Jak powinien wyglądać kontratyp sztuki?

Ukazał się niedawno artykuł zatytułowany: Czy w polskim prawie karnym potrzebny jest kontratyp sztuki? (T. Gardocka, „Palestra” 2015, nr 1/2, s. 24 i n.). Interesuję się ostatnio tym zagadnieniem i z zainteresowaniem zapoznałem się z poglądami T. Gardockiej. Sam artykuł uważam za nieco chaotyczny i niewiele wnoszący, szczególnie z uwagi na ukazanie się dobrego opracowania Jakuba Dąbrowskiego i Anny Demenko, Cenzura w sztuce polskiej po 1989 roku. Tom 1. Aspekty prawne, Warszawa 2014. Co istotne, tekst z „Palestry” nie odpowiada na tytułowe pytanie, czy w polskim prawie karnym potrzebny jest kontratyp sztuki, autorka omawia za to warunki, jakie powinien spełniać kontratyp działalności artystycznej. Przyjrzyjmy się pokrótce tym warunkom.

Artykuł rozpoczyna się od wyznania wiary: „Niewątpliwie katalog tak zwanych kontratypów pozaustawowych nie jest katalogiem zamkniętym” (jw. s. 24). W zdaniu tym akceptuje się istnienie „kontratypów pozaustawowych”, dalej stwierdza się konsekwentnie, że ich katalog jest katalogiem otwartym oraz że jest to „niewątpliwe”.

Nie podzielam tego zapatrywania, czemu dawałem już wyraz na blogu oraz poza nim (i bynajmniej nie jestem w tym zapatrywaniu odosobniony). Sama nazwa „kontratyp pozaustawowy” jest wewnętrznie sprzeczna, ponieważ kontratyp to nazwa instytucji ze swojej istoty „ustawowej”.

Rozważania autorki, obracające się wokół zasadniczego tematu artykułu, pozwalają na sformułowanie następującego przepisu, określającego znamiona kontratypu sztuki (zaznaczam, że T. Gardocka nie proponuje wprost takiego rozwiązania, omawia za to przesłanki, z których ono bezpośrednio wynika):

„Nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu artystycznym, którego nie da się osiągnąć bez naruszenia prawa, a dobro poświęcone nie przedstawia wartości oczywiście wyższej od dobra w postaci wolności artystycznej”.

Wstrząśnięta, nie mieszana

W ramach lipcowej nowelizacji prawa karnego, uchwalonej ustawą z 20 lutego 2015 r. zostanie wprowadzony do Kodeksu karnego następujący przepis:

Art. 37b. W sprawie o występek zagrożony karą pozbawienia wolności, niezależnie od dolnej granicy ustawowego zagrożenia przewidzianego w ustawie za dany czyn, sąd może orzec jednocześnie karę pozbawienia wolności w wymiarze nieprzekraczającym 3 miesięcy, a jeżeli górna granica ustawowego zagrożenia wynosi przynajmniej 10 lat – 6 miesięcy, oraz karę ograniczenia wolności do lat 2. W pierwszej kolejności wykonuje się wówczas karę pozbawienia wolności, chyba że ustawa stanowi inaczej.

Mamy tutaj bardzo ciekawą regulację, która może wstrząsnąć wymiarem kary. Przepis daje sądowi następujące kompetencje:

1. Jeżeli górna granica ustawowego zagrożenia wynosi mniej niż 10 lat pozbawienia wolności – sąd może orzec jednocześnie karę pozbawienia wolności w wymiarze od 1 do 3 miesięcy oraz karę ograniczenia wolności w wymiarze od 1 miesiąca do 2 lat.

2. Jeżeli górna granica ustawowego zagrożenia równa się albo jest wyższa niż 10 lat pozbawienia wolności – sąd może orzec jednocześnie karę pozbawienia wolności w wymiarze od 1 do 6 miesięcy oraz karę ograniczenia wolności w wymiarze od 1 miesiąca do 2 lat.

Przykładowo, omawiany przepis może znaleźć zastosowanie do sprawców rozboju (art. 280 § 1 k.k.) lub zgwałcenia w typie podstawowym (art. 197 § 1 k.k.), którym będzie można wymierzyć np. karę 2 miesięcy pozbawienia wolności i roku ograniczenia wolności.

Błąd na błędzie

Właśnie ukazał się mój artykuł o nowelizacji art. 28 § 1 k.k.: można go pobrać za darmo w pełnej wersji ze strony Czasopisma Prawa Karnego i Nauk Penalnych.

Od 1 lipca 2015 r., wskutek wejścia w życie ustawy z 20 lutego 2015 r. przepis ten będzie głosił: „Nie popełnia przestępstwa, kto pozostaje w usprawiedliwionym błędzie co do okoliczności stanowiącej znamię czynu zabronionego”.

W pierwszej części artykułu omówiłem charakter prawny nowego przepisu. Usprawiedliwiony błąd co do znamienia jest okolicznością wyłączającą winę. Najpierw należy ustalić, że sprawca zrealizował znamiona przedmiotowe czynu zabronionego i że nie miał zamiaru jego popełnienia (a więc działał nieumyślnie), a potem ewentualnie bada się okoliczności wyłączające odpowiedzialność karną za popełniony czyn zabroniony. Wina może zostać wyłączona np. z powodu niepoczytalności sprawcy, działania w stanie wyższej konieczności albo – o czym mówi expressis verbis nowy art. art. 28 § 1 k.k. – działania w usprawiedliwionym błędzie co do znamienia. Błąd jest usprawiedliwiony, jeżeli subiektywno-indywidualne właściwości konkretnego sprawcy, np. silne wzburzenie, strach, przemęczenie, choroba psychiczna uniemożliwiły mu uświadomienie sobie, że zrealizuje znamiona czynu zabronionego (pisałem też o tym 31 marca 2014).

Druga część artykułu poświęcona jest legislacyjnym losom art. 28 § 1 k.k. Gdy słucha się wypowiedzi i argumentów podnoszonych podczas dyskusji nad omawianym przepisem, które miały miejsce na posiedzeniach komisji sejmowych, można mieć wątpliwości, czy to się działo naprawdę. Przygotowując artykuł prześledziłem krok po kroku cały proces legislacyjny, wysłuchałem przygnębiających nagrań z obrad podkomisji i opisałem to dokładnie ze wszystkimi pikantnymi szczegółami. Linki do poszczególnych nagrań znajdziecie w przypisach.

Rozterka

Przygotowuję komentarz do nowego art. 37a k.k., który wejdzie w życie 1 lipca 2015 r. na mocy ustawy nowelizującej Kodeks karny z 20 lutego 2015 r. (tzw. wielka nowelizacja) i od kilkunastu godzin mam rozterkę dotyczącą kwestii fundamentalnej. Można wyrazić ją w pytaniu: co ten przepis mówi? Językowo rzecz biorąc mówi dokładnie to:

Art. 37a. Jeżeli ustawa przewiduje zagrożenie karą pozbawienia wolności nieprzekraczającą 8 lat, można zamiast tej kary orzec grzywnę albo karę ograniczenia wolności, o której mowa w art. 34 § 1a pkt 1, 2 lub 4.

Ale co on mówi naprawdę? Zróbmy eksperyment, którego nikt wcześniej nie przeprowadzał. Sami zobaczcie: zamieszczam poniżej już w miarę oszlifowane (w zasadzie gotowe do druku) odpowiedzi na to pytanie. Są to dwie różne odpowiedzi, a prawdziwa może być tylko jedna z nich. (Kolejność przypadkowa).

Która Was bardziej przekonuje?

Interpretacja 1: brak modyfikacji ustawowego zagrożenia karą

[...] Dostrzegając zarysowane wątpliwości należy opowiedzieć się za twierdzeniem, w myśl którego art. 37a k.k. nie przekształca (nie modyfikuje, nie zmienia) sankcji jednorodnych przewidzianych w poszczególnych przepisach spełniających funkcje typizujące czyny zabronione pod groźbą kary, zarówno w obrębie Kodeksu karnego jak i ustaw pozakodeksowych, w sankcje alternatywne – daje natomiast sądowi kompetencję („można orzec”) do orzeczenia grzywny albo kary ograniczenia wolności „zamiast” kary, która została przewidziana przez ustawę za popełnienie określonego czynu zabronionego.

Reakcja automatyczna

Ciekawy artykuł napisał Kamil Mamak – o odpowiedzialności karnej za wypadek drogowy z udziałem samochodu bez kierowcy (samochód-robot). Trochę futurologii, a trochę realizmu, ponieważ już dzisiaj samochody są naszpikowane elektroniką, która wykonuje znaczną część pracy za kierowcę. Przy okazji cała grupa karnistów dostała od Kamila podziękowanie :)


W tym samym numerze „Paragrafu na Drodze” (4/2015) ukazała się także odpowiedź Prof. R.A. Stefańskiego na artykuł R. Zahorskiego pod sugestywnym tytułem: Logika działania gatunku homo sapiens i jej znaczenie w procesie myślenia. Artykuł polemiczno-dydaktyczny. Prof. Stefański też dał ciekawy tytuł: O bezpiecznym odstępie raz jeszcze (i – miejmy nadzieję – po raz ostatni).

Autorzy spierają się o to, czy kierowca autobusu komunikacji miejskiej może w razie zagrożenia zahamować gwałtowanie (hamulec do „dechy”), powodując tym samym przewrócenie się i obrażenia ciała swoich pasażerów? R. Zahorski dowodził, że przewrócenie się pasażerów w sytuacji nagłego i gwałtowanego hamowania jest niemal nieuniknione. Autor ten twierdził, że kierowca autobusu komunikacji miejskiej ma obowiązek hamować w sposób łagodny, płynny, a w związku z tym, żeby dać sobie czas na takie hamowanie, musi cały czas utrzymywać większy odstęp od pojazdu poprzedzającego.

Kłopoty z nieumyślnością

Jestem w trakcie sprawdzania przedświątecznej pracy domowej, która polegała na rozwiązaniu w domu jednego kazusu. Zauważyłem, że niektórzy uczestnicy ćwiczeń popełniają dość zasadniczy błąd podczas opisywania strony podmiotowej czynu zabronionego popełnionego nieumyślnie. O jaki błąd chodzi i jak go uniknąć?

Bohaterem kazusu był lekarz, który przez pomyłkę polał oczy pacjenta środkiem chemicznym służącym do dezynfekcji narzędzi chirurgicznych i urządzeń sanitarnych. Lekarz był przekonany, że używa właściwego preparatu do dezynfekcji oczu. W rezultacie pozbawił pacjenta wzroku.

Subsumpcja opisanego zachowania z perspektywy znamion strony podmiotowej nie powinna sprawiać większych trudności: lekarz nie miał świadomości, że używa niewłaściwego preparatu. Nie przeczytał etykiety, zaufał swojej pamięci, dopiero po fakcie z przerażeniem odkrył fatalną pomyłkę. Lekarz był przekonany, że używa właściwego środka dezynfekującego, a zatem nie przewidywał tego, że spowoduje ciężki uszczerbek na zdrowiu pacjenta. Jego czyn charakteryzował się tzw. nieświadomą nieumyślnością.

I tutaj należy postawić kropkę. Na tym polega nieumyślność nieświadoma, że sprawca nie przewiduje możliwości zrealizowania znamion czynu zabronionego. Kropka! Strona podmiotowa opisywanego czynu nie składa się z żadnych innych elementów.

Wydaje się to jednak zbyt proste, aby mogło być prawdziwe, stąd zapewne pokusa napisania czegoś więcej. Oto pierwszy przykład: