Fragmenty książki

Dzień premiery mojej książki o przygotowaniu do przestępstwa zbliża się wielkimi krokami. Od kilku dni ze strony internetowej wydawcy można pobrać krótki fragment książki, obejmujący spis treści, przedmowę, wprowadzenie i trzy strony pierwszego rozdziału.


Przedmowa to parę osobistych zdań od autora: podziękowania, tło powstawania książki, życzenia miłej lektury itp. Piszę m.in. coś takiego:

„Podstawę niniejszej publikacji stanowi rozprawa doktorska, którą obroniłem we wrześniu 2013 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Przygotowując rozprawę do druku, postanowiłem zmienić strukturę niektórych rozdziałów, skrócić wybrane fragmenty pracy, a także poprawić oraz uzupełnić pierwotny tekst. Miałem przy tym w pamięci wskazówkę mojego promotora, że w jednej książce nie da się rozstrzygnąć wszystkich problemów prawa karnego. Inna sprawa, że trzeba również umieć rozstrzygnąć te problemy. Konieczna okazała się zatem selekcja materiału i wybór kwestii, które dojrzały już do tego, by zaprezentować je czytelnikowi. W rezultacie o wielu rzeczach w książce tej nie napisano. Uważam to za jej zaletę. Nie trzeba podkreślać, że wszystkie mankamenty tego, co zostało tu napisane, obciążają wyłącznie autora książki” (s. 13-14).

Część książki zatytułowana „Wprowadzenie” to nieco bardziej merytoryczne, ale wciąż jeszcze ogólne, jak sama nazwa wskazuje, wprowadzenie czytelnika w analizowaną tematykę. Zamierzałem napisać je możliwie prosto i chyba mi się udało (sami oceńcie), chciałbym więc polecić je wszystkim czytelnikom bez względu na to, czy znają się na prawie.

A na zachętę kilka sentencji wyjętych z wprowadzenia do książki:

Książka ta została napisana, ponieważ nikt inny takiej książki jeszcze nie napisał (s. 23).

Najistotniejsze wnioski płynące z przeprowadzonych analiz oraz najważniejsze tezy stawiane w poszczególnych rozdziałach zostały wyeksponowane w wieńczącym pracę podsumowaniu, zatytułowanym „Tezy”. Wyrażono tam w zasadzie wszystko, co było do powiedzenia (s. 30).

Podtytuł niniejszej książki ma do pewnego stopnia zrehabilitować używane w dyskusjach prawniczych określenie „dogmatycznoprawny”, kojarzone bardzo często – niestety nie bez powodów – z działalnością polegającą na parafrazowaniu treści przepisów lub streszczaniu orzecznictwa (s. 30).

Poszukiwacze prawdy mogą nie dotrzeć do prawdy; mogą rozminąć się z prawdą; mogą napotkać fałsz. Dyskusja naukowa przypomina w tym zakresie chodzenie po linie rozpiętej nad przepaścią. „Niebezpieczne to przejście; niebezpieczne to, co po drodze; niebezpieczne wstecz spoglądanie; niebezpieczne trwożne zachwianie się i zatrzymywanie” – opisywał to przejście F. Nietzsche (s. 33).

Parametry książki

Mikołaj Małecki, Przygotowanie do przestępstwa. Analiza dogmatycznoprawna, wydawca: Wolters Kluwer, Warszawa 2016, 400 stron, 5 rozdziałów, tezy, suplement, bibliografia, okładka twarda, format A5, dostępna w wersji papierowej i w PDF


 
Zobacz też:

Oskarżone prawo

Trybunał Konstytucyjny ma zbadać zgodność z Konstytucją ustawy z dnia 22 grudnia 2015 r. o zmianie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (Dz.U. 2015, poz. 2217), która wprowadza wiele zmian w sposobie prac Trybunału, określając m.in., że sprawy są rozpatrywane wg kolejności wpływu, Trybunał orzeka co do zasady w pełnym składzie liczącym 13 sędziów, a wyroki zapadają większością 2/3 głosów (sprawa z sygnaturą K 47/15). 

Wejściu w życie ustawy towarzyszy pat konstytucyjny, związany z powołaniem przez Sejm VIII kadencji na stanowisko sędziów Trybunału większej liczby osób niż pozwala na to Konstytucja (max. 15 sędziów), a także nieodebraniem przez prezydenta Polski ślubowania od trzech sędziów wybranych zgodnie z prawem przez Sejm VII kadencji. Z pięciu osób wybranych na sędziów Trybunału przez obecny parlament, do orzekania o konstytucyjności ustawy grudniowej zostali dopuszczeni sędzia Sądu Okręgowego Julia Przyłębska i mgr Piotr Pszczółkowski (zwani dalej „sędziami”).

Tak mniej więcej w telegraficznym skrócie można zarysować obecną sytuację faktyczną. Nie o tym jednak ma być dzisiaj mowa. Chodzi bowiem o rozjaśnienie szeroko komentowanej kwestii, czy Trybunał Konstytucyjny, orzekający o zgodności z Konstytucją ustawy z 22 grudnia 2015 r., jest związany przepisami tej właśnie ustawy, co oznaczałoby, że powinien procedować i podejmować decyzje w oparciu o znowelizowane przepisy. Tytułem przykładu, pozytywna odpowiedź na to pytanie oznaczałaby, że Trybunał powinien rozpatrzyć sprawę w składzie 13 sędziów (taki skład nie może się obecnie zebrać wskutek wspomnianego wcześniej pata politycznego) oraz że rozstrzygnięcie powinno zapaść większością 2/3 głosów.

Zdania odrębne

Na posiedzeniu poprzedzającym zbadanie konstytucyjności kontrowersyjnej ustawy, Trybunał Konstytucyjny postanowił rozpatrzyć sprawę na publicznej rozprawie w maksymalnym składzie, jaki może się zebrać w dniu wydania wyroku (sędziowie ze zdolnością do orzekania), czyli w składzie 12 sędziów: 10 „starych” i 2 „nowych” sędziów (dwóch wybranych przez Sejm VIII kadencji, zob. postanowienie TK z 14 stycznia 2016). Trybunał zignorował więc znowelizowane przepisy i nie będzie orzekał w składzie 13 sędziów.

Zdania odrębne od postanowienia Trybunału Konstytucyjnego zgłosiły... (czy ktoś będzie zaskoczony?) dokładnie dwie osoby dopuszczone do orzekania w omawianej sprawie: sędzia Julia Przyłębska i sędzia Piotr Pszczółkowski. Uznali oni, że w obecnym stanie prawnym sprawa powinna być rozpatrywana w pełnym składzie liczącym 13 sędziów, co wynika z przepisów znowelizowanych w dniu 22 grudnia 2015 r., będących przedmiotem kontroli Trybunału. Skoro pełny skład Trybunału powinien liczyć 13 sędziów, a o skierowaniu sprawy na rozprawę decyduje w tym wypadku skład orzekający w sprawie, to postanowienie z 14 stycznia 2016 r. powinno zostać wydane w takim samym składzie (13, a nie 12 sędziów).

Sędzia Pszczółkowski dodał, że naruszenie znowelizowanych przepisów o składzie orzekającym może prowadzić do zarzutu nieważności postępowania (pkt 5 zdania odrębnego).

Dla wzmocnienia zdań odrębnych obu sędziów osobiście dodałbym jeszcze (mała dygresja), że zarzut nieważności postępowania, związanego z nienależycie obsadzonym składem orzekającym, może opierać się w przyszłości także na uznaniu, iż w składzie orzekającym zasiadały osoby dopuszczone do orzekania mimo istotnych wątpliwości prawnych co do trybu dokonania ich wyboru na sędziów TK, a są to sędziowie Julia Przyłębska i Piotr Pszczółkowski. Ergo: skład orzekający liczył nawet nie 12, lecz tylko 10 sędziów, co uchybiało znowelizowanym przepisom w trzykrotnie większym stopniu (do pełnego składu brakowało bowiem nie jednego, lecz aż trzech sędziów Trybunału).

Sąd i podsądny

Stanowisko sędzi Przyłębskiej i sędziego Pszczółkowskiego, w myśl którego, przypomnijmy, Trybunał Konstytucyjny jest związany przepisami nowej ustawy, opiera się na gruntownym niezrozumieniu roli sądu konstytucyjnego i specyfiki prowadzonego przed nim postępowania.

Wspólnie i w porozumieniu czy wszystko jedno?

Wczoraj na ćwiczeniach z części szczególnej prawa karnego wymyśliłem dobry temat na pracę magisterską. Może ktoś skorzysta z pomysłu.

Punktem wyjścia naszych rozważań był art. 223 § 1 k.k. i przewidziana w nim odpowiedzialność karna za dopuszczenie się czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego „wspólnie i w porozumieniu z inną osobą”. To ostatnie wyrażenie pokrywa się idealnie z kodeksową konstrukcją współsprawstwa z art. 18 § 1 alt. 2 k.k. (sprawca wykonuje czyn zabroniony wspólnie i w porozumieniu z inną osobą). Typ czynu zabronionego z art. 223 § 1 k.k. jest więc w tym zakresie przykładem tzw. współsprawstwa koniecznego – do odpowiedzialności karnej konieczne jest współsprawstwo co najmniej dwóch osób. Wynikałoby z tego, że nie wyczerpuje znamion tego przestępstwa współdziałanie polegające na sprawstwie polecającym, sprawstwie kierowniczym ani podżeganiu czy pomocnictwie.

Tylko wspólnie

Uczestnicy ćwiczeń szybko dostrzegli, że w ustawie karnej znajduje się sporo innych typów czynu zabronionego, których popełnienie uzależnione jest od jakiejś formy współdziałania czy ogólniej: kontaktu dwóch lub większej ilości osób. (Pomijam w tym miejscu specyficzną konstrukcję współudziału w określonym zdarzeniu, przewidzianą np. w art. 158 k.k. – nie jest to współsprawstwo ani współdziałanie, lecz jeszcze szersza kategoria brania udziału w bójce lub pobiciu). Chodzi w pierwszej kolejności o typy czynu zabronionego mówiące o wykonaniu czynu „wspólnie” z inną osobą. Przykładem może być przestępstwo z art. 197 § 3 pkt 1 k.k. (kwalifikowane zgwałcenie), które polega na doprowadzeniu innej osoby do obcowania płciowego – przemocą, groźba bezprawną lub podstępem – wspólnie z inną osobą.

Zauważmy, że art. 197 § 3 pkt 1 k.k. nie wymaga działania sprawcy wspólnie „i w porozumieniu” z inną osobą, lecz jedynie wspólnie z nią. Ustawa nie wymaga, aby po stronie działających osób zostało zawarte porozumienie, charakterystyczne dla współsprawstwa określonego w art. 18 § 1 alt. 2 k.k. Czy różnica terminologiczna przekłada się w tym wypadku na zakres kryminalizacji zgwałcenia zbiorowego? Można powiedzieć: i tak, i nie.

Zgwałcenie zbiorowe opisane w art. 197 § 3 pkt 1 k.k. jest zbrodnią, a zatem sprawca tego czynu musi działać umyślnie. Oznacza to, że sprawca musi mieć świadomość, że dopuszcza się zgwałcenia wspólnie z inną osobą oraz musi chcieć albo przynajmniej godzić się na popełnienie takiego czynu wspólnie z inną osobą. W tym zakresie pominięcie w opisie czynu „porozumienia” okazuje się pozorne – sprawcę działającego umyślnie musi wiązać subiektywna, z istoty rzeczy porozumiewawcza więź z inną osobą.

Brak wymogu działania w porozumieniu z inną osobą ma jednak dalej idące konsekwencje. Warunek porozumienia łączącego dwie osoby oznacza, że obie strony porozumienia mają świadomość i wolę wykonania czynu objętego porozumieniem. Jeśli art. 197 § 3 pkt 1 k.k. warunku tego nie zawiera, to odpowiedzialność karna za ten czyn zabroniony nie jest zależna od zaistnienia obustronnej, subiektywnej więzi łączącej dwie współdziałające osoby.

Przykładowo, sprawca A stosuje groźbę wobec osoby C w celu doprowadzenia jej do obcowania płciowego z osobą B. Osoba C obawiając się, że groźba zostanie spełniona (np. A zagroził C, że zrani jej dziecko), zgadza się pod presją na obcowanie płciowe z osobą B. Osoba B nie jest jednak świadoma, że osoba C, z którą podejmuje współżycie seksualne, nie działa dobrowolnie i w innych okolicznościach nie zgodziłaby się na obcowanie płciowe z osobą B.

Opinia dla Dziennika Gazety Prawnej

Dzisiejszy Dziennik Gazeta Prawna (19 stycznia 2016) publikuje moją wypowiedź na temat nowelizacji przepisów o systemie dozoru elektronicznego (SDE), którą przygotowuje Ministerstwo Sprawiedliwości. Obszerniejszą analizę publikuję jednocześnie w dodatku do Dziennika Gazety Prawnej „Prawnik” (dostępnym dla prenumeratorów).

W artykule P. Szymaniaka „Domowe pozbawienie wolności” (s. B6-B7, zob. wersję on-line) cytowana jest moja opinia na temat usunięcia możliwości wymierzania kary ograniczenia wolności w formie dozoru elektronicznego i powrotu do wykorzystania tego sposobu oddziaływania na skazanego w ramach kary pozbawienia wolności (zob. projekt ministerialny z 22 grudnia 2015).


„Z jednej strony sąd będzie stwierdzał, że nie istnieją podstawy do zastosowania grzywny lub ograniczenia wolności, więc stosuje pozbawienie wolności. Z drugiej natomiast uznaje, że skazany nie musi iść do więzienia, tylko może odbyć karę w SDE. W takim razie może po prostu lepiej zostawić SDE jako formę kary ograniczenia wolności. Wtedy jest jasna sytuacja. Jeśli sąd wymierza karę pozbawienia wolności bez warunkowego zawieszenia, to jest to kara bezwzględna, co oznacza jej wykonanie w zakładzie karnym. A jak chce stosować SDE, to może orzec karę ograniczenia wolności” – mówię dla Dziennika Gazety Prawnej.

Drukuje się

Konsultowałem dzisiaj z wydawcą ostatnie poprawki w mojej książce „Przygotowanie do przestępstwa. Analiza dogmatycznoprawna”. Uzgadnialiśmy również zawartość ostatniej strony okładki informującej, o czym jest książka. Moment wprowadzania ostatnich zmian w projekcie okładki dokumentuje poniższa fotografia.


Ekrany patrzą, co robi Mikołaj. Fot. M.M.

W celu wykonania zdjęcia musiałem zrobić porządek na biurku, co było dodatkową wartością dzisiejszego popołudnia. Summa summarum książka została właśnie skierowana do druku. Powinna ukazać się na początku lutego.

A na okładce będzie się znajdował następujący tekst:

Książka jest pierwszym monograficznym opracowaniem problematyki przygotowania do przestępstwa na gruncie kodeksu karnego z 1997 r. Kompleksowo omówiono polską konstrukcję przygotowawczej formy stadialnej, posiłkując się ustaleniami z zakresu teorii prawa. Rozważania zmierzają od zagadnień modelowych do szczegółowej analizy obowiązujących przepisów. Wątki teoretyczne zostały zilustrowane wieloma przykładami. W rozważaniach uwzględniono rolę dewiacji semantycznych w prawidłowym odczytywaniu wypowiedzi językowych. Oprócz interpretacji obowiązujących przepisów przytoczono i krytycznie omówiono poglądy wyrażane w piśmiennictwie i orzecznictwie.

Publikacja zawiera tabelaryczny suplement charakteryzujący wybrane przepisy kodeksu karnego, a także specjalne zestawienie kluczowych tez. Każdy z pięciu rozdziałów pracy jest zamkniętą całością, którą można czytać niezależnie od pozostałych.

Opracowanie zainteresuje przedstawicieli nauki prawa karnego, prawników praktyków: sędziów, adwokatów, radców prawnych, a studentom i aplikantom pomoże lepiej przygotować się do pracy w zawodach prawniczych.

„Zawarte w pracy ujęcie stanowić będzie przez lata jeden z podstawowych punktów odniesienia każdej dyskusji poświęconej przygotowaniu, postaciom stadialnym czy w ogóle formom popełnienia przestępstwa. Zmienność podejścia, harmoniczne powiązanie kwestii konstrukcyjnych z plastycznymi przykładami, sugestywność wywodu to bez wątpienia wielkie zalety pracy. Czytałem ją z przyjemnością, z żalem odkładając lekturę w celu wykonania innych czynności”.
Prof. dr hab. Piotr Kardas

Kradzież informacji

Na ćwiczeniach z części szczególnej prawa karnego doszliśmy do wniosku, że przepisy przewidujące odpowiedzialność karną za tzw. przestępstwa przeciwko ochronie informacji prywatnych (kradzież informacji) zawierają trudną do zracjonalizowania lukę w kryminalizacji.

Sytuacja przedstawia się następująco. Jeżeli włamię się do tradycyjnej skrzynki pocztowej i otworzę zamkniętą kopertę z korespondencją sąsiada, aby zapoznać się z treścią pisma (listu), to wyczerpię znamiona czynu zabronionego z art. 267 § 1 k.k.:
Art. 267. § 1. Kto bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Jeśli jednak włamię się do domu sąsiada i przewertuję całą już otwartą korespondencję pocztową, nie wyczerpię znamion żadnego przestępstwa przeciwko ochronie informacji (będzie to co najwyżej naruszenie miru domowego z art. 193 k.k.). Art. 267 k.k. mówi o uzyskiwaniu dostępu do informacji przez otwarcie zamkniętego pisma. Otwarcie zamkniętego pisma polega na otwarciu koperty bądź paczki, w której znajduje się pismo. Tom akt sądowych opakowany w tekturowe okładki i zamknięty w znaczeniu: okładki przykrywają zawartość teczki (tak jak zamknięta książka) albo schowany w szufladzie pamiętnik (rzecz zamknięta w szufladzie) nie jest zamkniętym pismem w rozumieniu tego przepisu. Chodzi tutaj o zamknięte pismo w znaczeniu jego opakowania kopertą lub paczką, a nie o pismo przechowywane w zamkniętej szafie.

Jedynie w niektórych wypadkach uzyskanie dostępu do informacji zawartej w otwartym piśmie, które zostało schowane w szczególnym miejscu, będzie wyczerpywało znamiona przestępstwa. Będzie tak tylko wtedy, jeżeli uzyskam dostęp do informacji dla mnie nieprzeznaczonej przełamując albo omijając inne szczególne zabezpieczenie tej informacji (art. 267 § 1 k.k. in fine). Fakt znajdowania się otwartej korespondencji w zamkniętym na klucz mieszkaniu nie zabezpiecza tych informacji w sposób szczególny, czego wymaga przytoczony przepis. Zamek do mieszkania nie służy bowiem do szczególnego zabezpieczania tylko i wyłącznie posiadanych przeze mnie dokumentów. Musi być to mechanizm użyty przez dysponenta danych w celu zabezpieczenia określonych informacji. Wydaje się, że ukrycie listów w sejfie czyniłoby zadość wymaganiom przytoczonego przepisu i przełamanie zabezpieczenia po to, aby dostać się do już otwartej korespondencji, która jest jednak zamknięta w specjalnym schowku, wyczerpie znamiona przestępstwa.

Akcenty kryminalizacyjne są więc w rozdziale XXXIII k.k. rozłożone bardzo nierównomiernie. W zasadzie każda czynność polegająca na uzyskaniu dostępu do informacji zakodowanej w systemie informatycznym (w cyberprzestrzeni) jest zachowaniem karalnym (zob. penalizację w art. 268 k.k. i następnych, w tym uzyskanie dostępu do konta pocztowego, włamanie do komunikatora, udostępnienie programu komputerowego przeznaczonego do pobierania informacji itd.). W przypadku tradycyjnych, fizycznych nośników danych kryminalizacja uzyskiwania dostępu do informacji dla kogoś nieprzeznaczonej jest w porównaniu z penalizacją czynów w świecie wirtualnym bardzo mocno zawężona.

Znak czasu...?

Podobne wpisy:

Prowolnościowe pozbawienie wolności

Pod obrady Rady Ministrów trafi niebawem projekt nowelizacji Kodeksu karnego oraz Kodeksu karnego wykonawczego z 22 grudnia 2015 r. (zob. tutaj). Pismem z dnia 4 stycznia 2016 r. projekt trafił dzisiaj do przewodniczącego Stałego Komitetu Rady Ministrów, a kilka godzin temu został zawieszony na stronie internetowej Rządowego Procesu Legislacyjnego (zob. przebieg rządowych prac nad projektem tutaj).

Projekt dotyczy zmian w zakresie wykorzystania systemu dozoru elektronicznego (elektronicznej bransoletki połączonej z nadajnikiem, za pomocą której kontroluje się miejsce pobytu skazanego) jako nowoczesnego sposobu wykonywania niektórych kar orzeczonych za popełnienie przestępstwa. System dozoru elektronicznego ma już swoją historię. Zdaje się, że za sprawą przygotowywanej nowelizacji historia zatoczy koło.

Koncepcja dozoru elektronicznego

W początkowej fazie funkcjonowania w Polsce tzw. stacjonarnego dozoru elektronicznego była to forma wykonywania kar pozbawienia wolności. Mówiąc najkrócej, skazany na karę więzienia, po spełnieniu określonych warunków mógł opuścić mury zakładu karnego i zamiast w więzieniu odbywał karę w mieszkaniu, przebywając w zasięgu nadajnika (zob. ustawa z dnia 7 września 2007 r. o wykonywaniu kary pozbawienia wolności poza zakładem karnym w systemie dozoru elektronicznego, Dz.U. 2010, Nr 142, poz. 960, z późn. zm.).

Nowelizacja Kodeksu karnego z 20 lutego 2015 r. (Dz.U. 2015, poz. 396, zob. tutaj), która weszła w życie 1 lipca 2015 r., radykalnie zmieniła charakter prawny dozoru elektronicznego, czyniąc z niego formę kary ograniczenia wolności (nowy art. 34 § 1a pkt 2 k.k., wraz ze skorelowanymi z nim przepisami Kodeksu karnego wykonawczego). W obecnym stanie prawnym stacjonarny dozór elektroniczny może zatem zostać orzeczony jako wyłączna bądź jedna z kilku form kary ograniczenia wolności; nie jest natomiast sposobem wykonywania kary pozbawienia wolności.

Przygotowywana nowelizacja zmierza do przywrócenia stacjonarnemu dozorowi elektronicznemu statusu wolnościowego sposobu wykonywania kary pozbawienia wolności. Jest to więc w gruncie rzeczy powrót do stanu prawnego sprzed 1 lipca 2015 r. Warunki odbywania kary więzienia w formie dozoru stacjonarnego ma określać art. 43la (czterdzieści trzy „el” „a”) Kodeksu karnego wykonawczego (ta swoista numeracja jednostek redakcyjnych tekstu ustawy wynika z propozycji dodania przez projektodawcę nowych przepisów między art. 43l oraz art. 43m k.k.w.):