Życie przed życiem

Skoro tylko zaczęliśmy żyć,
jesteśmy już wystarczająco starzy, żeby umrzeć
(źródło niezapamiętane)

Wypada jedynie dodać: ale nie wcześniej. Wszystko, co zaczęło żyć, jest już wystarczająco stare, żeby stracić życie – ale nie wcześniej. Nie da się więc pozbawić nikogo życia, zanim się ono zaczęło, tak samo jak nie można kogoś okraść z rzeczy, której ten ktoś nie posiada.

Wszystko to a propos komentowanej na dniach sprawy błędu popełnionego przez pracownika laboratorium w trakcie zabiegu in vitro. Nasienie męża, zamiast z komórką jajową żony, (prawdopodobnie) zostało połączone z komórką jajową pochodzącą od innej kobiety. Żona zaszła w ciążę i urodziła nie swoje, obarczone wadami genetycznymi, dziecko (zobacz notatkę prasową).

Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania. „Samo przeprowadzenie zabiegu in vitro nie narażało w żaden sposób życia matki. Jeżeli chodzi o dziecko, doszło tutaj do nieprawidłowości, które miały miejsce jeszcze przed zapłodnieniem. Wszystkie przestępstwa, które są skierowane przeciwko życiu i zdrowiu, dotyczą okresu od momentu poczęcia do śmierci” – wyjaśniała powody odmowy wszczęcia postępowania rzecznika Prokuratury Okręgowej w Szczecinie Małgorzata Wojciechowicz (źródło jw.).

Sąd rozpoznał zażalenie rodziców na decyzję prokuratora i nakazał wszcząć postępowanie. „Sąd uznał, że postępowanie w sprawie należy wszcząć, a w jego toku wyjaśnić w sposób przekrojowy i wieloaspektowo w oparciu o opinię sądowo-lekarską, czy w tym konkretnym przypadku błąd przy procedurze ICSI (rodzaj zapłodnienia in vitro – PAP) mógł skutkować u matki lub dziecka, czy też obojga, narażeniem ich na bezpośrednie niebezpieczeństwo” – poinformował rzecznik sądu Michał Tomala (źródło jw.).

Nie wszystko się przedawniło

Sąd Apelacyjny w Poznaniu umorzył wczoraj postępowanie w sprawie ostrzelania przez funkcjonariuszy Policji samochodu i spowodowania śmierci jego kierowcy oraz ciężkiego uszczerbku na zdrowiu pasażera, z uwagi na przedawnienie karalności badanego czynu. Policjanci pomylili się uznając, że w samochodzie znajduje się poszukiwany przez nich podejrzany. Na skrzyżowaniu zablokowali przejazd i zbliżyli się do pojazdu. Ich samochody nie były oznakowane. Kierowca ruszył i próbował ominąć policjantów, na co ci odpowiedzieli oddaniem w jego kierunku 39 strzałów (zobacz notatkę prasową).

Zdarzenie oceniało kilka składów sędziowskich i oskarżeni byli najczęściej uniewinniani od postawionych im zarzutów. Sprawa ciągnęła się przez 10 lat i trafiła nawet do Sądu Najwyższego (zob. wyrok Sądu Najwyższego z interesującym uzasadnieniem, z 17 stycznia z 2013 r., sygn. akt V KK 99/12). W omawianym stanie faktycznym zazębia się kilka ciekawych kwestii teoretycznych.

Z jednej strony osoby jadące samochodem nie zorientowały się, że mają do czynienia z nieumundurowanymi policjantami. Z drugiej strony funkcjonariusze Policji na widok reakcji kierowcy próbującego uciec z miejsca zdarzenia zostali utwierdzeni w przekonaniu, że w samochodzie znajduje się poszukiwany przez nich podejrzany. Wszyscy bohaterowie zdarzenia działali w mniejszym lub większym błędzie co do faktycznego stanu rzeczy. Kierowca myślał, że grupa rosłych mężczyzn próbuje na niego napaść i w związku z tym sądził, że wolno mu uciekać. Policjanci uznali, że w samochodzie znajduje się podejrzany mężczyzna i wobec tego zdecydowali się użyć broni palnej, aby go zatrzymać.

Policjant ma prawo (i obowiązek) korzystać z broni palnej. Nie jest to jednak prawo absolutne. Oddanie 39 strzałów do przejeżdżającego obok pojazdu zdecydowanie wykracza poza granice dozwolonego przepisami użycia broni palnej przez funkcjonariusza Policji. Jest to również ewidentne przekroczenie granic obrony koniecznej, w sytuacji obrony swoich praw przed bezprawnym zamachem ze strony kierowcy pojazdu. Postępowanie funkcjonariuszy rodzi wątpliwości z perspektywy racjonalności i celowości oddawanych strzałów do uciekającego pojazdu, w celu jego zatrzymania (środek przednich drzwi, kilkadziesiąt pocisków).

Sądy koncentrowały swoją uwagę na przekroczeniu przez policjantów uprawnień i niedochowaniu wszystkich obowiązków związanych z użyciem broni palnej, zatrzymywaniem pojazdów do kontroli oraz organizacją pościgu (art. 231 § 1 k.k.). Od samego początku kwalifikacja prawna zdarzenia nie odzwierciedlała prawdziwego stanu rzeczy, by wspomnieć tylko o jednym kwiatku do kożucha w postaci art. 165 § 1 k.k. (narażenie na niebezpieczeństwo wielu postronnych osób, których, jak się okazało, nie było feralnej nocy aż tak wiele). Zapomniano o najważniejszych bohaterach tej tragicznej historii: śmiertelnie postrzelonym kierowcy i pasażerze, którzy w wyniku postrzelenia został kaleką. Ponurą konsekwencją tego zapomnienia jest stwierdzenie, że doszło do przedawnienia karalności czynu popełnionego przez policjantów.