Puste odesłanie

Dziennik Gazeta Prawna opublikował dzisiaj moją wypowiedź na temat przygotowywanej nowelizacji przepisów Kodeksu postepowania karnego.

Artykuł P. Szymaniaka pt. Dane w wykroczeniach poza ochroną porusza szczegółową kwestię na styku Kodeksu postępowania karnego (k.p.k.) i Kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia (k.p.w.). Projektodawca zmian w Kodeksie postępowania karnego zamierza uchylić art. 148 § 2a–2c k.p.k., w którym jest mowa o ochronie danych adresowych ofiar i świadków przestępstw, i przesunąć zawartość tych przepisów, z drobnymi modyfikacjami, do nowego art. 148a k.p.k. (druk sejmowy nr 207, Sejm VIII kadencji).

Art. 37 § 13 k.p.w. zawiera odesłanie do art. 148 § 2a–2c k.p.k., co oznacza, że w obecnym stanie prawnym w postępowaniu karnym i wykroczeniowym obowiązują te same przepisy. Problem polega jednak na tym, że projektodawca nie zauważył, iż wskutek uchylenia art. 148 § 2a–2c k.p.k. odesłanie zawarte w art. 37 § 13 k.p.w. stanie się odesłaniem pustym i regulacje dotyczące utajnienia danych świadków i ofiar przestępstw nie będą obowiązywały w postępowaniu wykroczeniowym.
Odesłanie z art. 37 § 13 k.p.w., które jest ujęte w formie artykułowo-paragrafowej, a nie w formie opisowej, musi być odczytywane precyzyjnie: jako odesłanie do regulacji z wyraźnie wskazanego przepisu, tj. art. 148 § 2a2c k.p.k. Z uwagi na jednoznaczną treść art. 1 § 2 k.p.w. [że przepisy k.p.k. stosuje się w postępowaniu wykroczeniowym, gdy kodeks wyraźnie tak stanowi] wykluczone jest stosowanie jakiejkolwiek analogii
– mówię dla Dziennika Gazety Prawnej.

Kajetan P. stracił twarz

Poszukiwany podejrzany o morderstwo, który na początku lutego w Warszawie obciął kobiecie głowę, został zatrzymany dzisiaj na Malcie (zobacz informacje prasowe).

Kajetan P. został zatrzymany i... stracił twarz, a dokładniej: jego wizerunek i dane osobowe zostały zanonimizowane. Przez ostatnie dwa tygodnie wszystkie media publikowały prywatne zdjęcia mężczyzny, a dzisiaj można zobaczyć w najlepszym wypadku coś takiego:


 Źródło: www.tvn24.pl

O absurdalności anonimizacji danych osoby podejrzewanej i oskarżonej o popełnienie przestępstwa w głośnych sprawach medialnych pisał dwa lata temu Kamil Mamak z Uniwersytetu Jagiellońskiego („Czasopismo Prawa Karnego i Nauk Penalnych” 2013, zeszyt 3). Na tapecie była wówczas sprawa Katarzyny W., oskarżonej o zamordowanie własnego dziecka. Kamil przejrzyście udowodnił, że anonimizacja nazwiska i wizerunku kobiety była czystą fikcją. Po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy „Katarzyna W.” wyświetlały się pełne dane i fotografie tej osoby:
W przypadku próby wyszukania pełnego nazwiska oskarżonej, po wpisaniu w wyszukiwarkę Google imienia i pierwszej litery nazwiska oskarżonej już pierwsze pojawiające się nazwisko jest właściwe. O skali wyszukiwań związanych z tą sprawą świadczyć może fakt, że osoba ta wyprzedza Katarzynę Wielką, która znajduje się na kolejnej pozycji listy podpowiedzi. 
– pisał Kamil Mamak (jw. s. 78). Proszę spróbować wpisać teraz w wyszukiwarkę „Kajetana P.” Efekt? Wiemy, jak się nazywa; wiemy, jak wygląda. Internet wszystko pamięta, Internet niczego nie zapomina: wydarzeń, nazwisk ani twarzy. Anonimizacja danych i wizerunku bohaterów głośnych spraw medialnych jest współcześnie niemożliwa, nie spełnia żadnej merytorycznej funkcji i powinna zostać zaniechana. Trzeba więc zgodzić się z Mamakiem (jw., s. 82):
Prędzej czy później ustawodawca stanie przed koniecznością zajęcia stanowiska w tej kwestii, a rezultat wydaje się przesądzony. Należy zrezygnować z ochrony danych osobowych i wizerunku osób oskarżonych w sprawach medialnych, ponieważ jest to jedyne racjonalne rozwiązanie.

Konkurs z nagrodą książkową

Zapraszam do udziału w małym konkursie, w którym można wygrać moją książkę o przygotowaniu do przestępstwa. Mini-regulamin konkursu zamieściłem na końcu wpisu. Konkurs ma charakter „wiedzowy”; o zwycięstwie nie decydują czynniki losowe w rozumieniu przepisów o grach losowych i hazardowych.

W pięciu miejscach swojej książki odwołuję się do poglądów pięciu znanych filozofów. Zadanie konkursowe polega na wskazaniu nazwisk tych filozofów.

Zamieszczam poniżej pięć cytatów z książki. W wykropkowanym miejscu powinno pojawić się nazwisko właściwego filozofa. Pełną odpowiedź, tj. nazwiska wszystkich 5 filozofów, proszę umieścić w komentarzu pod niniejszym wpisem. Pamiętajcie o oznaczeniu poszczególnych nazwisk numerem odpowiedniego cytatu, wg wzoru: 1. Nazwisko, 2. Nazwisko itd. Udział w konkursie wymaga podania, wraz z odpowiedzią, swojego imienia i nazwiska lub chociażby adresu mailowego.

Wygrywa Czytelnik, który pierwszy rozwiąże prawidłowo całe zadanie konkursowe. Ogłoszenie wyników konkursu dzisiaj wieczorem. Powodzenia!

Zadanie konkursowe

1.
Dyskusja naukowa przypomina w tym zakresie chodzenie po linie rozpiętej nad przepaścią. „Niebezpieczne to przejście; niebezpieczne to, co po drodze; niebezpieczne wstecz spoglądanie; niebezpieczne trwożne zachwianie się i zatrzymywanie” – opisywał to przejście 1.........?

2.
Nawiązując do znanego passusu z dzieł 2........?, w którym filozof mówi o „skoku w bycie”, należałoby powiedzieć, że z przygotowania do usiłowania nie przechodzi się progresywnie, płynnie, „krok po kroku”. Konieczny jest skok.

3.
W pracy poświęconej filozofii sprawnego działania 3.........? stwierdza, że „cel jest to zamierzone dzieło, a plan jest to sposób zamierzony” . Autor ten odróżnia plan pomyślany od planu materialnego: „Cóż bowiem znaczy słowo «plan», ujęte w pierwszym sensie? Łatwo to okazać na przykładach. Mówimy oto nieraz, że obmyślano plan podróży, i dajemy w ten sposób do zrozumienia, że namyślano się i uznano za celowe, by wyruszyć zrazu tam a tam, potem zaś stamtąd pojechać do innej miejscowości etc. Słyszy się, że ktoś snuje fantastyczne plany życiowe. Czy to nie tyle, że namyśla się, jak ma żyć, i że namyśla się nierzeczowo i kapryśnie...”

4.
Nie wdając się w sięgający 4..........?  spór o to, czy informacja może istnieć bez podmiotu poznającego – czy bycie (einai) i pojmowanie (noein) są tym samym – należy stwierdzić, że bez poznania określonych danych przez podmiot poznający (sprawcę) nie da się „zebrać informacji” w rozumieniu art. 16 § 1 def. 2 k.k.
 
5.
Powód ten wyraża klarowna i w swej prostocie uderzająca myśl 5.........?: „Chcąc wytyczać granice myśleniu, trzeba by móc pomyśleć obie strony granicy”. Jeśli chcemy – a chcemy – wytyczyć granice usiłowaniu, trzeba móc pomyśleć obie strony granicy; trzeba móc pomyśleć – i rzeczywiście pomyśleć – także tę stronę, za którą odpowiedzialna jest ustawowa charakterystyka czynności przygotowawczych. Nie da się tego uczynić bez sięgnięcia po art. 16 § 1 k.k.



Regulamin konkursu
 
1. Konkurs rozpoczyna się 10 lutego 2016 r. o godz. 12:00 i odbywa się na blogu „Dogmaty karnisty”.
2. W konkursie może wziąć udział każdy pełnoletni Czytelnik bloga.
3. Konkurs polega na udzieleniu pisemnej odpowiedzi na zadanie sprawdzające wiedzę i umiejętności.
4. Rozwiązanie zadania należy zamieścić pod wpisem w komentarzu, wraz z podaniem własnego imienia i nazwiska lub adresu mailowego.
5. Zwycięzcą konkursu zostaje Czytelnik, który jako pierwszy udzieli całkowicie prawidłowej odpowiedzi na zadanie.
6. Zwycięzca konkursu jest wyłaniany wyłącznie w oparciu o kryterium merytoryczne, bez udziału jakichkolwiek czynników losowych.
7. Zwycięzca otrzymuje egzemplarz książki „Przygotowanie do przestępstwa. Analiza dogmatycznoprawna” M. Małeckiego.
8. We wszelkich sprawach związanych z konkursem rozstrzyga ostatecznie i bez uzasadnienia autor bloga.

Fotografia: M.M.
 
- - - - - - - - - - - - - - -
Aktualizacja 10 lutego 2016, godz. 16:01:
Konkurs został zakończony. Wyniki konkursu zostały opublikowane poniżej.

Książka doszła

Przyszedł do mnie dzisiaj pocztą egzemplarz autorski mojej pierwszej książki. Dokładnie ją sobie obejrzałem ze wszystkich stron, zwracając uwagę na każdy szczegół.


Książka jest bardzo filigranowa – nie za gruba, nie za cienka, nie za ciężka. Twarda okładka zapewnia książce stabilność w trakcie czytania. Niewielki format (A5) pozwala zmieścić książkę w każdej teczce czy torebce na ramię, dzięki czemu bez trudu można zabrać ją w podróż, na nudny wykład, a nawet do fryzjera. Szara okładka nie rzuca się w oczy, a zarazem prezentuje się bardzo dostojnie.


Czerwony akcent kolorystyczny na grzbiecie książki przypomina, że mamy do czynienia z groźną tematyką. Dynamiczna narracja zachęca do przewracania kolejnych kartek i zanim się obejrzymy, docieramy do końca rozdziału. Rozważania są poprzeplatane różnymi przykładami (główni bohaterowie tych przykładów to Adam i Ewa), schematami, tabelkami i rysunkami, dzięki czemu nie sposób zgubić wątku i zawsze wiadomo, co autor miał na myśli.


Fragmenty rozdziału III zostały wzbogacone kilkoma rysunkami, które przedstawiają kółka poprzedzielane różnej grubości liniami. Rysunki bardzo prosto i klarownie odzwierciedlają treść prowadzonych rozważań. Jeden z najciekawszych zestawów kółek znajduje się na sąsiadujących ze sobą stronach 274 i 275: kółko po lewej stronie przedstawia radioaktywną odmianę przygotowania do przestępstwa, po prawej stronie, jak widać, mamy głowę Batmana.


A pośrodku ręka autora, która jeszcze niedawno tworzyła te rysunki na komputerze. Na końcu książki w specjalnym rozdziale zostały umieszczone kluczowe tezy sformułowane w różnych miejscach pracy. Tezy mogą pełnić różne funkcje, w zależności od upodobań Czytelnika: czytane na początku pozwolą zorientować się, o co chodzi w książce oraz jakich poglądów bronić będzie jej autor; przeglądane podczas lektury kolejnych podrozdziałów ułatwią wychwycić kluczowe wątki i zależności między poszczególnymi częściami książki; czytane na końcu spełnią funkcję podsumowania.


Fotografie: M.M. 

Wszystko to sprawia, że autor jest pewien tego, co napisał; Czytelnik może czerpać radość z lektury książki; adwersarz nie będzie miał problemu z ustosunkowaniem się do poszczególnych twierdzeń.

Przygotowanie do przestępstwa – fragmenty
Kliknij po więcej informacji o książce

Zobacz podobne wpisy:

Bluźniercze hostie

Zespół Behemoth opublikował w internecie fotografię przedstawiającą pudełeczko wypełnione imitowanymi hostiami z symboliką satanistyczną. Okrągłe obiekty przypominają do złudzenia hostię przyjmowaną m.in. przez wiernych kościoła rzymskokatolickiego w czasie mszy świętej. Zdjęciu towarzyszy podpis: „Getting ready for blasfemia in Europe...!” („Szykujcie się/przygotujcie się na bluźnierstwo w Europie!”), który nie pozostawia wątpliwości, że obiekty mają imitować najświętszy sakrament. 

Symbol wytłoczony na bluźnierczych hostiach przedstawia trójkąt równoramienny, ognisty płomień i trzy miecze, które w narracji satanistycznej interpretowane są jako ostateczny tryumf szatana. Zdjęcie zostało zamieszczone 26 stycznia 2016 r. na ogólnodostępnym, publicznym profilu zespołu Behemoth na Facebooku (profil jest dostępny dla każdego użytkownika internetu).

Pojawia się pytanie, czy opublikowanie tego typu fotografii w internecie może wyczerpać znamiona czynu zabronionego z art. 196 k.k.:
Kto obraża uczucia religijne innych osób, znieważając publicznie przedmiot czci religijnej lub miejsce przeznaczone do publicznego wykonywania obrzędów religijnych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2
W mojej ocenie: tak (o czym szerzej poniżej). Jeśli taka fotografia obrazi uczucia religijne co najmniej dwóch użytkowników internetu (testis unus, testis nullus), dojdzie do realizacji znamion tego przestępstwa. Przyjrzyjmy się pokrótce poszczególnym znamionom oraz ich interpretacji.

 

Publicznie


Zdjęcia opublikowano na ogólnodostępnej stronie internetowej; każdy użytkownik internetu może na nią wejść. Publicznością jest więc w omawianym wypadku społeczność internetowa na całym świecie.

Jak powszechnie wiadomo, zdjęcia umieszczane w internecie rozprzestrzeniają się w sieci w zasadzie samorzutnie, autor nie ma nad tym kontroli, a pliki są zasysane przez różne wyszukiwarki. Przeciętny użytkownik internetu zdaje sobie sprawę, że fotografia może zostać rozpowszechniona i może dotrzeć do osób, które poczują się urażone przedstawionymi na niej treściami.

 

Znieważenie


Znieważający charakter czynu wynika z kontekstu, w jakim posłużono się imitacjami hostii (określony zespół muzyczny) oraz wytłoczonej na hostiach symboliki (w miejscu krzyża czy znaku IHS występują symbole satanistyczne). Podpis pod fotografią, mówiący o bluźnierstwie – to znaczy, zgodnie ze słownikami, uwłaczaniu temu, co jest uważane przez kogoś za godne szacunku, co jest przez religię uważane za święte – potwierdza, że czyn polegający na zaprezentowaniu opisanych fotografii ma charakter znieważający.

 

Przedmiot czci religijnej


Art. 196 k.k. wymaga znieważenia przedmiotu czci religijnej. Konsekrowana hostia jest w kościele rzymskokatolickim przedmiotem czci religijnej. Wyrażają to gesty kapłana i wiernych, którzy klękają przed najświętszym sakramentem w czasie mszy świętej, podczas komunii świętej i poza nią. Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza: 
W Najświętszym Sakramencie Eucharystii „są zawarte prawdziwie, rzeczywiście i substancjalnie Ciało i Krew wraz z duszą i Bóstwem Pana naszego Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus” (KKK 1374)
Sobór Trydencki streszcza wiarę katolicką, nauczając: „Ponieważ Chrystus, nasz Odkupiciel, powiedział, że to; co podawał pod postacią chleba, jest prawdziwie Jego ciałem, przeto zawsze było w Kościele Bożym to przekonanie, które święty Sobór wyraża dzisiaj na nowo, że przez konsekrację chleba i wina dokonuje się przemiana całej substancji chleba w substancję Ciała Chrystusa, Pana naszego, i całej substancji wina w substancję Jego Krwi. Święty Kościół katolicki słusznie i właściwie nazwał tę przemianę przeistoczeniem” (KKK 1376)
„Ten kult uwielbienia, należny sakramentowi Eucharystii, okazywał zawsze i okazuje Kościół katolicki nie tylko w czasie obrzędów Mszy świętej, ale i poza nią, przez jak najstaranniejsze przechowywanie konsekrowanych Hostii, wystawianie ich do publicznej adoracji wiernych i obnoszenie w procesjach” (KKK 1378)
Znieważenie hostii jest więc znieważeniem centralnego dla wiary katolickiej przedmiotu czci religijnej. Oczywiście, zaprezentowane na fotografii Behemotha obiekty nie są konsekrowaną hostią; nie są więc nośnikiem prawdziwego Ciała Chrystusa i nie są przedmiotem kultu. Znieważenie przedmiotu czci religijnej nie musi jednak polegać na oddziaływaniu na rzeczywisty przedmiot czci (konsekrowaną hostię np. podczas nabożeństwa).

Do znieważenia może dojść np. w wypowiedzi, której autor sformułuje określone słowa pod adresem Biblii. Oczywiście wypowiedź taka nie „dotyka” treści świętej księgi – nie dochodzi do fizycznego kontaktu sprawcy z przedmiotem czci, nie przeszkadza to jednak w uznaniu wypowiedzi za obraźliwą względem tego przedmiotu.

Znieważeniem przedmiotu czci mogą być także prześmiewcze rysunki czy karykatury, tj. wszelkiego rodzaju wypowiedzi artystyczne, np. wizerunek Mahometa wykonującego czynności seksualne. Rzecz jasna, narysowany przez sprawcę obraz nie jest przedmiotem czci religijnej; rysownik nie atakuje bezpośrednio żadnego fizycznego przedmiotu, jest jednak oczywiste, że zachowanie to znieważa właściwy przedmiot kultu, tj. określoną osobę czy jej wizerunek.

Fotografia również jest formą wypowiedzi. Fotografia satanistycznych hostii znieważa przedmiot czci religijnej, czyli hostię używaną w swej właściwej funkcji jako Ciało Chrystusa przez wyznawców określonej wiary. Znieważająca jest, podkreślmy, już sama fotografia; nie musi dojść do faktycznego użycia znajdujących się na niej obiektów.

Omawiany wypadek nie ma nic wspólnego z rozpatrywanymi przez polskie sądy sprawami osób oskarżonych o obrazę uczuć religijnych, w których stwierdzano, że opublikowane swego czasu w prasie wizerunki Matki Boskiej Częstochowskiej i Dzieciątka z twarzami zasłoniętymi maskami gazowymi czy karykatura Czarnej Madonny trzymającej posła Marka Jurka służyły, w określonym kontekście, pobudzeniu debaty publicznej czy zwróceniu uwagi na istotne problemy społeczne (np. zanieczyszczenie środowiska) i z tego powodu nie stanowiły przestępstwa. Żadna z takich merytorycznych okoliczności nie występuje w dyskutowanej sprawie.

W opisanym stanie faktycznym sprawca/sprawcy umieszczający w internecie rzeczoną fotografię ma/mają świadomość atakowania uczuć religijnych innych osób, czego dowodzi przytaczany na wstępie podpis pod zdjęciem („Szykujcie się na bluźnierstwo”). Co więcej, sprawca chce znieważyć przedmiot czci wyznawców określonej religii. Dowodzi tego znamienna wymiana zdań w dyskusji na Facebooku:
Katka K.: Nurtuje mnie pytanie: dlaczego nie obrażacie muzułmanów? Boicie się?
BEHEMOTH! Moze dlatego ze pochodzimy z kraju katolickiego a nie muzulmanskiego...?
W oryginalne konwersacja wygląda tak:


Źródło: Facebook

Jak widać, atak wymierzony jest celowo w chrześcijan, dla których hostia święta jest przedmiotem kultu. Wypowiedź ta potwierdza również trafność interpretacji upatrującej w wytworzonych, sfotografowanych i upublicznionych imitacjach hostii działania mającego na celu znieważenie dokładnie tego przedmiotu czci religijnej. Znamiona przestępstwa z art. 196 k.k. realizowane są zatem z zamiarem bezpośrednim.

Niezależnie od odpowiedzialności karnej osoby umieszczającej zdjęcia w internecie, należałoby rozważyć także kwestię odpowiedzialności karnej za zaniechanie po stronie wszystkich administratorów profilu, którzy mogą usunąć bluźniercze fotografie z internetu. Pojawia się tutaj problem możliwości popełnienia przestępstwa z art. 196 k.k. przez zaniechanie. Czy można znieważać przedmiot czci religijnej, tolerując publikowanie w internecie zdjęć zawierających takie treści, to znaczy tolerując fakt, że administrowany przeze mnie profil obraża uczucia religijne? Kwestia ta wymagałaby osobnej analizy.

Esej w „Prokuraturze i Prawie”

W styczniowym numerze „Prokuratury i Prawa” ukazał się... esej. Autorem eseju jest Stanisław Łagodziński, który postanowił odnieść się do projektów nowelizacji Kodeksu karnego, przedstawionych przez Komisję Kodyfikacyjną Prawa Karnego w 2013 r. Tytuł tekstu brzmi podejrzanie, zważywszy na naukowy charakter czasopisma, w którym się ukazał: „Esej o nowelizacji kodeksu karnego”. Umieszczone w nim słowo „esej” ma zapewne sugerować, że nie jest to tekst naukowy, a jedynie lepsza lub gorsza eseistyka – subiektywne wynurzenia S. Łagodzińskiego. Czytelnik eseju nie rozczaruje się, tak właśnie jest.

Oto próbka umiejętności literackich Pana Łagodzińskiego:
Czy polski praktyk (sędzia bądź prokurator), obciążony powinnością ich rozważenia i uzasadnienia zajętego stanowiska, będzie miał czas na przysłowiowe „załatwianie spraw” w toczącym się procesie karnym i kto za niego będzie ścigał sprawców przestępstwa. A również, czy po ich ustawowym zalegalizowaniu, obudzimy się nie tylko z ręką, ale również zanurzeni aż po uszy w nocniku Temidy, postronny zaś obywatel na swoje wołanie, gdzie jest ład, porządek, sprawiedliwość, usłyszy od polskiej Temidy, która wzorem Lejzorka Rojtszwańca odpowie tu, wskazując dumnie na swoją głowę. Na tle tego permanentnego nowelizowania polskiego prawa karnego nabrałem szczególnego szacunku do Państwowej Komisji Wyborczej, która postąpiła tak, jak postąpiła, mimo że jej tylko jeden raz nie wyszło. (s. 108)
Panie i Panowie... o co tu do diaska chodzi!?

Talent autora ujawnia się także w następującym fragmencie eseju:
Niepodobnym jest jednak, aby zgorszenia przyjść nie miały i aby projektowana regulacja nie stała się sygnałem oraz przyzwoleniem do ataku na osobę pokrzywdzonego, a głównie pokrzywdzonej w poszukiwaniu właśnie w niej owego przyczynienia. Obawiam się, że będzie to przysłowiowa woda na młyn „wiktymologów zgwałcenia” wyznających zasadę on nie winien, ona winna – bo… nosiła zbyt krótką spódniczkę, bądź nie nosiła czadora, skutkiem czego oskarżony doznał nieodpartego przymusu popełnienia przestępstwa. Jak dalekie i jak powszechne może być parcie na poszukiwanie owego przyczynienia w osobie pokrzywdzonej, może świadczyć opowiedziany mi przez jednego z prokuratorów z terenu Podhala przykład uniewinnienia sprawcy zgwałcenia, gdy na pytanie przewodniczącego składu orzekającego w osobie prezesa sądu pokrzywdzona odpowiedziała, że „jej też zrobiło się dobrze”. (s. 111)
Umieszczenie tych bzdur w jednym rzędzie obok innych artykułów publikowanych w tym samym numerze „Prokuratury i Prawa” obniża rangę wszystkich opracowań naukowych, których autorzy, w zaufaniu do poziomu merytorycznego tego czasopisma, postanowili wysłać swoje teksty do publikacji właśnie w tym miesięczniku.

Esej Stanisława Łagodzińskiego, poza dywagacjami bez wartości naukowej, zawiera jednak dwie myśli warte odnotowania.