w samochodzie znajduje się poszukiwany przez nich podejrzany. Na skrzyżowaniu zablokowali przejazd i zbliżyli się do pojazdu. Ich samochody nie były oznakowane. Kierowca ruszył i próbował ominąć policjantów, na co ci odpowiedzieli oddaniem w jego kierunku 39 strzałów (zobacz notatkę prasową).

Zdarzenie oceniało kilka składów sędziowskich i oskarżeni byli najczęściej uniewinniani od postawionych im zarzutów. Sprawa ciągnęła się przez 10 lat i trafiła nawet do Sądu Najwyższego (zob. wyrok Sądu Najwyższego z interesującym uzasadnieniem, z 17 stycznia z 2013 r., sygn. akt V KK 99/12). W omawianym stanie faktycznym zazębia się kilka ciekawych kwestii teoretycznych.

Z jednej strony osoby jadące samochodem nie zorientowały się, że mają do czynienia z nieumundurowanymi policjantami. Z drugiej strony funkcjonariusze Policji na widok reakcji kierowcy próbującego uciec z miejsca zdarzenia zostali utwierdzeni w przekonaniu, że w samochodzie znajduje się poszukiwany przez nich podejrzany. Wszyscy bohaterowie zdarzenia działali w mniejszym lub większym błędzie co do faktycznego stanu rzeczy. Kierowca myślał, że grupa rosłych mężczyzn próbuje na niego napaść i w związku z tym sądził, że wolno mu uciekać. Policjanci uznali, że w samochodzie znajduje się podejrzany mężczyzna i wobec tego zdecydowali się użyć broni palnej, aby go zatrzymać.

Policjant ma prawo (i obowiązek) korzystać z broni palnej. Nie jest to jednak prawo absolutne. Oddanie 39 strzałów do przejeżdżającego obok pojazdu zdecydowanie wykracza poza granice dozwolonego przepisami użycia broni palnej przez funkcjonariusza Policji. Jest to również ewidentne przekroczenie granic obrony koniecznej, w sytuacji obrony swoich praw przed bezprawnym zamachem ze strony kierowcy pojazdu. Postępowanie funkcjonariuszy rodzi wątpliwości z perspektywy racjonalności i celowości oddawanych strzałów do uciekającego pojazdu, w celu jego zatrzymania (środek przednich drzwi, kilkadziesiąt pocisków).

Sądy koncentrowały swoją uwagę na przekroczeniu przez policjantów uprawnień i niedochowaniu wszystkich obowiązków związanych z użyciem broni palnej, zatrzymywaniem pojazdów do kontroli oraz organizacją pościgu (art. 231 § 1 k.k.). Od samego początku kwalifikacja prawna zdarzenia nie odzwierciedlała prawdziwego stanu rzeczy, by wspomnieć tylko o jednym kwiatku do kożucha w postaci art. 165 § 1 k.k. (narażenie na niebezpieczeństwo wielu postronnych osób, których, jak się okazało, nie było feralnej nocy aż tak wiele). Zapomniano o najważniejszych bohaterach tej tragicznej historii: śmiertelnie postrzelonym kierowcy i pasażerze, którzy w wyniku postrzelenia został kaleką. Ponurą konsekwencją tego zapomnienia jest stwierdzenie, że doszło do przedawnienia karalności czynu popełnionego przez policjantów.

Różne obowiązki

Istotne pytanie, jakie zadają sobie interpretatorzy art. 2 k.k., dotyczy źródeł prawnego obowiązku zapobiegnięcia skutkowi, o jakim jest mowa w tym przepisie. Jedno jest pewne: obowiązek gwarancyjny, uzasadniający przypisanie danej osobie skutków jej zaniechania, musi mieć charakter prawny, a więc znajdować swoje umocowanie w obowiązującym prawie czy też być wiążący prawnie.

Nie jest łatwo odpowiedzieć na pytanie, czy obowiązek ten powinien mieć podstawę ustawową, czy może być także obowiązkiem umownym, albo nawet wynikać z dobrowolnego zobowiązania się do opieki nad określonym dobrem prawnym, nawet bez wiedzy jego dysponenta (prowadzenie cudzych spraw bez zlecenia). Najlepszym dowodem na kontrowersyjny charakter tego zagadnienia jest owocna dyskusja, jaka miała miejsce kilka tygodni temu na tym blogu, na kanwie przypadku zagłodzonego na śmierć mężczyzny, pozostawionego bez opieki przez jego córkę (zobacz wpis Diabelska bezczynność).

Sprawy z pewnością nie ułatwia kodeks karny, który w wielu miejscach mówi o różnego typu obowiązkach. Już tylko pobieżny przegląd regulacji kodeksowych pozwala wychwycić następujące określenia, używane przez autora tekstu prawnego w następujących artykułach:

2. Odpowiedzialności karnej za przestępstwo skutkowe popełnione przez zaniechanie podlega ten tylko, na kim ciążył prawny, szczególny obowiązek zapobiegnięcia skutkowi.

18 § 3. [...] odpowiada za pomocnictwo także ten, kto wbrew prawnemu, szczególnemu obowiązkowi niedopuszczenia do popełnienia czynu zabronionego swoim zaniechaniem ułatwia innej osobie jego popełnienie

26 § 4. Przepisu § 2 nie stosuje się, jeżeli sprawca poświęca dobro, które ma szczególny obowiązek chronić nawet z narażeniem się na niebezpieczeństwo osobiste.

Interpretator

Wczoraj wieczorem zerknąłem sobie jeszcze raz na glosę, o której ukazaniu się pisałem 13 stycznia, i przeżyłem szok. Wydawało mi się, że znam treść tej glosy na wylot, a jednak ujrzałem wczoraj coś, czego wcześniej nie dostrzegałem.

Chodzi o następujące zdanie na stronie 1691: „Wskazane powody wymuszają na interpreterze tekstu prawnego przyjęcie tezy, że okoliczności wskazane w art. 178a § 4 zd. 1 k.k. nie są znamionami czynu zabronionego pod groźbą kary”. Przed wysłaniem glosy do redakcji „Orzecznictwa Sądów Polskich” czytałem to zdanie kilkanaście razy; po wysłaniu tekstu przeglądałem je kolejne kilka razy, a po jego opublikowaniu jeszcze chyba z pięć razy i za każdym razem byłem przekonany, że zdanie to głosi: „Wskazane powody wymuszają na interpretatorze tekstu prawnego przyjęcie tezy, że okoliczności wskazane w art. 178a § 4 zd. 1 k.k. nie są znamionami czynu zabronionego pod groźbą kary”.

Ludzkie oko nie jest w stanie wszystkiego zobaczyć, a mózg dopowiada sobie to, czego oko nie dostrzegło i czasami nas w ten sposób oszukuje. Nie miałem pojęcia, że w zdaniu tym znajduje się słowo „interpreter”. A ono tam rzeczywiście jest:


Oczywiście pomyślałem najpierw, że Mikołaj nie mógł popełnić takiej pomyłki i być może interpretator zmienił się w interpretera na etapie korekty redakcyjnej tekstu bądź składu publikacji w wydawnictwie. Pospiesznie otworzyłem dokument z oryginalnym tekstem i okazało się jednak, że interpreter był od początku moją sprawką:


W zdaniu chodziło rzecz jasna o interpretatora, czyli kogoś, kto coś wyjaśnia, interpretuje, a nie o program tłumaczący instrukcje języka programowania na komendy zrozumiałe dla procesora komputera (zob. przyjęte znaczenie tego słowa w języku polskim). Nie miałem też zamiaru dawać wyrazu jakiejś manierze językowej i specjalnie posługiwać się spolszczonym angielskim terminem „interpreter”, unikając „interpretatora”.

Można powiedzieć, że glosę napisała za mnie po części inteligentna autokorekta w edytorze tekstu, poprawiając słowo interpretator – ze zjedzonymi literami – na słowo interpreter. Ostatnie akordy tak mnie pochłonęły, że po prostu nie zwróciłem na to uwagi, a niedoskonałości aparatu poznawczego zrobiły już później swoje. I naprawdę nie widziałem tego interpretera aż do wczoraj, do godziny przed północą.

Orzeczenie (nie)publikowane

Nie wyobrażam sobie, żeby w XXI wieku mogło jeszcze istnieć coś takiego jak „orzeczenie niepublikowane”, to znaczy orzeczenie Sądu Najwyższego lub sądu powszechnego, które zostało zamknięte w archiwum sądowym i nie można go znaleźć w żadnej publikacji papierowej ani w ogólnodostępnej bazie internetowej.

Publikować, żeby znać

Problem orzeczenia niepublikowanego dotyczy nie tylko ważnych orzeczeń Sądu Najwyższego: uchwał kształtujących orzecznictwo czy wyroków i postanowień, kasujących z obrotu niezgodne z prawem rozstrzygnięcia sądów niższych instancji, te bowiem prawie zawsze były w jakimś zakresie publikowane. Chodzi głównie o wyroki sądów apelacyjnych i sądów pierwszej instancji, których upowszechnienie może pomóc w ujednolicaniu orzecznictwa i realizacji zasady równości wobec prawa (zewnętrzna sprawiedliwość wyroku). Istotnym argumentem jest również potrzeba kontroli poprawności stosowania prawa, którą – ze względu na uwarunkowania procesowe – nie zawsze da się (i nie zawsze warto) przeprowadzić w ramach postępowania odwoławczego lub kasacyjnego.

Na konieczność zapoznawania się z orzecznictwem w podobnych do prowadzonej sprawach zwracał uwagę Sąd Najwyższy, np. w wyroku z 30 października 2013, sygn. II KK 130/13:

„Analiza aktualnego i powszechnie dostępnego orzecznictwo Sądu Najwyższego i sądów powszechnych (por. zwłaszcza bogatą i wciąż rozbudowywaną bazę wyroków na stronie www Ministerstwa Sprawiedliwości http://orzeczenia.ms.gov.pl) w sprawach podobnych do tej, która była przedmiotem rozstrzygnięcia Sądu Apelacyjnego [...] pozwala – zdaniem Sądu Najwyższego – na dość precyzyjną rekonstrukcję oceny standardu postrzegania konsekwencji swoich zachowań przez sprawców posługujących się przemocą [...].